Warstwy (całość)

with Brak komentarzy

ostre opowiadanie erotyczne

– Jak wyglądam? – spytała, nerwowym ruchem przygładzając materiał spódnicy. Rodzice taksowali ją wzrokiem, w którym niewiele było widać życzliwości.

– Dobrze – oznajmiła w końcu matka. – Skromnie, schludnie. Tak jak na pracownicę banku przystało.

Na niewielkiej twarzyczce w kształcie serca ukazał się blady uśmiech. Ola zdawała sobie sprawę, że praca na którą się zdecydowała, nie zaspokajała ich wygórowanych żądań. Według nich powinna dostać tam co najmniej pozycję wice dyrektora. Nie pomogły jej nieśmiałe tłumaczenia, że nikt tak nie zaczyna swojej kariery w wielkiej firmie.

– Mam nadzieję, że szybko awansujesz. – Ojciec chwycił gazetę, jakby niewiele interesował go fakt, że jego córka idzie dziś do prawdziwej pracy. Żaden bezpłatny staż, żadne praktyki. Prawdziwa posada na cały etat, doskonale płatna. Lecz im wciąż było mało. – Twoje wykształcenie i umiejętności…

Nie słuchała dalej oschłych, pełnych pretensji słów. Przestała zwracać uwagę na zimne spojrzenia, wykrzywione w grymasie niezadowolenia usta. Jeszcze raz przejrzała się w lustrze, poprawiła kołnierzyk bluzki, a potem wyszła. Nie mogła zostać dłużej, bo mimo wszystko tliła się w niej iskierka buntu.

Zawsze żądali. Zawsze oceniali. Analizowali przyczynę każdego niższego stopnia w szkole, każdej porażki. Te drugie bardzo szybko nauczyła się przed nimi ukrywać. Tych pierwszych nie dała rady, bo chociaż należała do zdolnych i pilnych uczennic, to i jej zdarzała się podwinąć noga. Koleżanki zapraszała rzadko, przyjaciółek nie miała. A jako swojego chłopaka odważyła się dopiero przedstawić Sebastiana. Tak, jedynie on był „w typie” jej rodziców. W zasadzie to zaledwie go lubiła, ale miło było mieć z kim porozmawiać, wyjść do kina, przytulić się. To ostatnie coraz rzadziej, bo wyraźnie dążył do skonsumowania ich związku. Tylko że Ola nie miała na to ochoty. Czasami przestawała rozumieć sama siebie.

Po zdaniu matury złożyła podanie na kulturoznawstwo. W domu wybuchła awantura, bo rodzice woleli, aby wybrała prawo lub medycynę. Nieważne, że była zbyt nieśmiała na to, aby zostać adwokatem, a na widok kropelki krwi dosłownie mdlała. I chyba tylko dlatego ośmieliła się pierwszy raz w życiu postawić na swoim. No niezupełnie. Kompromis polegał na tym, że rozpoczęła studia na nudnym kierunku związanym z ekonomią. Czas umilała sobie nauką języków orientalnych, do której miała prawdziwy dar. I właśnie dzięki temu dostała swoją pierwszą pracę. Jako tłumacz. Oznajmiając tę nowinę rodzicom, z trudnością ukryła satysfakcję. A oni oczywiście zachowywali się, jakby nic się nie stało.

Dziś wyjątkowo postanowiła pojechać taksówką. Własnego samochodu nie miała, chociaż udało się jej po kryjomu zrobić prawo jazdy. Egzaminy zdała za pierwszym razem, z czego było wyjątkowo dumna. A ukrywać musiała się dlatego, że rodzice oznajmili jej, iż prowadzić będzie mogła dopiero po ukończeniu dwudziestego piątego roku życia. Gdy pytała dlaczego, słyszała lekceważącą odpowiedź, że przecież młodzi ludzie są tacy nieodpowiedzialni. Otwarcie nie odważyła się na bunt, ale na kurs zapisała.

W końcu stanęła w progu ogromnego wieżowca, całego ze szkła i stali, w którego wnętrzach panowało nieuchwytne tchnienie luksusu. Dopięła żakiet i próbując opanować szaleńcze bicie serca, ruszyła do przodu. Trochę jej zadrżała ręka, gdy naciskała przycisk windy, odrobinę zmiękły kolana, gdy w tłumie innych ludzi, znalazła się w ciasnym wnętrzu, mknącym w górę prędkością, od której rozbolał ją żołądek.

Na ułamek sekundy zamknęła oczy. Przypomniała sobie dzieciństwo, gdy siadała u stóp ukochanej babci i słuchała jej opowieści. O wojnie, o odwadze zwykłych ludzi, którzy ratowali innych narażając własne życie, o miłości tak często kończącej się śmiercią jednego z kochanków. Lekko się uśmiechnęła. Małe zwycięstwa nad własnym tchórzostwem już nie wystarczą. Najwyższa pora spektakularnie wkroczyć w dorosły świat i stoczyć krwawą walkę o własne szczęście. Najgorsze było jednak to, że jej przeciwnikami będą najbliższe osoby.

Rodzice.

***

Alicja z zadowoloną miną podziwiała swoje odbicie w lustrze. Cienkie jak pajęczyna pończochy opinały zgrabne nogi. Eleganckie buty dodawały sylwetce seksapilu. Spódnica za kolano i schludna bluzka idealnie współgrały ze stanowiskiem, na którym pracowała. A całości dopełniał dyskretny makijaż i odpowiednia fryzura.

– Kawy! – rozległ się za jej plecami zniecierpliwiony męski głos. – I przekaż Adamowi, że muszę z nim porozmawiać.

Trzasnęły drzwi prowadzące do gabinetu prezesa, a z twarzy kobiety od razu zniknął czarujący uśmiech. Wykrzywiła usta, dłonie zacisnęła w pięści. Była doskonałą sekretarką, znakomicie wykonującą swoje obowiązki, a on nieodmiennie żądał od niej kawy. Co za kretyn! Kawka z rana, lodzik w czasie lunchu, a po pracy szybki numerek na szefowskim biurku. Tak, to właśnie z tego powodu była wściekła. Już dawno ich relacja powinna była przekształcić się w coś poważniejszego. Ba! Oczekiwała nawet oświadczyn. Tymczasem ten buc traktował ją jak niezbędny element wyposażenia.

Jeszcze raz spojrzała w lustro. Wysoka, smukła sylwetka, zaokrąglone biodra, pełne piersi. Twarz godna bogini, złote włosy falami opadające na plecy. Sama sobie wydawała się taka idealna. Zresztą tysiące zachwyconych męskich spojrzeń pogłębiały tę pewność. Nie rozumiała tylko Wiktora. Za szybko się poddała? Gdzie tam, zwodziła i kusiła go przecież całe dwa miesiące. Dostawał małpiego rozumu na sam jej widok. Tylko że potem mu przeszło…

– Powinnam była zostawić seks na noc poślubną – mruczała rozzłoszczona, kładąc na tacy talerzyk i stawiając na nim filiżankę. Ostatnio jej irytację pogłębiała pewność, że pan prezes potraktował ją jako kolejne nacięcie na wezgłowiu łóżka. Lecz jeśli nawet tak było, to ona nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. O nie, tak łatwo się nie podda. Przybrała promienny wyraz twarzy, jaskrawo kontrastujący z ponurym błyskiem w zielonych oczach, po czym weszła do gabinetu.

Wiktor siedział za biurkiem pogrążony w rozmowie. Lewą ręką bezmyślnie przerzucał papiery. Kiedy postawiła kawę, podziękował jej lekkim skinieniem głowy. Alicja cofnęła się, przekręciła zamek w drzwiach. Potem wróciła i uklękła, masując niewielką wypukłość w jego spodniach oraz posyłając mu prowokacyjne spojrzenie.

– Nie teraz! – warknął, ręką przysłaniając słuchawkę. – To ważna rozmowa!

– Teraz! – syknęła, rozpinając zamek. Szczupła dłoń wślizgnęła się pod cienki materiał bielizny, a pan prezes wyraźnie skapitulował. Odchylił się do tyłu, przymykając oczy, podczas gdy ona sprawnie masowała wargami i językiem twardniejącego członka. Mimo przyjemności jaką odczuwał, ani odrobinę nie zmienił tembru głosu. A gdy czuł już wyraźnie, że zbliża się do finały, odsunął na chwilę słuchawkę i głucho stęknął. Potem tylko beznamiętnie patrzył, jak wylizuje jego penisa do czysta, wstaje, poprawia spódniczkę i fryzurę, a na końcu wychodzi. I jak gdyby nigdy nic kontynuował rozmowę.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)