Wygrana II (XI)

with 24 komentarze
kontynuacja słynnego opowiadania, równie zabawna i wciagająca
Przyduszona prozą życia musiałam dokonać wyboru - pisanie lub zarabianie. Niestety wygrało to drugie i w perspektywie czasu nadal będzie najważniejszym priorytetem 🙁 Dlatego teksty będą dodawane nieco kulawo - po prostu nie mam czasu na pisanie, a gdy już znajdę wolną chwilę, to siadam i jestem tak zmęczona, że wystukam kilka zdań i koniec. Pustka, czarna dziura w głowie, jedynie spać chce się nieziemsko 😉 
Stąd ankieta po lewej stronie.  Oczywiście mam w niej na myśli jedynie mój blog. Poza tym nie sądźcie, że zaraz oblepię bloga reklamami, u góry, na dole, wyskakujące, pulsujące, itd. Nic z tych rzeczy. Reklama ma być dopasowana treścią i formą do wyglądu bloga, umiejscowiona jedynie pomiędzy postami lub na bocznym pasku. Dlatego właśnie zrezygnowałam z adsense - co chwila wyskakiwały mi reklamy np. papy, środków na hemoroidy i tym podobne kwiatki. Ustawić się badziewia nie dało, odpuściłam sobie i wymazałam całość. Nie wiem jedynie czy w ankiecie dobrze sformułowałam pytanie? Jeśli kiedyś uda mi się połączyć przyjemne z pożytecznym w końcu będę mogła pisać więcej i więcej... O czym w skrytości ducha marzę 😉
A teraz przyjemniejsza część, czyli kolejna Wygrana. Przewiduję, że przedostatnia ;-))) 

Na dodatek zaczął łupać mnie ząb, z którym jestem umówiona do dentysty za dwa tygodnie. Wzięłam tramal i dosłownie padłam - niezły odlot ma się po tym paskudztwie. Ale ząb nadal bolał więc obudziłam się właśnie teraz, naszprycowałam dodatkowo ibupromem i wykorzystuję okazję, by dodać nową część tesktu. Część nie za długa, ale kolejna będzie ostatnia. Mam już ją napisaną, ale brakuje mi mocnej puenty. Jest tylko taka romantyczno-miłosna 😉 Chyba dam taką, jaką mam...

 
       
Pomogłam mu zdjąć
koszulkę. Nawet nie wiem kiedy zsunął z siebie spodnie. Gardłowo jęknęłam, gdy
znalazł się nagle w moim spragnionym jego męskości, wnętrzu. Oplotłam nogami
biodra Roberta, ramionami szyję i odchyliwszy głowę, pojękiwałam w takt każdego
pchnięcia.
Nagle przerwał i
podniósł się. Widząc moje pełne żalu spojrzenie, zaczął się śmiać.
– Nie myśl, że to
koniec – powiedział rozbawiony. Klęknął i uniósł moje nogi w górę, tak że
spoczęły teraz na jego ramionach. Szybkim ruchem ponownie zagłębił się we mnie.
Pieścił ustami moje łydki, stopy, patrzył z góry na rozkosz, która wykrzywiała
moją twarz i uderzał coraz mocniej, wbijając się głębiej i gwałtowniej.
O ile na początku
miałam jeszcze siły, by zaprotestować, o tyle teraz zmalały one całkowicie do
zera. Rozrzuciłam ramiona, zacisnęłam palce na pościeli i w oszałamiającym
tempie podążyłam na sam szczyt. A on razem ze mną. Potem opadł na łóżko tuż
obok i przytulił się z taką siłą, że mało brakowało, bym zaprotestowała.
– Wariat! To była ta
twoja poważna rozmowa?
– O czym tu
rozmawiać?
– O nas! –
powiedziałam z naciskiem, odgarniając włosy z jego spoconego czoła.
– O nas nie
musimy. O głupiej sytuacji, w jakiej się znalazłem jak najbardziej – popatrzył
na mnie z powagą. – Ale wiesz co kochanie? Wszystko mi jedno.
– Hę?
– Nie wyobrażam
sobie życia bez ciebie… Przez te dwa dni, które kazałaś mi czekać, dosłownie
chodziłem po ścianach.
– Cóż. Doskonale
znam to uczucie – odparłam z przekąsem. – Już ty się o to niejednokrotnie
postarałeś.
– Przepraszam –
wtulił twarz w moje włosy. – Nie mam pierścionka ani kwiatów, ale wiesz, że
musisz za mnie wyjść?
– Nic nie muszę!
– Bo kupię sobie
sznur i powieszę się na najbliższej latarni – zażartował, nie przypuszczając
nawet jak serio traktowałam swój własny sprzeciw. Ciało mnie zdradziło, ale nie
rozum.
– Mają promocję na
sznury w najbliższym markecie…
– Alicja! To było
nie fair!
– Wiesz co było
nie fair? – spytałam, wyślizgując się z jego ramion i wstając. – Nie fair było
ciągłe traktowanie mnie jak kopciuszka, któremu udzielny książę podarował
łaskawie swą uwagę.
– Ale przecież to
ty wczoraj…
– Bo byłam pijana!
– warknęłam, na powrót ubierając szlafrok.
– Dziś także? –
spytał z ironią.
– Nie. I jestem w
równym stopniu zła na siebie samą.
Usiadł na łóżku,
patrząc na mnie z nieco dziwnym wyrazem twarzy.
– To co mam
zrobić?
– Dam głowę, że
Izunia mieszka w twoim apartamencie?
– No… – odparł
niepewnie. – Tak jakby.
– Tak czy jakby?
– Masz rację. To
głupie. Ale daję słowo, że nie zwróciłem uwagi, że jest to niewłaściwe.
– Mam nadzieję, że
bystrość i takt nasze dzieci odziedziczą po mnie, a nie po tobie.
– Jesteś w ciąży?!
– krzyknął radośnie, zrywając się z miejsca.
Zanim zdążył złapać
mnie w ramiona, wymownie popukałam się w głowę.
– Nie szkodzi. Postaram
się, byś wkrótce była – oświadczył z niebywałym optymizmem.
– Kurrrwwwaaa! –
wysyczałam wściekłym szeptem. – Co ty sobie wyobrażasz?!
– Kolejny numerek
– mrugnął okiem i z całą siłą mnie przytulił. Faktycznie, wnioskując z tego co
czułam na swoim prawym udzie, naprawdę miał ochotę.
– Nie! Jestem
głodna i piekielnie spragniona kawy. Koniec z seksem!
Podlec jeden! Nie dość,
że wybuchnął głośnym śmiechem, to jeszcze o mało co nie udusił się z tej
wesołości.
Zabrałam moje ciuchy i
godnie wymaszerowałam z pokoju. Kiedy zeszłam na dół, Robert właśnie sypał kawę
do ekspresu. Spojrzał na mnie z mieszanką rozbawienia, podziwu i pożądania.
Niekoniecznie w tej kolejności. I od razu popsuł mi humor.
– Umówiłem się z
ojcem na późne popołudnie. Pojedziesz ze mną. Wyjaśnimy sobie kilka spraw.
– Nie mam ochoty –
burknęłam, siadając przy stole.
Włączył ekspres i
podszedł bliżej. A potem kucnął tuż obok mnie i z niepokojem spojrzał w oczy.
– Alicja, ja też
mam dość tej dziwacznej sytuacji. Ale wiem jedno – już nigdy więcej cię nie
zostawię. Upewnia mnie w tym każda sekunda w twoim towarzystwie, każdy twój
uśmiech. Pewnie, że z początku byłem nastawiony dość sceptycznie, oszołomiony i
niepewny. Lecz to minęło.
– I co? Tak nagle
stwierdziłeś, że jestem miłością twego życia? – spytałam drwiąco.
– Tak – odparł
poważnie. – Musisz tylko zdecydować czy ja wciąż jestem twoją.
Pewnie że był. I tak
naprawdę to wcale nie chciałam, by odchodził. Jednak…
– Nie
zaszkodziłyby błagalne jęki i skomlenie u mych cudnych stópek.
– Nie ma sprawy –
od razu uklęknął i zerknął na mnie z odrobiną rozbawienia. – Tak dobrze? Czy
mam jeszcze walnąć głową w podłogę, dla podkreślenia mojej skruchy?
– Nabijasz się ze
mnie! – wrzasnęłam oburzona, zrywając się z miejsca.
– Nie nabijam. I
nie wróciła mi nagle pamięć.
– Nigdzie nie jadę!
– Kochanie, spójrz
na mnie – rozkazał stanowczo, a jednocześnie łagodnie. – Rozumiem, że jesteś
zła, rozgoryczona i zmęczona całą tą sytuacją. Ale ja nie odpuszczę. Nie tym
razem. Dlatego pojedziemy i spotkamy się z moim ojcem. Oraz z Izabelą. Będziesz
mogła wykazać się swoim ognistym charakterkiem i zmieszać ich z błotem.
Nadęłam się lecz w
zasadzie ostatnie słowa mi się spodobały.
– A warto?
– Nie mam pojęcia.
Nie wiem nawet czy mój ojciec będzie chciał się przyznać do całej tej intrygi.
– Wiesz… –
zaczęłam z wahaniem. – Na Malcie odniosłam dziwne wrażenie, że on jest
zazdrosny.
Robert uśmiechnął się i
wstał.
– Jestem do niego
podobny zewnętrznie, dlaczego więc i nie wewnętrznie? Może podobają nam się te
same ogniste kobietki, zdolne do całkiem szalonych czynów?
– Wybacz, ale
twoja matka takiej nie przypomina.
– Nie sądzisz, że
bardziej jest podobna do Anity?
Łypnęłam na niego
jednym okiem.
– Masz rację.
Jest.
– Coś jeszcze
muszę tłumaczyć?
– Nie. Ale nie
myśl, że tak łatwo ci wybaczę – również wstałam i ujęłam się pod boki, spoglądając
na niego z całą surowością.
– Alicja, maleńka.
Już mi wybaczyłaś.
I doigrał się. Po
prostu musiałam mu czymś przyłożyć. Zacisnęłam dłoń w pięść i starym zwyczajem
walnęłam w nos. A ten szaleniec zamiast się zezłościć, zaczął się śmiać. 
 
na kolejną, ostatnią cześć zapraszam wkrótce...
 
Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Bosko 😉

    I mam nadzieję ze skoro Alicja już mu przywaliła w nos to biedak odzyska w końcu pamięć 😉

    S.

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    W końcu.Kocham to opowiadanie:)

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dlaczego Twoje bohaterki są takie agresywne? Ciągle kogoś biją, rzucają przedmiotami albo obrażają. Miłe i grzeczne wydają Ci się mdłe? 😉 Pytam z czystej ciekawości 🙂

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Hm szkoda, że Gino odszedł w niepamięć.
    Powinien się pojawić. Robert zaczyna nudzić swoją prostotą. 🙂

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nie widzę nic przeciwko reklamom, przecież TO NIE PRZESZKADZA W CZYTANIU. Nie wiem dlaczego niektórzy nie chcą Ci dać trochę zarobić. W końcu tyle czasu poświecasz dla nas, że mogłabyś coś z tego mieć. NO CHYBA, ŻE WOLICIE TEKST RAZ NA 2 TYGODNIE, ALE BEZ REKLAM NA BLOGU, super jesteście -.-

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wspaniałe <3 Kolejna część !

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Idealne <3

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A Anita skąd się tam nagle wzięła, hm?

    Bohatera jest beznadziejnie irytująca. Typowa idiotka. Zmienia zdanie jak chorągiewka, ciągle wrzeszczy lub uderza. To nie jest ognisty temperament. To debilizm.

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Mam podobne odczucia

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Myślę że to pomyłka, miała być Izabella a nie Anita 😉

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    jak to dobrze że znów są razem <3

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Slabe.. liczylem na cos lepszego

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Genialne, tak jak wszystkie twoje opowiadania:)
    Pozdrawiam:)

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Krótko. Krótko…. No, ale cóź cieszę sie, że przynajmniej tyle . 🙂 kiedy nastepna część?? K.

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dziękuje świetna część ,ale mam nadzieję ,że Robert odzyska w końcu pamięć 🙂 Pozdrawiam Serdecznie 😉

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ostatnie dwie części popsuły całe opowiadanie, coraz słabiej widzę zakończenie, i Robert stał się jakiś taki głupiutki… Mimo całego uwielbienia do tej historii coraz mniej mi się podoba…

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Też wyłapałam Anitę i zaczynam sie zastanawiać, rozumiem, że wkradł się błąd?
    Przeciez jeśli pamiętałby Anitę, to czemu nie naszą Bohaterkę. Co nasuwa pytanie, od jakiego momentu życia utracił wspomnienia?
    A co do reklam, to może nie samo pytanie jest źle sformułowane, tylko sugerowane odpowiedzi. Brakuje mi tu opcji "nie przeszkadzają mi", ponieważ kiedy ja głosowałam (przed tym postem, w którym zwróciłaś uwagę na prozaiczny wybór: "pisanie lub zarabianie") nie mogłam o sobie powiedzieć, że "jestem zdecydowanie za". Raczej było mi to obojętne. Także sądzę, że głosy "nie mam zdania" można uznać za "mogą być". Co daje zdecydowaną przewage osób będących za. I podsumowując Babeczko zgadzam sie z którąś wczesniejszą wypowiedzią- miej coś z tego, że poświecasz nam czas.
    Pozdrawiam

    ps. kiedy następna część?

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    czy ktoś może mi wytłumaczyć, za co ona się tak na niego wścieka – że ma amnezję i jej nie pamiętał? bo nie rozumiem 🙁 najpierw poleciała za nim, żeby porozmawiać, a teraz nie chce…

  17. zu
    | Odpowiedz

    Bohaterka zachowuje się jak nastolatka nabuzowana hormonami,stąd jej chwiejne nastroje i szczeniackie zachowania.Faceci (nie tylko Robert)w rozpaczy lub wzburzeniu chleją i rzucają butelkami,szklankami w ściany bądź drzwi.
    Ale wiecie co?
    Lubie ten schemat i dlatego tu wchodzę.Każdy ma inną manierę pisarską i ja to akceptuję.

  18. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Zmienić tylko Anitę na Izabelę i będzie ok. Bo Anitki też nie pamięta xD
    A tak w ogóle, trochę lepsze by to było, gdyby Wygrana 2 miała prowadzoną narrację od strony Roberta. Nadało by to trochę więcej smaczku ;D Już widzę komentarze Roberta na temat tej wariatki, a także burzę sprzecznych z rozsądkiem uczuć. Bo uczucia Alicji już znamy. Dlatego części publiki wygrana dwa może wydać się nudna. Pomysł jak dla mnie ciekawy i bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się na kontynuację. Ale o ile początek wywołał bombę, tak pod koniec akcja siada, zamiast robić większe bum. I dla mnie to wszystko za prosto i zbyt pochopnie napisane/zakończone.
    Wydaje mi się, że masz trudny okres w życiu i być może przekłada się to na twórczość. Ale nie poddawaj się 😉 Będę wiernie czekać, nawet jeśli każesz długo czekać na Twoje teksty. W sumie Twojej ostatniej nowości pt.:"Anioł stróż" jakoś nie zaczęłam czytać i wiem, że nie byłam jedyna. Chyba mogę się poszczycić dobrze działającą intuicją. Zasiądę do tego, jak skończysz i będę wiedziała wszystko na świeżo, tekst po tekście 😀
    Pozdrawia
    fanka na dobre i na złe chwile 😉

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko- zacznę może od milszej kwestii. Twoje opowiadania są bardzo dobre i masz talent. Mam nadzieję, że uda Ci się i wydasz coś własnego bo na to zasługujesz.
    Jeżeli chodzi o mniej przyjemną kwestię- wydaje mi się, że zaczynasz od pewnego czasu kręcić troszkę i manipulować ludźmi. Masz swoich wielbicieli twórczości i nie trać ich przez takie "dziwne" zachowania. Najpierw obiecujesz opowiadanie na dany dzień, potem nie piszesz przez kilka dni bo okazuje się, że nie masz internetu. Dodajesz opowiadanie, ale piszesz o prozie życia i zarabianiu itp. Uważam, że są to zbędne komentarze…Myślę, że nikt nie ma nic przeciwko temu byś zarabiała na swoim talencie- Ci którzy Cię cenią to zostaną, a Ci którzy mają jakieś dziwne wymagania- niech szukają czegoś innego.
    Przepraszam jeżeli źle oceniłam sytuację. Pomimo wszystko jestem Twoją wielbicielką i trzymam kciuki by Ci się udało.

  20. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Reklamy, czemu nie ,zawsze mogę się czegoś nowego dowiedzieć:)

    Babeczko życzę Ci powodzenia , oby jak najwięcej kasiorki wpadło Ci do kieszeni:) !!!

  21. Babeczka
    | Odpowiedz

    Powiem krótko – przedkładam chęci nad zamiary i stąd potem takie zawirowania. Co z tego skoro szczere chęci nie wystarczą i trzeba się czasami zając czymś innym…
    A net faktycznie mi wyłączyli i tyle dałam, co mogłam skorzystać z publicznego na pływalni, gdy czekałam na córcię 😉

    Co do reklamy – nawet na to nie mam czasu…
    Podchodzę do tego tak – będę pisała niezależnie od tego czy mi za to zapłacą czy tez nie. To jest silniejsze od wszystkiego… Jest jak choroba drążąca człowieka od środka, nieuleczalna i trwająca do końca życia… :-)))

  22. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Uwielbiam happyendy.. :')

Napisz nam też coś :-)