Worek treningowy (I)

with Jeden komentarz

Cześć 🙂

Dawno mnie tu nie było, ale też przygotowywałam coś ekstra. No i jest!

#ligadlaukrainy to inicjatywa, w której bierze udział już ponad 40 osób! Patroni, osoby pracujące nad książką i ją promujące. Ale od początku.

Kiedyś, lata temu napisałam książkę. Lekka komedia romantyczna, bez ostrych i kontrowersyjnych scen seksu 😉 i taka w sam raz. Postanowiłam ją opublikować bezpłatnie i nawet zaczęłam, ale nagle przyszła myśl, że kurde bele, niech ta książka coś zdziała dla akcji, o której myślałam od dawna i nie wiedziałam, jak się w nią włączyć. Mieszkanie mam za małe, by przyjąć kogoś z Ukrainy, a przeżywam to co się dzieje za naszą wschodnią granicą i nie wiem, jak pomóc. I wtedy mnie olśniło! Miłością ich! (w sensie Rusków)

Od myśli do decyzji i do działania minęło raptem mgnienie oka i mamy to!

W czerwcu rusza akcja, w której i Ty możesz wziąć udział. W dzień dziecka 1 czerwca rusza sprzedaż książki i e-booka, z których cały dochód zostanie przeznaczony na pomoc ofiarom tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie. A dokładnie zostanie przekierowany do trwającej już akcji dla wioski Demidow.

W pierwszych dniach wojny Ukraińcy zdecydowali się na nietypowy krok: celowo podtopili jedną z podkijowskich wsi. Otwarto pobliską tamę, a krótko potem miejscowe drogi i domy znalazły się pod wodą. W ten sposób udało się powstrzymać ofensywę Rosjan na ukraińską stolicę, ale Demidow pozostał odcięty od dostaw jedzenia i leków. I to konkretnie tej wiosce pomoże każda osoba biorąca udział w akcji.

Już teraz możesz przeczytać wersję beta książki, lub poczekać do jej wydania i wpłacić cegiełkę w akcji

A poniżej film pokazujący to, co mieszkańcom zostało z domów. Mówi się o nich anonimowi bohaterzy.

 

Rozdział pierwszy

Wyprowadzała ciosy z impetem. Waliła w worek pięściami i czuła, jakby okładała nimi swoją przeszłość.

Dotąd w siłowni korzystała wyłącznie z urządzeń, głównie z bieżni. Dziś jednak potrzebowała czegoś, co wyeksploatuje pokłady wściekłości. Wybrała więc worek treningowy.

Jeden z paznokci, czy właściwie jego żelowa nadbudowa, wyprysnął w bok, po chwili odbił się od podłogi.

Kurwa mać – zaklęła, marszcząc nos. – Taki ładny byłeś, ale się spierdzieliłeś.

Magda. Lat dwadzieścia dziewięć. Długonoga, długowłosa blondynka. Kobieta tuż po rozwodzie, który wciąż negatywnie bulgotał w jej ciele i w duszy.

Jej małżeństwo od początku było pomyłką, którą popełniła pod wpływem zauroczenia Krzyśkiem. Oboje nie słuchali, gdy rodzice tłumaczyli, że zawarcie związku w wieku osiemnastu lat, to zbyt poważny i mało przemyślany krok.
Dla nich liczyło się tylko to, co czuli w sercach i duszach, oraz młodzieńcza miłości, która nimi zawładnęła. Wiedzieli lepiej. Byli już pełnoletni. Nie potrzebowali rad. Tak sądzili.

Był kościół, biała suknia i welon, bo przecież bez Boga nie ma prawdziwego małżeństwa. Niestety i on nie pomógł.
Decyzj
ę o ślubie podjęli po dwu miesiącach znajomości, a małżeństwo przetrwało ledwie pięć lat. Miłość wygasła dużo wcześniej, zmieniając się w niechęć, w końcu w nienawiść.

A miało być tak wspaniale. Mieli podbić świat. Szczęście miało być im pisane. Bez opcji na zły scenariusz. Tylko radość, przeplatana drobnymi zmartwieniami.

Stało się inaczej. Drobne konflikty, zaczęły urastać do rangi problemów, nie do pokonania. Większość wynikała z faktu, że Krzysztof nie chciał mieć potomstwa. Uważał bowiem, że zbyt wiele zła jest na świecie, by powoływać nań kolejne istnienie. Mówił, że jeśli inni mają takie pragnienia, to ich zmartwienie. On chciał spędzać czas tylko z Magdą. Mieli być zapatrzeni w siebie, ewentualnie patrzeć w jednym, wspólnym kierunku. Nikt nie miał im w tym przeszkodzić. W szczególności dziecko.

Z czasem jednak coraz mniej ich łączyło. Tematy do rozmów wyczerpały się. Łóżko, czy raczej seks stał się tym, co odrzucało najsilniej. Pożądanie znikło. Magda nie pragnęła już Krzysztofa, bo po co? Seks spłycił się do poziomu potrzeby fizjologicznej. Więź psychiczna już dawno prysła niczym bańka mydlana.
Rozbieżne marzenia pokonały węzeł małżeński. Poluzowały go, w końcu skruszyły.

Świat Magdy legł w gruzach w momencie, gdy Krzysztof oznajmił jej pewnej niedzieli, że odchodzi do innej kobiety. Młodszej, bardziej mu przychylnej. Powiedział: „potrzebuję kogoś, z kim więcej mnie łączy”. Najmocniej potomek, którego tamta nosiła pod sercem.

Magda poczuła się, jakby dostała w twarz, choć lepszym określeniem byłoby to, że uczucie było podobne do założenia jej na głowę foliowego worka i odcięcia tym samym dopływu tlenu.

Najpierw były łzy rozpaczy, do kompletu torsje i niechęć do jakiegokolwiek działania. Najchętniej nie wstawałaby z łóżka, lecz usnęła głębokim, pozbawiającym czucia snem. Najlepiej na zawsze. Stan, który wzięła za depresję ewoluował, zmieniając się w złość, a w końcu we wściekłość.

Pani Magdo. – Osobisty instruktor wyrwał ją z zapętlenia w gorzkich myślach, które odbijały się w mocy uderzeń w worek. – Chce pani palce połamać? Tego sprzętu używa się w ochraniaczach.
– Ma pan rację, panie Dareczku. – Zreflektowała się – Wkurzona jestem, jak jasny gwint. Musiałam się wyżyć, bo pięć kilometrów na bieżni nie pomogło.
– Rozumiem. – Pokiwał głową, potarł brodę. – Chce pani poboksować jeszcze?
– Bardzo – przyznała z miną niewiniątka, która niewiele miała wspólnego z morderczymi instynktami, jakie w niej buzowały. – Zwłaszcza w byłego męża.
– Dobrze. – Na twarzy instruktora widziała pełne zrozumienie dla szalejących emocji. – Podeślę pani Emila z ochraniaczami. – dodał, rugając Magdę wzrokiem. – Do tego czasu nie tyka pani worka! Proszę iść napić się wody, odetchnąć i za pięć minut wrócić.

Uśmiechnęła się walcząc z pokusą, by jeszcze raz przywalić w worek.

Dobrze – mruknęła do siebie pod nosem. – Poczekam, pójdę do garderoby, uzupełnię płyny. Worek później zabiję. Jeśli mi się spodoba, to następnym razem przykleję zdjęcie mojego byłego.

W szatni przetarła ręcznikiem twarz, ścierając pot. Napiła się kilka łyków wody, po czym spokojniejsza i gotowa na zmasakrowanie worka, wróciła do sali.

Była poranna godzina, więc siłownia świeciła pustkami. Wysoki standard ośrodka sportowego i ceny, jakie tutaj obowiązywały, odstraszały spoconych małolatów. O tej godzinie poza nią ćwiczyły tylko dwie kobiety i jeden mężczyzna. Wszyscy troje w wieku około czterdziestu lat. Najstarsza kobieta pod okiem osobistego trenera.

Magda zawsze zastanawiała się, jakby to było mieć do dyspozycji kogoś, kto pilnuje cię i narzuca ilość powtórzeń. Na pewno byłoby to motywujące i pomagało wytrwać w wysiłku. Chociaż obecnie nikt nie musiał jej namawiać do wyżycia się w ruchu fizycznym. Mordercze instynkty domagały się urealnienia, nawet gdyby ofiarą miał być worek treningowy.
Lubiła tu przychodzić również dlatego, że ćwicząc nie musiała się obawiać obmacujących ją wścibskich spojrzeń. Instruktorzy byli porządnie przeszkoleni i uczuleni na nadmierne ambicje swoich
podopiecznych. Gdy tylko któryś forsował się zbytnio, dostawał reprymendę, niczym uczniak.

Magda poprawiła czarną, plastikową sprężynkę, którą spięła włosy. Topem dokładniej okryła stanik. Od ekspresyjnych ruchów, jego obrzeże wystawało z dekoltu. Czuła, że jest gotowa wyrzucić z siebie złe emocje i przelać je na worek treningowy – obecnie symbol eksmęża.

Jednak to, co zobaczyła po powrocie do sali zaskoczyło ją kompletnie, wprawiając w osłupienie. Obok worka stał mężczyzna. Był odwrócony do niej tyłem.

Właściciel najkształtniejszego męskiego tyłka, pod Słońcem. – Uśmiechnęła się do siebie w duchu.

Zawiesiła wzrok na jego pupie i na tej właśnie czynności została przyłapana. Nie zdążyła w porę odwrócić oczu. Wszystko przez porównanie tego seksownego tyłeczka, z zadkiem byłego męża, który z tym tutaj nie miał żadnych szans. Emila był doskonały.

Całość czeka na Ciebie na Wattpad — przycisk poniżej przekieruje Cię do tej i kolejnych części 🙂

Odpowiedź

  1. J
    Jejejka
    | Odpowiedz

    Moniko, super jak zawsze 😉 ale powiedz co z „Psycholem”… Dwa tomy to był majstersztyk, zaczęłam trzeci tom czytać i nagle przestałaś dodawać kolejne rozdziały 🙁 jak to z tym dalej będzie?

Napisz nam też coś :-)