Wakacyjny epizod (XI)

with Brak komentarzy

ZA

- I co o tym wszystkim myślisz? - zapytałam tatę, który siedział na werandzie maleńkiej chatki, którą jako jedyną wolną, przydzieliła mu pani Ula.

Było ciemno, a ciepły nocny wiaterek poruszał liśćmi niewielkich drzew okalających domek. Miałam wrażenie, że w ciszy nocy wszystkie dźwięki rozbrzmiewają o wiele głośniej, niż za dnia. Czyżby już po trzech dniach słuch wyostrzył mi się aż tak?

Jeszcze godzinę temu czułam się, jakby sen okleił mi powieki i ciążył, zamykając oczy. Szybki prysznic otrzeźwił mnie trochę. Zależało mi, by wypytać tatę o wrażenia po rekonesansie po obozie. Teraz, na gorąco, nim opadnie pierwsze wrażenie.

- Jestem przerażony – odparł tata z uśmiechem.

- Przerażony?! - Aż zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc. - Ale w sensie, że co?

Tata uśmiechnął się, słysząc nasz ulubiony tekst, zapożyczony z bajki „Kurczak mały". Gdy to ja byłam mała, wiedziałam, w którą strunę uderzyć, żeby wkurzyć rodziców. Nic tak bardzo ich nie wyprowadzało z równowagi, jak to ospale przeze mnie zadane pytanie. Tata uodpornił się na nie w momencie, gdy zobaczył bajkę. Mama nie oglądała tego typu filmów, toteż wpieniałam ją tym tekstem bardzo skutecznie.

- Jestem przerażony tym, jakie możliwości kryje w sobie to miejsce – odparł, opierając się o rozgrzane drewno ławki.

Siedzieliśmy na ławeczce przed domkiem taty, otaczała nas ciemność i tylko świerszcze dotrzymywały nam towarzystwa.

- Znam cię tato. - Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam podkurczone łydki ramionami. - Skoro tak mówisz, to znaczy, że masz plan.

- I mam i strasznie się łamię – odparł, wzdychając ciężko.

- Bo?

- Bo to pociągnęłoby dużo zmian w moim życiu – mówił tak cicho, że ledwie go słyszałam.

Przysunęłam się więc bliżej, by nie uronić ani słowa.

- Opowiedz mi o tym – poprosiłam. - Wypowiedzenie czegoś na głos potrafi dużo poukładać w głowie.

- Kiedy ty tak zmądrzałaś? - zaśmiał się cicho, po czym pochylił się i pocałował mnie w czoło.

- W międzyczasie, tatku – westchnęłam, czując wzruszenie ściskające mi gardło. Od dawna nie mieliśmy czasu na to, by porozmawiać, jak w tej chwili. W spokoju, bez pośpiechu, w ciszy i nie przez telefon. - W międzyczasie.

- Dobrze, opowiem, ale obiecaj mi jedno – zrobił pauzę, mi nie pozostało nic innego, jak tylko przytaknąć. - Powiesz mi szczerze, jeśli cokolwiek wzbudzi w tobie opór. Jakby nie było, to odmieni również i twoje życie, a nie chcę robić nic wbrew tobie!

- Okej – przytaknęłam, słabo. - Powiedz wreszcie! - dodałam z większą mocą.

I tata mówił, a mi szczęka opadała coraz niżej i nawet, gdybym chciała, to nie potrafiłabym mu przerwać, tak byłam zaskoczona.

Napisz nam też coś :-)