W ciemności

with 12 komentarzy

W ciemności opowiadanie o seksie z nieznajomymCoś mnie obudziło.
Coś, to źle powiedziane.
Jest noc, a ja jestem bardzo podniecona. To mnie obudziło.
Czuję, że w pokoju nie jestem sama, w łóżku nie jestem sama.
Ktoś mnie pieści bardzo intymnie. Czyjaś głowa między moimi nogami, język zagłębiający się we mnie i palce...
Nie widzę kto to. Jest ciemno.
Podniecenie i strach.

Ten ktoś poczuł, że się obudziłam.
- Kim jesteś? - wyszeptałam.
Brak odpowiedzi.
Sięgam do włącznika lampki przy łóżku, ale nie mogę go wymacać.
- Nie próbuj - to męski głos.
Czy ja go znam?
- Czego chcesz? - głos mi się łamie.
- Ciebie - odpowiada.

KILKA DNI WCZEŚNIEJ.

Studiuję i pracuję. W tygodniu opracowuję, serwisuję systemy alarmowe i monitorujące dla bogatych klientów, w weekendy uczę się.
Praca jest świetna i dobrze płatna, studia jej pomogą.
W pracy praca, w szkole nauka, w wolnym czasie rozrywka.

Życie płynęło poukładane do momentu, gdy zauważyłem Ją.
Byłem akurat na trzecim roku, gdy ONA zaczęła pierwszy.
Takich dziewczyn nie da się nie zauważyć.
Przyjechała czarnym Porsche, za które większość dała by się pochlastać.
Czarnowłosa, wysoka, oczy schowane za ciemnymi okularami.
Zjawisko.
Zostawiła auto zaparkowane w niedozwolonym miejscu i ruszyła do szkoły.
Ja zaintrygowany za nią.

I tak to się zaczęło.
Musiałem o niej wiedzieć wszystko.
I dowiem się.
Takich błysków nie można zignorować.

***

Dziś pierwszy dzień studiów.
Cieszę się, wreszcie zrobię coś po swojemu.
Dotąd uczyłam się w wybranych przez rodziców szkołach prywatnych, spotykałam wciąż tych samych ludzi z wąskiego grona wybrańców fortuny.
Wreszcie udało mi się wyjść spod klosza. Wyprowadziłam się z rodzinnego domu, co bardzo martwiło rodziców, ale skapitulowali i zgodzili się. Wyposażyli mnie w mieszkanie, samochód, wszystko najdroższe i rzucające się w oczy, jak całe nasze życie.
Nie cierpiałam nowego auta, jakbym wszystkim chwaliła się swoim stanem posiadania. W dodatku nie wypracowanym, tylko otrzymanym.
Wiem, powinnam się cieszyć, ale ja się w tym wszystkim dusiłam.
Zaparkowałam z boku budynku, prawie przyklejając auto do ściany, byle mniej rzucać się w oczy.

Psychologia, zawsze o tym marzyłam, słysząc równocześnie, że to bez przyszłości i takie tam.
Weszłam do budynku i poszłam do sali, według wykazu zajęć.
Dziś było raczej zapoznanie z przedmiotami, takie bardziej organizacyjne spotkanie. Jako ostatni był wykład. Sala wykładowa była nabita, usiadłam więc w ostatnim rzędzie, z brzegu.
- Przepraszam - pochylił się nade mną jakiś chłopak. - Czy mogła byś się przesunąć o jedno miejsce?
Miał obezwładniający uśmiech i niepokojące oczy. Błysnął bielą zębów.
- Oczywiście - przeniosłam się, przesuwając torbę nogą i rozkładając blat przy fotelu obok.
- Dziękuję - wyciągnął rękę. - Adam jestem.
- Agnieszka - dłoń miał ciepłą.
Przetrzymał mnie w tyk uścisku dłużej, patrząc mi w oczy bez słowa. Nie umiałam się ruszyć, tylko tak trwałam uwięziona jego wzrokiem.
Uwolnił mnie w końcu i rozsiadł się, rozkładając zeszyt.
Siedziałam praktycznie w bezruchu przez pięć minut. W końcu zaczął się wykład. Nie umiałam się skupić, czułam jego zapach, chwilami dotyk łokcia, gdy zmieniał pozycję na siedzeniu.
Powinnam robić jakieś notatki, coś zapisywać, a nie siedzieć tak, starając się zapanować nad chęcią spojrzenia na niego.

W końcu wykład dobiegł końca, on się spakował, wstał i wyszedł.

Co to było?!
Nigdy dotąd mnie tak nie sparaliżowała czyjaś bliskość. Nawet mu się dokładnie nie przyjrzałam. Czułam się jak idiotka.
A te usta...

Zebrałam się w końcu i poszłam do sekretariatu, stając w długim ogonku osób, które jak ja musiały donieść potwierdzenia wpłat czesnego i uzupełnić inne braki w dokumentach. Czułam się obco wśród tych wszystkich ludzi, pewnie jak większość z nich. Ciekawe, na którym roku ON studiuje.
- Znowu się spotykamy - obok mnie stanął w kolejce Adam.
- Fakt - odparłam, czując wypływający mi na twarz rumieniec.
Nie cierpię tego! To takie obnażające.
Czy domyślił się, że właśnie o nim myślałam?
Nic już nie powiedziałam.
Kolejka przesuwała się powoli.

***

Przed wykładem poznałem jej imię, w sekretariacie dowiedziałem się więcej. Jej nazwisko, adres zamieszkania.
No to teraz cię mam!
W weekend studiowała jeden kierunek, w tygodniu drugi.
Tego, jak i następnego dnia widziałem, jak szuka mnie wzrokiem na korytarzach. Przechwytywałem jej spojrzenie, za każdym razem odwracała oczy pierwsza, czerwieniąc się.
Nie poszedłem już na żaden wykład jej roku. Nie musiałem.

W tygodniu, gdy była w szkole, obejrzałem sobie jej mieszkanie, bez trudu się włamując i nie zostawiając po sobie śladów. Duże i drogie, widać, że dopiero się wprowadziła.

Na drugi dzień założyłem jej podsłuch w każdym z pomieszczeń i kamerkę przed wejściem do mieszkania. Przy mojej pracy to była betka.
Miałem fonię i wizję przesyłaną bezpośrednio do laptopa.
Wieczorem podłączyłem laptop do wzmacniacza i słuchałem jak krząta się po mieszkaniu, bierze prysznic, trzaska talerzami i podśpiewuje.

W nocy nie mogłem zasnąć. Ona spała już spokojnie. Wstałem i włączyłem nagrywanie, ubrałem się i wyszedłem.
Wsiadłem na motor i pojechałem pod jej mieszkanie.
Po kilku minutach wiedziałem już co zrobię. Zostawiłem motor w cieniu drzewa i wszedłem do budynku.
Stałem dłuższą chwilę pod jej drzwiami starając się usłyszeć, czy nie wstała. Cisza.
Wyłączyłem na tablicy główny bezpiecznik i otworzyłem drzwi.
Nie musiałem się obawiać sąsiadów. Na każdym piętrze było tylko jedno mieszkanie, czy właściwie apartament.
Wszedłem cicho do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Skierowałem się do jej sypialni.

Spała na plecach, włosy rozsypały się na poduszce. Uklęknąłem w nogach łóżka i delikatnie zdjąłem z niej kołdrę. Niewiele światła wpadało przez okno, ale widziałem, że spała w samej koszulce, która kończyła się na wysokości bioder. Była bez bielizny.
Podniecił mnie ten widok, a jeszcze bardziej fakt, że byłem tu przy niej, bezbronnej i śpiącej.
Mogłem wziąć ją siłą i wyjść.
Nie obroniła by się, ale ja nie lubię takich zabaw.

Złapałem ją za kostki i rozszerzyłem nogi, kładąc się między nimi. Łóżko ugięło się pod moim ciężarem. Nasłuchiwałem, czy się obudziła. Cisza, spała nadal.
Przesunąłem się wyżej by mieć twarz w pobliżu jej cipki. Nie robiłem nic, tylko wdychałem zapach jej kobiecości, czułem ciepło jej ciała. Nie mogąc się powstrzymać, pocałowałem ją we włoski na wzgórku. Żadnej reakcji. Wwierciłem się językiem pomiędzy płatki, smakując ją. Poruszyła się niespokojnie. W spodniach było mi już ciasno, ale nie po swoje spełnienie tu przyszedłem. Nie chciałem rżnięcia, chciałem się nią pobawić, posmakować i rozpalić.
Łechtaczka zareagowała powiększając się, jak kwiat przebijający się spod śniegu na spotkanie mojego języka. Ssałem ją, lizałem płatki i głębiej, czułem na języku jej wilgoć i słoność, stawała się śliska.
Poruszyła się i jęknęła, ale spała nadal. Do pieszczoty dołączyłem palce, drażniąc wejście, nie przerywając pieszczot ustami. Poruszyła biodrami, a ja ustami podążałem za uciekającym mi włącznikiem rozkoszy.
Nagle znieruchomiała.
- Kim jesteś? - wyszeptała.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Przecież się nie przedstawię.
Usłyszałem, że próbuje włączyć światło.
- Nie próbuj - mruknąłem.
Znieruchomiała.
- Czego chcesz? - głos jej się łamał.
- Ciebie - odpowiedziałem.
- Zgwałcisz mnie? - spytała prawie płacząc.
- Nie - odparłem. - Chyba, że mnie poprosisz. A teraz leż spokojnie.
- Proszę - załkała. - Nie rób mi krzywdy. Dam ci pieniądze. Zapłacę, tylko nie krzywdź mnie.
- Nie zamierzam cię skrzywdzić - uśmiechnąłem się, nie mogła tego zobaczyć, ale pewnie usłyszała. - Chcę wziąć twoją rozkosz, więc leż spokojnie.
Czułem jak jest napięta, drżała ze strachu.
Zacząłem ją całować. Najpierw wnętrze ud i skórę wokół włosków. Drżała coraz bardziej. Była przerażona, a przecież nie chciałem żeby się bała.
- Uspokój się - poprosiłem. - Na prawdę nie zrobię ci krzywdy, chcę cię tylko całować, tutaj - pocałowałem jej pobudzony wcześniejszymi pieszczotami guziczek.
- Ale... - nie potrafiła najwyraźniej skonstruować zdania.
- Nie zgwałcę cię - zapewniłem ją ponownie. - Obiecuję ci. Tylko usta na twojej cipce... i palce w środku.
Nic już nie powiedziała. Leżała bez ruchu, sztywna i spięta.

Wróciłem do pieszczot.
Drażniłem językiem miejsce tuż nad i tuż pod łechtaczką, omijając to najczulsze. Palcami zagłębiałem się w niej, to wycofywałem. Każdy ruch był głębszy i coraz bardziej śliski. Nawet jeśli nie chciała, nie potrafiła nie reagować na te pieszczoty. Jej ciało straciło sztywność, zmieniło się w drżenie. Oddech stawał się coraz szybszy i głębszy. Biodra to unosiły się to opadały delikatnie, jakby wciąż opierała się podnieceniu, ale z nim przegrywała. W pewnym momencie poczułem jej dłonie na swojej głowie, wplotła mi palce we włosy i przyciągnęła mnie bliżej źródła rozkoszy. Słyszałem jej jęki. Starałem się jak najgłębiej spenetrować jej wnętrze językiem. Reagowała, coraz mniej się kontrolując. Jedną stopę poczułem na swoich pośladkach, drugą na plecach. Byłem tak podniecony jej podnieceniem, że omal spuściłem się w spodnie. Musiałem sięgnąć i poprawić sobie kutasa, który zablokował mi się boleśnie w nogawce.
Wyczuła mój ruch i znów zesztywniała w oczekiwaniu na... gwałt?
- Spokojnie maleńka - wyszeptałem, unosząc się na łokciu. - Muszę się poprawić, na mnie też działa to co robimy.
Przesunąłem nabrzmiałego penisa na brzuch i powróciłem do pieszczot.
Powoli zaczęła się rozluźniać. Znów ustami musiałem gonić jej łechtaczkę. Zaczęła się poruszać w dół i w górę jakby posuwana moim językiem i palcami. Jęczała coraz głośniej, jej palce błądziły mi we włosach.
W pewnym momencie stężała i krzyknęła. Czułem skurcze na palcach, zanurzonych w jej śliskim wnętrzu. Poczułem również, że sam przekroczyłem granicę. W moich spodniach pulsował członek, wyrzucając z siebie porcje spermy. Nigdy się tak nie podnieciłem, nie dotykając się nawet.
Ta rozkosz mnie zabolała.
Nie przyniosła ulgi, po prostu zabolała.

Miałem mokre usta, brodę. Przesunąłem się w górę, twarzą do jej twarzy.
- Widzisz? - szepnąłem w jej usta. - Nie kłamałem. Teraz pójdę, a ty śpij spokojnie. Dobranoc.
Pocałowałem ją w usta, a ona oddała mi niepewnie pocałunek.
Tak bardzo chciałem widzieć jej twarz w tym momencie.
- Kim jesteś? - szepnęła.
- Snem kochanie - odpowiedziałem. - Słodkim snem. Śpij.
Wstałem i wyszedłem z sypialni. Ona została w łóżku.
Wyszedłem i zamknąłem drzwi za sobą. Włączyłem prąd na tablicy przed drzwiami i zbiegłem po schodach.
W spodniach miałem mokro. Wytrysk lepił materiał do brzucha i niżej.
Co ja wyprawiam?
Pojebało mnie!
Wtargnięcie i napad, to tylko przychodziło mi do głowy.
Ale to było działanie pod wpływem impulsu, nigdy wcześniej nie zachowywałem się tak nieodpowiedzialnie.
Do tej dziewczyny mógł bym przyczołgać się po rozżarzonych węglach nago.
Pojebało mnie...

Wsiadłem na motor i pognałem do domu.
Mam wszystko nagrane.

W mieszkaniu dopadłem laptopa i włączyłem odtwarzanie.
Przeżywałem teraz każdą sekundę ponownie. Słyszałem nasze szepty, oddechy, szelest pościeli, jęki.
Rozebrałem się i w ciemności, otoczony jedynie dźwiękami z głośników, pieściłem się ręką.
Przez odgłosy nagrania przebił się inny, nowy.
Jęki Agnieszki.
Robiła to co ja!
Wyłączyłem odtwarzanie nagrania, wsłuchując się. Oczami wyobraźni widziałem jej palce drażniące najczulsze miejsce, to zaciskające się na piersi. Słyszałem oddech i inne, mokre odgłosy, szelest prześcieradła, po którym przesuwa się jej stopa, aż w końcu jęk.
Cichszy niż wtedy, gdy wpijałem się w nią ustami.
Czy myślała o mnie? Facecie bez twarzy? Musiała o mnie myśleć!

Chwilę później eksplodowałem po raz drugi tej nocy.
Tak bardzo pragnąłem być w niej, trzeć o jej wnętrze.
Znów nie poczułem ulgi, raczej chwilowe, bolesne zaspokojenie.
Cholera, uzależniłem się.
Może za szybko, ale już byłem na głodzie.
Wkrótce znów ją odwiedzę.

Usnąłem w fotelu, rozwalony od środka, nie wiedząc co z TYM dalej zrobić.

Gdybym był normalny, podszedł bym do niej na korytarzu w uczelni, zagadał i umówił się może.
Dlaczego tego nie zrobiłem?!
Prościej i normalniej.
Widocznie nie jestem ani prosty, ani normalny.
Ale koniec końców, ona też nie pognała na policję, nie szlochała w poduszkę po moim wyjściu, tylko kontynuowała to co z nią robiłem.
Dobrze.

Znów ją odwiedzę...

Dzień po ostatniej nocy był ciężki.
Na zajęciach z wielkim wysiłkiem koncentrowałam uwagę na przedmiocie na tyle, by nie wyglądało na to, że przyszłam tylko posiedzieć. Coś zapisywałam, ale po zajęciach biegłam kserować notatki koleżanki. Pewnie zastanawiała się czy ze mną wszystko w porządku.
Jakim cudem obcy facet mógł sobie wejść i wyjść z mojego mieszkania jak z własnego?
Przerażał mnie ten fakt, ale musiałam przed sobą przyznać, że również podniecał.
To poczucie zdominowania, bycia zdobytą i bezbronną.
Czy tak mają wszystkie kobiety?
Czy przyjdzie do mnie i dziś?
Na wszelki wypadek zadzwonię do jakiejś firmy montującej alarmy.
Zawsze mogę nie włączać alarmu...

***

Po wejściu do mieszkania od razu włączyłem fonię z jej mieszkania.
Byłem po treningu, dzięki któremu wyrzuciłem z siebie trochę energii, ale i tak za mało.

Jeszcze nie przyszła.
Dziwne, czekałem na jej powrót, jak na domownika, z którym żyję pod jednym dachem.

Około siedemnastej wróciła.
Z dźwięków wywnioskowałem, że krząta się po domu, korzysta z komputera.
- Halo - brzmiało to, jak rozmowa telefoniczna. - Chciałam zamówić usługę.
Słuchałem uważnie.
- Tak - kontynuowała. - Na dzisiaj, jeśli to możliwe. Chciałam zamówić jakiś alarm przeciwwłamaniowy.
No niemożliwe!
Złapałem telefon i zadzwoniłem do firmy. Musiałem sprawdzić czy to z naszych usług chciała skorzystać.
Bingo!
Los był dla mnie bardzo łaskawy.
Wziąłem to zlecenie od bardzo zdziwionego tym faktem kumpla i pojechałem prosto do jej mieszkania.
Podekscytowany zapukałem do drzwi. Otworzyła i zdębiała dosłownie.
Takiej reakcji oczekiwałem.
- Cześć Adamie - wydukała. - Co ty tu robisz?
- Zamawiała pani usługę - uśmiechnąłem się. - No to jestem.
- Jaką usługę? - najwyraźniej lampka w jej mózgu jeszcze się nie zapaliła.
- Alarm - podpowiedziałem. - Dzwoniłaś do nas w sprawie alarmu, do firmy, w której pracuję?
- Aaa! Tak - machnęła ręką i znów się zaczerwieniła. - Wejdź - zaprosiła mnie gestem ręki. - Zaskoczyłeś mnie.
- Ładnie mieszkasz - wszedłem do mieszkania.
- Dzięki - skrzywiła nos. - Tak wyszło.
- No to czego ci potrzeba? - spojrzałem jej w oczy. - Obawiasz się kogoś i potrzebujesz alarmu?
- Nie... - zrobiła się czerwona jak burak. - To tak na wszelki wypadek.
- Oprowadź mnie więc po pomieszczeniach - poprosiłem. - Na jutro przygotuję ofertę. Ładny wisiorek - spojrzałem na srebro wiszące na jej szyi.
- Dziękuję, to cenna pamiątka po babci - pieszczotliwie dotknęła srebrnej łzy. - Nigdy się z nią nie rozstaję.
- Hmm - w mojej głowie zabłysła nowa myśl.
Wiedziałem już, jak być przy niej przez cały czas.

Wieczorem zastanawiałem się nad sytuacją. Założę jej alarm, więc nie będę mógł wejść swobodnie do jej mieszkania bez wzbudzania podejrzeń. Jeśli mimo załączonego alarmu przyjdę i go nie uruchomię, to wyjdzie na to, że albo alarm jest do niczego, albo znam hasło. Jeśli wejdę i go uruchomię, to też kupa...
Jutro przedstawię jej kilka opcji alarmu, pewnie jakąś wybierze, pojutrze założę.
No dobra, mam jeszcze dwie noce.

Tej nocy słuchałem tylko. Musiałem się dowiedzieć, czy uśnie, czy będzie na mnie czekała.
Nie zawiodłem się, usnęła około trzeciej, czyli czekała.
Tak to sobie przynajmniej tłumaczyłem.

W piątek po południu przyjechałem do niej z kilkoma wariantami alarmu, objaśniłem zasadę działania i różnice pomiędzy nimi.
Nie wyglądało na to, żeby chciała się mnie jak najszybciej pozbyć. Zaproponowała herbatę, a ja przyjąłem propozycję, tym bardziej, że nie zauważyłem wisiorka na jej szyi. Miałem co do niego pewien pomysł. Problemem było tylko namierzenie go.
- Czy mogę skorzystać z ubikacji? - to dawało mi szansę na znalezienie go.
- Oczywiście - odparła. - Do końca korytarza i w lewo.
Pamiętałem rozkład mieszkania, jej sypialnia była po prawej na końcu tegoż korytarza. Poszedłem więc i skręciłem w prawo. Zawsze mogę powiedzieć, że się pomyliłem. Wszedłem do jej pokoju i gorączkowo rozglądałem się w poszukiwaniu breloczka. Na szczęście leżał na nocnej szafce obok łóżka. Wyciągnąłem z kieszeni pudełeczko, a z niego mikronadajnik, który zakropiłem szybkoschnącym klejem i pensetą wcisnąłem przez jeden z otworów zdobiących wisiorek, do jego środka. Delikatnie odłożyłem na miejsce i wyszedłem z sypialni.
W ubikacji spuściłem wodę, umyłem ręce i poszedłem z powrotem do kuchni.

Dzięki nadajnikowi mogłem teraz słyszeć ją zawsze, gdy miała wisiorek na szyi. Mogłem również monitorować miejsce jej pobytu na mapce w telefonie. Nadajnik miał jeden minus, podsłuch działał tylko wtedy, gdy byłem w jego zasięgu, czyli do pięćdziesięciu metrów maksymalnie.
Wiem, trochę to chore, ale to zboczenie zawodowe. Zajmowałem się tym na co dzień.
Gdybym był cukiernikiem, pewnie przynosiłbym jej babeczki z kremem, albo marzył o polukrowaniu jej cipki. Tymczasem marzyłem by ją... permanentnie inwigilować.
- Zastanów się nad tymi alarmami - zwróciłem się do niej. - A po weekendzie daj znać co wybrałaś.
- No tak - uśmiechnęła się patrząc na mnie spod rzęs. - Jutro widzimy się w szkole.
Dzisiaj widzimy się tutaj - pomyślałem i ślinka pociekła mi już na wspomnienie jej smaku, a spodnie zaczęły się wypełniać.
- Tak więc do jutra - szybko wstałem, by przerwać tok myśli kierunkujący się na to, co planowałem.
- No to do jutra - minę miała trochę zawiedzioną, co zarejestrowałem z zadowoleniem.

Wieczorem przekąsiłem coś na szybko otoczony dźwiękami niesionymi z jej mieszkania poprzez głośniki. Stwierdziłem, że zaczynam się przyzwyczajać do tego naturalnego hałasu. Przemknęło mi przez głowę, że może tego mi właśnie brakuje, takiej codziennej obecności drugiej osoby, jej dźwięków, zapachu... miłości?
Nie zaznałem jeszcze tego, nie kochałem dotąd, nie zależało mi nigdy na nikim tak naprawdę. Ciekawe jak by to było, nie móc usnąć bez tej osoby obok, pragnąć jej, śmiać się z nią i milczeć bez skrępowania.
Wszystkie dotychczasowe związki oparte były na seksie, bliskość i uczucie nie wchodziły w grę.
Tym razem moje zainteresowanie Agnieszką było inne, choć nie wiedziałem dlaczego.
Chciałem ją poznać.

O pierwszej w nocy słyszałem jak spokojnie oddycha, nie przewraca się w łóżku, śpi.
Wstałem, ubrałem się i wyszedłem z mieszkania.
Zaparkowałem tam, gdzie ostatnio i wszedłem do klatki schodowej.
Postałem pod jej drzwiami i uspokojony ciszą, włamałem się do jej mieszkania.
Ogarnął mnie spokój zaprawiony dreszczykiem poczucia... władzy?
Znów byłem w jej sypialni i znów widziałem ją śpiącą i bezbronną.
Usiadłem na łóżku obok niej.
- Witaj - szepnąłem. - Czekałaś na mnie?
Cisza, ale poczułem, że drgnęła.
Będzie udawała, że śpi? Ok, pobawmy się w ten sposób.
Położyłem się obok niej, wślizgując pod kołdrę. Dotknąłem jej, była naga.
- Jestem - wargami dotykałem jej ust. - Czekałaś?
Nie było odpowiedzi.
- Marzyłem o tej chwili - mówiłem, całując ją równocześnie. - O twoim zapachu i smaku - dłońmi poznawałem jej ciało. Z biodra dłoń przesunąłem na jej pośladek. - Nie mogłem się doczekać twojej wilgoci - palcami badałem przedziałek pomiędzy jej pośladkami, docierając do wilgotnej szparki, czując jak odgina biodra nakierowując się na moje palce. - Czekałaś?
Cisza, tylko jej przyspieszony oddech.
- Maleńka - zarzuciłem sobie jej udo na swoje biodro. - Jesteś jak narkotyk. Byłem na głodzie od naszego ostatniego spotkania i teraz jestem na haju... Jesteś moją heroiną i chcę cię więcej, nie wydaje mi się żebym mógł przedawkować - zagłębiałem w niej palce drażniąc wejście i pragnąc poczuć ją bardziej.
- Tak... - jęknęła.
- Tak, chcesz więcej? - bawiłem się jej cipką, czując ucisk w spodniach.
- Tak - wyjęczała.
- O ile więcej chcesz? - przylgnąłem do jej cipki rozpychanymi penisem spodniami. - Chcesz wszystkiego?
- Tak...
- To weź to, czego pragniesz - docisnąłem jej biodra do swoich. - Pokaż mi czego chcesz.
Poczułem jej dłonie, najpierw na swoich ramionach i gorączkowo przesuwające się niżej. Wcisnęły się między nasze ciała mocując się z zapięciem spodni.
Nie mogłem uwierzyć w to, co się działo. Ona mnie pragnęła, tak mocno jak ja jej!
Drżącymi dłońmi odpinała guzik spodni, by po chwili mocować się z suwakiem. Bardzo chciałem jej pomóc, uwolnić się od uciskającego materiału, napawając się równocześnie torturą uwięzionej w spodniach męskości. Czułem się tak, jakbym był tuż przed orgazmem. Podniecenie mrowiło mnie w jądrach, nabrzmiewało penisa coraz bardziej z każdą ciągnącą się w nieskończoność sekundą. Rozpięła rozporek i objęła go niepewnie palcami. Zamarła z ustami przy moich ustach.
- Zrobimy tylko to, czego będziesz chciała - szepnąłem w jej usta. - Nic więcej.
Mówiąc to wiedziałem, że chce wszystkiego, że chce mnie w środku, ale wciąż się waha. Nie wiedziała w końcu kogo tak na prawdę pragnie. Podniecało mnie to niewyobrażalnie. Pożąda mnie piękna kobieta, nie ze względu na wygląd czy to kim jestem, tylko... po prostu mnie pragnie!
Czekałem na to, co zrobi. Podciągnęła nogę wyżej, zaczepiając palcami stopy pasek moich spodni i ściągnęła je ze mnie. Zostałem w samej koszulce z kutasem obolałym wręcz w oczekiwaniu. Przylgnęła do mnie ciałem, czułem jej cipkę na swoich jądrach, twarde piersi na swoim torsie.
Jej pożądanie dorównywało mojemu.
- Jak chcesz mnie poczuć? - zapytałem w jej usta.
- W środku - szepnęła i zaczęła ssać mój język.
Nie potrafiłem się dłużej kontrolować.
Obróciłem ją na plecy i ułożyłem się między jej udami.
- Teraz? - zapytałem pewny jej odpowiedzi.
- Wsadź mi go! - warknęła. - Wejdź we mnie, bo oszaleję!
Przylgnąłem do jej cipki czubkiem penisa, zagłębiając się w niej na centymetr, by po chwili się wycofać.
Złapała mnie za biodra i przyciągnęła mocno.
- Nie baw się ze mną - mruknęła. - Pieprz mnie!
Nie miałem już siły na gierki. Pchnąłem mocno, wbijając się głęboko w jej gorące wnętrze.
Jęk rozkoszy pieścił moje zmysły.
Zacząłem się w niej poruszać, czując jej oddech przy uchu. Przechwyciłem go ustami, smakując jej drżące wargi.
Tarłem nabrzmiałym do granic wytrzymałości penisem o jej wnętrze, czując każdy szlif natury wnętrza jej cipki na skórze kutasa. Takich doznań nie miałem nigdy.
Może to dzięki brakowi zmysłu wzorku reszta zmysłów odbierała wrażenia w dwójnasób, ale czułem się, jakbym miał eksplodować z ich nadmiaru. Poruszałem się w niej coraz gwałtowniej, rejestrując równocześnie swoje jęki, to też nie zdarzyło mi się nigdy dotąd.
W pewnym momencie Agnieszka zaczęła jęczeć, prawie wyć!
- Tak! - krzyczała już teraz. - Rób mi to...
Nie wytrzymałem dłużej. W moich jądrach zawrzał wulkan, by po chwili wyrzucić z siebie strumienie spermy w jej śliskie, pulsujące wnętrze.
Leżałem na niej z ustami przy jej uchu, dysząc z wysiłku i rozkoszy.
Nie czułem nigdy czegoś tak doskonałego, co poraziło by mój mózg jak przed chwilą!
Czy to miłość, czy zauroczenie i pożądanie?
Położyłem się obok niej, słyszałem jej przyspieszony oddech.
- Mógłbym się zakochać - powiedziałem bez namysłu.
- Ja też - odpowiedziała, zanim dotarł do mnie sens wypowiedzianych przeze mnie słów.
- Dobranoc - szepnąłem wystraszony tym, co przed chwilą powiedziałem.
Zamarłem, czekając na to co powie, ale usłyszałem tylko jej oddech, wolniejszy i spokojniejszy.
Usypiała.

Miałem ochotę zostać z nią i zobaczyć jej reakcję, gdy obudzi się rano.
Czułem ogarniającą mnie senność, więc ostrożnie podniosłem się z łóżka i odszukałem po omacku spodnie i buty.
Wyszedłem z jej mieszkania i wróciłem do swojego.
W drodze do łóżka rozebrałem się, rzucając na podłogę części ubrania i wsunąłem się pod chłodną kołdrę.
Usnąłem natychmiast.

Rano zerwałem się jak oparzony, zaspałem na zajęcia. Trudno, byle zdążyć ją zobaczyć.
Na wszystkich przerwach wypatrywałem jej.
Po zajęciach usiadłem na murku przy wejściu do budynku i czekałem kiedy wyjdzie.
Na pewno przyjechała, bo widziałem jej auto.
Ostatni miała wykład, więc może będę musiał poczekać jeszcze godzinę.
Pogoda była iście jesienna w polskim złotym stylu. Słońce i prawie letnia temperatura.
Czekając tak, posłyszałem rozmowę trzech kolesi stojących nieopodal przy popielniczce.
- Widziałeś tą furę? - zapytał jeden z nich. - Kurwa, ale cacko.
- A widziałeś suczkę, jaka się nią wozi? - zapytał drugi. - To dopiero cacko. Chętne bym się przejechał jej furą z głową tej suczy na moim drągu.
- Pewnie bogaty tatuś - zaśmiał się trzeci. - Albo kurewka na dorobku.
Czułem, jak krew uderza mi do głowy. Miałem ochotę podejść do nich i przywalić im bez ostrzeżenia.

"Będziemy ćwiczyć nasze serca i ciała dla osiągnięcia silnego ducha... będziemy dążyć do opanowania sztuki karate, aby nasze ciało i zmysły stały się doskonałe... będziemy przestrzegać zasad grzeczności, poszanowania starszych i powstrzymywać się od gwałtowności z wyjątkiem koniecznej obrony zagrożonego życia, lub zdrowia nie będziemy stosować sztuki karate poza Dojo"

Pomogło.
Opanowałem się rozluźniając zaciśnięte pięści.
Czekałem, oddychając powoli i głęboko.

W końcu zobaczyłem ją w drzwiach.
Lekka sukienka przed kolana, rozpuszczone włosy. Piękno w czystej postaci.
Zauważyła mnie i uśmiechnęła się, idąc w moim kierunku.
- Cześć ślicznotko - jeden z kolesi zastąpił jej drogę. - Może się bliżej poznamy?
- Pokażesz nam swoje autko, a my ci pokażemy coś ciekawego - zarechotał obleśnie drugi.
Nie czekałem dłużej, widząc wystraszony wyraz twarzy Agnieszki.
- Cześć Aga - przecisnąłem się między zdziwionymi moim zachowaniem kolesiami. - Czekałem na ciebie.
- Koleś! - warknął najwyższy z nich. - Masz problem?
Widziałem jak się nastroszył zaciskając szczęki.
- Nie mam - odpowiedziałem, patrząc mu w oczy. - Ale ty za chwilę możesz mieć.
Naciągnąłem ściągacz koszulki przy szyi, odsłaniając część tatuażu, zdobiącego moją pierś. Jeśli był choć trochę zorientowany, to zrozumie, że lepiej ze mną nie zaczynać.
- Zostaw go - pociągnął go niższy. - Idziemy.
- Niby dlaczego - fuknął ten najwyższy.
- Zostaw kurwa - powtórzył przez zaciśnięte zęby. - Chodźmy.
Mierzył mnie jeszcze chwilę wzrokiem, po czym obciął nim Agnieszkę, zatrzymując na dłużej bezczelny wzrok na jej biuście, w końcu się odwrócił i poszedł, a za nim pozostali.
Odwrócił się jeszcze i spojrzał na mnie tak, by dać do zrozumienia, że to jeszcze nie koniec. Jakbym się bał...

- Co to było? - głos Agnieszki przerwał nasz pojedynek na spojrzenia.
- Co? - nie wiedziałem o co dokładnie pyta.
- To - wskazała dłonią odchodzących kolesi i mnie. - O co chodziło z tym tatuażem?
- Karate - wyjaśniłem. - Pokazałem im tatuaż jako ostrzeżenie, że mogę ich skrzywdzić. - Przejedziemy się gdzieś? - zmieniłem temat.
- Ok - odparła niepewnie, patrząc na swoje auto.
- Pojedziemy moim - wskazałem na parking w oddaleniu od jej samochodu.
- Ok - odparła z ulgą.
Zeszliśmy ze schodów między auta.

- Mam jechać TYM?! - wskazała na mój motor.
- Wiem, że nie jest tak piękny jak twoje Porsche - uśmiechnąłem się. - Ale również daje dużo frajdy z jazdy.
Wziąłem w ręce kask i nałożyłem jej go, zapinając pod brodą.
Usiadłem na siedzeniu, zakładając swój i wskazując siedzenie za sobą.
Stała przez chwilę wahając się najwyraźniej, ale po chwili usiadła za mną trochę nieporadnie.
- Trzymaj się mocno - krzyknąłem, odpalając silnik.
Trzymała się uchwytu za sobą, co mnie rozśmieszyło. Wiedziałem już co zrobi, gdy tylko ruszę.
Przy pierwszym przechyle poczułem jej dłonie oplatające mnie w pasie, tak jak przewidziałem.
Czułem jej piersi na plecach i uda, którymi mnie obejmowała. Przeszkadzała mi tylko torba z zeszytami, którą wcisnęła między nas.

Jechałem do lasu, w moje ulubione miejsce przy jeziorku. W taką pogodę było tam wielu spacerowiczów z psami i matek z dziećmi, ale znałem jedno z miejsc, w które niewielu chciało się zapuszczać.
Ominąłem błotnisty, zarośnięty gęsto kawałek terenu i pojechałem dalej, nad jezioro.
- To tu - zaparkowałem przy wysokich, dziko rosnących krzewach. - Pięknie tu. Nie uważasz? - spytałem ściągając kask.
- Faktycznie - stwierdziła, wygładzając rozczochrane włosy. - Tak blisko centrum miasta, a tak cicho.
Miała zarumienione policzki, a oczy jej błyszczały.
- Podobało ci się? - ciekawe, czy to jej pierwsza przejażdżka na motorze.
- Tak - uśmiechnęła się patrząc mi w oczy. - Dziękuję, że przegoniłeś tych imbecyli.
- Nie ma za co - podszedłem do niej bliżej. - Chętnie przyjmę całusa w nagrodę - bezwstydnie wpatrywałem się w jej usta.
Pokonała dzielący nas dystans, wspięła się na palce i przymykając oczy, pocałowała mnie delikatnie. Nie miałem ochoty na buziaka, tylko na pocałunek. Przypomniały mi się jej zachłanne usta nocą. Przyciągnąłem ją do siebie i wpiłem się w jej wargi, penetrując językiem wnętrze jej ust. Z jękiem oddała mi pocałunek, obejmując dłońmi moją szyję i tak jak w nocy, wplatając mi palce we włosy. Miałem ochotę wziąć ją tutaj, na trawie. Ręce same zjechały na jej pośladki, głaszcząc je i dociskając jej biodra do moich. Nie mogła nie zauważyć mojego podniecenia. Nie odsunęła się jednak, zaczęła się zatracać w pocałunku przylegając do mnie. Odchyliła głowę do tyłu, odsłaniając szyję. Badałem ustami płatek jej ucha i niżej, wyczułem tętnicę na jej szyi, przez którą w szaleńczym tempie przepływała krew, pompowana w przyśpieszonym tempie przez serce. Mój puls również zwariował. Dyszałem jak podczas biegu. Kolana same ugięły się, jakby niezdolne do utrzymania nas w pozycji pionowej.
Leżeliśmy na rozgrzanej słońcem trawie, pozwalając dłoniom poznawać swoje ciała nawzajem. Agnieszka zaczęła ze mnie ściągać koszulkę, pomogłem jej jednym szarpnięciem. Następna była jej sukienka, stanik i majtki. Wreszcie widziałem ją w świetle dnia. Przez głowę przemknęła mi myśl, że w nocy oddała się jednemu mężczyźnie, a teraz innemu. W końcu nie wiedziała, że to jeden i ten sam facet. Myśl ta jednak tak samo szybko zniknęła, jak się wcześniej pojawiła, w momencie, gdy poczułem jej dłoń na brzuchu, wciskającą się do spodni i palce dotykające główki penisa.
Odpiąłem zamek i zrzuciłem je z siebie, byliśmy nadzy.
Obróciła mnie na plecy i położyła się na mnie, ocierając się piersiami o mój tors. Patrzyła na mnie roziskrzonym wzrokiem z dziwnym uśmiechem, jakby coś chciała powiedzieć, ale się powstrzymywała. W końcu uniosła się i nabiła na mnie z jękiem. Obserwowałem jej twarz, dopieszczaną dodatkowo przez słońce, przebijające się przez krzewy i jej piersi kołyszące się w rytm ruchów gdy unosiła się i opadała ujeżdżając mnie i srebrną łzę kołyszącą się między nimi na łańcuszku. Nie wytrzymałem tego tempa, emocje, które mną targały potrzebowały gwałtowniejszego zaspokojenia. Musiałem być na górze. Obróciłem ją na plecy, nie wychodząc z niej nawet na chwilę. Trwałem przez chwilę w bezruchu napawając się jej widokiem, splątanymi włosami, spuchniętymi ustami, oczami zmrużonymi przez rozkosz i nabrzmiałymi piersiami unoszącymi się w przyśpieszonym oddechu.
- Nie baw się ze mną - mruknęła tak jak w nocy, uśmiechając się zagadkowo. - Pieprz mnie!
Opierając się na łokciach zacząłem się w niej poruszać, obserwując jej twarz. Każdemu mojemu pchnięciu towarzyszył jęk, tym głośniejszy im gwałtowniej się w nią wbijałem. Wbijała mi boleśnie paznokcie w ramiona, zaciskając powieki. Mógłbym tak kochać się z nią w nieskończoność.
- Adamie - jęknęła w końcu, wyginając się. - Adamie...
Drżała, a ja z jękiem zacząłem przekraczać punkt, od którego rozkosz rośnie gwałtownie i szybko i nie można już spowolnić ruchów, pchnięcia stają się tak gwałtowne, że w końcu ciało eksploduje z błyskiem supernowej w mózgu.
Leżałem na niej obejmując ją, by nie mogła się ruszyć. Miałem uczucie, jakbym od jej najmniejszego ruchu mógł się rozpaść na tysiąc kawałków.
- Mogła bym się zakochać - usłyszałem jej szept.
Czy ona wie, że jej nocny kochanek to ja?!
Spojrzałem na nią badawczo. Leżała spokojnie z zamkniętymi oczami i lekkim uśmiechem.
Usiadłem obok niej na trawie, patrząc na cipkę z której wypływały nasze soki, nie mając odwagi zadać jej tego pytania.
Usiadła również i potarła delikatnie palcem mojego wciąż sterczącego fiuta, z którego wypływały ostatnie krople. Uniosła dłoń do ust i polizała palec.
- Jesteś pyszny - powiedziała z uśmiechem.
- Ty też - odpowiedziałem.
Nie zapytała skąd to wiem. O cholera! Kiedy się zdradziłem?!
Sięgnąłem po jej sukienkę i jej podałem. Założyła stanik, sukienkę a majtki podała mi.
- Zatrzymaj je - poprosiła z niewinną miną.
Założyłem koszulkę i spodnie, wciskając jej bieliznę do kieszeni.
- Jedźmy - sięgnęła po kask, po udzie spływała jej moja sperma.
Na ten widok, spodnie znów zaczęły mnie cisnąć. Ona na prawdę była jak narkotyk!
Założyłem kask i wsiadłem na motor, sięgając po jej torbę.
- Więc jedźmy - odpaliłem motor.
Usiadła za mną, a ja oczami wyobraźni widziałem jej śliską cipkę na skórze siedzenia.
Zostanie na nim jej ślad, tak jak i na mnie... i we mnie.

Dojechaliśmy pod szkołę, na pusty już prawie parking.
Zsiadła z motoru, oddała mi kask i podeszła do auta szukając kluczyków w torbie.
- Do jutra - mówiąc to nie patrzyła na mnie, ale widziałem, że się uśmiecha. - Dzieli nas tylko noc.
Wsiadła do auta i opuściła szybę. Nic nie mówiła, tylko patrzyła, jakby czekała na coś.
Przecież jej nie powiem, że ją kocham! Nie wiem nawet co czuję! Muszę to przemyśleć.
- Do jutra - rzuciłem tylko i odjechałem.

Gdy byłem już za rogiem budynku, pewny że mnie nie widzi, zatrzymałem się.
Musiałem ochłonąć, bo się gdzieś rozwalę w tym stanie i musiałem jeszcze na nią spojrzeć. Wyłączyłem silnik i zdjąłem kask. Podszedłem do budynku, wyglądając zza rogu.
Nie odjechała jeszcze. Byłem sporo oddalony od niej, ale zauważyłem trzech kolesi podchodzących do jej auta, tych samych, którzy zaczepiali ją wcześniej.
Jeden z nich otworzył drzwi kierowcy i szarpał się z nią przez chwilę. Dwóch pozostałych wpakowało się od strony pasażera. Wyglądało tak, jakby ją przepychali na tylne siedzenie, po czym odjechali!
Kurwa! Co robić?! - myślałem gorączkowo.
Ma podsłuch, więc ją znajdę. Wyciągnąłem ze schowka telefon, załączając namierzanie.
Ok, wiem gdzie są. Włączyłem GPS, sprzęgając go z namierzaniem. Wskoczyłem na motor i pojechałem za nimi jak po sznurku.
W końcu zobaczyłem auto. Trzymałem się w pewnej odległości od nich, aż usłyszałem w słuchawce ich głosy.
- Co suczko? - to był głos tego najwyższego. - Myślałaś, że wykpisz się tym kolesiem? Mówiłem ci, że chcę się przejechać twoją furą i że pokażę ci coś, co na pewno ci się spodoba...
- Ty - usłyszałem inny głos. - Lala nie ma majtek.
- Czekałaś więc na nas, czy ściągnął ci je ten chłoptaś? - znów głos najwyższego z nich. - My pokażemy ci trzy razy więcej niż on. Za chwilę się przekonasz jak...
Tu straciłem zasięg przez zwiększającą się odległość, wjechali na trasę szybkiego ruchu i niestety nie byłem w stanie dotrzymać im tempa. Ale znajdę ich.

Po dziesięciu minutach drogi, lokalizator pokazał mi miejsce w którym się zatrzymali. Dojechałem w pobliże i zostawiłem motor w krzakach, w pewnej odległości, chcąc ich niepostrzeżenie podejść. Byli w kamieniołomach.
Porsche stało przy jakimś rozwalającym się budynku z zamurowanymi oknami.
- No suczko, teraz się zabawimy - wreszcie złapałem zasięg. - Będziesz grzeczną dziewczynką i uklękniesz, a następnie possiesz każdego fiuta tak, jakby to był najlepszy lizaczek jakiego spróbowałaś w życiu. Będziesz ssała tak długo, aż się na ciebie spuścimy. Później zerżniemy cię w każdy możliwy otwór, a ty będziesz jęczała z radości. Rozumiesz?

Tego już było za wiele, nie starałem się nawet uspokoić, po prostu wziąłem z kopa drzwi, wpadając z impetem do środka.
Ostatnie co zarejestrowałem, to ich zdziwione spojrzenia i sterczący fiut tego najwyższego, w odległości pół metra od twarzy Agnieszki, klęczącej na ziemi i przytrzymywanej w tej pozycji przez dwóch pozostałych.

Gdy zasłona wściekłości spadła z moich oczu i przestałem wreszcie widzieć na czerwono, stałem na rozstawionych szeroko nogach dysząc dziko, a obok leżeli nieprzytomni kolesie, w tym jeden ze spodniami na wysokości kolan z wciąż sterczącym fiutem.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Agnieszki.
Siedziała skulona na ziemi z obdrapanymi kolanami, popłakana.
- Zrobili ci krzywdę? - podszedłem do niej i pomogłem jej wstać.
- Nie - odpowiedziała cicho. - Zdążyłeś.
- Chodźmy stąd - zaprowadziłem ją do auta i posadziłem na miejscu pasażera.

Zawiozłem ją do jej domu, przez całą drogę milczała.
- Chcesz to zgłosić na policję? - zapytałem wyjmując klucze do mieszkania z jej drżących rąk.
- Nie wiem - głos też jej drżał. - Nie chcę, nie teraz.
- Dobrze - pogłaskałem ją po twarzy. - Mam zostać z tobą?
- Nie - odparła. - Jedź po motor. Zadzwonię później, teraz muszę się umyć. Dziękuję Adamie - uśmiechnęła się słabo, zamykając za sobą drzwi mieszkania.
Postałem pod nimi jeszcze chwilę, po czym zadzwoniłem po taksówkę i wróciłem nią do kamieniołomów.
Nie było ich już w budynku, nie wiem jak się ewakuowali, ale nie zamierzałem ich teraz szukać.
Jutro też jest dzień.

Z mieszkania zadzwoniłem do Agnieszki. Głos miała spokojny i wydawało mi się, że się nawet uśmiecha. Umówiliśmy się, że rano po nią przyjadę i zabiorę do szkoły.

Wieczorem znów słuchałem odgłosów jej wieczornej krzątaniny, do momentu gdy usnąłem przytulając do policzka jej majtki.

W nocy śniłem o jej ciele, o jej ustach błądzących po mojej skórze i obejmujących kutasa, przyjmując go głęboko, drażniąc językiem.
Obudziłem się zlany potem i rozpalony, jak w gorączce.
Pomimo że nie spałem, czułem nadal jej usta na penisie i jej włosy łaskoczące mnie po udach i brzuchu, dłonie uciskające jądra.
Zdezorientowany i oszołomiony sięgnąłem do lampki przy łóżku.
- Nie próbuj - usłyszałem rozkazujący szept.
- Agnieszka?! - tyle tylko zdołałem wydusić w zdumieniu.
Podciągnęła się wyżej kładąc się na mnie, była naga.
- A masz więcej potencjalnych klientek na alarm, które odwiedzasz nocą i ratujesz z opałów? - wcisnęła rękę między nasze ciała i zacisnęła palce na moim fiucie.
- Nie - wyjęczałem, łapiąc ją za biodra i torując sobie kolanami drogę między jej udami.
Podciągnąłem ją do góry, nabijając na siebie.
Sięgnąłem ręką i namacałem włącznik lampki, zaświeciłem światło.
- Kiedy się zorientowałaś? - patrzyłem w jej roześmiane oczy.
- Dziś w lesie - odparła. - Gdy mnie pocałowałeś i gdy poczułam twój zapach i dotknęłam włosów i gdy jęczałeś z rozkoszy.
- Sprytna bestia z ciebie - trzymałem dłonie na jej pośladkach dociskając do siebie.
Zacząłem nią poruszać w górę i w dół czując, że długo nie wytrzymam.
I nie wytrzymałem, skończyłem przed nią i... przez nią.

Położyła się obok.
- Jakim cudem tak szybko mnie znalazłeś? - podparła się na łokciu, patrząc na mnie uważnie.
- Dzięki temu - wskazałem wisiorek na jej szyi.
- Nie rozumiem - ujęła brelok w palce.
- Wiesz, że pracuję w firmie zajmującej się monitoringiem, alarmami i tym podobnymi rzeczami?
- Wiem - odparła, nie widząc najwyraźniej związku.
- Dla niektórych klientów zakładamy również podsłuchy i urządzenia namierzające, tak mniej oficjalnie... - szukałem w jej twarzy oburzenia.
- Chcesz powiedzieć... - uniosła brwi. - Tu mam namierzanie? - przyglądała się uważnie wisiorkowi.
- I podsłuch - patrzyłem na jej twarz czekając, kiedy się wkurzy. - I jeszcze w mieszkaniu... - chciałem być z nią zupełnie szczery.
Patrzyła na wisiorek, trawiąc najwyraźniej informacje o tym, czego się dopuściłem.
- Dlaczego ja? - jej spojrzenie mówiło wyraźnie, że nie przyjmie żadnych ściem.
- To była miłość od pierwszego wejrzenia - tak najtrafniej mogłem jej to wyjaśnić.
- Wiesz Adamie - uśmiechnęła się mrużąc oczy. - Jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem - uszczypnęła mnie w sutek. - A niegrzeczni chłopcy muszą ponieść srogą karę - pochyliła się i ugryzła mnie w pierś, po czym powiodła językiem po tatuażu na piersi. - Wiele razy muszę cię za to ukarać...
Jej język powędrował niżej, na mój brzuch.
- Będę cię karać, a ty będziesz prosił o więcej - całowała mnie w pachwinach, omijając penisa, który rósł przygotowując się na spotkanie z jej ustami. - A wisiorek zatrzymam z jego nową zawartością. Podoba mi się to.
Spojrzałem w dół, obserwując jej pełne usta obejmujące czubek mojego kutasa. Słyszałem jak mruczy, przyjmując kolejne jego centymetry.

- Niegrzeczny chłopiec...

POLECANE OPOWIADANIA

Biała 1

Biała 2

Poszukiwany...

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    Bardzo dobre opowiadanie. Przyjemne w czytaniu. Czuję jakbym była obok i im się przyglądała. Czekam na twoje dalsze dzieła i kolejną część Długu.
    Demonica

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    Uwielbiam to, szkoda, że nie bedzie kolejnej cześci …

  3. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    Świetne! Takie opowiadania sprawiają, że zamykam oczy i przenoszę się w inne miejsce.
    Moje klimaty! Lekko mroczne i pokręcone.
    Super!

  4. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    Wlazłam jak cielę, żeby sprawdzić czy coś napisałam 😉 To opowiadanie nakręciło mnie na maksa.
    Cudowne.
    Działa na wyobraźnię i sprawia, że zatrzymuję oddech!

  5. Katarzyna O
    | Odpowiedz

    Świetny erotyk! 😉

  6. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    no po prostu muszę do niego wrócić raz na jakiś czas. Jest tak pozytywne 🙂
    Dzięki Mika!

  7. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    No zesz. … i znowu tu zajrzałam. Uzaleznilam się od tego opowiadania

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dobra, dawaj swój adres! Zorganizuję Ci takie odwiedziny 😀

      • Anna Valetta
        |

        Oczywiście 😀 Lecę – pędzę.
        Mowy nie ma!

  8. Ana
    | Odpowiedz

    Super 🙂

  9. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    To znowu ja. Nic nie poradzę ze uwielbiam ten tekst 🙂

Napisz nam też coś :-)