Wygrana II (II)

with 30 komentarzy
kontynuacja słynnego opowiadania, równie zabawna i wciagającaWiecie... Doszłam do wniosku, że gdyby mnie tak zostawić na bezludnej wyspie, samą, z wszelkimi wygodami i laptopem, na jakiś tydzień, to po powrocie miałabym z kilkanaście tekstów do zaprezentowania :-))) 
Dobra, przyznam się. Kocham to robić. Czasem wychodzi mi lepiej, czasem gorzej, ale niezmiennie staram się dać z siebie wszystko i dzięki temu jestem szczęśliwa 😀
Od razu zdradzę, że Alicja dopiero się rozkręca. I ciekawe jakie wysnujecie wnioski po przeczytaniu tego fragmentu? To na razie jeszcze wstęp. Do sedna dotrzemy w kolejnym kawałku!
 
     
 
 
Wytworne, eleganckie przyjęcia
nie były tym, co tygrysy lubią najbardziej. Co prawda seksowna mała czarna i
wytworna fryzura już mi tak nie przeszkadzały, ale nadal nie cierpiałam
eleganckich srebrzystych szpilek.
– Alicja – szepnął
mi do ucha Robert. – Ja nie dam rady dłużej. Chodźmy gdzieś w ustronne miejsce.
Niemożliwe! On znów
myśli tylko o jednym. Posłałam mu przeciągłe spojrzenie spod opuszczonych rzęs
i powolnym, pełnym zamaskowanych pragnień ruchem, objęłam ustami słomkę z
mojego drinka.
Robert nerwowym gestem
szarpnął kołnierzyk koszuli i wyraźnie widziałam jak przełknął ślinę. Nie
musiałam opuszczać wzroku, by zauważyć rosnącą wypukłość w jego spodniach.
– Opanuj się –
odpowiedziałam również szeptem. – Jesteśmy wśród tłumu ludzi.
– Nie potrafię.
– Potrafisz. Bierz
przykład z tatusia – dodałam nieco złośliwie. Faktycznie jego ojciec
przypominał słup soli. Stał w kącie i ponurym wzorkiem mierzył całe zebrane
towarzystwo. W dłoni trzymał pusty kieliszek i obracał go machinalnie, nie
zwracając uwagi na kogokolwiek z otoczenia.
Dziwnym trafem oboje
ubrali się dość podobnie. Ciemne spodnie, czarne buty, błękitne koszule. Tylko
Karol miał krótkie, niemal obcięte przy skórze włosy, bardziej kwadratową
szczękę i chyba był nieco wyższy od syna. A poza tym wyglądał jak jego starszy
brat bliźniak.
Matka siedziała na
kanapie, otoczona wianuszkiem podobnych jej kobiet, z tym swoim nieśmiertelnym
uśmiechem. Czy ta baba kiedykolwiek zmieniała wyraz twarzy? A może to efekt
uboczny którejś z operacji plastycznych?
– Twoi rodzice
idealnie do siebie pasują. To bardzo zgrane małżeństwo.
Robert spojrzał na mnie
zdziwiony i nagle zaczął się śmiać.
– No co? –
powiedziałam z wyrzutem. – Nawet imiona mają podobne. Karol i Karolina.
– Naprawdę
wyglądając na zgranych? – spytał szczerze ubawiony. – Bo wiesz… Rozwiedli się
piętnaście lat temu.
Aż mi szczeka opadła ze
zdumienia.
– Zazwyczaj zieją
nienawiścią na sam swój widok, ale obecnie połączyło ich wspólne nieszczęście.
– Czyli ja? –
upewniłam się.
– Dybiąca na ich
ukochanego synka wstrętna zmora – dodał Robert krzywiąc się nieco ironicznie.
– Cicho złośliwa
bestio, bo będziesz miał kilka dni postu.
– Akurat –
prychnął wprost do mojego ucha. – Sama byś do mnie przyszła po pierwszej
samotnie spędzonej nocce.
– To nie mnie
stanął – wskazałam pomiędzy jego nogi.
– Ale założę się,
że jesteś wilgotna i napalona. Widać to w twoich oczach – wyszeptał, obejmując
mnie i wtulając twarz w moje włosy. – I dlatego porwę cię na krótką
przechadzkę…
Niestety nie
zrealizował tych cudownych gróźb. Tuż obok pojawiła się jego matka i ująwszy
mnie pod ramię, oznajmiła, że czas na przedstawienie światu. Wolałabym wymknąć
się z Robertem i stracić ostatnie ocalałe majtki, ale cóż było robić? Nie będę
narażać się przyszłej teściowej w tak błahych sprawach.
Po dwóch kwadransach
czułam, że uśmiech przyrósł do mojej twarzy, a kark zesztywniał od pilnego
potakiwania. Na dodatek Robert gdzieś zniknął i mogłam się tylko domyślać, że
umknął, by sobie ulżyć. Doprawdy, paradować z pełnym wzwodem wśród tłumu ludzi…
Po raz pierwszy roześmiałam się naprawdę szczerze.
I wtedy poczułam groźny
cień za moimi plecami.
– Chcę z tobą
porozmawiać – oświadczył Karol. Jego ton i postawa nie dopuszczały żadnego
sprzeciwu. Wzruszyłam ramionami i podążyłam za nim w głąb ogrodu, po drodze
odkładając pusty kieliszek i częstując się mikro kanapeczką.
Stanął w miejscu tak
nagle, że mało brakowało walnęłabym nosem w jego plecy.
– To jest dobre
miejsce. Nikt nam nie będzie przeszkadzał.
Odwrócił się i zmierzył
mnie kolejnym lodowatym spojrzeniem. Niemal czułam arktyczny podmuch na mojej
twarzy i sople lodu pobrzękujące nad moją głową. Zima na całego!
Przełknęłam to, co
miałam w ustach i zabrałam się za kolejną.
– Przestań do
cholery! – wściekł się niespodziewanie.
Posłusznie pokiwałam głową.
W świetle księżyca, odległych lamp, w panującym dookoła półmroku, wydawał się
jeszcze bardziej podobny do Roberta. Stop! Błąd! To Robert był do niego
podobny.
Taa… Syna to by się nie
wyrzekł.
– Byłam głodna.
Powiedz to co masz do powiedzenia i kończ, bo nadal jestem - oświadczyłam
godnie.
– Nie jesteśmy na
ty panienko!
– Teraz już tak.
No dalej, bo sobie pójdę. – Jakby dla udowodnienia własnych słów, dałam dwa
kroki w tył. Bez namysłu pochwycił moje ramię i przyciągnął ku sobie. Teraz
patrzyłam prosto w ciemne, pełne złości oczy. Podobne, a jednak tak inne. Rany!
Jak tak dłużej pójdzie, to dostanę pomieszania zmysłów.
– Ile chcesz?
– Co?!
– Zapłacę ile
chcesz. Podaj tylko sumę?
– Po co? –
spytałam zdumiona. Nawet przestałam się wyrywać z jego uścisku.
– Nie udawaj
głupiej. Cwana z ciebie sztuka. Pytam, ile mam ci zapłacić, byś zostawiła mego
syna w spokoju?
Ach tak! To dopiero
palant! Już ja mu pokażę moją cenę!
Pomyślałam, że po raz
pierwszy w życiu te cholerne szpilki na coś się przydadzą. Uniosłam nogę i
czubkiem obcasa walnęłam prosto w jego stopę. Syknął z bólu, ale ku memu
zdumieniu, nie puścił ramienia.
– Mogę powtórzyć?
– zaproponowałam z doskonale wyczuwalną złością.
– Każdy ma swoją
cenę.
– Ja również. Ale
nie liczy się jej w szeleszczących papierkach. A teraz puść mnie, bo zacznę
krzyczeć.
– Krzyczeć? Nie ma
takiej potrzeby – odepchnął mnie gwałtownym ruchem. – Ale pamiętaj! Nie
dopuszczę, by mój syn zmarnował sobie życie. Odejdziesz z niczym, upokorzona,
ośmieszona, bez złamanego gorsza.
– Odejdę tylko
wtedy, gdy Robert przestanie mnie kochać – odparłam z naciskiem.
– Masz to jak w
banku kochaniutka – zapewnił mnie jadowicie.
Za co ten facet tak
bardzo mnie nienawidził? Naprawdę chodziło tylko o dobro Roberta? Czy też
załatwiał przy tym jakieś swoje własne, prywatne animozje? Ładny mi się teść
trafił, nie ma co. Już widzę tę wigilijną kolację, gdy dzielimy się opłatkiem.
Otrząsnęłam się ze
zgrozą.
Mężczyzny już nie było,
zniknął w mroku spowijającym ogród.
Zastanowiłam się, czy powinnam
o tym powiedzieć Robertowi.
Nie, chyba nie. Na co
mącić w szklance wody z powodu jednego zawziętego kretyna? Co prawda nie
zależało mi na kwitnącej miłości rodzinnej i rzucaniu się sobie w ramiona przy
każdej okazji, ale jawna wrogość też nie stanowiła spełnienia marzeń.
Zadumana, podreptałam z
powrotem.
– Tutaj jesteś! –
Tuż nad moim uchem rozległ się okrzyk pełen ulgi. – Szukałem cię.
– Poszłam się
przejść. Głowa mi pęka – mruknęłam, opierając się o jego ramię i symulując
dokuczliwy ból, poprzez intensywne marszczenie czoła. Jakoś nie miałam ochoty
wyznać prawdy.
– Moje maleńkie
biedactwo – rozczulił się Robert. – Wracamy na górę. Dam ci tabletkę i położysz
się spać. To na pewno pomoże.
Niesamowite! Kompletnie
mu odbiło. Biedactwo? Maleńkie?
I nagle szeroko się
uśmiechnęłam. Nie powiem. Czasem dobrze robić za bezbronną, wiotką i delikatną
kobietkę. Zwłaszcza, że obok miałam prawdziwie zakochanego mężczyznę.
Doszedłszy do takich
wniosków, pozwoliłam się nawet łaskawie wnieść na piętro.
Nie wiem jak całe
życie, ale najbliższa noc zapowiadała się upojnie.
Zwłaszcza, że po
pierwszym pocałunku przeszedł ten wyimaginowany ból głowy.
***
Stałam przy ogromnym
oknie w apartamencie Roberta i podziwiałam roztaczającą się przede mną panoramę
miasta. Z tej wysokości, widok był iście niesamowity. Popijałam przy tym
drobnymi łyczkami kawę, niechętnie myśląc o tym, że najwyższy czas się ubrać.
Po upojnym, acz
wyczerpującym porannym seksie, Robert w pośpiechu narzucił na siebie pierwszy
lepszy garnitur i żegnając mnie buziakiem, popędził do pracy. Ponoć szykowało
mu się jakieś super ważne zlecenie.
Ja zarzuciłam na siebie
jego górę od piżamy, niedbale zapinając ją na dwa guziki, podreptałam do
łazienki by umyć zęby, a w dalszej kolejności na duży kubek aromatycznej kawy.
Stojąc tak zaczęłam
rozmyślać.
Na razie było jak w
słodko pierdzącym romansie. Robert szalał zakochany po uszy; w łóżku wychodził
sam z siebie, usiłował obsypywać mnie prezentami i niemal wielbił ziemię spod
moich stóp. Tak to się chyba kiedyś mówiło?
Kłopoty z prasą zeszły
na drugi plan. Zresztą on sam nie stanowił dla dziennikarzy żadnej sensacji.
Łakomym kąskiem była Anita i dlatego wokół całej sprawy zrobiono tyle szumu.
Przestały mnie nawet
martwić groźby jego ojca. Trochę robiło mi się dziwnie, gdy przypomniałam sobie
naszą rozmowę w ogrodzie podczas wieczornego przyjęcia. Głównie ze względu na
to ich piekielne podobieństwo. Momentami miałam wrażenie, jakbym znów znalazła
się tam, w hotelu nad morzem, sprzeczając się ze złośliwym i zarozumiałym
współlokatorem.
Z westchnieniem oparłam
głowę o gładką powierzchnię szyby. Nadszedł czasy by podjąć decyzję, co do
przyszłości. Z żalem pomyślałam o zmianie uczelni. Ale w zasadzie nie było
wyjścia. To ja musiałam zdobyć się na poświęcenie, choć Robert zapewniał mnie,
że równie dobrze i on może się przeprowadzić.
Drgnęłam, bo w zamku
rozległ się chrobot klucza.
Zmarszczyłam brwi.
Robert? Niemożliwe! Chyba że o czymś zapomniał?
Potem mignęło mi gdzieś
tam wspomnienie o Anicie. W końcu chyba miała klucze do mieszkania
narzeczonego?
Jednak gdy
bezszelestnie otwarły się drzwi, ukazała się osoba, której doprawdy bym się nie
spodziewała.
Jego ojciec.
Zamarłam z
wytrzeszczonymi oczyma i otwartymi ze zdumienia ustami.
– Cóż… Nie spodziewałaś
się? Prawda?
Wszedł i nie krępując
się zdjął marynarkę, a potem rzucił ja na oparcie sofy. Podszedł bliżej, wciąż
z tym samym złośliwym, wrednym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy.
– To już szczyt
bezczelności! – wykrztusiłam, w panice zastanawiając się jak krótka była ta
cholerna piżama. Bo przecież pod spodem nic nie miałam.
– Mamy
przynajmniej dwie godziny. Przez ten czas mój syn będzie pochłonięty
interesami.
– Czasu na co? –
spytałam wciąż osłupiała. Jednocześnie odruchowo dałam krok w bok, bo jak na
mój gust ten palant stał o wiele za blisko.
– Na wiele
przyjemnych rzeczy – wymruczał i nagle chwycił mnie w pasie przyciągając ku
sobie.
Jeszcze czego! Głupi
buc! Od razu przyszło mi na myśl, że mogę wykorzystać resztę kawy z kubka,
która sekundę później wylądowała na jego głowie.
– Opanuj się
psycholu, bo zadzwonię po Roberta – zagroziłam przy tym. – Jak to jest ten twój
plan rozdzielenia nas, to gratuluję. Tylko głupek mógł wpaść na taki pomysł!
– Niezupełnie –
odparł, zezując w dół na poplamioną i mokrą koszulę. Po czym ze spokojem zaczął
odpinać guziki, by po chwili ją zdjąć.
Szczęka mi nie opadła
tylko dlatego, że byłam już uodporniona na takie widoki. W końcu miałam je na
co dzień. Za to wzmógł się gniew, bo to wszystko zakrawało po prostu na jakąś
drwinę.
Kiedy na mnie spojrzał
z półuśmiechem, popukałam się znacząco w głowę.
– Wynocha! –
zażądałam kategorycznym tonem wskazując drzwi.
– Mam tuż obok
prawie nagą, chętną kobietę. I miałbym się wynosić? – spytał rozbawiony.
Ani trochę mnie nie
ruszył podziw dostrzeżony nagle w jego oczach. Żadne takie! Byłam rzetelnie,
porządnie zakochana i choć podobieństwo działało na jego korzyść, to wcale nie
miałam zamiaru pomylić falsyfikatu z oryginałem.
– Wynocha! –
wrzasnęłam z uporem, dodatkowo tupiąc nogą dla podkreślenia wagi mych słów.
– Nie.
– Bo pójdę po tasak do
mięsa – zagroziłam.
Roześmiał się
bezczelnie.
– Nigdzie nie
pójdziesz – i zwinnie chwycił mnie w ramiona. Chciałam rozbić mu na głowie
trzymaną porcelanę, ale zręcznie wytrącił mi ją z dłoni, tak, że z głuchym
łoskotem uderzyła o marmurową posadzkę.
– Puszczaj! –
wrzasnęłam, czują jak czerwona mgła zasnuwa mi oczy. Ręce co prawda miałam
unieruchomione, ale nie zęby. Wbiłam się więc z całej siły w jego przedramię.
Zacisnął z całej wargi, ale nie poluzował uchwytu. Widziałam, że był równie
zdesperowany co ja i przelotnie zastanowiło mnie dlaczego akurat teraz. Nie
wierzyłam w jego nagłe zauroczenie, dopóki nie poczułam jego namacalnego
dowodu. Tak mnie to zaskoczyło, że zamarłam w bezruchu. Ten palant oczywiście
od razu to wykorzystał. Na swoich ustach poczułam namiętny pocałunek. Jego
język bezczelnie wdarł się do mojego wnętrza, a dłonie wślizgnęły się pod luźny
materiał piżamy. Najgorsze było to, że patrzyłam w tak znajome oczy, podobne
niemal w każdym szczególe, z tym samym wyrazem pożądania i lekkiej arogancji. Doprawdy,
zwariuję przez to wszystko!
– Co wy do kurwy
nędzy wyprawiacie?! – rozległ się tuż obok wściekły syk.
Tym razem starczyło mi
sił, by się wyrwać. Albo odwrotnie, on na to pozwolił.
Stał teraz naprzeciwko
mierząc mnie złośliwym, pełnym zadowolenia spojrzeniem. A ja patrzyłam wprost w
oczy rozwścieczonego Roberta.
– A mówiłaś, że
wróci dopiero za dwie godziny? – Karol wymamrotał te słowa, usiłując sprawić
wrażenie zakłopotanego. Ale Robert nie na niego patrzył.
– Spytałem, co to
ma znaczyć?
– Mnie? Twój
pokręcony tatuś zjawił się tutaj z misją zbawienia ukochanego synka i całym
tym pokręconym planem – odpowiedziałam oburzona, poprawiając ubranie. – Jego
spytaj!
– To ty jesteś
naga!
– Bo się jeszcze
nie zdążyłam ubrać kretynie!
Sytuacja jak z
głupowatego romansu. W dodatku banalna i wcale nie śmieszna. I dlaczego to mnie
oskarża? Powinien znać swego pogiętego ojca na tyle, żeby wiedział, iż
zostaliśmy w to zręcznie wmanipulowani.
– Ten namiętny
pocałunek, to też przez przypadek?
– Zaskoczył mnie.
Jak ty byś się czuł, gdyby moja matka rzuciła się na ciebie z zamiarem
wykorzystania seksualnego? – warknęłam ze złością.
– Nie znam twojej
matki – przypomniał mi Robert.
– Przepraszam
synu. To miała być tylko niezobowiązująca przygoda. Za pierwszym razem, wtedy w
ogrodzie, było tak wspaniale, że nie potrafiłem zapomnieć…
Oboje z Robertem
zgodnie zapatrzyliśmy się w niego niczym sroka w gnat.
– Ożeż ty! –
wrzasnęłam. Pod ręką miałam jakieś duperele, puste kieliszki i coś tam jeszcze.
Chwytałam to po kolei i rzucałam w kierunku zręcznie uchylającego się Karola.
– Ja ci dam
romans, stary pierniku! W ogrodzie? W jakim ogrodzie?!
W tym momencie spojrzałam
na Roberta. Był bardzo blady. To jakby mnie zaniepokoiło i przestałam się
iskać.
– Co się stało?
– Widziałem was
wtedy razem. Ale skoro nic nie mówiłaś, ja również o tym nie wspomniałem. Teraz
wiem, dlaczego milczałaś. Alicja! – jęknął nagle. – Jak mogłaś? Ty także mi to
zrobiłaś…
Nie do wiary! Uwierzył
w nie trzymającą się kupy, abstrakcyjną wersję słów swego ojca. Na chwilę
zaniemówiłam. A potem poczułam napływające do oczu łzy.
– Jak mogłeś w
ogóle o czymś takim pomyśleć? – odezwałam się szeptem. To chyba wywarło na nim
znacznie większe wrażenie niż moja wściekłość.
I nagle, bez słowa
odwrócił się i wyszedł trzaskając drzwiami. Rzuciłam się w kierunku sypialni i
błyskawicznie naciągnęłam na siebie dżinsy. Potem, nie zwracając najmniejszej
uwagi na napęczniałego ze złośliwej radości Karola, wybiegłam za Robertem. Z
jego wrednym tatusiem policzę się później.
Nie miałam cierpliwości
czekać na windę. Zbiegłam po schodach i na parterze znalazłam się nieźle już
zziajana i znacznie bardziej wściekła. Co za primadonna z tego kretyna.
Uwierzyć tak bzdurnym argumentom. Już ja się z nim policzę, gdy się pogodzimy…
Przed budynkiem
ujrzałam wzburzony tłum. Zmarszczyłam brwi, jeszcze nie zaniepokojona. Ale
kiedy dobiegłam, dotarło do mnie, że musiało się stać coś złego. Na dodatek
nigdzie nie widziałam Roberta. Mógł co prawda ulotnić się już z zasięgu mego
wzroku, ale nie wierzę, że nie zwrócił uwagi na to zgromadzenie.
I wtedy zauważyłam, kto
leżał na skraju ulicy. Blady, z pokrwawioną twarzą, w nienaturalnym bezwładzie.
Zauważyłam i ziemia
osunęła mi się spod stóp.
 
 
 
Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wiem, że tym z tym co napiszę większość z Was sie nie zgodzi, ale rozczarowałam się. Czytam i lubię Twoje opowiadania, jednak kompletnie nie rozumiem fenomenu Wygranej (którą oczywiście przeczytałam całą, aby móc wyrażać swoje zdanie na jej temat). Jest to w mojej opinii najbardziej infantylne ze wszystkich Twoich opowiadań.

    Babeczko, skoro już wylałam swoje żale, to bardzo Cię proszę nie zapomnij o Ilyn 🙂 ja będę zaglądać, żeby zobaczyć, czy jest coś poza Wygraną. Pozdrawiam

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jutro sobota, jutro Ilyn :-))) Słowo się rzekło…

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Mam podobne zdanie 🙂 Może nie uważam "Wygranej" za infantylne opowiadanie, ale należę do tych czytelników, którzy uważają, że wszystko co dobre, kiedyś się kończy.
      Proszę Cię Babeczko, nie zaniedbuj innych opowiadań kosztem tego. Dla mnie niesamowicie zapowiada się "Kara", którą tak długo już nam obiecujesz…
      B.B.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Coś mi się zdaje, że będę musiała dodawać trzy teksty tygodniowo :-)))

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Może się mylę, ale mam wrażenie że jesteście stosunkowo nowymi czytelnikami babeczki. Ojj gdyby "wygrana" byla pierwszym tekstem Agi jaki czytaliście, i gdybyście razem z nami czekali te WIEKI na pokątnych na nowe części i gdybyście po tym tekscie zakochali sie w jej twórczości to nie pisalibyście tak o "wygranej", ojj niee :))))

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Owszem, mylisz się 🙂 "Wygrana" była pierwszym tekstem Babeczki, który przeczytałam. Ale wracam tu wciąż nie tylko dla tego tekstu, ale również czekając z niecierpliwością, co takiego nowego Babeczka wymyśli. Zakochałam się w każdej historii, jaką napisała, bo każda miała w sobie coś niepowtarzalnego. Niedawno Babeczka zrobiła ankietę, które opowiadanie najbardziej nam sie podoba. Mnie bawi to, że nigdy nie zdecyduje się na jedno, bo dla mnie ulubiona jest każda następna historia :)) wcale nie chce nic ujmować "Wygranej" :)) B.B.

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Ja również jako autorka tego wylewającego żale wątku nie mogę się zgodzić z Twoją hipotezą, ponieważ śledzę poczynania Babeczki jeszcze od czasów pokątnych. Przy czym również mam wiele lubianych opowiadań i jedno najmniej do mnie przemawiające (Wygraną) możliwe, że z racji głównej bohaterki, która trochę mi nie przypasowała. Cieszę się Babeczko, że nie odebrałaś mojego komentarza jako obrazy i opublikowałaś go.
      PS. Mnie też bardzo ciekawi Kara:) Serdecznie pozdrawiam

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ależ macie prawo napisać, że coś Wam się nie podoba, a coś tak. I dlaczego tak jest. Opublikuję wszystkie komentarze, za wyjątkiem bardzo chamskich w wymowie i treści. Kilka się takich trafiło i dlatego moderuję komentarze.
      Publikuję również te niepochlebne, choć nie zawsze się z nimi zgadzam i nie zawsze na nie bezpośrednio odpowiadam.
      Komuś się podoba Wygrana, komuś Czas poświęcony, a jeszcze ktoś opuści blog z kwaśną miną, stwierdzając, że nie ma dla niego tu nic ciekawego. Bywa. Samo życie 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak mi się kleją oczy, że aż szyk w zdaniu poplątałam 🙂

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      To i ja się przyznam, że nie darzę "Wygranej" szczególną sympatią. Nie wiem dlaczego ale kojarzy mi się z telenowelą brazylijską, taką z czasów świetności gatunku. I jakoś Alicja mnie nie przekonuje – ma w sobie bunt nastolatki, taką postawę trochę w kontrze do wszystkiego włącznie z zachowaniem kultury przy stole. A swoją drogą – Babeczko, dlaczego tak bardzo wyeksponowałaś wilczy apetyt Alicji?

      M.G.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Szczerze mówiąc nie pamiętam 😉

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Hahahah tylko nie mow ze on stracipamiec po tym wypadku! Nie zgadzam sie!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ekhm… Dlaczego???

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Bo to okropne.. Oni tak pasują do siebie, a tu BACH! on straci pamięć, jego rodzice będą próbowali ją od niego odciąć, a Anita wraz z jego rodzicami uknują coś niecnego.. Szkoda mi Alicji.. ._.

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    jak to w przyszłym tygodniu?! Jak możesz zostawiać nas w takiej chwili 🙁 Kocham te opowiadanie <3

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    W przyszłym tygodniu???
    Boże, mam nadzieje że żartujesz.
    Potrzebuję kolejnej części już, teraz, natychmiast bo mi mózg eksploduje 😉

    S.

  5. anonim
    | Odpowiedz

    Znów to ona będzie musiała o niego walczyć …

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie do końca…

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Dokładnie znów ona będzie musiała walczyć o niego., bo to przez tatuśka wszystko. Możesz dodać kolejną cześć niedziele. Bo po prostu nie wytrzymam xd

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Mam teorię 😉
    Robert po wypadku trafi do szpitala, jego rodzice odetną Alicję od niego. Ale ona się nie podda i jakimś cudem się do niego dostanie (wejdzie oknem, przebierze się za pielęgniarkę lub zakonnicę- kto wie).
    W sumie to wszystko mi jedno ale musi być dobrze 😉

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    No co za bydlak z jego ojca. Jestem strasznie ciekawa co będzie dalej Wygrana to Twoje najlepsze opowiadanie;) Mam nadzieję ,że kolejna część będzie w niedziele 😉 Pozdrawiam 🙂

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ej no miałam łzy w oczach kiedy to czytałam .. ;c Kurczę , ale się porobiło. Skręca mnie ze złości ! Co za debil z tego Karola !

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja wciąż nie mogę jeszcze uwierzyć ,że w końcu dodałaś Wygraną 2 . Jestem mega szczęśliwa :)) Tak długo na nią czekałam i w końcu się doczekałam ;))

  10. SAR KA.
    | Odpowiedz

    SUUUPPPEEERRR…! Zakochałam się w tym opowiadaniu.
    Czekam z niecierpliwością na kolejną część. =)

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, kiedy dodasz kolejną część Ilyn?

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dawno, dawno temu, gdy wchodziłam chodziennie na pokątne, by ujrzeć kolejną część wygranej, niemal sikałam z radości, że w końcu się pojawiła. Od tego czasu przeczytałam wszyściutkie, wszyściuteńkie twoje opowiadania, a i tak wygrana będzie moim numerem jeden. Natomiast gdy kilka dni temu zobaczyłam pierwszą i dzisiejszą drugą część kontynuacji, mogę powiedzieć, że dawno nie dostarczyłaś mi takiej dawki emocji! Co będzie dalej? Z czym jeszcze będzie musiała zmierzyć się moja ulubiona bohaterka? Prędzej się Tobie oświadczeń niż do wiem, taka jestem podekscytowana 🙂

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A jak on teraz straci pamięć to ja strajkuję i nie czytam. A jak straci i będzie pamiętał tylko czasy zanim poznał Alicję i szalał za boską Anitą to ja wyląduje u psychoterapeuty.

    Pozdrawiam i proszę o następną część jak najszybciej!
    LIA.

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Opowiadanie ok, zeby tylko nie stracilo swego charakteru.
    Kolejna "Moda na sukces".

  15. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Kurcze… Normalnie mi jest cholernie przykro. Idę dalej, zanim sie rozkleje… A nie czytam tego po raz pierwszy.

Napisz nam też coś :-)