Warstwy (III)

with Brak komentarzy

opowiadanie erotyczne dla kobiet

Wzruszyła ramionami, nie siląc się na bezsensowną rozmowę. Podeszła bliżej i pochylając się, chwyciła go za ubranie.

– Następnym razem – zaczęła z wściekłością, ale zaraz potem zmieniła ton. – Następnym razem będzie jeszcze lepszy. Możesz patrzeć, dlaczego by nie? – wzruszyła ramionami, puszczając jego bluzę i prostując się. – Możesz tylko patrzeć. Znasz powiedzenie o psie i kiełbasie?

Zmrużył oczy. Nie spodobały mu się te słowa, a dźwięcząca w nich pogarda przywołała gniew.

– Każdą dziwkę można kupić – wycedził, odpłacając jej pięknym za nadobne. – I nie zawsze trzeba płacić gotówką.

– Której i tak nie masz – rzuciła lekceważąco, odwracając się. Kiedy wyszła, w drzwi uderzyła plastikowa butelka z wodą. Robert wstał. Wściekły, po raz kolejny podniecony. Ta kobieta doprowadzała go do szału. Musiał ją mieć! Obojętnie za jaką cenę.

Przygotował sobie kawę, gapiąc się bezmyślnie na podgląd z kamery. W pewnej chwili jego wzrok zatrzymał się na siedzącej przy biurku dziewczynie, pochylonej, pogrążonej w pracy. Wyjątkowo skrupulatnie wypełniała swoje obowiązki. Chociaż czy to jej pomoże zagrzać miejsce w firmie? Wątpił w to. Dał łyka gorącego napoju i syknął z irytacją, bo poparzył sobie język. Odstawił kubek, nadal patrząc w ten sam punkt i nagle w jego głowie zaczął się krystalizować pewien plan. Dziewczyna była śliczna, niewinna, kusząca świeżością. Lecz czy wystarczająco, aby na dłużej zatrzymać uwagę pana prezesa? Może. Wtedy złotowłosa bogini wpadłaby w prawdziwy szał, a dysząca żądzą zemsty kobieta bywa całkowicie nieprzewidywalna. Miał w dupie jej zawód miłosny, rozczarowanie czy złość. Chciał ją jedynie zaliczyć.

Jeszcze raz z namysłem spojrzał na Olę. Uniosła właśnie głowę, delikatnie się uśmiechając. Chyba do własnych myśli, bo w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby odwzajemnić ten uśmiech. Przez moment zrobiło mu się jej żal, ale zaraz potem pomyślał, że pan prezes i tak nie odpuści. A dziewczyna wyglądała na uległą i z pewnością trafi na jego biurko prędzej czy później. Warto wykorzystać taką sytuację do załatwienia własnych spraw. Musi się tylko zastanowić jak sprawić, aby Ola zagrała oscarową rolę umykającej, płochliwej zwierzyny. Jeszcze dwa takie numery jak w klubie, a ten pajac dostanie małpiego rozumu. Oczywiście istniało spore prawdopodobieństwo, że Alicja zamiast rzucić się w jego ramiona, znajdzie sobie innego dzianego dupka. Lecz był pewien, że nie od razu. Doskonale pamiętał, jak zmieniła swoje zachowanie, gdy spojrzała w kierunku kamery. Miała nadzieję, że ich obserwuje i podniecało ją to. A skoro tak… Robert wykrzywił z pogardą usta. Przecież do diabła nie chce się z nią ożenić, a jedynie przelecieć. Raz czy dwa, w sprzyjającej sytuacji nawet trzy. Sam seks, nic poza tym.

Usiadł. Popijając kawę, rozmyślał nad szczegółami planu, który miał go doprowadzić do upragnionego celu.

Nie miał jednak pojęcia, że czasami cele się zmieniają i to w najmniej odpowiednim momencie.

***

– Ja mam rozdawać ulotki? – Ola spojrzała z niedowierzaniem na wyraźnie zakłopotaną Ankę.

– Tak. Wiesz… A może i nie? Chociaż… Chyba raczej tak…

– Nie jestem pewna, ale mam doskonały słuch – westchnęła Ola, sięgając po niedojedzoną kanapkę. – A tutaj wszyscy plotkują na potęgę. Więc chyba wiem. Zaczęłam już nawet szukać nowej pracy – dodała z żalem.

– Nie dziwię się, chociaż powinnaś się zastanowić czy nie warto jednak zostać. Nie jest tak źle – dokończyła prawie szeptem, odwracając wzrok.

Ola zrozumiała ją bez słów.

– Przecież to poniżające!

– Nie, raczej przyjemne. Jest całkiem niezły. Poniżające jest to, że ty po wszystkim masz ochotę na coś więcej, a on nie.

– Jak to się stało, że ona cię nie zwolniła? Ani że nie zatruła ci życia?

– Jednorazowe numerki ją nie interesują. Jednak gdyś trafiła po raz drugi do jego gabinetu… Wtedy masz przechlapane.

Pół godziny później zakłopotana Ola stała przy samym wejściu, trzymając w rękach cały plik ulotek. I chociaż powtarzała sobie jak mantrę „żadna praca nie hańbi”, to czuła się coraz bardziej nieswojo. Momentami rozmyślała nad tym, co powiedziała jej Anka. Aż się nie chciało wierzyć, że ona również wylądowała na biurku prezesa. W sumie jeśli przyjąć to za regułę, połowa damskiego personelu przewinęła się przez jego spodnie. Poczuła obrzydzenie. Co za obleśny facet! Co z tego, że świetnie wyglądał, miał doskonałe wykształcenie i był prezesem tak dużej firmy? Sam wygląd i stan portfela to nie wszystko. Dużo ważniejsze było wnętrze, a ono było zepsute, ohydne.

– Awans?

Odwróciła się w stronę, skąd dobiegł pytanie. Stał tam ten ochroniarz, zaraz, jak mu było na imię? Chyba Robert. Ręce trzymał w kieszeniach i patrzył na nią z rozbawieniem. Na ramieniu miał sportową torbę, pewnie skończył zmianę i szedł do domu.

– Ty to masz dobrze – westchnęła, odgarniając kilka nieposłusznych kosmyków.

– Dwanaście godzin w pracy? Wątpię.

– No tak – zakłopotała się. – Przepraszam, nie będę cię zatrzymywać.

Ale zatrzymała. W zasadzie nie ona, a złośliwy los.

Czasami tak jest, że przytrafiają nam się rzeczy, o których jedynie czytamy w gazetach lub oglądamy w wieczornych wiadomościach. Tak było i teraz, gdy przez ogromne szklane drzwi wszedł niepozorny, przygarbiony mężczyzna, ubrany w burą kurtkę. Przystanął, rozejrzał się, po czym zdecydowanym ruchem wyjął zza pazuchy broń. Ci, którzy to zauważyli, nie wiedzieli jeszcze, że było mu obojętne kogo zabije. A że najbliżej stała smukła, ciemnowłosa dziewczyna, wycelował w nią.

Uniósł ramię i wtedy rozległ się głośny huk.

.

KUPUJĘ CAŁY ODCINEK

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)