Wygrana II (XII)

with 28 komentarzy
kontynuacja słynnego opowiadania, równie zabawna i wciagająca
Od razu piszę, że w najbliższych dniach nic się nie ukaże, chyba że będę cierpiała na bezsenność... Na razie masa pracy i kilka zaległych spraw dało taki rezultat, że nie mam czasu na przysłowiowe p.....

Ostatnia część, chciałam poprawić, ale kto wie kiedy wpadnę na dobry pomysł na zakończenie? Może nigdy? Więc daję, jak jest. Buziaki i do usłyszenia w weekend albo i po... 

Co do zamieszania z reklamami. Nie sądźcie, że to dla mnie jakiś priorytet. Pisanie jest jak nieuleczalna choroba. Nie można przestać, nawet jakby się miało wbić zęby w parapet 😉 Piszę, bo to kocham. I to się nie zmieni, choćbym nie zarobiła na tym ani złotówki. Ale miło uczynić z tego również sposób na życie, nie tylko hobby...Pisałabym również, nawet nie mając tego bloga, do szuflady. Bo to po prostu trzeba robić i jak raz się zacznie, to nie ma odwrotu ;-)))

 

 

Dziwnie było znów
znaleźć się w jego mieszkaniu.
Rozejrzałam się dookoła
z melancholią. A pomyśleć, że jeszcze wczoraj o tej samej porze byłam zacięta i
zdecydowana nie przebaczyć mu tak łatwo. I co? I nic. Traciłam kolejne pozycje,
gdy tylko spojrzał na mnie z prawdziwą miłością.
Zadrżałam lekko, ale
Robert natychmiast to wyczuł i zamknął mnie w uścisku swych ramion.
– Będzie dobrze –
wyszeptał mi na ucho. – Milczałaś całą drogę ze strachu?
Faktycznie, w
samochodzie wolałam udawać, ze drzemię niż z nim rozmawiać. Ale na pewno nie ze
strachu.
– Zgłupiałeś, czy
co?
– Tak – roześmiał
się. – To byłoby dość oryginalne. Jesteś głodna?
– Niezbyt. I
lepiej przygotuj się, że dziś śpisz na tej kanapie – wskazałam palcem sofę za
naszymi plecami.
– Nie – zaprzeczył
bezczelnie.
– To ja będę spała
na kanapie! – zdenerwowałam się.
– Kochanie –
wyszeptał. – Nigdy więcej nie spędzimy żadnej nocy osobno. Nie pozwolę na to, a
ty nie będziesz miała siły się sprzeciwić.
– To jest… –
zamknął mi usta pocałunkiem. Chciałam go ugryź, odepchnąć, użyć jakiś ostrych
słów i pokazać, że nie zadecyduje za mnie. Ale cóż… Miał rację, nie potrafiłam
się sprzeciwić. I słusznie, bo całowaliśmy się z takim zapałem i z takim
ogniem, że nie zauważyliśmy, iż zyskaliśmy towarzystwo.
– Nie mogłeś sobie
odpuścić, prawda? – Karol niemal wypluł te słowa. Podszedł bliżej, a Robert
mocniej przytulił mnie do swojej piersi, jakbym naprawdę potrzebowała obrony.
Ha! Niech będzie. Mogę na razie robić za słabą, bezbronną kobietkę.
– Nie mogłem zrozumieć
dlaczego?
– Spójrz na nią! I
ty się pytasz dlaczego?
– Głupi buc! –
wyrwało mi się z oburzeniem.
– Izabela jest
piękna, mądra i bogata. Ma wszystko to, czego nie ma twoja tak zwana wybranka.
Na cholerę ci takie zero?
Zdecydowanie przegiął.
Robert powstrzymał mnie, bo inaczej rzuciłabym się, aby wydrapać oczy
przyszłemu teściowi. Przytrzymał i odsunął na bok, a potem stanął naprzeciwko
ojca, równie rozgniewany jak ja.
– Jeszcze jedno
słowo, a zapomnę, że należy ci się szacunek. A jeśli tak bardzo chwalisz sobie
Izabelę, to proszę bardzo – bierz ją sobie!
Jego szanowny tatuś
wyglądał, jakby za chwilę miała go trafić apopleksja.
– Sądzisz, że
gdybyś nas rozdzielił, miałbyś jakiekolwiek szanse? – spytałam cicho i bardzo
spokojnie. Obaj panowie odwrócili się w moim kierunku i wlepili we mnie
zaskoczone spojrzenia.
– Co ty bredzisz?
– warknął Karol, ale Robert nieoczekiwanie zmarszczył brwi, jakby nagle
przypomniał sobie coś bardzo nieprzyjemnego. Nawet wiedziałam co.
– Ona nie bredzi.
Obaj pamiętamy Paulinę.
– Masz do mnie żal
o to, że twoja dziewczyna wybrała mnie?
– Nie byłeś
całkowicie wolny od winy.
– Nie byłem. Ale
tej tutaj nawet nie tknąłbym kijem!
– I ty chciałeś z
nim poważnie porozmawiać – pokiwałam z politowaniem głową.
– Masz rację. To
nie ma sensu.
Szybkim krokiem Robert
podszedł do drzwi i otworzył je na oścież.
– Wyjdź –
powiedział krótko. – I pamiętaj o jednym. Nigdy więcej nie chce słyszeć złego
słowa o kobiecie, którą kocham. Nigdy!
– I nigdy nie
będziesz musiał!
Karol niemal wybiegł z
mieszkania. Nigdy dotąd nie widziałam go w takim stanie, tak cholernie
wściekłego.
– Co ja mu
zrobiłam? – spytałam bezradnie, spoglądając na Roberta.
Podszedł i przytulił
mnie, delikatnie całując moje włosy.
– Nic kochanie.
Zupełnie nic. Dajmy sobie z nim spokój. Zjemy coś, wykapiemy się w wannie
pełnej piany, a potem będziemy się kochać przez całą, calutką noc. No i jeszcze
ustalimy datę ślubu.
– Nie zgodziłam
się za ciebie wyjść! – odparłam z wymuszonym oburzeniem. Obie dłonie położyłam
na jego torsie i uniosłam głowę, hardo patrząc w rozbawione, niebieskie oczy.
– Zgodziłaś –
odparł kpiąco. – Dokładnie dwa dni przed wizytą u moich rodziców.
– Pamiętasz?! –
spojrzałam podejrzliwie.
– Pamiętam ogromny
bukiet czerwonych róż i ustalenia, że pierścionek ma być minimalistyczny oraz
delikatny. Pamiętam też twój uśmiech i to, w jaki sposób potraktowałaś moją
biedną męskość nieco wcześniej…
– Tego akurat
mógłbyś sobie nie przypominać – mruknęłam. – A co z resztą?
– Czy to ważne?
– W zasadzie to
nie.
– Tak myślałem. Ale
jeśli uważasz, że to konieczne – nagle ukląkł przede mną, wyjął coś z kieszeni
i z poważną miną ujął moja dłoń. – To oświadczę się drugi raz. Mogę i trzeci, i
czwarty, i setny. Mogę to robić całe życie, pod jednym wszakże warunkiem.
Musisz je przeżyć ze mną.
Trochę inaczej
zaplanowałam sobie to wszystko. Miałam być niedostępna, obrażona i niechętna.
Miałam. Nawet planowałam tę wymarzona podróż koleją transsyberyjską w
pojedynkę. Ale z drugiej strony, tak bardzo tęskniłam. Czy warto było bawić się
w ciuciubabkę, udawać coś, czego nie czułam? Przecież tak naprawdę pragnęłam
tylko jednego. Pragnęłam Roberta. Pocałunków, pieszczot, seksu. Zapewnień, że
mnie kocha. No i sama chciałam powiedzieć mu to samo.
 Klęczał teraz tuż obok, wpatrując się we mnie
wzorkiem pełnym miłości i czułości. Taki cudowny i w całości mój własny,
upragniony, ukochany. Walczyłam o niego jak lwica, walczyłam tyle czasu, nawet
wtedy gdy wszystko wyglądało tak beznadziejnie. Miałam się teraz krygować i
udawać, że przestało mi zależeć?
– Pewnie
zastanawiasz się czy powinnaś tak szybko mi odpuścić?
– Tak –
odpowiedziałam z westchnieniem. – Poza tym wiesz, ten Włoch…
– Rozmawiałem z
nim – odparł z rozbawieniem. – Najpierw byłem wściekły, o mało co go nie
pobiłem. Jednak gdy wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy, nawet go polubiłem.
Sapnęłam ze złością. Co
za podły los! Czy ja jestem skazana na całkowita kapitulację?
Robert nagle wstał i posłał
mi szeroki uśmiech.
– Chodź –
pociągnął mnie za sobą. Nie pytałam po co, tylko dałam się prowadzić bez słowa
sprzeciwu.
I ku memu największemu
zdumieniu znaleźliśmy się na dachu budynku, w którym mieszkał. Rozejrzałam się
zaskoczona, ale i oszołomiona rozciągającą się panoramą. Choć słońce już
zaszło, to nie było ani ciemno, ani zimno. Wieczór był przyjemnie ciepły, a
mrok rozświetlały światła wielkiego miasta.
– Piękne! –
oświadczyłam z zachwytem.
– Ty jesteś piękna
– Robert chwycił mnie i uniósł w górę.
– Co robisz
wariacie? Chcesz mnie zrzucić i pozbyć się marudnej baby? – zażartowałam.
– Uwielbiam twoje marudzenie.
Za ścianą, która
wyminął, ujrzałam zastawiony stół i dwa wygodne fotele.
A dookoła były kwiaty.
Mnóstwo kwiatów, róż we wszelkich możliwych kolorach.
Na stole, obok talerzy
i kieliszków, leżało niewielkie pudełko z ogromną czerwoną kokardą.
– Zanim zjemy –
zaczął Robert – muszę coś powiedzieć.
I spojrzał na mnie z
niesłychana powagą.
– Kocham cię i zawsze
będę cię kochać. Z mojej strony nic…
– Tak? Czy to nie
ty twierdziłeś, że kochasz Izabelę? – Mój głos ociekał podejrzaną słodyczą.
– Ja. I do teraz
zastanawiam się, co mi odbiło. Lecz teraz to już nieważne. Chciałbym…
Oczekiwałam czułych
oświadczyn, obietnic świetlanej przyszłości, a tymczasem on podszedł do stołu,
wziął w rękę leżące na nim pudełeczko obwiązane czerwoną kokardą i przyklęknąwszy
na jedno kolano, szeroko się uśmiechnął.
Nie powiem, miał nieco
podejrzana minę.
– Chciałbym cię
prosić… – przybrałam odpowiednio rozanielony wyraz twarzy – abyś skorzystała z
tego biletu i udała się w swoją wymarzoną podróż. Jeśli wrócisz i nadal będziesz
mnie chciała, to się z tobą ożenię.
– Że co?! –
spytałam kompletnie osłupiała.
– To takie
zadośćuczynienie za wszystkie nieprzyjemności, których doznałaś z mojej strony.
– Wysyłasz mnie na
daleką Syberię, bo czujesz się winny? – mój głos był podejrzanie uprzejmy. A
potem chwyciłam go za poły koszuli i energicznie potrząsnęłam. – Gadaj wampirze
jeden, co nabroiłeś?
Miał minę skrzywdzonego
niewiniątka.
– Ja? Nic! Skąd te
podłe przypuszczenia?
– Bo cię znam!
Mów, bo jak walnę, to od razu przejdzie ci ta cała amnezja! – zagroziłam,
gniewnie marszcząc brwi.
– Już przeszła…
– Co?!
– Już przeszła –
oświadczył wesoło. – Po pierwszym pocałunku, wtedy, w hotelowej łazience. Ale
żal było trochę nie poudawać…
– Dawaj ten bilet!
– warknęłam wściekła. No ładnie! Mój ukochany i ponoć zakochany, zabawiał się
moim kosztem!
I wtedy objął mnie w
pasie i energicznie ku sobie przyciągnął.
– Nie złość się
kochanie – wyszeptał, podczas gdy ze mnie buchała para jak z rozgrzanego kotła.
– Chociaż z drugiej strony, gdy jesteś w takim nastroju, seks bywa najlepszy.
Sapnęłam głośno, bo
zabrakło mi słów.
– Dobrze, przyznam
się. Kupiłem dwa bilety. Pojedziemy razem
– Będziesz mi
towarzyszył jako kto? Mój najlepszy przyjaciel?
– Pamiętaj, najlepszym
przyjacielem mężczyzny jest pies. Kobieta walczy o dziewiąte miejsce z lodówką…
– Robert! Jak
mogłeś zrobić mi takie świństwo?!
– A wiesz jaki
byłem wściekły, gdy zobaczyłem jak całujesz się z tym makaroniarzem?
– I dobrze,
należało ci się – odparłam mściwie. Ale przestałam się szamotać w jego uścisku.
W zamian za to przyszła mi do głowy pewna myśl.
Złość powoli malała. W
końcu naprawdę mnie kochał. I chciał się ze mną ożenić. Ale jakaś mała kara się
należała…
Ta część nocy, która
nam została w pełni zasłużyła na określenie „upojna”. Kolejna również. Dni
upłynęły na przygotowaniach, uprawianiu seksu i drobnych sprzeczkach. W wolnych
chwilach w pośpiechu realizowałam swój niecny plan.
I gdy w końcu
wtaszczyliśmy się z ogromnymi walizkami do pociągu jadącego do Moskwy, w środku
powitał nas uśmiechnięty Karol z nieco skrzywioną Izabelą. Bo ten skończony kretyn
wciąż nie pozbył się nadziei.
A Robert?
Cóż...
Dotychczas myślałam, że
słowa „opadła mu szczęka” są metaforą.
Jak widać nie do końca!
 
Koniec.
Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Bardzo dobre zakończenie. Nic nie zmieniaj!! Bardzo Cie o to proszę. Czekam na kolejną część anioła. Buziaki :* 🙂

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Super zakończenie tylko przyznam, iż mam lekki niedosyt. Możliwe jest abyś znalazła trochę wolnego czasu na rozwinięcie tego ostatniego fragmentu o ich podróży?
    Pozdrawiam Julex;]

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Naprawdę piękne zakończenie. Dobrze ,że znów są razem 😉 Kocham to opowiadanie 🙂 I trochę mi szkoda ,że to już koniec. Będę bardzo ,bardzo często wracać do Wygranej 🙂 Pozdrawiam

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dziękuję,że piszesz i za to,że chociaż masz swoe kłopoty dajesz nam trochę radości i dodajesz swoje teksty 🙂 aha co do reklam masz okazję zarobić rób to pamiętaj,że masz dla kogo. pozdrawiam Twoja fanka M

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    najlepsze! ;D nie zmieniaj zakończenia, właśnie takie powinno być 😉

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dzięki, że mimo braku czasu wciąż piszesz. Dobre zakończenie.

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja chyba nie zrozumialam, kara dla Roberta to to ze jechal z nimi jego ojciec? Czy co? ;P

    Kurde szkoda ze to juz koniec, uwielbiam Wygrana, mam nadzieje, ze zrobisz 3 serie ;D

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jezu koniec. Żałoba :'(

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    świetne:)

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Bardzo podobało mi się zakończenie:) Szkoda, że to już koniec:( Nie mogę się doczekać Tysiąca odcieni bieli, fragment był świetny:D

  11. Babeczka
    | Odpowiedz

    Między jedną pracą a drugą 😉

    Dziękuję, postaram się rozwinąć właśnie końcówkę, może kilka zdań, kilka akapitów, kto wie.

    A na razie, aby nie porzygać się tęczą, zabrałam się za pisanie erotycznego horroru 😉 Jak będę miała przyzwoity kawałek to dam początek.

    PS. Wygrana 3? Nie, już nie! 😉

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      TAK TAK! trudnosci z dzieciaczkami czy cos 😀 Wygrana moglaby trwac i trwac ;p

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Proszę o następną część anioła

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Przeczytałam wszystkie Twoje opowiadania szczerze to wygrana II podobała mi się najmniej. Zrobił się z tego trochę taki tasiemiec i to w dodatku mam wrażenie, że trochę na siłę. Pierwsza część świetna, ale ta już nie.
    A co do horroru, to nie mogę się doczekać 🙂

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A moze chociaz wygrana z punktu widzenia Roberta? Opis historii w jego narracji!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tylko raz pisałam w formie męskiej narracji… 🙂

      Ale na razie na pewno nie. Może za rok, dwa? Na razie mam Wygranej powyżej uszu 😉

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Ty masz powyzej uszu a czytelnicy ja najbardziej kochaja <3

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      No właśnie ☺

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    oo takk coś dopisz jeszcze albo chociaż epilog ;p

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    O nie…
    Gdybym była Alicją, nie wybaczyłabym Robertowi tego że tak się zabawił jej kosztem, wszystko sobie przypomniał ale mimo to dalej grał a ona dalej cierpiała- kretyn !!!
    A na Syberię wysłałabym go sam na sam z tatusiem- niech sobie dwóch idiotów pogada.

    Ale po za tym, to szkoda że to już koniec, "Wygrana" to pierwsza historia którą zaczęłam u Ciebie czytać, od niej się zaczęło 😉

    S.

  17. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Właśnie skończyłam maraton z "Wygraną" zarówno I jak i II. Co mogę powiedzieć, SUPER, SUPER, SUPER! Uwielbiam Twoje teksty, Babeczko i już nie mogę się doczekać kolejnych.
    A za "Wygraną" ogromne podziękowania 🙂

  18. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Kurcze, a mnie się wydaje, że nawet gdyby tu bylo jeszcze z trzy części tego opowiadania to wszystkie były by genialne!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Toteż dopisałam spory kawałek. Sama wiem, że jak jakiś tekst przypadnie do gustu, to zawsze mi mało i mało, nawet jeśli autorowi nie uda się zachować początkowego poziomu.

    • Agnieszka Denka
      | Odpowiedz

      Całe opowiadanie przeczytałam jednym tchem i jesli to możliwe błagam o przesłanie 3 częsci 🙂 pozdrawiam

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Trafiłam na Twój blog przypadkiem, ale muszę przyznać ,że jestem zachwycona ! Dosłowne każde opowiadanie mnie zachwyca, nie ukrywam, że liczę na jakiś epilog "Wygranej" 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Będzie, w zasadzie już jest, ciąg dalszy 🙂

  20. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Zakochała się w tym opowiadaniu w kilka godzin przeczytałam obie części i pragnę więcej !!!

  21. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jak wpisać się na newsletter? Nie otwiera się 🙁 Sylwia

Napisz nam też coś :-)