Wakacyjny epizod (XXII)

with Brak komentarzy

Rozdział 22

Wspominki

IZA

Do wieczora byłam zapowietrzona i nie bardzo nadawałam się do rozmów z kimkolwiek.

– Iza – pani Ula zwróciła się do mnie po kolacji, gdy czekałam na swoją grupę, która w wyjątkowo ślamazarnym tempie kończyła posiłek.

Jak zwykle był chleb, do tego dżem i po plasterku żółtego sera, oraz ćwiartce pomidora przypadającego na porcję żywieniową każdego z nas. Przez tych kilka dni schudłam na tutejszym wikcie, ale wszystko było tak niedobre i podane w takich okolicznościach i przez osoby, których nie lubiłam, toteż i apetyt mi nie dopisywał. Z resztą nie byłam w tym odosobniona.

– Tak, pani Urszulo?

– Po pierwsze przejdźmy proszę na ty. – Wyciągnęła rękę, mi nie wypadało odmówić. – Mów mi Ula.

Uścisnęłam jej dłoń, przyjmując tym samym porzucenie grzecznościowej formuły, obowiązującej dotychczas.

– Powiedz mi proszę, czy wszystko jest w porządku? – Nie wiedziałam o co pyta.

– To znaczy? Co masz na myśli?

– Wczoraj mówiłaś, że pozujesz Olkowi – mówiła cicho i widziałam, że stara się ostrożnie dobierać słowa. – Czy on… czy jakoś cię uraził? A może zachowywał się niestosownie?

– Nie – zaprzeczyłam z bladym uśmiechem. – Nie jest niegrzeczny, a raczej zimny, jak ryba. I strasznie niechętny.

– Ale w jakim sensie?

Kurczę, cóż ona tak dopytuje?

– W takim, że ledwie mi coś odpowiada, a jeśli już, to półsłówkami – przemilczałam okoliczności pracy, które wręcz proszą o stworzenie chociaż ciut bliższej relacji. – I jak na jego wiek, to strasznie mrukowaty z niego facet. Nie rozumiem tego.

– Cóż – sapnęła, ja nastawiłam uszu, bo zabrzmiało to zagadkowo i zwiastowało ciekawy ciąg dalszy. Poza tym nurtowało mnie, co może mi powiedzieć o swoim sąsiedzie. – Pamiętam Olka z czasów, gdy nie był takim mrukiem. Zmienił się przez Grażynkę, moją kuzynkę.

– To znaczy? – ponagliłam ją, bo moja ciekawość rozpaliła się w okamgnieniu niczym piec hutniczy.

– Pięć lat temu, gdy Olek wprowadził się do nowo wybudowanego domu, poznałam go jako całkiem wesołego faceta – mówiła, patrząc w dal pomiędzy drzewami.

Dzieciaki hałasowały na szczęście w sposób umiarkowany, ale widać zużyły większość zapasów energii przez cały dzień. Część z nich leżała na ławkach przy wejściu do karczmy, kilkoro na trawie, pozostali zbili się w kilkuosobowe grupki i o czymś rozmawiali. My stałyśmy opodal wejścia i cieszyłam się, że nikt do nas nie podchodzi.

– Po śmierci mojej mamy, na pogrzeb przyjechała moja kuzynka – podjęła przerwaną opowieść, ja słuchałam ledwie oddychając. – Podczas stypy zaproponowała, że przez jakiś czas może pomieszkać ze mną i Stasiem, by pomóc mi uporać się ze stratą i dotrzymać towarzystwa. Przystałam na propozycję, bo faktycznie potrzebowałam towarzystwa. Grażynka była sporo młodsza ode mnie i bardzo żywiołowa. Pewnego dnia powiedziała, że Olek zaproponował jej pracę. Miała mu pozować za pieniądze. Nie dziwiło mnie to, bo podobnie jak ty, była śliczna.

Zrobiło mi się ciepło na sercu, a równocześnie lodowate uczucie spięło mi kark, jakbym czuła, że zaraz opowie coś, co mi się nie spodoba.

– Grażynka jeździła do Olka prawie codziennie i w pewnej chwili myślałam już, że może nawet zaczęło ich coś łączyć. A później się zmieniła i to bardzo – zmarszczyła brwi i zamilkła, a ja miałam ochotę krzyknąć, żeby mówił dalej, albo za chwilę wybuchnę z ciekawości. – Była jakaś taka nieobecna i zestresowana, ale nie chciała powiedzieć dlaczego. Po prostu była kłębkiem nerwów! – Spojrzała na mnie, jakby sprawdzała, czy słucham jej uważnie i czy nadążam. Nadążałam. – I pewnego dnia po prostu wyjechała. Bez słowa wyjaśnienia, nie żegnając się. Ot tak z dnia na dzień! I to w momencie, gdy akurat pojechaliśmy ze Stasiem do Warszawy na badania okulistyczne. Nie było nas raptem trzy dni, a po powrocie zastałam pusty pokój, który zajmowała i żadnej informacji.

Ok, niby odkryła mi tajemnicę przeszłości Aleksandra, ale nic ona nie wniosła w moje zrozumienie go.

– Dzwoniłam do jej rodziców, ale nie wróciła do domu – mówiła spokojnym, pełnym smutku głosem. – Z tego co mówili, to najprawdopodobniej znów wybrała się za granicę, do Francji, bo tam spędziła wcześniej trzy lata. Nie odbierała telefonów ode mnie, odrzucała połączenia, więc pewnie nie chciała się tłumaczyć. Na mój rozum, musiało się między nimi wydarzyć coś niedobrego, co wpłynęło na oboje. On zmienił się w nadmiernie ostrożnego człowieka, ona wyjechała stąd.

I zamilkła, ja milczałam również. Bo co tu powiedzieć? Nie przybliżyło mnie to ani o krok do rozwiązania tajemnicy mrukowatości Aleksandra, a jedynie podsyciło ciekawość i podkręciło w chęci sprawdzenia, czy uda mi się skruszyć choć odrobinkę maskę chłodu, która okrywa jego twarz.

Napisz nam też coś :-)