W mojej głowie, w twoim sercu (XIV) – zakończenie

with 27 komentarzy
           Przysnęło mi się, stąd poślizg 🙂

       I dlatego dopiero teraz daję kilka słów od siebie. Po pierwsze – muszę odpocząć. Od pisania. Choć dwa lub trzy dni, ale muszę. Ułatwi mi to całkowity brak czasu: przygotowanie na koncert, wypieki na sporą imprezę i praca. Całe szczęście, że nie na cały etat, bo chyba bym musiała przestać sypiać. Aktualnie dla odmiany rzuciłam się niczym wygłodniała hiena na macierze i ukochane całki, taka odtrutka na zbyt dużą ilość własnej pisaniny. Po tej przerwie dam kolejną część Pechowej, tak, by i ten utwór zakończyć. 
      Co dalej? Sama nie wiem co… To znaczy wiem, ale brak mi sił na realizacje tych pomysłów.  Chciałam podzielić bloga na dwa odrębne: literackiego i cukierniczego. Chciałam napisać opowiadanie specjalnie na walentynki. romantyczne aż do przesady. Chciałam poprawić Historię i wysłać ją na konkurs. Chciałabym pisać więcej, bo przez głowę przewija mi się setki nowych pomysłów, a zanim zdążę je zapisać, robią się nie takie znów nowe i zapał znika. 
           Za dużo tej “głowy w chmurach”…
           Następny utwór będzie ponury, realistyczny i cholernie smutny. Słowo 😉

W mojej głowie, w twoim sercu (XIV)
Ostrożnie podszedł do
niej od tyłu i nagle otoczył ją ramionami.
– Cześć ruda żabo
– wyszeptał drżącym głosem wprost do jej ucha.
Nie wystraszyła się,
tylko otworzyła oczy. Potem bardzo powoli odwróciła się i dała krok w tył,
uwalniając się z jego objęć.
– Dawid?
– Zabrakło wody w
kranach i bierzesz kąpiel? – spytał kpiąco.
– Nie.
I nagle rozpłakała się.
Duże jak groch łzy, potoczyły się po piegowatych policzkach i zmieszały się z
kroplami deszczu.
– Po co tu
przyszedłeś? – miała drżący, pełen rozżalenia głos.
– Myślałem…
– Źle myślałeś.
Lepiej wracaj do domu. Do swojego świata pełnego nijakości i blichtru.
– Nijakości? Co to
za brednie?
– Dokładnie
nijakości. Jeśli nie rozumiesz co mam na myśli, to zatrudnij sobie
psychoanalityka. Albo cały tabun. Stać cię przecież – dodała z drwiną.
– Może w gratisie
dostanę psychiatrę dla ciebie?
– Nie potrzebuję
psychiatry.
– Ilona, co cię
ugryzło? – spytał zniecierpliwiony. Na dodatek czuł irytację, stojąc tak w
strugach padającego deszczu i moknąc.
– Też miałam czas,
by się zastanowić. I doszłam do wniosku, że ludzie się jednak nie zmieniają.
– Ach! Miałem
rację, jesteś zazdrosna? – podchwycił z triumfem.
– Byłam. Miałam
czas, by wrócić do równowagi i przegonić twoje wspomnienie z mego serca. Więc
zrób mi przysługę i zniknij. To koniec, dokładnie tak jak napisałeś.
Tym razem miała bardzo
poważną minę i smutne oczy.
– A gdybym
przyznał, że jestem idiotą?
– Zaoszczędziłbyś
na jednym psychoanalityku.
– Nie.
– Co nie?
Dał krok do przodu i
mimo, że usiłowała go odepchnąć, że wymierzyła siarczysty policzek, czuł, iż
nie było w niej przekonania, potwierdzającego chłodne słowa, które przed chwilą
wypowiedziała. Innej kobiecie nie podarowałby takiej zniewagi, jaką było
uderzenie go. Tej tak.
– Tracisz energię
na bezsensowny sprzeciw – powiedział groźnie.
– Jesteś
bezczelnym dra…
Chwycił jej dłoń i podniósł
do ust. Wargami zaczął pieścić opuszki mokrych, pachnących deszczem palców.
Bardzo powoli, delektując się ich smakiem i miękkością.
– Jestem –
przyznał, przerywając i pochylając się nad nią. – Ale i tak będziemy się
kochać. Nie da się uciec przeznaczeniu.
Nagle poczuł ulgę, że
Nika go dziś zostawiła. Może i przegrał, ale w zamian za to dostał coś więcej.
Drugą szansę. Postanowił, że jak wróci wyśle jej ogromny bukiet kwiatów i list
z wyjaśnieniami. Ale teraz musiał zająć się czymś innym.
Podniósł drobne ciało Ilony
i wszedł z nią do środka. Nie protestowała, za to widział w jej ślicznych
oczach całe morze pożądania. Kopniakiem zamknął drzwi i skierował się wprost do
sypialni. Tam postawił ją na łóżku.
– Jesteśmy mokrzy!
– oznajmiła z szerokim uśmiechem.
Bez słowa ściągnął z
niej koszulkę i rzucił ją w kąt. Z łazienki przyniósł ręcznik i bardzo
delikatnie zaczął wycierać jej ciało. Zaczął od łydek, a kiedy doszedł do
piersi, nie mógł nie zauważyć, sterczących wyraziście sutków, płytkiego,
szybkiego oddechu i rumieńca na szczupłych policzkach.
– Do diabła z
resztą – mruknął. – Bo inaczej skończę tak jak poprzednio.
Zaczęła się śmiać.
Doskonale wiedziała, co miał na myśli.
– Jesteś cudowny!
– powiedziała stanowczo, zachwyconym głosem. – Choć drań i mam ochotę jeszcze
raz ci przyłożyć!
Tyle razy to słyszał… Z
tylu kobiecych ust… Jednak, te słowa były inne. Nie tylko szczere. Przyniosły
mu satysfakcję, dziwne, nigdy wcześniej nie odczuwane zadowolenie. Zrzucił
marynarkę, a ponieważ nie miał cierpliwości do rozpinania guzików, po prostu
szarpnął koszulę tak, że wszystkie rozsypały się po podłodze.
Ilona patrzyła na niego
błyszczącymi z podniecenia oczyma. Ujął jej twarz w obie dłonie i znów zaczął
całować. Robił to powoli, bardzo subtelnie, choć czuł jak jego członek naprężył
się w spodniach niemal do granic ostateczności.  
– Widzę w twoich
oczach ogień – wyszeptała.
– Nie tylko w
oczach – odpowiedział również szeptem. – Cały płonę. Jak ty to robisz kobieto,
że przez ciebie tracę wszystkie zdrowe zmysły?
– Kiedyś
napisałeś, że to tylko hormony.
– Przecież
przyznałem, że byłem idiotą…
– Przyznałeś –
delikatnie ukąsiła go w szyję. – Jak to zrobimy? Szybko czy powoli?
– Będziesz prosić o
łaskę – wymruczał.
Postanowił nie spieszyć
się do celu. Chciał rozgrzać ją tak mocno, by pożądanie osiągnęło niespotykaną
dotąd skalę, by naprawdę poczuć niemą prośbę wyrażoną przez jej ciało.
Pchnął Ilonę na łóżko,
ale sam wciąż stał, pożerając ją wzorkiem. Widział jak z niecierpliwością czeka
na pieszczoty, pręży się i przeciąga, subtelnie i niezwykle podniecająco
oblizując usta.
Pochylił się i bardzo
powoli zaczął całować jej stopy. Przesuwał się coraz wyżej, aż dotarł do
wrażliwej skóry wnętrza ud. Zataczał kręgi na drgającym niczym struna ciele,
lecz nie zbliżył się do tego najcudowniejszego miejsca… Ominął je i teraz
językiem smakował jedwabistą powierzchnię brzucha, kreślił wzory na
nabrzmiałych, spragnionych dotyku piersiach, wpił się w pachnącą szyję.
Jęczała coraz głośniej,
a jęki te wibrowały mu w uszach, niczym najpiękniejsza melodia.
Położył się na niej,
wciąż nie rozebrany. Pocałunkiem zamknął usta, uchylone do krzyku i zaczął
delikatnie się ocierać, wsuwając dłonie pod jej pośladki.
A ona tak bardzo
pragnęła więcej!
To było takie cudowne,
gdy czuła przez niezbyt gruby materiał, jego całkowitą gotowość, żar ciała,
narastające podniecenie. Pocałunki stawały się coraz gwałtowniejsze, coraz
bardziej chaotyczne, jakby Dawid powoli tracił swoje opanowanie.
Na chwilę przerwał i
uniósłszy głowę, uśmiechnął się. Czuł wilgoć sączącą się z nabrzmiałej z
podniecenia cipki, tak intensywną, że zmoczyła jego ubranie.
O tak! Teraz to on był
górą! Kręciło go to niczym najbardziej wyuzdana pieszczota.
– Jeszcze nie ruda
żabo, jeszcze nie… – wyszeptał do purpurowego uszka, widocznego zza kurtyny
jedwabistych włosów.
Czuł jak kobieta
napręża całe ciało, jak wije się, ocierając o jego stwardniałą męskość, jak
całą sobą błaga o spełnienie.
– Proszę!
– Powiem ci co
zrobię – szeptał ochrypłym z podniecenia głosem. – Najpierw wsadzę ci go w
usta, tak byś nie mogła złapać tchu. Kiedy już będzie ociekał twą śliną, bardzo
powoli zanurzę go w  mokrym od soków
wnętrzu. Niczego nie zrobię w pośpiechu, nad wszystkim będę panował. Choć
bardzo będziesz chciała zakończenia tych słodkich tortur, to nie podaruję ci
go.
– Dawid! –
odczytał swoje imię z ruchu jej ust. O tak! Tak właśnie miało to wyglądać. Choć
z trudem nad sobą panował, to jednak ta samokontrola podniecała go niemalże do
utraty tchu.
Ukąsiła go w ramię,
cicho jęcząc i krzyżując kształtne nogi na jego plecach.
Zanim jednak zacznie
realizować to, co zapowiedział…
Zsunął się w dół i
stanowczym ruchem rozchylił białe, smukłe uda. W końcu zdobył to, czego tak
bardzo pragnął, o czym marzył we śnie i na jawie. Miał ją całą, nareszcie! Miał
również wspaniałą erekcję, stanowczo najlepszą w swoim życiu. I czuł, że jeśli
zaraz czegoś z tym nie zrobi…
Ilona zaczęła się
perliście śmiać. Potem nagle wplotła palce w ciemne włosy Dawida i przyciągnęła
jego głowę do swego korcza..
– Zobaczymy czy
teraz dasz radę długo ze mną pogrywać…
Nie mógł się powstrzymać.
Dłonie zacisnął na jej nogach, a językiem zaczął pieścić gorące i mokre
wnętrze, muskał czubkiem najbardziej wrażliwy punkt, aby po chwili wwiercić się
we wciąż ciasną szparkę. Gardłowe jęki Ilony doprowadziły go niemal do utraty
zmysłów. Pragnął dać jej orgazm i to taki, po którym będzie uzależniona od jego
pieszczot, od niego samego, do końca życia.
Jęki przeszły w krzyki.
Coraz głośniejsze, coraz bardziej nasycone ekstazą. Wygięła całe ciało w łuk,
unosząc się nad łóżkiem, ale on nie przerwał ani na chwilkę. Czuł, że sam
niedługo eksploduje, ale teraz nie było to takie ważne.
– Dawid! – już nie
krzyczała lecz niemal wyła, wijąc się pod wpływem odczuwanej rozkoszy. I nagle
nadszedł ten moment, z którym nie mogło się nic równać, który zaprowadził ją na
sam szczyt. Opadła na posłanie, wciąż głośno krzycząc, dłońmi drapiąc twardą
powierzchnię materaca.
Dopiero po chwili zorientowała
się, że on leży tuż obok i bardzo delikatnie pieści jej policzek.
– Przyznaję, nie
dałem rady zgrywać do końca twardziela – uśmiechnął się kpiąco.
Spojrzała w dół.
– Chyba rozumiem –
odpowiedziała uśmiechem.
Miała wciąż ochotę na
więcej. Na to by poczuć go w sobie, by pieprzył ją całą wieczność, w pozycjach,
którą uwielbiała. Raz delikatnie, raz brutalnie, i szybko, i wolno.
Dłonią zaczęła muskać wciąż
jeszcze twardą męskość. Przelotnie zastanowiło ją, kiedyż to się pozbył spodni
i bielizny. Prowokująco spojrzała w zielone, zasnute mgłą pożądania oczy.
Zniknęła gdzieś arogancja Dawida, jego pycha i chłód. Obok niej leżał gorący,
podniecony i cholernie spragniony seksu facet.
Obróciła go tak, że
leżał teraz plecach.
Ocierając się o nagi,
muskularny tors, ręką pieściła coraz mocniej naprężonego członka, czasem
nabrzmiałe jądra.
– Poproś,
Dawidzie. Poproś, to wsadzę go sobie tak głęboko, że zabraknie ci tchu, gdy
będziesz krzyczał.
– Tak? – spytał z
błyskiem w oku. Nagle pchnął ją do tyłu, dłonią zebrał rude loki i z pełną
zacięcia miną, nakierował jej usta na sterczącą już w pełnym wzwodzie męskość.
Nie opierała się, tylko najpierw musnęła jego czubek, jakby na próbę. A gdy
głośno jęknął, niemal wessała go do wnętrza swych ust, aż po sam koniec.
Najcudowniejsze było jednak to, że nadal patrzyła wprost w jego oczy, posyłając
mu spojrzenie pełne lubieżności.
Rytmicznie zaczęła go
pieścić, czując jak z kącika cieknie jej ślina, bo on wciąż rósł i pęczniał,
choć przed chwilą wydawało się, że już i tak jest ogromny. Powoli dostrzegała w
ciemnych źrenicach coraz większe szaleństwo. Wręcz wysuwał biodra do przodu,
jakby domagając się znacznie większej rozkoszy.
Zwinne place Ilony
powędrowały do twardych jąder, potem sunęły dalej i dalej, aż w końcu zaczęły
pieścić najczulsze miejsce pomiędzy jego pośladkami. Tym razem widziała na jego
twarzy prawdziwy obłęd. Jęczał głośno, prawie krzyczał, a gdy nagle ujrzała
białka jego oczu, poczuła również smak spermy, której strumień trysnął do
wnętrza jej ust.
– Orgazm za orgazm
– powiedziała figlarnie, gdy już uspokoiły się ich oddechy. Nigdy wcześniej nie
widziała w oczach Dawida takiego zachwytu i takiej czułości. Mimo tego, że to
drugie niewiele miało wspólnego z szaleństwem, którego doświadczyli.
Nagle przypomniał sobie
słowa brata, że seks z uczuciami, jest czymś o niebo lepszym. Wtedy go wyśmiał,
ale teraz? Czyżby naprawdę zakochał się w tej kobiecie? I to do tego stopnia?
Ilona nie znała jego
myśli. Ale nagle znalazła się w silnych, męskich objęciach, czując jak pokrywa
jej twarz pocałunkami, jak ponownie rośnie jego podniecenie.
– Chcę cię mieć
jeszcze raz – wychrypiał. – I jeszcze raz. Całą noc i każdy kolejny dzień.
– Wariat!
I nagle krzyknęła, tak
nieoczekiwanie wdarł się do jej wnętrza. Wypełnił ją całą i przytulony do
pleców Ilony, zaczął się poruszać. Były to powolne, bardzo mocne uderzenia.
Wyjmował i wkładał go w nabierającym intensywności rytmie. Najpierw patrzyła na
niego zdziwiona. Jak on tak mógł, raz za razem? Potem przestało to być ważne,
bo dotarło do niej, że w końcu ma go w sobie, czuje jego ogrom i siłę.
Przymknęła oczy, i z na
wpół uchylonymi ustami przyjmowała każde pchnięcie, dostarczające jej niebiańskiej
rozkoszy.
Lecz Dawidowi nie bardzo
odpowiadała ta pozycja. Po dwukrotnym spuszczeniu się, wiedział, że tym razem
tak szybko nie skończy.
– Mówiłaś, że
lubisz na ostro?
Potwierdziła kolejnym
jękiem i niezauważalnym skinieniem głowy. Dłużej więc nie czekał. Podniósł ją
tak, by klęczała, a sam znów zajął miejsce za jej plecami.
– Poproś! –
zażądał.
– Weź mnie od
tyłu. Błagam! – wydyszała głośno. Nie namyślał się ani chwili dłużej. Pieszcząc
dłonią rozgrzaną cipkę, ustami szyję, zanurzył się w ciasnym wnętrzu, ukrytym
pomiędzy jędrnymi pośladkami. Krzyknęła, czując nieopisaną rozkosz, zmieszaną z
nie mniejszym bólem. Jednak podniecenie dało jej siłę, by pokonać cierpienie i
smakować wyłącznie narastającą ekstazę.
Pchnął ją tak, że
klęczała przed nim na czworakach, a on mógł podziwiać prężnie przesuwający się
w wypiętej pupie członek. Krzyczała, za każdym razem gdy zanurzał go aż po sam
koniec. Dodatkowej rozkoszy dostarczało jej, gdy nabrzmiałe, ogromne jądra,
ocierały się o podrażnioną szparkę. Chwycił rude loki i siłą odchylił głowę kobiety
do tyłu. A potem przyspieszył, czując nadchodzące spełnienie. Lecz pragnął
czegoś więcej…
– Chcesz tego?
Chcesz?!
– Tak! Och, tak! –
Wiła się pod nim, prężyła, jęczała w takt każdego uderzenia.
– Mów jak bardzo!
Krzycz!
– Dawid!… Proszę,
spuść się we mnie! Teraz, błagam, bo nie wytrzymam tego dłużej… Och!
Naprężył całe ciało, podczas
gdy członek drgał w coraz bardziej wypełnianej jego sokami dziurce. Krzyczał,
ściskając z nadludzką siłą, kształtne biodra kobiety. I ona jęczała, bo orgazm
nadszedł równocześnie z ciepłem rozlewającym się we wnętrzu jej pochwy.
Potem opadła na łóżko,
a Dawid tuż na nią. Przez dłuższą chwilę nie miał nawet siły by sturlać się i
położyć obok. Tkwił tak w bezruchu, w twarzą wtuloną w rude włosy, usiłując
uspokoić oddech.
Dopiero po kilku
minutach padł na plecy, czując jak Ilona tuli się do niego. Spojrzał w
błyszczące szczęściem oczy kobiety i nagle zrozumiał, że to koniec. Jest bez szans,
całkiem bezbronny i maksymalnie od niej uzależniony.
– Będziesz tak
mnie brał całą noc? – spytała z nadzieją w głosie.
– Czy dużo stracę
w twoich ślicznych oczach, gdy powiem, że nie dam rady?
Zaczęła się śmiać.
Naciągnął na nich kołdrę, która leżała porzucona tuż pod łóżkiem i otulił ramionami.
– Wręcz
przeciwnie, zyskasz – wymruczała z nosem wtulonym w jego szyję.
Dawid zamknął oczy. Tak
szybko dawno nie udało mu się zasnąć.
***
To Ilona wstała
pierwsza. Z trudem rozprostowała zbolałe ciało, przeciągnęła się i spojrzała na
śpiącego Dawida. Nie, nie skończyli tak szybko. Po krótkiej drzemce zafundował
jej prawdziwy maraton, po którym bolała ją teraz każda, nawet najdrobniejsza
kosteczka. O pewnym intymnym miejscu nie wspominając.
Ale było warto!
Uśmiechnęła się z czułością i chwyciła przewieszony przez poręcz fotela
szlafrok.
Potem pomaszerowała do
kuchni, ziewając i tym razem pragnąc tylko jednego – kubka gorącej, aromatycznej
kawy.
Kiedy już go sobie uszykowała,
usiadła przy stole i z błogością wdychała wspaniały zapach. Z tego stanu wyrwał
ją dziwny dźwięk.
Z ciekawością spojrzała
na leżący tuż obok, wibrujący telefon. Nie był jej, więc musiał należeć do
Dawida. Zmarszczyła brwi, bo odczytała kto dzwoni. „Świeża zdobycz”,
wyświetliło się na ekranie.
Odstawiła kubek z kawą
i powodowana niezrozumiałym impulsem, ujęła aparat w dłoń. Nie bardzo znała się
na tych nowoczesnych, dotykowych komórkach, ale po chwili z przerażeniem
wpatrywała się w menu. W spisie telefonów roiło się od takich określeń jak:
analna idiotka, nowa zdobycz, świeża zdobycz, namolna wariatka, bzykanko co
piątek, oraz innych, bardziej lub mniej wulgarnych czy obraźliwych.
Zawahała się przy
nazwie: najświeższa do zaliczenia. Spojrzała na numer i zdrętwiała. To był jej
własny, choć rzadko używała telefonu i zazwyczaj nawet nie pamiętała gdzie go
położyła.
A więc tak to widział.
Najświeższa do zaliczenia. Nie imiona czy choćby nazwiska, ale określenia. No
tak, po cóż było sobie zawracać głowę takimi głupstwami?
Mściwie zmieniła opis
przy swoim numerze na: najświeższa już zaliczona.
– Seks to nie
wszystko Dawidzie – mruknęła z zawziętością. – I ja ci to udowodnię.
Nie tyle odczuwała żal,
co złość. Wraz z rozgoryczeniem, poczuciem iż została wykorzystana oraz chęcią,
by dać nauczkę temu bucowi, stworzyła mieszankę wybuchową.
I dlatego kiedy wciąż
zaspany mężczyzna pojawił się w kuchni, Ilona siedziała przy stole kompletnie
ubrana, uczesana, z chłodnym, wręcz odpychającym wyrazem twarzy.
– O, już wstałeś! –
powiedziała ze spokojem, z trudem panując nad sobą, by po prostu nie wstać i mu
nie przywalić. – Tu jest kawa i śniadanie.
Spojrzał na nią
odrobiną zdziwiony. Trzeba przyznać, że ze zmierzwionymi włosami, w samych
tylko bokserkach wyglądał tak pociągająco, tak cudownie, że mało brakowało by
się załamała w swoich postanowieniach.
– Dlaczego
uciekłaś z łóżka? – spytał, siadając naprzeciwko.
Wzruszyła ramionami.
– Dostałam to,
czego chciałam. Nie jesteś mi już więcej potrzebny.
Zamarł z kubkiem
podniesionym w górze. Spodziewał się wszystkiego, ale nie takich słów.
– Nie jestem… Co?!
– Zaliczyłam cię,
tak jak tego chciałam. Żadna rewelacja muszę przyznać.
– Żadna rewelacja…
– powtórzył osłupiały. – Jak to?
– Jesteś mój drogi
strasznie schematyczny. Niczym amerykańskie produkcje porno. Jeden scenariusz,
tylko aktorzy się zmieniają.
– Co ty bredzisz?
Zamiast żalu czy
złości, zaczęła odczuwać wesołość. Do Dawida naprawdę nie docierał sens jej
wypowiedzi.
– Ano to, że teraz
grzecznie się ubierzesz i pojedziesz do domku.
– Pewnie, że tak!
– warknął rozgniewany. – Chciałem zaliczyć poranny numerek, ale obejdę się.
– Wierzę.
– A poza tym jeśli
ja byłem słaby, to skąd te krzyki, błagania czy orgazmy?
– Moje wybitne
zdolności aktorskie.
– Akurat! Nie wiem
co cię napadło babo, ale nie dam sobą pomiatać. Nie chcesz, to nie!
– Zrób tylko coś z
tym… – zrobiła nieokreślony ruch ręką. Spojrzał w dół. Elastyczny materiał
bielizny, nie mógł ukryć kolejnego wspaniałego wzwodu.
– O to się nie
martw. Zawsze znajdzie się chętna na szybki numerek.
– Nie wątpię.
Pośpiesz się, bo wychodzę. Nie mam czasu czekać, aż pod odpowiednim kątem
przyczeszesz włosy.
Zerwał się od stołu.
Ale w drzwiach przystanął i obróciwszy się napięcie, spojrzał wprost na nią.
– Wiesz, skąd
nagła decyzja, by się u ciebie wczoraj zjawić? Byłaś kolejna na liście.
Ponieważ ta pierwsza mnie wystawiła, musiałem poszukać zastępstwa – oświadczył
jadowicie.
Mało brakowało, a
straciłaby panowanie nad sobą i rzuciła w niego stojącym nieopodal kubkiem.
– I co z tego? –
Twarz Ilony stężała. – Od samego początku wiedziałam, że jesteś bydlakiem i
wcale się z tym nie kryjesz. Nic i nikt cię nie zmieni.
– Nie bardzo
rozumiem…
– Widzę. Ale to
koniec Dawidzie. Zabieraj swoje rzeczy i wynocha. Spróbowałam i przyznam, że
się ogromnie rozczarowałam.
– Chyba żartujesz?
– Na co czekasz? –
spytała chłodno mierząc go wzrokiem. – I jakbyś szukał mojego numeru w
telefonie to jest pod nazwą najświeższa już zaliczona.
Ach! O to chodziło!
Cała ta szopka z wyrachowaniem i brakiem uczuć, przez takie głupstwo. Dobrze,
zobaczymy kto kogo będzie błagał o drugą szansę.
– A więc nie
żartujesz? – wysyczał z wściekłością. – A czego byś chciała? Mnie na
wyłączność? Wybij to sobie z głowy ruda małpo!
– Możesz mnie
obrażać ile chcesz, i nazywać jak chcesz. Lecz daleko stąd. Z dala ode mnie –
odparła ze spokojem. Twarz miała niezwykle poważną, bladą i podejrzanie błyszczące
oczy. Ale wściekły Dawid, nie zauważył tego, że Ilona zachowuje spokój resztą
sił. – Nie będę się zadowalać się ochłapami po innych.
– To nie! Łaski
bez! – warknął i zniknął w drzwiach sypialni.
Dosłownie trzy minuty
zabrało mu ubranie się.
– Jak zmiękniesz,
to wiesz gdzie mnie szukać.
– Marzysz. Nigdy w
życiu. Nawet gdybyś został ostatnim facetem pod słońcem.
– Jakoś to
przeżyję – odparował drwiąco. Chwycił swój telefon i podszedł do drzwi
wyjściowych. – Zwłaszcza, że widząc cię w bezlitosnym świetle poranka, dochodzę
do wniosku, że nie ma czego żałować.
– Wynoś się
popieprzony erotomanie, bo nie odpowiadam za siebie! – to mówiąc ujęła w dłoń
talerz z zastygłą na nim, zimną już jajecznicą.
Nie czekał, aż nim
rzuci. Odwrócił się na pięcie i wyszedł. Potem usłyszała jeszcze głośne
trzaśnięcie drzwiami oraz ryk odpalanego silnika.
Dopiero teraz się
poddała. Poszła do sypialni i bezradnie się rozejrzała. Potem usiadła na skraju
łóżka i zaniosła się tak silnym płaczem, jak nigdy dotąd w całym swoim życiu. Jak
on mógł? Zamiast przeprosić, zrobić cokolwiek, by mu wybaczyła, bez skrupułów
oznajmił, że przyjechał tu, bo inna go wystawiła?
Wszystko na nic. Nie
pozostawił ani odrobiny złudzeń. Sądziła, że zjawił się, bo w końcu zrozumiał,
że stała się dla niego ważna. Nie tylko czuł pożądanie, ale i tęsknotę.
Tymczasem… Najświeższa do zaliczenia… Czy jakieś słowa mogły bardziej zaboleć?
Skoro stracił jedną możliwość, przyjechał tutaj, do niej. Przeskakiwał z
kwiatka na kwiatek, nie przejmując się tym co zostawia za sobą. Ile
dziewczęcych i kobiecych serc w ten sposób złamał, rozbił w drobny pył? Nie
licząc jej własnego.
Otarła oczy wierzchem
dłoni.
Potem przelotnie
zastanowiła się, w którym momencie zaczęło jej zależeć? Kiedy zwykłe
zainteresowanie zamieniło się w coś więcej?
Czy to ważne? Teraz
chyba nie.
Dopóki był jej
obojętny, miała nad nim przewagę. Mogła żartować, bawić się i nie przejmować się
tym, co robił i mówił. Tylko że sytuacja uległa diametralnej zmianie.
To ona się zakochała.
Znów wybuchła płaczem.
Skuliła się na łóżku i łkała tak długo, aż zabrakło jej sił.
Ale kiedy kilka godzin
później wstała, gdy z kubkiem kawy stała przy oknie, obserwując szalejącą na
zewnątrz nawałnicę, w zielonych oczach Ilony pojawił się nowy wyraz. Zdecydowania.
I gniewu. Na samą siebie, na niego, na cały świat. Wiedziała, że kiedy ulotni
się złość i minie rozpacz, będzie silniejsza, odporniejsza na kolejne ciosy.
Ale tym razem nie sprawiło to jej satysfakcji. Tym razem jedynie przywiodło do
płaczu.
***
Dawid leżał w ogromnym
łożu, pośród skołtunionej pościeli. Obok spoczywała seksowna blondynka, kusząco
eksponując swoje ciało.
Ale było to mu
najzwyczajniej obojętne. Równie dobrze mógłby być sam lub w towarzystwie
najohydniejszego trolla. Myślami błądził gdzieś daleko, wśród leśnych dróg i
zielonej gęstwiny.
Co go u diabła napadło,
by zamiast załagodzić sytuację, wybłagać przebaczenie, on dolał jeszcze oliwy do
ognia, mówiąc o nieudanym spotkaniu z Niką? Zawsze unikał prawdy, więc dlaczego
akurat wtedy zebrało mu się na szczerość? Głupią, niepotrzebną i fatalną w
swych skutkach. Na dodatek w takim momencie! Co prawda nadal uważał, że reakcja
Ilony była przesadzona, ale to w niczym nie poprawiło jego samopoczucia.
Zniecierpliwiony, wstał
i podszedł do okna. Przymknął oczy i znów ukazał się zapamiętany obraz – nagie
kobiece ciało, burza rudych loków, najpiękniejsze oczy i najbardziej kuszące
usta jakie zdarzyło mu się widzieć. Ale urok tej kobiety nie tkwił w jej
wyglądzie. To ona, ze swoim poczuciem humoru, odwagą, szalonymi pomysłami i
uporem, była przedmiotem jego pożądania. Wiedział już, że nie zaspokoi go w
żaden inny sposób. Od początku miał przechlapane, choć nie chciał dopuścić do
siebie tej myśli.
Gdzieś tam pojawił się
pomysł, by się ubrał i wrócił, błagał ją o przebaczenie. Odepchnął go od
siebie, ale ten powrócił. Drążył jego umysł, pokonując złość i arogancję.
On miałby błagać?
Dawid wykrzywił usta. Nie,
nigdy. A potem zastanowił się na jak długo starczy mu tej zaciętości, tej
stanowczości? Na razie minęły dwa tygodnie, a on nie mógł spać, prawie nie
jadł, a własną firmę i wszelkie interesy miał głęboko w poważaniu.
Obejrzał się do tyłu.
Kobieta, którą wybrał na dzisiejszą noc… Nawet nie pamiętał jak miała na imię.
Też mu nie zależało.
Na niczym. Prócz niej.
Pragnął Ilony nie tylko w łóżku. Chciał ją na co dzień, chciał budzić się przy
niej i zasypiać, spędzać każdą wolną chwilę, marzyć…
Zamknął oczy i ciężko
westchnął.
Co tu dużo ukrywać.
Stało się najgorsze co przewidywał. Albo może najlepsze? Wcale nie czuł się z
tym źle, dużo gorsza była świadomość, że być może to jej nie zależy. Ale w
takim razie nie zareagowałby z taką złością, z takim rozżaleniem. To dawało
nadzieję, że może mu wybaczy i przyjmie przeprosiny.
Podszedł do stolika i
wysypał na dłoń dwie tabletki. Popił je wodą i połknął. Środki nasenne były
obecnie jedyną rzeczą, która przynosiła ulgę i dawała zapomnienie. Może pomogą
mu przetrwać najgorsze, przeczekać te fatalne zauroczenie. A kiedy już
przestanie prześladować go widmo tej rudej żaby, będzie mógł powrócić do
dawnego życia.
Dawid zdawał sobie
sprawę, że miota się pomiędzy dwoma skrajnymi wyborami. Na razie jednak podjął
decyzję, by się nie poddawać.
Kolejnego dnia nie był
już jednak tak pewien swego. Umówił się z następną kobietą, a potem pojechali
na przyjęcie organizowane przez Igora. Milczał, podczas gdy jego urocza
towarzyszka wręcz wychodziła ze skóry, aby zrobić na nim wrażenie. Nie rozumiał
po co? Była piękna, młoda, seksowna i majętna. Robiła oszałamiającą karierę
jako modelka i nie potrzebne je były nadliczbowe komplementy. Wystarczy chyba,
że skusił się na jej towarzystwo.
Impreza okazała się
bardziej huczna niż przypuszczał. A na sam koniec Igor wzniósł toast za swoją
ukochaną żonę, zdradzając, iż wkrótce zostaną rodzicami. Dawid z ponurą miną
patrzył jak jego brat czule gładzi brzuch ukochanej, jak tuli do niego głowę i
śmiejąc się ogłasza wszem i wobec, że to muszą być trojaczki.
Patrzył na szczęśliwych
rodziców, na rozbawionych ludzi i na tych, którzy tylko takich udawali.
Patrzył, czując tak ogromną gorycz, zazdrość i żal, że tylko tęsknota drążąca
jego ciało i duszę, mogła się z tym równać.
A potem nagle odstawił
kieliszek z szampanem i nie zamieniając z nikim ani słowa, skierował się ku
wyjściu.
***
Gdy zapukał, oczywiście
nikt mu nie otworzył. Zniecierpliwiony, postanowił zobaczyć, czy starym
zwyczajem Ilona nie siedzi na werandzie.
Była tam, skulona w
dziwnej pozycji na wiklinowym fotelu. Na kolanach śpiącej kobiety leżała
książka, a dookoła poniewierała się cała masa zużytych chusteczek.
„Nie dość, że wariatka,
to na dodatek lekkomyślna” – pomyślał z przekąsem Dawid. Ale nie mógł też nie
odczuć ulgi tak wielkiej, że zmusiła go by przysiadł na skraju krzesła.
Najchętniej od razu porwałby ją w ramiona, przytulił, wyznał to, co prześladowało
go przez ostatnie dni. Z trudem jednak zdobył się na cierpliwość i delikatnie
potrząsnął ramieniem kobiety. Na początku nie zareagowała, dopiero gdy zrobił
to odrobinę energiczniej, otwarła zaspane oczy i szeroko ziewnęła.
– Powinienem
porządnie złoić ci tyłek!
– Dlaczego? –
spytała bezradnie.
Od razu przeszła mu
cała złość.
– Mieszkasz na
pustkowiu i zasypiasz na werandzie, kompletnie nie dbając, że ktoś mógłby to
wykorzystać. Chodź, wejdziemy do środka. Na zewnątrz zrobiło się chłodno.
Nie sprzeciwiła się,
gdy podniósł ją do góry.
– Pierwszy raz mi
się zdarzyło – wymruczała, tuląc się do jego piersi. – Słowo! Nie mogłam zasnąć
i wzięłam pigułki…
– Ile? – spytał
ostro.
Niemrawo się
roześmiała.
– Nie, to nie tak.
Jedną więcej niż przewiduje ustawa. Nigdy nie byłam typem samobójcy.
– Już ci wierzę.
Jedziemy do szpitala.
– Dawid no co ty?
Wystarczy mocna kawa.
Zawahał się. Postawił
ją na zimnej podłodze i kciukiem uniósł podbródek w górę, badawczo patrząc w
oczy. Wciąż były zaspane, ale i rozweselone.
– Chyba mówisz
prawdę – podsumował krótko. – Ale wyglądasz jakbyś była na haju.
– Bo rzadko takie
rzeczy stosuję. Chyba po raz drugi w życiu.
– Położę cię do
łóżka, prześpisz się i pogadamy – dodał groźnie.
– Skoro chcesz… –
Naprawdę oczy jej się kleiły i jedyne czego pragnęła, to przyłożyć głowę do
poduszki.
Zaniósł ją do sypialni
i położywszy w białej pościeli, stał i patrzył. Ilona skuliła się na boku, rude
loki rozsypały się dookoła głowy, smukła dłoń bezwładnie zwisała poza krawędź.
Nie tak to sobie
wyobrażał.
Zrzucił koszulkę, zdjął
spodnie, a potem położył się tuż obok niej. Objął i zamknął w mocnym uścisku.
Twarz wtulił w pachnące włosy, a udo wepchnął pomiędzy jej nogi.
Dawno nie czuł takiej
ulgi. Teraz nawet seks nie był aż tak ważny. Pogładził delikatnie piegowaty
policzek, potem ucałował go. Nawet nie drgnęła. Ale oddech miała miarowy i
spokojny. Wsłuchiwał się niego, sam czując, że zasypia.
I zanim zdążył się
obejrzeć, utonął w błogiej nieświadomości.
Za to pobudka była dość
brutalna.
– Co to ma
znaczyć? – rozległ się czyiś wściekły głos tuż nad jego głową.
– Ilona? – uniósł
się, wciąż usiłując przepędzić resztki snu.
– Co do cholery
robisz w moim łóżku?!
– Nie krzycz tak –
skrzywił się i usiadł. Stała tuż obok, owinięta w koc, z okropnie potarganymi
włosami i rumieńcem złości. – Nie pamiętasz?
– Trochę. Ale to
nie tłumaczy tego – wskazała na niego oskarżycielsko palcem.
– A co? Myślałaś,
że będę spał na podłodze?
– Ostatnio o tobie
w ogóle nie myślałam – oświadczyła z godnością. – Zresztą sądziłam, że wszystko
już sobie wyjaśniliśmy?
– Akurat –
burknął, pocierając dłońmi zaspane oczy. – Zrób kawę żabo i pogadamy.
– Bezczelny cham!
– tupnęła nogą. – Zabieraj swoją dupę i wynocha! Bo pójdę po tę siekierę, z
którą miałeś już przyjemność się zapoznać.
– Tak? –
Błyskawicznie złapał ją za rękę i pociągnął na łóżko. Trzy sekundy później
leżała pod nim, z dłońmi unieruchomionymi nad głową i prawdziwą furią w oczach.
Gdyby spojrzenia zabijały, to z pewnością by już nie żył.
– I co teraz mi
powiesz? – spytał ze spokojem.
– Sądzisz, że
pokaz twej siły i samczej chęci dominacji mnie ułaskawi?
– Sądzę, że wciąż
jesteś zła z powodu mojego osobistego sposobu zapisywania numerów w telefonie.
A gdybym się umieścił pod ksywką „ostatnia do zaliczenia”?
– Jak ja ci
przywalę!…
– Ewentualnie
mogłoby być również „ruda żaba” albo „ropuszka”.
– Nie obchodzi
mnie to! Ty także mnie nie obchodzisz!
– Kłamczucha –
pochylił się nad nią i bardzo delikatnie pocałował. Czuł jak z całej siły zacisnęła
usta i szarpnęła się. – Czy czasami jest ci niezwykle trudno powiedzieć coś
ważnego?
– Nie. A teraz
puść mnie w końcu!
– Sam nie wiem…
– Puszczaj! –
wrzasnęła doprowadzona do granic ostateczności. Nie dość, że cierpiała tyle
czasu, to dziś rano obudziła się z przyczyną swego cierpienia, wtuloną w jej
plecy. Życie bywało porąbane, ale dlaczego aż tak bardzo?
– Nie puszczę.
Pragnę cię!
– To już jest
szczyt bezczelności!
– Och, przestań! –
powiedział i zaczął ją całować. Stawiła zdecydowany opór, lecz on wiedział jak
może go pokonać. Niemal siłą wdarł się pomiędzy zaciśnięte wargi, zapraszając
jej język do szalonego tańca. Przez chwilę usiłowała do tego nie dopuścić i
nagle poddała się. Czuł, jak jej ciało zwiotczało, jak napięte mięśnie
rozluźniły się. Przerwał i uniósł głowę. Głośno dysząc wpatrywał się w
zarumienioną twarz Ilony.
– Czasami przydaje
się to, że jestem aroganckim bubkiem, który nie dopuszcza do siebie myśli o
przegranej. Zawsze zdobywam to, czego chcę. A aktualnie tym czymś jesteś ty.
– No wiesz… – znów
poczuła narastającą złość.
– Wiem. Obawiam
się również, że do końca życia, będziesz jedynym przedmiotem mego pożądania.
– Proszę! – odpowiedziała
drwiąco. – Wystarczyło raz cię odepchnąć, a od razu dochodzisz do takich
wniosków!
– Poza tym –
ciągnął dalej – jestem przekonany, że cię kocham. Bardzo. Długo broniłem się
przed tym sądząc, że całe to uczucie, cała nasza znajomość i tak nie mają
sensu. Ale może mają?
– Dawid –
wyszeptała zdumiona. – To do ciebie nie podobne, tak łatwo się poddać?
– Łatwo? Walczyłem
całe dwa tygodnie.
Usiadł i pociągnął ją
za sobą.
– Choć raz ja cię
zaskoczyłem, prawda? – Ujął jej twarz w swoje dłonie. Nieskończenie powoli,
jakby miał do czynienia z czymś niezwykle delikatnym i kruchym. Opuszkami
kciuków przesunął po piegowatych policzkach, zatrzymał je na pełnych,
wyrazistych ustach.
– Naprawdę cię
kocham ruda żabo.
– Pomimo
bezlitosnego światła poranku? – tak łatwo nie zamierzała odpuścić.
– Ilona!
– Czy poradzisz
sobie z tym za pomocą papierowej torby, wsadzonej na mój rudy łeb?
Zauważyła w jego oczach
błyski gniewu.
– Jesteś okropna.
Ale nie łudź się, tym razem nie odejdę.
– No nie wiem –
spojrzała na niego prowokująco. Musiała wykrzesać z siebie odrobinę złości,
choć tak naprawdę najchętniej od razu rzuciłaby się w jego ramiona. – Narazisz się
na posiadanie brzydkich dzieci?
– Nawet jeśli będą
miały twój żabi uśmiech i lekko zakrzywiony nos – odparł, dłonią przeczesując
jej włosy.
– Nie mam zakrzywionego
nosa! Wypraszam sobie!
– Masz śliczny
wyrazisty nosek, przyznaję. Ale jednak jest lekko zakrzywiony.
– Dawid! Bo pójdę
po tę siekierę!
– Nie pójdziesz –
wyszeptał, pochylając się. Najpierw pocałował skórę tuż na skraju policzka,
potem jego wargi przesunęły się w kierunku jej ust. Pocałunek wcale nie był
gwałtowny, ale z pewnością niezwykle namiętny. I pełen tęsknoty. Przymknęła
oczy, całkowicie się temu poddając. Tym razem była pewna, że Dawid nie kłamie. Zatonęła
w jego objęciach, a pocałunek z każdą chwilą stawał się pełniejszy żaru i
pożądania.
– Będziemy się
kochać? – spytała z nadzieją, na moment przerywając.
– W każdym
miejscu, godzinami. Nie wypuszczę cię z łóżka – odparł z uśmiechem, spoglądając
na nią z góry.
– I co ze mną
zrobisz?
– Wszystko czego
pragniesz. Romantycznie, ostro, delikatnie i brutalnie, jak zechcesz.
– Super! A ten
obiecany seks grupowy? – spytała podstępnie.
– Jeszcze czego! –
warknął w odpowiedzi nieoczekiwanie ostro.
– Ale przedtem nie
miałeś nic przeciwko?
– Cicho bądź i nie
dyskutuj ze mną!
– To chociaż mały
trójkącik?
– Już ja ci
dostarczę takich emocji, że nawet nie pomyślisz o innych!
– Na to liczę – odparła
zachwycona. – Ale wiesz, jak nam się znudzi…
– Uduszę każdego,
kto chociaż pomyśli o tobie w ten sposób!
– Taki miłośnik
orgii jak ty? – roześmiała się kpiąco. – Poza tym wspominałeś zdaje się coś o
tym, że nie lubisz wyłączności?
– Ilona! W tej
chwili przestań!
– Nie musi być
pan, może być pani…
– Posłuchaj mnie
ruda złośnico! Nie będzie nikogo innego, jasne? A jak jeszcze wspomnisz
słówkiem o takich rzeczach, nawet dla żartu, to przysięgam, umieszczę cię w
moim telefonie pod ksywką najlepsza z zaliczonych…

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Bosko <333333 Nie wstanę na 6, ale co tam. Warto!! 😀

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kilka literówek:
    – Będziesz prosić o łaskę – wymruczał. (pauza – myślnik)
    najohydniejszego trolla
    nie potrzebne je były
    jego głowę do swego korcza
    już nie krzyczała lecz niema wyła

    Techniczna scena seksu – najpierw wchodzi w nią od tył, do tyłka, a potem w sumie jest tak, jakby kończył w pochwie. Trochę niejasno napisane.

    Poza tym już na wstępie Dawid mnie rozczulił podczas sceny w ogrodzie. Ona dała mu w pysk, myślałam, że on w odpowiedzi ją pocałuje w usta. A tu proszę, on tak spontanicznie całuje jej dłoń i palce, tak łagodnie i ulegle, szarmancko, ale i seksownie. Słodki dżentelmen. Cóż, rano odezwą się inne panie i powiedzą więcej, ja nie znajduję słów. Jak zawsze bardzo mi się podoba, jest tu wszystko to, co lubię. I styl, i język, i fabuła. Naprawdę powinnaś pisać zawodowo książki.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzięki. Poprawiłam wszystko za wyjątkiem "najohydniejszego trolla", bo to chyba jest poprawnie?

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Wydawało mi się, że wyraz troll został już spolszczony i pisze się przez jedno l. Sprawdziłam, że jednak przez dwa l, więc zwracam honor, mój błąd.
      Pozdrawiam serdecznie.

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A co z naszą piękną Niką i Mateuszem? Może napisz jeszcze coś o nich?:)

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Pierwszy raz wzruszylam sie przy jakims opowiadaniu. Idealne zakonczenie 🙂

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Mimo ,że wolałam by Dawid i Dominika byli razem to i tak bardzo podoba mi się zakończenie. Strasznie się cieszę że Dawid w końcu się zakochał i znalazł miłość swojego życia. W tym opowiadaniu każdy znalazł swoją miłość 🙂

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ekstra. pod koniec opowiadania literówka zamiast dupka jest bułek.

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Swietne jak tylkow wstalam o 6 to pietwsze co zrobilam to wrszlam na twojego bloga i musze powiedziec ze udany poranek 🙂 super zakonczenie Ilona i tej jej charkterek no i Dawid w koncu przyznal ze ja kocha. Cudne opowiadanie zreszta jak wszystkie. A co teraz planujesz pisac babeczko?

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Trochę się pogubiłaś w ilości i roli bohaterów, czy od początku zamierzałaś uczynić tą rudą jako rolę pierwszopl.? Szkoda, bo zabrakło mi mimo wszystko Niki i Matiego.

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dla mnie bomba 😉
    Dawid i Ilona to idealna- wybuchowa para.
    Podobała mi się scena jak Igor głaskał brzuch żony a Dawid najnormalniej w świecie mu zazdrościł!
    Czekam na kolejne genialne historie 😉

    S.

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja jednak czuję pewien niedosyt.. Chcialabym jeszcze przeczytać jak Mateusz prowadzi drżącą Dominikę do ołtarza, albo jak Dawid gania swoją córeczkę po ich małym domku 🙂 🙂

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Bardzo się cieszę, że wkońcu dobrnęliśmy z tym opowiadaniem do końca i będziemy mogli przejść do czegoś nowego. 🙂
    Gdyby to od początku była historia o Rudowłosej żabie i Dawidzie byłoby na pewno genialne a tak to niestety tylko zakończenie najbardziej mi się podoba a fragmenty dotyczącej Niki i tego dupofaceta Mateusza czytałam bardzo pobieżnie..
    Nie mniej jednak szacun za wymyślenie postaci Rudej 🙂
    Basia

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jezuuu jak ja cię kocham ! Jakie to piękne ! Też tak chce.<3

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    cudeńko, uwielbiam Cię Babeczko :*
    szkoda, że to już koniec, naprawdę przyjemnie się czyta sytuacje z Dawidem i Ilona:)
    bardzo mi się podobał opis zmian jakie zachodziły w Dawidzie, jak stopniowo budziły się w nim szlachetne uczucia, rozczulił mnie swoim wyznaniem miłości oraz czułą pieszczotą dłoni Ilony w ogrodzie na początku tej części. też chce takiego Dawida!!
    opowiadanie wspaniałe.
    dziękuję, że piszesz takie cudeńka :*
    w.

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A co z pechową dziewczyną

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Świetne jak zawsze a zakończenie myślę że nie przesadze jeśli napisze ze każda kobieta chciała by przeżyć coś tak romantycznego a jednocześnie gwałtownego. Napewno każda na to zasługuje. Dziękuję za to opowiadanie. Nefdrae

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudne cudne…
    Miło tak przeczytać coś na poprawę humory i na odreagowanie po ciężkim kolokwium z analizy matematycznej
    Pisz jak najwięcej ale oczywiście w miarę możliwości 🙂

  17. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kochana Babeczko!
    Może to jest właśnie to opowiadanie, które należałoby rozbudować i zastanowić się nad wydaniem ? Według mnie najlepsze i cudownie napisane. Ta część tak mocno chwyciła mnie za serce, że zabrakło mi słów żeby powiedzieć jak bardzo mi się podobała. Jednak jeśli chodzi o Dominikę i Mateusza…. Rozumiem, że ktoś ich może lubić, mnie jednak mdliło na jej piękność i nijakość i na jego…właśnie nie wiem co bo nie mam pojęcia kto to był i o co mu chodziło. Scenę ich seksu przeczytałam z przymróżeniem oka (aż się zastanowiłam czy chciałabym być z facetem, który zafundowałby mi taki pierwszy raz…) natomiast łóżkową scenę Żaby i Księcia przeczytałam jednym tchem z wypiekami na policzkach, że już nie wspomnę o tym jak się rozpłynęłam kiedy Książe zazdrościł bratu głaskania brzuszka i jak płakałam razem z Żabką zwiniętą na łóżku. Niesamowicie emocjonujące. Wielkie gratulacje!

    Pozwolę sobie samozwańczo powiedzieć kilka słów na temat dodawania utworów na bloga.
    Jeśli mogłabym wyrazić swoje życzenie to chciałabym, Babeczko, żebyś dodawała tu utwory kiedy je już skończysz, po jednej części dziennie.
    Nie chcę nikogo obrazić ani urazić i może podchodzę zbyt emocjonalnie ale nie lubię tego "pouczania" w komentarzach, doradzania na temat dalszych perypetii bohaterów czy zakończeń.
    Jeśli ktoś ma tyle pomysłów niech pisze swojego bloga i swoje opowiadania (nie chodzi mi tu o nikogo konkretnego) ale bardzo nie chciałabym żeby te sugestie wpływały na Twoją twórczość bo ja tu wchodzę dla niej i nie chciałabym żeby teksty zostały zmieniane pod presją zaspokojenia potrzeb większości, jeśli komuś się nie podoba to niech sobie napisze lepiej i bardziej pod swoj gust, mi też się nie podobają smutne zakończenia a jednak je znoszę, nie wymyślam sobie żeby dla mnie pisano same wesołe.

    Te opowiadania, ten blog to jest Babeczka. Sama jedna z nieskończoną wyobraźnią i wielkim darem.
    Może wyolbrzymiam ale nie chciałabym żeby to się kiedyś gdzieś po drodze wypaliło bo w końcu w na pewno szczerych chęciach zadowolenia większości to co tak tu uwielbiam się gdzieś zagubi a tego bym nie przeżyła.

    Pozdrawiam ciepło Babeczkę i Babeczkomaniaczki,
    LIA.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzięki za naprawdę miłe i przynoszące radość oraz satysfakcję słowa :-DDD
      Po pierwsze muszę Cię uspokoić, na pewno nie piszę pod komentarze czytelników. Z oczywistego powodu – każdy ma własną wizję tego co będzie i jeśli zadowolę jednych, zniechęcę drugich. Więc teksty piszę tak, żebym przede wszystkim ja była z nich zadowolona. To się przekłada później na jakość napisanego utworu. Najlepszym przykładem jest nieszczęsne Nikomu ani słowa, gdzie porzuciłam własną wizję i najchętniej wykasowałabym 90 procent tekstu i napisała go od nowa. Pewnie kiedyś to zrobię, bo szkoda naprawdę dobrego początku.
      Czytać komentarze mogę, dlaczego nie. Niejednokrotnie wpadają mi wtedy do głowy nowe, ciekawe pomysły 🙂
      Poza tym mam dziwną manierę pisania początku i zakończenia równocześnie. To pozwala mi utrzymać właściwy kierunek kursu 🙂

      Nie rozpisuję się, bo wracam do pracy
      Buziaki
      Babeczka

  18. Anonimowy
    | Odpowiedz

    najważniejsze ,że Dawid nie został sam 🙂

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jejku Babeczko jak zwykle przeczytałam jednym tchem… i uśmiechałam się sama do siebie ;-)). Piękne i słodkie jak zawsze ale tym razem były momenty że czegoś mi w tym tekście brakowało czułam mały niedosyt, może warto z czasem coś rozwinąć ? Przynajmniej po tym jak poznała tego drugiego, a zanim pojawiła się charakterna Ilonka. Co Ty na to ?

  20. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Robisz czytelniczkom "sieczke z mózgu" karmiąc niestworzonymi historiami… wiem, ze to fikcja literacka jednak Twoje fanki wierzą, że i one spotkają kiedyś takiego Dawida, a tak nie będzie…
    niestety, nigdy.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Taaa… A ja po Władcy Pierścieni szukam po lasach krasnoludów i gadam z każdym drzewem…

      Daję czytelniczką i czytelnikom odrobinę radości, dzielę się swoimi marzeniami i optymizmem. Nie raz życie potrafi zaskoczyć, kto twierdzi, że z góry jest wszystko przesądzone, mało jeszcze przeżył, mało doświadczył.
      I oświadczam bezczelnie, że jeśli komuś się nie podoba mój optymizm i moje opowiadania, to nie musi tego czytać. Argumenty – bo ja uważam, że to złe więc musi być złe, traktuję jako niepoważne.

      A na deser przytoczę słowa jednej z czytelniczek, z którymi w pełni się zgadzam:
      "Opowiadanie jest dla mnie świetne, ale nie od strony romantycznej, ale komediowej. Po całym dniu zajmowania sie dzieckiem i domem miło jest poczytać coś nierealnego (co tam relacje… Demon!), coś co wpłynie na wyobraźnię i pozwoli trochę odetchnąć. Jeśli ktoś czytając myśli 'o matko! Więc tak można?!' nie powinien mieć dostępu do żadnych opowiadań. Rozumiem że poziom nastolatek względem odróżniania fikcji od rzeczywistości już w moim pokoleniu upadał, ale żeby to aż w tak skrajny sposób przedstawiać? Nie przeczę iż jest to pod koloryzowane, ale jakie opowiadanie erotyczne lub fantasy nie jest? Gdyby one były pisane w sposób realistyczny to gatunki wymarły by nim jeszcze by się w pełni narodziły. A co do konsekwencji – na chłopski rozum chyba 3/4populacji świata chyba wie, że jak słowo już potrafi nieść je olbrzymie to co dopiero czyny!
      Czasem po prostu miło jest poczytać o braku realizmu, konsekwencji i czystej przyjemności ciała, by po skończeniu znów pamiętać o zwyczajach, relacjach, prawdziwym życiu w którym podjęcie każdej decyzji może wpłynąć na nas samych. "

      To chyba tyle w tym temacie.

  21. Anonimowy
    | Odpowiedz

    właśnie przeczytałam całe opowiadanie za jednym zamachem..może jestem dziwna ale czytając je liczyłam na happy end Dawida z Dominiką…nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji…i mam ambiwalentne odczucia co do tego. ale to nie zmienia faktu że Twoje opowiadania są rewelacyjne 🙂

  22. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Uwielbiam Twoje opowiadania ale "Głupstwo" i to jak dla mnie nie podobają się.

  23. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ruda wygrała opowiadanie. A Dominika. Cóż. Dla mnie okazała się łatwa. Te moje imienniczki są jakieś pokręcone

Napisz nam też coś :-)