Warstwy (VIII)

with 4 komentarze

ostre opowiadanie erotyczne

 

Zabrakło komentarzy, zabrakło zapału 🙁 Klasyczny przykład tego, o będziemy mówić w jednym z podcastów. Trochę miałam inne plany co do tego tekstu, ale uległy one znacznej zmianie. Nie wiem czy udanej, o tym już Wy zdecydujecie.

 

– I jak? Czujesz się pocieszony? – Stanęła za jego plecami, obejmując go w pół. Ciekawskie dłonie zjechały w dół, dotarły do męskości. Zaczęła sprawnie go pieścić, zresztą jeśli chodzi o te sprawy, to bez wątpienia była mistrzynią.

Nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył. Teraz, gdy zaspokoił już fizyczny głód, pojawiły się wyrzuty sumienia. Z drugiej strony żal było nie wykorzystać sytuacji. Jeśli Alicja zorientuje się, że chodziło mu tylko o seks, nie wiadomo jak może zareagować. Baby bywały nieprzewidywalne. Niby bredziły o wolnym związku, o braku zobowiązań, a jak przyszło co do czego, to wściekały się i urządzały awantury.

Mimo to odepchnął natrętne kobiece dłonie.

– Muszę do łazienki – mruknął, odwracając głowę, aby nie musieć spoglądać w jej oczy.

– Do łazienki? – powtórzyła ironicznie, marszcząc czoło. – Skąd ta nagła niechęć w twoim głosie? Sądziłam raczej, że masz ochotę na więcej, że przed nami cała noc. A ty się wycofujesz, gdy tylko wspomniałam o tej dziewczynie.

– Nie wycofuję się.

– Łączy was coś? Zresztą – wzruszyła ramionami. – Nie obchodzi mnie to. Chcę tylko seksu, ty też. Ona nie musi o niczym wiedzieć.

Skłamała, bo tak naprawdę wściekłość rozpierała ją od środka. Co oni u diabła widzieli w tej kretynce? Najpierw Wiktor, a teraz zupełnie niespodziewanie Robert. I to zaraz po tym jak uprawiali upojny seks. Ładna była, ale nic poza tym. Przeciętna szara mysz, która nawet nie potrafi wykorzystać swej urody.

– Nic nas nie łączy – odpowiedział Robert po chwili milczenia. – Nic osobistego – dodał w pośpiechu. Też skłamał, ale głównie dla świętego spokoju. Niepotrzebna mu była histeryzująca, zazdrosna baba. Z determinacją pomyślał, że maksymalnie wykorzysta tę noc. Tak długo, aż nie będzie już chciał mu stanąć. A potem? Potem się zobaczy.

– Chodź! – wyciągnął rękę w stronę Alicji.

– Po co?

– Pod prysznicem też można się świetnie bawić – odparł z błyskiem w oku.

Przyjęła jego zaproszenie. Udała, że mu wierzy. On udawał, że mu zależy. Lecz kolejnemu fizycznemu zbliżeniu nie towarzyszyły żadne cieplejsze uczucia. Było pełne namiętności i ekstazy, lecz nic poza tym.

Ona chciała go uzależnić od siebie, wykorzystać. A on nie tylko skorzystał z okazji, aby spełnić swe erotyczne marzenia, ale też zamierzał udowodnić samemu sobie, że to dla niego najlepszy wybór.

***

Ostatni dzień.

Spakowała swoje drobiazgi, wsadziła do torby umyty kubek po kawie. Zgasiła komputer i lampkę. Nie rozglądała się, niczego nie rozpamiętywała, bo i nie było czego wspominać. Same złe rzeczy. Szef erotoman i jego postępowanie wobec podwładnych, wobec niej samej. Strzelanina. Próba gwałtu. Robert…

Właśnie to bolało najbardziej. Unikał jej. Zmienił numer telefonu. Nie wpuścił, gdy stała pod drzwiami, udając, że nikogo nie ma w domu. A przecież w oknach paliły się światła. Widać też było, że ktoś krząta się po kuchni. Drugi raz nie poszła, bo i nie miała po co. Tak, to bolało najbardziej, bo kiedy dokonała uczciwego rachunku sumienia, zrozumiała, że była zauroczona tym mężczyzną. Ale nie miała pewności, co on czuł w stosunku do niej? Raz ją odpychał, innym razem szukał pocieszenia. Nie potrafiła zrozumieć, że mógłby zrezygnować z powodu ukrytych kompleksów. A jednak chyba właśnie to zrobił.

– Pozwól na chwilę do mojego gabinetu. – Drgnęła, słysząc głos Wiktora.

– Ja? Spieszę się – skłamała.

– Nie mów? – odparł z przekąsem. – Sądzę, że możesz mi poświęcić jakieś dziesięć minut. Idziemy?

Zrezygnowała ze sprzeciwu. Po ostatnim spotkaniu, gdy wręczył jej bukiet kwiatów oraz przepraszał na klęczkach, przestała odczuwać tak wyraźny strach czy obrzydzenie. Nadal była ostrożna, przede wszystkim traktując go oschle i zdawkowo, ale to przede wszystkim dlatego, aby w żaden sposób go nie prowokować.

– Usiądź – wskazał na fotel i sam zajął miejsce po przeciwnej stronie biurka. Dziwne, bo jego zachowanie wydało jej się takie oficjalne, wręcz wyrachowane.

– To mój ostatni dzień tutaj.

– Wiem.

– Chcesz się pożegnać? – zażartowała.

– Nie. Nie ma takiej potrzeby.

– Ach tak? – Mimo wszystko poczuła się urażona. Chyba coś z tych uczuć odbiło się na jej twarzy, bo Wiktor lekko się uśmiechnął.

– Chciałem zaprosić cię na kolację. Pojutrze, wieczorem.

– To zły pomysł – pokręciła głową.

– Dlaczego?

– Nie jestem tobą zainteresowana.

Nie rozgniewał się, tylko wybuchnął śmiechem. Co dziwniejsze, patrząc na roześmianego Wiktora poczuła dziwny żal. Rozluźniony, wyglądał niezwykle pociągająco.

 

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Nie powiem, żeby to było moje ulubione opowiadanie, ale na pewno kompletnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. Robert okazał się być słabym facetem, który nawet nie raczył powalczyć o swoje szczęście. A jeszcze sprawę przesądziło to, co pomyślał o przyszłym dziecku Oli. Może być jego, ale dla niego nie ma to większego znaczenia. A Wiktorek osiągnął swój cel. Jak zwykle. Nie sądzę, by chciał Olę, bo ją kochał, więc nikt nie został uszczęśliwiony. Ale tak to jest, jak każdy z czwórki osób pragnie kogoś innego.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jakoś tak mi szczęśliwe zakończenie tu nie pasowało… ;-/

      • Jo Winchester
        |

        Nie myśl, że jestem zawiedziona takim zakończeniem 🙂 W takim “czworokącie” raczej by nie pasowało.

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Uwaga! Komentarz zawiera spoilery! 🙂
    Utwierdziłam się w przekonaniu, że lepiej czytać na bieżąco (i móc komentować), niż czekać na całość opowieści. Trochę za późno zorientowałam się, że na Patronite mogę czytać całość – oferma ze mnie. Moim zdaniem zakończenie nie jest wcale takie złe – w sensie szczęśliwości. Przez jakiś czas miałam nadzieję, że Robert stanie na wysokości zadania, ale on wolał użalać się nas sobą i wmawiać sobie, że lepiej jest być draniem. Co do Wiktora, to nie ma wątpliwości, że jest draniem, ale czy musi nim być do końca życia? Dla wszystkich? Ciutek się już zreformował samym pragnieniem Oli na zawsze i na wyłączność, a nie na jeden numerek na blacie biurka. Mam nadzieję, że dziecko jest jego i będzie jego wierną kopią, a wiadomo, że taki brzdąc potrafi rozbroić największego twardziela. Ola wie jaki Wiktor jest, nie jest zauroczoną, zaślepioną naiwną panienką, a i charakter ma mocny, a on po raz pierwszy w życiu musiał się o kogoś postarać. Tak więc, ich małżeństwo może być nie tylko całkiem udane, ale i nawet szczęśliwe. A dlaczego by nie? Poza tym, Wiktor był lepszą opcją niż toksyczni rodzice, którzy już kompletnie zatruliby dziewczynie życie. A Wiktor na pewno nie pozwoli im się w cokolwiek wtrącać. Trzymam kciuki za Olę i Wiktora. Alicja to chyba zdemolowała biuro, gdy się dowiedziała o ślubie:) Roberta trochę mi żal, bo nie jest z niego zły chłopak, ale mocno się pogubił. I być może zaprzepaścił szczęście. Takie życie.

Napisz nam też coś :-)