Warstwy (VII)

with 2 komentarze

ostre opowiadanie erotyczne

Wydawało się, że już dawno pozbył się cieplejszych uczuć wobec mężczyzny, leżącego na łóżku w embrionalnej pozie. Ale kiedy zbadał jego puls, poczuł niepokój.– Dzwoń po karetkę – rozkazał Tomkowi, który przyglądał się mu z niepokojem.

– Jest źle?

– Nie wiem. Żyje, jeśli o to ci chodzi.

– Dzwonię.

Kątem ucha przysłuchiwał się rozmowie prowadzonej przez brata. Potem usiadł na podłodze, opierając się plecami o rant łóżka, odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Zimna podłoga nieprzyjemnie chłodziła bose stopy, ale nie zwrócił na to żadnej uwagi. Ogarnęło go nagłe zmęczenie, bardziej psychiczne niż fizyczne. I chyba po raz pierwszy przyszło mu na myśl, że powinien zacząć wszystko od początku. Zresetować całe swoje życie, zapomnieć o prawdziwych czy wydumanych problemach. Tak, powinien. Nie miał jedynie pewności, czy potrafi to zrobić.

***

– Cześć! – uśmiechnęła się promiennie. – Wpadłam na kawę. I przyniosłam ze sobą przepyszne babeczki – uniosła w górę białe pudełko dość sporych rozmiarów.

– Na kawę? – Głos miał suchy, wyprany ze wszelkich emocji. Twarz bladą, oczy podkrążone. Nie po raz pierwszy pomyślała, że ciężko odgadnąć o czym myśli w danej chwili. Był wściekły? Czy może raczej obojętny? Na zadowolonego raczej nie wyglądał, chociaż zaczynała wątpić już nawet w to.

– Nie masz czasu? – spytała ze smutkiem, który wcale nie był udawany.

– Nie wiem.

– Robert! – spojrzała na niego z wyrzutem. – Mogę wejść?

Jego zgoda wcale nie była taka oczywista. Ale nagle odsunął się, gestem wskazując na pogrążony w półmroku korytarz.

– Wejdź. – Odparł beznamiętnym tonem. W ciemnych oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Pomógł dziewczynie zdjąć płaszcz, potem wziął pakunek i wszedł do kuchni. Odwróciwszy się do niej plecami, wyjął dwie filiżanki, zastawił wodę, otworzył puszkę z kawą. Ola siedziała na jednym z taboretów, obserwując go z wyraźnie wypisanym na twarzy niepokojem.

– Coś się stało?

– Podobno nie zwolniono cię z pracy? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

– Nie. – Nic nie mogła poradzić na zdradziecki rumieniec, który podstępnie wypełzł na i tak zaczerwienione od mrozu policzki. – Ale i tak sama złożyłam wymówienie.

– Czyżby? – zmrużył oczy. Głos miał cichy, przypominający pomruk nadchodzącej burzy.

– Sądzisz, że zostałabym po tym, co się wydarzyło?

– Sądzę, że z chęcią dasz dupy za awans na…

– Przestań! – Chyba po raz pierwszy widział ją rozgniewaną. – Jeśli chcesz widzieć to mnie przeprosił. Tak, przeprosił. I co z tego? – dodała z goryczą. – Gdyby nie ty… Nie Robercie, pewne sprawy nie mogą być zakończone w inny sposób.

– Nie mogą – uśmiechnął się szyderczo. Ola spojrzała na niego zaskoczona.

– Nie rozumiem.

– Zauważyłem. Mleka? Cukru?

– Jedną łyżeczkę poproszę. Ale bez mleka.

Postawił przed nią kawę, obok cukierniczkę i talerz, na który wypakował przyniesione przez nią słodkości. Przyglądała mu się w milczeniu. Wyglądał na zmęczonego. Nie, nie na zrezygnowanego. Na zmęczonego. A jednocześnie zauważyła w jego ruchach dziwną niecierpliwość, jakby płonął w nim ogień, którego nie potrafił ugasić. Koszulkę miał pomiętą, nogi bose, dżinsy poplamione. Białka oczu wyraźnie przekrwione, wargi spierzchnięte. Coś się zmieniło, on się zmienił, chociaż od ich ostatniego spotkania minęły zaledwie cztery dni. Po raz pierwszy pożałowała, że jednak nie zadzwoniła. Trzeba było głupio się nie krygować.

– Robert – zaczęła ostrożnie, podczas gdy on wpatrywał się w nią spod opuszczonej głowy. Wstała, lecz nie musiała podchodzić bliżej. Kuchenka była tak mała, że w zasadzie miała go teraz na wyciągnięcie ręki. – Co się stało?

– Nic.

– Mam sobie pójść? – Odważyła się położyć rękę na jego piersi. Dotknąć go.

Wyczuła jak szybko biło jego serce, wyczuła jak doskonale był zbudowany. Na chwilę zamknął oczy, a kiedy je otworzył…

– Nie powinnaś była nawet przychodzić! – wysyczał. Kłębiące się w jego wnętrzu emocje, wściekłość, rozpacz, ból i żal, splotły się jedno, pozbawiając go panowania nad własnymi uczuciami. Przeraziła się, bo była pewna, że się na nią rzuci. A on po prostu osunął się na ziemię, wtulił twarz w jej brzuch, obejmując ramionami biodra.

Płakał? On?

Pierwszy pojawił się niesmak, bo przecież uczono ją, że mężczyźni nie płaczą, nie okazują swych uczuć. Potem niesmak zastąpiło współczucie i Ola pochyliła się nad przytulonym do niej Robertem.

– Co się stało? – spytała po raz kolejny. – Czy coś z Tomkiem?

Zaprzeczył ruchem głowy.

– Twój ojciec? – zawahała się, bo przecież wydawało jej się, że nie żywił do niego żadnych ciepłych uczuć. – Zachorował?

– Umarł – wychrypiał Robert. Powoli budziło się w nim pożądanie. Dołączyło do chaosu w jego umyśle, karmiąc się nim i rosnąc, aż do punktu, skąd nie było już powrotu.

– Boże! Kiedy? – Ola objęła jego głowę, przeczesując palcami krótkie włosy. A więc miała rację. Dziwne było tylko to, że tak bardzo przeżywał tę śmierć.

– Dwie godziny temu. Serce – dodał nieuważnie, bo jego myśli zaprzątało już całkiem co innego. Nie czuł się przez to winny. Seks był znakomitym sposobem rozładowania emocji.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Ładny skurwiel z niego. Biedna Ola nie ma w kim wybierać :-(/

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Na końcu myślałam przez chwilę, że to Wiktor jest w łóżku z jakąś panienką. Zupełnie zapomniałam o kolacji Roberta i Alicji.

Napisz nam też coś :-)