Warstwy (VI)

with 5 komentarzy

ostre opowiadanie erotyczne

Stał pod prysznicem, pozwalając aby chłodny strumień wody, obmywał jego ciało, studził zmysły.

Był wściekły, wściekły na samego siebie. Wplątał się w sytuację, której nie chciał, która budziła w nim zakłopotanie, a nawet niechęć. Pomimo, a może właśnie z powodu dziwnych uczuć, jakie pojawiły się już po wszystkim.

Tak, dziewczyna była śliczna, ponętna i najwyraźniej nim zauroczona. Byłby ślepy, gdyby tego nie dostrzegł. Podobała mu się, podniecała go. Lecz co z tego? Nie nadawał się na związki, nie pasował do niej i wciąż miał ochotę na swą jasnowłosą boginię. Ostre rżnięcie, to było to, czego mu trzeba, a nie podchody z dziewicą. Wykrzywił ironicznie usta. Z przekąsem pomyślał, że tak długa wstrzemięźliwość może sprawić, że panna Aleksandra rzuci się w ramiona pierwszego lepszego. Zaraz potem spochmurniał, bo przecież szanownemu prezesowi odmówiła, pomimo iż ten był nie tylko przystojnym, ale również dobrze sytuowanym draniem.

W końcu zakręcił wodę i owinięty ręcznikiem, wrócił do pokoju. Z kuchni dobiegał miarowy szum radia; to Tomek jadł kolację, zasłuchany w wieczorne wiadomości. Całe szczęście, że zdążył pozbyć się dziewczyny, zanim wrócił jego brat. Pozbyć się? Robert znów wykrzywił się, czując kiełkującą złość. Na cholerę mu to wszystko było? Trzeba było od razu odwieźć ją do domu.

Ubrał się, a później bez słowa wymknął z domu. Zajrzał jeszcze do ojca, który pogrążony w pijackim śnie, smacznie pochrapywał w swoim pokoju. Idąc opustoszałą ulicą, wygrzebał z kieszeni papierosy, chociaż rzadko palił i w zasadzie nie lubił tego nałogu. Kiedyś wolał silniejsze używki, teraz ograniczał się do okazjonalnego skręta. Nie chciał kusić losu. Szedł przed siebie, bez konkretnego celu, a jednak podświadomie skierował się ku tej części miasta, gdzie mieszkała Alicja.

Tak, wiedział które mieszkanie w kamienicy zajmowała, znał jej numer telefonu i rozkład dnia. Niejednokrotnie ją śledził, czasami podglądał przez okna klatki schodowej w budynku naprzeciwko. Przynajmniej dopóki nie opuszczała rolet. Wtedy odchodził, marząc, aby trafić do wielkiego łóżka w jej sypialni. Oczyma wyobraźni widział ich w skłębionej pościeli, spoconych, splecionych w namiętnym uścisku. Wielokrotnie zdarzyło mu się ułożyć scenariusz całej nocki, a wtedy onanizował się nawet kilka razy, podniecony tą wizją.

– Jestem pojebany – mruknął, zajmując swoje ulubione miejsce. Niestety, niczego nie zobaczył. Okna jej mieszkania były ciemne, ziały pustką. Widocznie jeszcze nie wróciła z pracy, albo, co bardziej prawdopodobne, gdzieś wyszła. Może zadzwonił pan prezes? Robert splunął z odrazą, czując kiełkujący gniew. Tego popaprańca już dawno powinna była zostawić. Wrócił na ulicę i nie wiedząc, co z sobą począć, ruszył w kierunku centrum. Wtedy poczuł jak jego telefon zawibrował w kieszeni obszernej kurtki. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać, a jednak zerknął na ekran.

Ola.

Zaklął bezgłośnie. A ta czego znowu chciała?

Mimo to odebrał.

– Przepraszam jeśli cię obudziłam. – Głos miała niepewny, może nawet odrobinę wystraszony.

– Nie obudziłaś – odparł suchym tonem. – Jestem na spacerze.

– Przecież już po północy? – zdziwiła się. – Wybacz, nie powinnam – dodała ze skruchą.

– Po co dzwonisz? – Nie chciał, aby zabrzmiało to zbyt obcesowo, ale właśnie tak wyszło.

– Ja… Nie mogłam zasnąć. Pomyślałam… Sama nie wiem – plątała się, a on mógłby przysiąc, że z pewnością była czerwona jak piwonia. – Tak sobie chciałam porozmawiać – bąknęła.

Cudownie! Jeszcze tego mu brakowało!

– Będę u ciebie za kwadrans. Wyjdź, to porozmawiamy.

– Świetnie! – Idiotka! Z czego ona się tak cieszy? Zwłaszcza, że wcale nie miał w planach przyjacielskiej pogawędki. Musiał definitywnie zakończyć tę znajomość, zanim się na dobre zacznie. Żeby przypadkiem nie robiła sobie jakiś planów z nim związanych. – Nie dzwoń, zejdę dokładnie za kwadrans. W razie czego zaczekaj, dobrze?

– Tak.

Rozłączył się i przyspieszył. Mieszkała niedaleko, w nowoczesnych blokach wybudowanych w miejscu starego centrum handlowego. Z każdym krokiem był coraz bardziej wściekły. Kiedy w końcu dotarł na miejsce, wprost kipiał od negatywnych emocji. Lecz nie doszedł pod budynek, bo Ola stała na skraju niewielkiego parku, który od wschodu graniczył z osiedlem. Uśmiechała się nieśmiało, a jej ogromne oczy błyszczały szczęściem. Robert zdusił brzydkie słowa cisnące mu się na usta, po czym chwycił dziewczynę za ramię i pociągnął w głąb, za pierwszą linię wysokich krzewów.

– Nie sądziłam…

Gwałtownie pchnął ją w kierunku wysokiego drzewa, przydusił własnym ciałem, zachłannie pocałował. Błyskawicznie powróciło podniecenie, lecz tym razem było ono podszyte złością. Zaskoczona Ola nie protestowała, przynajmniej nie na początku. Lecz gdy jego dłonie zrobiły się zbyt natarczywe, pocałunek bardziej brutalny niż namiętny, a na dodatek zaczął ją rozbierać, spróbowała wyrwać się z jego uścisku.

– Przestań! To miejsce publiczne!

– I co z tego?

– Naprawdę chciałam jedynie porozmawiać i ucieszyłam się, że jeszcze nie śpisz.

Oparł jedną ręką o pień za jej plecami. Zmrużył oczy, obserwując ją z namysłem. Był pewien, że dziewczyna mówi prawdę. Nie bawiła się z nim, nie chciała go prowokować.

– O czym chciałaś rozmawiać? – spytał krótko.

– Zawsze znajdzie się ciekawy temat. – Uśmiechnęła się nieśmiało, kładąc dłonie na jego piersi i spoglądając w górę.

– Nie mamy zbyt wiele wspólnych tematów.

– Dlaczego? – zdumiała się.

– Pani magister nie wie dlaczego? – zadrwił. – Serio?

– Masz jakieś ukryte kompleksy, za które nie odpowiadam.

– Może. A nade wszystko – pochylił się, omiatając gorącym oddechem skraj jej policzka – mam ochotę cię przelecieć. Zerżnąć jak sukę! Wydupczyć tak, żebyś przez tydzień nie mogła usiąść na tym cudnym tyłeczku!

– Robert!

– Czujesz to prawda? – szeptał dalej, wysuwając do przodu biodra i ocierając się o jej ciało. – Myślisz, że skoro cię uratowałem, to jestem od niego lepszy? Nie, nie jestem ślicznotko. Może nawet trafiłaś gorzej niż myślisz.

– Tylko po co mi to mówisz? – Przymknęła oczy z trudem panując nad tym, co czuła, gdy jego twardy członek, uwięziony w nieelastycznych spodniach, ocierał się o jej brzuch.

– Gra wstępna – zadrwił.

– To jest gra wstępna – odparła, po czym położyła drżącą dłoń na jego kroczu. Ze świstem wciągnęła powietrze. Dopiero teraz mogła poczuć, jak był duży, twardy, podniecony. Mętnie pomyślała, że w porównaniu z Sebastianem, to był prawdziwy olbrzym. Zaraz potem się zawahała. Nie powinna zachowywać się jak napalona małolata.

– Nie zabierają ręki – wychrypiał, dociskając ją do drzewa. – Złapię taksówkę i pojedziemy do hotelu. Zabezpieczasz się, czy mam kupić gumki?

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Mój kod nie działa, wysłałam wam maila z nim.

    • Anonim
      | Odpowiedz

      Jak dzis siądę przed kompem zobaczę co się stało:)

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Kod już działa, chociaż wczoraj nie chciało mnie wpuścić, podobnie jak dzisiaj rano. Ale już nieważne.
    Robert ewidentnie się zakochał, albo jest temu bliski. Co prawda widziałabym go bardziej z Alicją, której uczucie do przystojnego ochroniarza wcale nie byłoby w smak, ale zobaczymy. Ola też wydaje się nie do końca wiedzieć, czego chce. Niby ciągnie ją do Roberta, a tu kilka słówek prezesa i już ją opanowało podniecenie. Tatusiek wykorkował?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Prędzej ty sobie poradziłaś, niż ja dopadłam kompa 😉 Ostatnio Mały nie chce już spać w południe i nie mam czasu na “komputerowanie” ;( bo wieczorem padam razem z nim. Dziś na przykład wlazł na dach samochodu… Nie wiem jak, krzesła żadnego sobie nie podstawił. Zaczynam się zastanawiać czy nie trzeba będzie przerobić płot na wyższy, najlepiej taki na dwa metry i pod napięciem ;-D

      • Jo Winchester
        |

        Proponuje wyższy, z doświadczenia patrząc na wyczyny dzieci (swoich nie mam, ale dużo z nimi przebywam) wiem, że takiemu spokojnie dałby radę ☺

Napisz nam też coś :-)