Wszystko czego pragnę (VII)

with 13 komentarzy

ebook sf erotyka
 

– Rehn! – jęknęła. – Ty popaprańcu! Przecież to wszystko nie trzyma się kupy. Co siedzi do cholery w twojej głowie?

– Nie chciałabyś wiedzieć – uśmiechnął się krzywo. Stali tak przez dłuższa chwilę, mierząc się wzrokiem.

– Po co mnie tu sprowadziłeś? – spytała w końcu cicho.

– Zemsta to niewystarczający powód?

– Zemsta… Nie jestem pewna, czy chodziło akurat o to – powiedziała w zamyśleniu obserwując jego twarz.

– A o co? – wzruszył obojętnie ramionami.

– Ja tęskniłam.

– Czyżby? – odezwał się z nagłą goryczą, myśląc, że powinien natychmiast skończyć tę rozmowę i wyjść. – Mam się postarać, abyś więcej nie tęskniła? Kiedy do ciebie dotrze, że niektóre rzeczy są po prostu niemożliwe?

– Podczas mojego pobytu w bazie na Marsie – usiadła na łóżku, podpierając się dłońmi o miękki materac i unosząc głowę, aby nie przerwać kontaktu wzrokowego – dano mi możliwość nadrobienia pewnych braków. Dowiedziałam się więc, że pojawiliście się na Ziemi nagle, zachowywaliście roszczeniowo, twierdząc że macie do tego prawo. Akurat tego nie wyjaśniono do końca. Jakie prawo?

– Stare dzieje – mruknął, również siadając, ale na krześle, które wcześniej przysunął do łóżka. – Ponoć też stąd pochodzimy.

– Ponoć?

– Wy macie swoje legendy i mity, my również. O miejscu, z którego zabrali nas bogowie, o miejscu, które było naszą kolebką. Sądzę jedynie, że to nie byli bogowie. Zostawili nam jednak wskazówki, jak wrócić. Więc kiedy nasz świat zaczął umierać, posłużyliśmy się zdobytą wiedzą, aby wyznaczyć drogę do domu.

– Trochę się od nas różnicie. Zewnętrznie – uśmiechnęła się. – Wewnętrznie jesteście tak samo niestabilni jak my. A więc wróciliście. Dlaczego jednak tak roszczeniowo, dlaczego nie staraliście się współpracować?

– Było nas prawie pół miliona. Dostaliśmy pozwolenie na zasiedlenie jednego z księżyców Jowisza. Ale to za mało. Panowały tam zbyt nieprzyjazne warunki. I nasi przywódcy… – zasępił się. – Gdy nie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o władzę. Oni nie chcieli i nie potrafili pogodzić się z myślą, że będziemy jedynie gośćmi na Ziemi. Napięcie narastało, rozmowy nie przynosiły rezultatu. Zaatakowaliśmy, sądząc, że mamy przewagę technologiczną. W końcu przebyliśmy wszechświat, a wy nawet nie daliście rady wylecieć poza własny układ słoneczny. Pomyliliśmy się. Pewnego dnia nasza kolonia została zmieciona z powierzchni księżyca, zresztą sam księżyc również przestał istnieć. Ocalało kilka statków, które patrolowały przestrzeń pomiędzy zewnętrznymi planetami. Prawie tysiąc pięćset osób. Prawie sami mężczyźni. Za mało żeby ocalić rasę, za mało, aby was zniszczyć, ale wystarczająco, aby dokonać zemsty.

– Niech zgadnę? Ty scaliłeś ocalonych?

– Dowodziłem nimi od samego początku.

– Wiesz Rehn – odezwała się prawie szeptem. Drgnął, gdy wypowiedziała jego imię. – To wszystko było strasznie bezsensowne. Nadal jest.

– Nie, dopiero teraz wszystko zaczyna nabierać sensu.

– To ty tak chcesz myśleć. A twoja załoga?

– Jedyny powód do buntu jaki mają, to fakt, że jeszcze żyjesz.

– Co będzie, jak mnie uwolnisz?

– Nic. – Nie musiał jej mówić o tym, że ziemska flota jest już niedaleko, że tym razem nie zdołają jej umknąć. Miał tylko nadzieję, że zdąży się jej pozbyć przed ostateczną bitwą i będzie się mógł skupić na walce. Bo na razie… Na razie rozpaczliwie pragnął tylko jednego.

– Muszę iść – powiedział, wstając z ociąganiem. – Gdy nawiążę łączność i będziemy gotowi do teleportacji, przyjdę po ciebie.

– Osobiście?

– Tak.

Patrzyła, jak znika za drzwiami, które zasunęły się za nim z cichym szelestem. Pomyślała, że wiele by dała, aby został. Pomimo tego, co ich dzieliło, pomimo jego brutalności, z każdą chwilą coraz bardziej do niego tęskniła, coraz bardziej pragnęła wtulić się w szerokie ramiona. Kochała go. I jaka by ta miłość nie była, nie umiała jej pokonać. Mogła jedynie rozmyślać o tym, jak bardzo to wszystko było beznadziejne. Miała na to dużo czasu. Leżała na łóżku, gapiąc się albo na puste ściany, albo na swoje dłonie. Leżała i marzyła o nierealnym. Rozejm. Musi do niego przekonać Rehna. Nie wierzyła, że cała załoga pragnie jedynie ponieść śmierć w walce. Nawet jeśli część się zbuntuje, to reszta pójdzie za swym kapitanem. A wtedy… Nie, nie, nie! Musi być realistką. Musi podjąć walkę o to, co wydawało się niemożliwe.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Spodziewałam się lepszego zakończenia i w ogóle spodziewałam się czegoś innego, ech. Takie 4/10.

  2. J
    J.
    | Odpowiedz

    Nie! Nie, nie, nie! Nie! Ja protestuję przeciwko takiemu zakończeniu. Kurcze, naprawdę miałam nadzieję na inny finał.
    Ale opowiadanie bardzo mi się podobało, wciągające.

  3. A
    Alicja K.
    | Odpowiedz

    Przyznaję że baaardzo mnie zaskoczyłaś tym zakończeniem,ale nie mogę powiedzieć że mi się nie podoba. 🙂 Liczyłam na happy end z Rehnem w roli głównej;-) jednak widzę tu otwartą furtkę do dalszych losów Amary;-) bo jak dla mnie nie wszystko zostało całkiem skończone i wyjaśnione. Czy się mylę?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zakończenie było pisane równolegle z początkiem 🙂 tylko mi po drodze ten admirał wyskoczył…

  4. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko wyskakuje mi błąd nie mogę kupić treści

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A konkretnie jaki błąd? Wyczyść ciasteczka i sprawdź, czy wpisujesz dobre znaki, jak dalej będzie problem to daj znać jaki.

  5. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Też mam problemy z wykupieniem treści wysłałam 2 smsy każdy sprawdziłam 10 razy to co było na koncie zabrało ale kodu nie dostałam otrzymując wiadomość treść lub numer jest błędny

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jeszcze raz sprawdź, czy na pewno wpisane sa dobrze wszystkie znaki, zwłaszcza zero i litera o. I tak chyba jest kropka w kodzie. Jak nie pomoże, do daj znać przez pocztę na priv. Czy pierwszy raz się coś takiego zdarzyło?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Widzę, że chyba problem się rozwiązał, bo nie skontaktowałaś się przez pocztę. To dobrze 🙂

  6. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    No no no licze na ciag dlaszy moze jednak Renh zyje tylko Kristof nie powiedzial o tym amarze hihihihi xd ale juz knuje. Ale opowiadanie mega!

  7. T
    Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Nie no, zakończenie wręcz idealne… jako zakończenie I części, oczywiście:) Po pierwsze wciąż nie wiemy dlaczego Amara serfowała w kosmosie w kapsule, ani kto znajdował się w drugiej "trumience", po drugie to zdziwiłabym się, gdyby ani jedno żyjątko z ogonkiem nie trafiło do celu i już widzę minę admirała, gdy dowie się że Amara jest w ciąży, a po trzecie – wybacz admirale, ale przy Rehnie (hmmm… nie wiem czy to prawidłowa odmiana – z góry przepraszam, jeśli nie)jawisz się dość blado. Nie,nie dlatego, że kobiety masochistycznie ciągnie do brutali, ale z tej prostej przyczyny, że Amara kocha Rehna i nawet to, że ją zranił i upokorzył tego nie zmieni. To odeszło w niepamięć, a zostało czułe kochanie się i wyznanie miłości. Śmierci Rehna nie dopuszczam do świadomości. Historia aż się prosi o ciąg dalszy i nie wierzę, że Amara odpuści – będzie łazić za Babeczką i opowiadać, opowiadać, opowiadać – licząc, że Babeczka wymięknie. Nie wiem jak Wy – inni czytelnicy, ale ja mam nadzieję, że Amarze się uda i Babeczka ciąg dalszy spisze:)

  8. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    tez mam taka nadzieje!

Napisz nam też coś :-)