Wakacyjny epizod (I)

with Brak komentarzy

Rozdział 1

Rozstanie

– Ale jak to koniec z nami?! – Grzesiek wbijał we mnie zszokowany wzrok.

Rzygać mi się chciało, bo byłam zmuszona odwzajemnić maślane spojrzenie jego brązowych, dosyć ładnych oczu. Barani wzrok wywoływał we mnie wyrzuty sumienia, mimo to nie zamierzałam cofnąć wypowiedzianych słów.
– Nie pasujemy do siebie. – Postanowiłam podejść go w miarę łagodnie, widząc zaszklone, pełne łez oczy. – Zasługujesz na kogoś lepszego.

Mówiąc to czułam, jak skręca mi się żołądek. Nie cierpię tak ckliwych tekstów rodem z komedii romantycznychktórych swoją drogą absolutnie nie trawię.

– Ja się nie nadaję do stałych związków. Jeszcze do tego nie dojrzałam. – Gorączkowo myślałam jak ując sprawę na tyle zgrabnie, by nie brać na siebie zbyt wiele winy za niepowodzenie związku. – Ty potrzebujesz kogoś, kto będzie cię kochał.
– Ale ja cię kocham! – prawie wykrzyknął, w efekcie chłopak siedzący przy sąsiednim stoliku obrócił się i zaczął nam się bezwstydnie przyglądać. – Kocham cię, Iza!

No kurwa! To mnie zaskoczył! A byłam pewna, że skupi się na sensie ostatniego wypowiedzianego przeze mnie zdania!

Miłość? Że mnie kocha? Kogo tak naprawdę kocha? Mnie, czy swoje wyobrażenie o mnie?

Wobec tego „argumentu” czułam niestety kompletną bezradność. No bo co można powiedzieć w tej sytuacji? „Nieprawda, nie kochasz mnie?”. Tak naprawdę to nie wiedziałam, czy Grzesiek był zakochany. Może się jednak myliłam, a on rzeczywiście obdarzył mnie głębszym uczuciem? Możliwe, że poza codziennym planem wspólnego mieszkania, zakupami w sobotę i niedzielnymi wypadami w plener, Grzesiek wiązał ze mną i długofalowe plany?

Siedzieliśmy w osiedlowej kawiarence. Niewielkiej, z kilkoma stolikami we wnętrzu i całą masą leżaków i drewnianych skrzynek zaadoptowanych na stoły, na zewnątrz. Pogoda kusiła, byśmy zajęli miejsca na dworze. Szum wysokich osiedlowych topól i radosny świergot ptaków w koronach drzew jednak zbytnio kontrastował z tym, co miałam zamiar oznajmić Grześkowi. Wybrałam więc zaciszny stolik w środku lokalu, w rogu pomieszczenia. Głównie po to, by móc się oddzielić od Grześka meblem i aby zachować dystans w momencie, gdy będę z nim zrywała. Nie miałam pewności jak zareaguje, lez był to lepszy pomysł, niż rozmowa w mieszkaniu. Tam mógłby rwać szaty na piersiach i zanieść się szlochem, bądź paść na podłogę i wierzgać nogami jak dziecko. W lokalu raczej tego nie zrobi. Jeśli nawet, to po prostu wyjdę i udam, że nie znam gościa.

– Odpocznijmy od siebie przez wakacje, a później czas pokarze. – Cofnęłam dłonie, którymi dotąd obejmowałam szklankę z lemoniadą. Ułożyłam je na kolanach pod stołem. Zdążyłam, nim chwycił za nie. – Tak będzie najlepiej dla nas obojga.

Powtarzałam sobie, że ani on mnie, ani ja jego nie kocham tak naprawdę. Jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia, może z nudów! Powtarzałam to sobie, widząc jego spojrzenie, którego nie powstydziłby się kot ze Shreka.

Nie interesowałam się wcześniej mężczyznami, a Grzesiek „przytrafił się” od tak. Właściwie to się przypałętał. Wiem, to nie brzmi dobrze, ale tak właśnie było! Przyszedł jako klient do klubu fitness, w którym pracuję na recepcji. Mało wymagające zajęcie, które ostatnimi czasy umilałam sobie obserwowaniem Emila i Magdy – pary, której kibicowałam od dawna. Przystojniakowi rodem z magazynów dla pań i zwyczajnej dziewczynie, która postanowiła nie dać mu dupy. Czyli inaczej, niż wszystkie poprzednie lale, których dziesiątki Emil przepuścił przez swoje łóżko. Chociaż, kto wie, kto tu kogo przepuszczał? I czy doszli do łóżka, bo może załatwiali sprawę seksu w samochodzie? Nie moja sprawa. Teraz miałam swój problem, a ten siedział ze szklącym się wzrokiem, który wlepiał we mnie błagalnie.

Swoją drogą zastanawiające, że Grzesikowi wydaje się, że takim zachowaniem coś wskóra? Niby co? Zmiękczy moje serce? Że się zlituję i pozwolę do siebie wrócić? I o czym to świadczy? Że Grzesiek traktuje mnie poważnie , jak facet kobietę, czy może niczym rozpuszczony synalek swoją matkę. Wydaje mu się że łzami wymoże co? Przecież nie litość, bo chyba nie sądzi, ęe kobieta może dawać dupę z litości! A może może i tylko ja tego nie wiem?

Z Emilem i Magdą sprawa wyglądała inaczej. On nie umiałby wykrzesać z siebie nawet dziesięciu procent takiej mazgai, jak Grzesiek. Przyglądałam się najpierw podchodom Emila do dziewczyny i jego byłej kochanki do niego samego. Ta robiła wszystko, byle nie pozwolić mu odejść, by usidlić go, odsuwając chłopaka od Magdy. Trzymałam kciuki za dziewczynę, bo zwyczajnie wierzę w prawdziwą miłość. Uczucie, którego – teraz byłam już tego absolutnie pewna – nie czu do Grześka.

Jeszcze kilka tygodni temu myślałam, że może poza lubieniem go, poczuję coś więcej po jakimś czasie. Kto wie, może go nawet pokocham? Nic takiego się niestety nie wydarzyło. Po dwóch miesiącach zaczął mnie tak bardzo drażnić, że ledwie powstrzymywałam złośliwe docinki w ciągu dnia, gdy to na przykład w kuchni wkładał kubek do zmywarki i udawał, że nie wie, że należy go włożyć do góry nogami, bo inaczej się nie umyjeAlbo wieczorem, gdy przez pięć minut wygładzał i naciągał prześcieradło na materac, jakby każde najmniejsze zagięcie miało spowodować, że nie uśnie, lub będą mu się śniły koszmary.

Najgorsze jednak było to, że zaczął mnie odpychać fizycznie. Nie brzydził, ale przestałam czuć cokolwiek podczas seksu. No może czułam mały wstręt, gdy jego szczoteczka do zębów, jej włosie, dotykało włosków na mojej szczoteczce. W sumie to chyba jednak wstręt fizyczny, bo od stykających się szczoteczek do pocałunku, tu nawet mniej, niż centymetr. To zaważyło, więc podjęłam decyzję o rozstaniu.

– Ale to znaczy, że chcesz jechać beze mnie na wakacje? – Grzesiek ewidentnie nie przyjmował do wiadomości informacji o zerwaniu. – Masz kogoś?

No ja jebie! Co za barani łeb z niego! Aż mnie skręcało, by mu powiedzieć, że tak, mam kochanka z gigantycznym przyrodzeniem, mercedesem i mnóstwem kasy, którą chce na mnie przeznaczyć.

 

Napisz nam też coś :-)