XXL (III)

with 40 komentarzy

XXL pulchna dziewczyna o bujnych kształtach. Seks z pewną siebie okrągłą sexi laską.

Zastanawiam się, dlaczego tak niewielu panów wypowiada się w temacie. Ze statystyk wynika, że większość czytelników, to właśnie mężczyźni. Co Wy tacy małomówni.? Przecież to Was dotyczy temat! Kto inny ma pieścić kobietki :D. Zbliżał się wieczór, kac odpłynął w niebyt, a ja biłam się z myślami. Po co Konrad zaprosił mnie na pizzę? Dlaczego zaglądał mi tak zachłannie w dekolt? I skoro woli chłopaków, to z jakiej przyczyny tak namiętnie mnie obcałowywał wczoraj wieczorem?! Orientację swoją bada, czy chce zmienić może?

Wypindrzona, umalowana, pachnąca i przygotowana ubiorem do jazdy na motorze, czekałam na Kondzia.

Dzwonek do drzwi, porozumiewawcze mrugnięcie oka mamy i w drogę. Nie miałam tyle odwagi, co wczoraj, ale w końcu byłam z leksza wstawiona. Miałam ogromną ochotę, by zmacać brzuch Kondzia, ale powściągnęłam zapędy i grzecznie go tylko obejmowałam. Mogłabym się przyzwyczaić do takiego środka transportu.

W pizzerii, na wygodnej kanapie, siedząc naprzeciw siebie rozmawialiśmy o bzdetach.
- Zazdroszczę ci akademika – westchnęłam, pociągając przez słomkę Desperadosa.

- Czego tu zazdrościć? - Nie rozumiał. - Wolności! - Jak on mógł zadawać tak idiotyczne pytanie. - Wolałbyś mieszkać w domu? - Wolałbym – przytaknął. - W akademiku mieszka się dobrze przez rok, góra dwa. Później chcesz już mieć własny kąt i nie dzielić go z dwoma innymi facetami. Na pojedynczy pokój szkoda mi kasy i tak już cztery lata mijają. Śpisz w nocy, bo na drugi dzień masz przerąbane zajęcia, a kumpel ma akurat zabawowy nastrój i klops. Nie wyśpisz się. W przeciągu tych lat, pomieszkiwałem z czternastoma facetami w sumie. Chciałabyś tak? - Wystarczyłby mi jeden – uśmiechnęłam się zadziornie. - Dostałam ostatnio propozycję wynajmu mieszkanka na spółę. - Z tym dupkiem? - Nachmurzył się. - Nie – parsknęłam, widząc jego minę. - Z koleżanką z grupy.

Tak szybko, jak spochmurniał, tak samo ekspresowo rozjaśnił się.

Strasznie korciło mnie, by zapytać, czy faktycznie woli facetów, ale krępowałam się. Na jego miejscu nie chciałabym usłyszeć takiego pytania. Przyglądałam mu się, a właściwie oglądałam go sobie, gdy wgryzał się w kawałek pizzy i czynność ta pochłonęła go bez reszty. Czy był przystojny? Był normalny i to mi się w nim podobało. Bez zbytniego wymuskania, nienaturalnego u facetów. Nie zachowywał się również, jak kogucik, a tego zachowania miałam po ostatniej imprezie i przymusowym obślinieniu twarzy przez Kamila, dosyć. Był zadbany, ale przede wszystkim naturalny. Gdybym miała mu przypiąć mu metkę, nie byłoby to „ciacho”, ale „zajebisty facet”. - Cześć los Konrados! - huknął nad nami czyjś głos. - Umówiłbyś się czasami na piwo! Ups, przepraszam.

To był facet w naszym wieku i muszę przyznać, że temu bez wahania przypięłabym metkę „ciacho”.
- Przedstawisz mnie swojej czarującej towarzyszce? - Zwrócił zapytanie do Konrada, patrząc równocześnie zachłannym wzrokiem na mnie.
Rozbawił mnie nonszalancją i oczami macającymi mój biust. Ja się bawiłam, Konrad natomiast wstał ze spokojem na obliczu i siekierami w oczach.
- Roksano, poznaj Mariusza. - Wskazał na ciacho. - Mariusz, to jest Roksana.
Wstałam również i wystudiowanym gestem odrzuciłam włosy, uśmiechając się promiennie.
- Cześć. - Podałam mu rękę.

- Mogę się dołączyć? - To pytanie zadał niby nam obojgu, ale po pierwsze patrzył wyłącznie w mój dekolt, a po drugie nie czekał nawet na zgodę, lecz klapnął obok mnie na kanapę, świdrując moje cycki oczami.

Chwilowy zawias na moim popiersiu jest ok, ale wpatrywanie się w piersi, jak w dwie sztuki mięsa, w które chce się wbić zęby, wkurza już.
- Najadłam się Konradku – zwróciłam się do niego. - Możemy właściwie już jechać.

- Ok. - Wstał, przywołując kelnerkę. - Weźmy resztę na wynos.

Ciekawa byłam, jak ma zamiar jechać z pudełkiem i połową placka w środku na motorze, ale silniejsza od ciekawości była chęć pozbycia się towarzystwa Mariusza.
- Szkoda, że spadacie – mruknął ten drugi. - Moglibyśmy gdzieś wyskoczyć, może na dyskotekę.
Chętnie bym poszła potańczyć, ale nie z tym facetem. Mariusz emanował obleśnością i z całą pewnością miał lepkie łapy.
Z pudełkiem pod pachą wyszliśmy z knajpy.
- Może wrócimy do domu na nogach? - zaproponował nieśmiało. - Kupilibyśmy po piwie w nocnym i pogadali wreszcie na spokojnie, bo ciągle nam ktoś przerywa.

- A co z motorem? - spytałam zaskoczona obrotem spraw. - Kumpel odbierze – uśmiechnął się i tym uśmiechem obudził w brzuchu COŚ. - Zostawiłem dokumenty i kluczyki na bufecie. Znają go tam dobrze, a dla niego taka przysługa, to radocha. - No to chodźmy!

I poszliśmy zaopatrzeni w letnią jeszcze pizzę i zimne browary.

W parku, na ławce rozłożyliśmy prowiant i psyknęliśmy zawleczkami puszek.

- Kondziu. - Zaczęłam ostrożnie. - Wczoraj w nocy... ten całus na pożegnanie...

- Tak? – Puszka z piwem zawisła w połowie drogi do ust. - Czy ty... - Nie potrafiłam tego wykrztusić. - No wiesz, bo słyszałam, że... O cholera! Jakie to trudne! - No to powiedz po prostu. - Odstawił piwo. - Czy ty wolisz chłopaków? - wystrzeliłam.

Nastała cisza, a później wybuch. Konrad zaczął się śmiać i z każdą chwilą przybierało to dzikie rżenie na sile. Trzymał się za brzuch i ryczał w nocne niebo, a ja siedziałam obok z głupawym uśmiechem, czekając na koniec.
- Skąd ten pomysł? - zapytał, gdy udało mu się w końcu wyrzucić z siebie całą wesołość.

- No, ktoś mi powiedział. - Cieszyłam się, że było ciemno i niewidocznym był rumieniec, choć bardzo prawdopodobne, że przy obecnym stanie zawstydzenia, rumieniec ów był odblaskowo świecący. - Powiedz jeszcze, że ten ktoś powiedział ci, że dlatego właśnie mieszkam z facetami w akademiku. - Nadal był rozbawiony. - Tego nie. - Chciałam już zakończyć temat i wściekła zaczynałam być na samą siebie. - Nie jestem gejem i mam na dowód tego dziewczynę. - Odparł już ciszej.

I teraz zabolało.

Ma dziewczynę, a ze mną się całował. Zaczął mi się w dodatku podobać, a w szczególności to, jak się zachowywał, mówił. Nie kozaczył niepotrzebnie, nie nadawał bez przerwy o sobie, jak to dotąd czyniła większość moich męskich rozmówców. Słuchał, gdy miał słuchać, odpowiadał mądrze i z namysłem, a milczenie przy nim nie krępowało. I tak ładnie pachniał. No i jeszcze ten gładki brzuszek.

Trudno, nie mam szczęścia do facetów, ale w końcu jeden Kondzia pocałunek wiosny nie czyni.

Westchnęłam przeciągle, ale takie westchnięcie się w mej piersi zrodziło, że musiałam mu dać ujście.

- Myślisz o naszym pocałunku? - Zaskoczył mnie celnością w odgadywaniu moich myśli. - Dla mnie też to było...
Urwał, a ja nic nie odpowiedziałam, czekałam.
- We mnie po prostu piorun strzelił, gdy cię zobaczyłem w ogrodzie. - Wyznał cicho, ale słyszałam w głosie tłumione emocje i obawę? - Nie mogę myśleć o niczym innym, tylko o tobie i sam się w tym gubię. Ten pocałunek był... kurde!
I tyle było jego wyznania. Musiałam się zadowolić tą oszczędną ilością.
- Kondziu – mruknęłam, rozkosznie połechtana co najmniej tym wyznaniem. - To może pocałuj mnie jeszcze raz. Sprawdź na wypadek, gdybym działała na ciebie tylko wczoraj, jednorazowo.
Znowu nic nie powiedział, tylko siedział w bezruchu.

Czy on tego chce? A może się właśnie wygłupiłam?! Nie zdążyłam więcej pomyśleć.

- To chodź tu do mnie. - Głos miał niższy. - Usiądź mi na kolanach.

- Jestem sporą kobietką kotku – odparłam wstając jednak. - Jesteś na to przygotowany? - Jak jasna cholera! - Złapał mnie za rękę i pociągnął na swoje kolana. - O niczym innym nie marzę.

Wdychałam jego ciepły zapach, czułam szybkie bicie serca na piersi, którą byłam dociśnięta. Nachylił się do mnie i pocałował delikatnie, ale już po chwili natarł językiem i przytrzymał moją głowę, coraz bardziej ośmielając usta. Dłoń na mojej głowie oplotła wokół siebie włosy i unieruchomiła mnie. Drugą, trzymaną na udzie sunął w górę, po brzuchu, aż do piersi. Chciałam protestować i nie chciałam równocześnie. Czułam się z jednej strony cudownie i podniecenie rozmiękczało mi kości i stawy, lecz ta grzeczna Roksana mówiła mi w głowie: „On jest zajęty, nie bądź łatwa, nie daj się TAK dotykać”.

Olałam grzeczną Roksanę i pozwalałam dłoniom Konrada błądzić po ciele, pieścić piersi i zaciskać się na nich. Żarówka ostrzegawcza zabłysnęła, gdy jego dłoń zjechała w dół i wcisnęła się między uda, zaczęła mnie pieścić przez cienkie spodnie. Żarówka zabłysnęła, zamigotała i przepaliła się. Poddałam się natarczywości palców, pieszczących mnie przez materiał, rozchyliłam nawet zachęcająco uda, by dać dostęp do spragnionej kobiecości. Ośmielone palce na to właśnie czekały. Dotykały, pocierały i w końcu zniecierpliwiły się. Konrad, nie odrywając ode mnie ust, powędrował dłonią w górę i wcisnął się pod materiał spodni i pod bieliznę. Chciałam zaprotestować, przerwać pocałunek, lecz mruknął protestując i w tym samym momencie dotarł palcami w najczulsze miejsce. Stać mnie było wyłącznie na jęk i poddanie się pieszczocie. Jestem sporą kobietą, ale w tej chwili czułam się malutka i krucha. Miał władzę nad moim ciałem i napawał się tym, podniecała go ta władza. Palec mnie pieścił, palec mnie gwałcił, wdzierał się w śliskość i drażnił ją. Jęczałam z ustami przyszpilonymi siłą do jego warg i eksplodowałam, krzycząc. Ten krzyk i jęk połykał, wchłaniał w siebie, ja drżałam i zaciskałam dłonie na jego ramieniu i włosach. Dygot przeszedł w drżenie, spazmatyczny oddech uspokajał się. Bardzo żałowałam, że nie mogę zobaczyć wyrazu jego twarzy.

- Ty też to poczułeś? - wyszeptałam.

- Zobacz sama. - Wziął moją dłoń i docisnął do spodni poniżej pasa.

Badałam dłonią podniecone ciało. Twardy kształt pod materiałem. Zacisnęłam na nim palce. Konrad jęknął i oderwał moją dłoń.
- Nie rób nic więcej, albo zerżnę cię tutaj na ławce pod gołym niebem – syknął, zaciskając palce na moim nadgarstku. - Nie wiem, jakiej nacji czarownicą jesteś, ale czarujesz wyśmienicie Roksi. Chodźmy stąd.
I poszliśmy.

Cisza nie krępowała, milczenie było wygodne, ale żeby dobrze pomilczeć trzeba mieć odpowiednie towarzystwo do tego.

Przed furtką domu zapatrzyłam się w jego oczy. Wisiałam na nitce łączącej nasze oczy i milczałam. Milczeliśmy oboje. To była ta czarodziejska chwila, gdy słowa są zbędne, gdyż nie wyrażą pomieszania w głowie. Moja głowa była rozmiksowana i nie wiedziałam, co o całym zdarzeniu myśleć. Nie myślałam właściwie, czułam raczej i te uczucia waliły moje trzewia od wewnątrz, zatrzymywały pracę serca.

Jeśli chemia ciał istnieje, to właśnie uruchomiła reakcję łańcuchową, a ta kończyła się w mojej głowie i w majtkach. Biegła naturalną drogą przez serce. Serce zatrzymywało rytm, głowa rozszerzała źrenice i oblizywała usta, majtki nasiąkały podnieceniem i pragnieniem spełnienia, jakie mężczyzna może dać podnieconej kobiecie.

- Dobranoc – szepnęłam, patrząc w szare oczy.

- Dobranoc – odparł i pochylił się, by dać mi buziaka.

Buziak krzyczał o więcej, ale otoczenie powstrzymywało instynkty. Odwróciłam się, szukając po omacku klucza w kieszeni i gdy znalazłam go, weszłam do domu, nie oglądając się. Obawiałam się tego, że gdy na niego spojrzę, będę musiała wrócić do jego oczu, dłoni, ust i zwinnych palców.

Zamknięcie a sobą drzwi było torturą odcięcia się od Konrada. Zagadką było dla mnie ta dziwna reakcja. Niby znam faceta od lat, ale go nie znam. Pociąga mnie psychicznie i fizycznie, ale skąd mogę wiedzieć, że nie jest to chwilowa fanaberia?

I kogo ja okłamuję?

Konrad mnie posiadł i zawładnął myślami. Mogę sobie perswadować ten stan rzeczy, a umysł i ciało już zdecydowały za mnie. Pragnę go i zakochuję się w nim najwyraźniej. Pragnienie można okiełznać, to drugie jest nie do pokonania.

Wzięłam szybki prysznic, podczas którego wymyłam śliskość spomiędzy ud i położyłam się do łóżka.

Lewitowałam w nieświadomości, czy raczej w świadomym śnieniu, gdy uwagę moją przyciągnął jednostajny, natarczywy dźwięk. Chrobotanie o ramę okna. Ubrana jedynie w majtki i koszulkę na ramiączkach, poczłapałam do okna. Za szybą, w świetle księżyca w pełni majaczyła głowa Konrada.

- Miałem nadzieję, że nie śpisz jeszcze. - Wyczułam jego głupkowatą radość, wywołaną zapewne wspinaczką po ożebrowaniu altany. - Mogę wejść?

- Wejdź – szepnęłam. - Ja raczej nie skuszę się na zejście w dół. - Nie mogłem spać – wyznał, gdy znalazł się już wewnątrz pokoju. - Musiałem z tobą pogadać. Ależ ty seksownie wyglądasz tak rozebrana.

Sięgnął do ramiączka koszulki i zdjął je z ramienia. Joga uruchamia w ciele przepływy , a tym samym uwrażliwia na pieszczoty, tak więc ta delikatna pieszczota kazała mi zagryźć dolną wargę i przymknęła powieki.
- Myślę Roksano, że spotkało nas coś wyjątkowego. - Jego dłoń zjechała w dół i zacisnęła się na sterczącym sutku. - To, że cię pragnę, to jedno, ale znam cię od dziecka i wiem, jaka jesteś. - Przysunął się i odgarnął włosy, szukając ustami jakiegoś miejsca na szyi. Znalazł je, gdy jęknęłam cichutko i przy nim pozostał, pieszcząc językiem. - Wiem, że to wyjątkowe, gdyż nigdy się tak nie czułem i chcę cię na wyłączność. - Oderwał usta od zagłębienia w szyi, by przygryźć płatek ucha. - Mówiłem, że mam dziewczynę, ale od wczoraj jej już praktycznie nie mam, a jutro zakończę to oficjalnie – szeptał do ucha, gładząc jedną dłonią moje plecy, drugą wspinając się po wnętrzu uda. - Co ty na to Roksano?
Zajrzał mi w oczy i czekał na odpowiedź.
- Cieszę się Konradzie – odparłam zwyczajnie. - Też się tak czuję.
Nie było więcej słów, stały się zbędne. Zastąpiły je usta Konrada i jego coraz bardziej rozebrane ciało.
Był podniecony i tym podnieceniem ocierał się o mnie.
- Taka jesteś mięciutka. - Zaciskał palce na piersiach i na boczkach, a te z każdą sekundą kochałam bardziej. - Mam nadzieję, że nie masz w planach odchudzania się.

- Nie mam – parsknęłam. - Dobrze – mruknął jeszcze i całował dalej.

Całował usta, szyję i niżej. Zaciskał delikatnie zęby na sutku, palcami pieszcząc drugi. Przy obfitościach brzuszka zapamiętał się, bawiąc mnie. Część ciała, której zawsze nie cierpiałam, była teraz jego fetyszem
- Niżej proszę – mruknęłam, jak kotka.
Nie musiałam prosić po raz drugi. Jego usta grały na mnie, jak na harfie, a ja musiałam się powstrzymywać, by nie jęczeć i nie obudzić rodziców w sąsiednim pokoju. Eksplodowałam, zakrywając twarz poduszką.
Gdy odzyskałam zdolność patrzenia, zobaczyłam klęczącego między moimi udami Konrada. Zakładał prezerwatywę i poza, w której siedział na piętach z dumnie sterczącym penisem, skojarzyła mi się z jedną z assan, pozycji jogicznych. Wiedziałam, że od tej pory jego obraz będzie do mnie wracał podczas zajęć jogi.
Zawisł nade mną, wsparty na ramieniu, drugą dłonią nakierowując gorący czubek na moją cipkę.
- Mogę? - Sadystycznie wręcz przeciągał moment penetracji.

- Kondzio – warknęłam. - Nie wkurzaj mnie.

Powoli wszedł we mnie, nie powstrzymał jęku. Ja również.

Mokre pocałunki, zaborcze palce ugniatające boleśnie wręcz moją pupę i tarcie wewnątrz. To nie było zwyczajne uczucie. Poddałam się tej fali, a ona niosła mnie coraz wyżej i nie szybowałam sama. Sięgnęłam słońca, a ze mną i Konrad. Tłumiliśmy jęki, on moimi włosami, ja znów poduszką. Spoceni i szczęśliwi. To określenie najlepiej oddawało nasz stan.

- Musisz iść, nim uśniemy – szepnęłam, słodko dociśnięta jego ciężarem.

- Tak, wiem – mruknął sennie. - Jutro rano przyjdę drzwiami. Ok? - Przyjdź.

***

Na Roksanę napalam się od momentu, kiedy zobaczyłem ją w stroju kąpielowym, gdy opalała się w ogrodzie. Teraz miałem ją za plecami i wiozłem na uczelnię.

- Postaram się wpaść w tygodniu i spać w domu.- Już bolało mnie to przymusowe rozstanie. - W weekend też się wespnę do ciebie w nocy.

- Załatwię klucz do drzwi w moim pokoju. - Uśmiechała się, ale widziałem, że zaszkliły jej się oczy. - Zadzwonię po zajęciach. - I mnie zacisnęło się gardło. - O której kończysz? - Puszczę ci strzałkę. - Obiecała.

Mokry całus, odprowadziłem ją wzrokiem do drzwi wejściowych na uczelnię i ruszyłem do akademika.
Pierwszy wykład olałem.
Jakoś przechowam motor, może uda mi się wykombinować pojedynczy pokój. Wtedy weekendy, wspólne weekendy będą upojne.
Czułem się radośnie i lekko.

Dobrze, że mam tak ześwirowanego psa.

KONIEC

ps. kusiło mnie, by dodać jeszcze jedno zdanie na koniec, ale powściągnęłam swój sadyzm 🙂

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    och, kocham to opowiadanie!
    Oczywiście, jak pewnie większość będę narzekać, że za krótkie ;p
    Może skusisz się na więcej bohaterek o wybujałych kształtach?^^
    Edzia

  2. Wiadomo Kto
    | Odpowiedz

    Skoro tak Ci brak męskich komentarzy to zaszczycę Cię moim – ponownie :]

    Opowiadanie super – prawdziwe, można poczuć, że taka historia przydarzy się każdemu już za chwilę, o ile nie trwa już w tym momencie.

    A co do samej bohaterki mogę powiedzieć coś ze swojego, męskiego punktu widzenia – kobiety o okrągłych kształtach są super! Chrzanić XXI w. i jego standardy, natury się nie oszuka – jak widzę kobietę z dobrą dupą i odpowiednimi cyckami to instynkt mówi mi, że ta samica wykarmi moje młode 😀

    Na nasze nieszczęście wiele lasek łapie kompleksy jak patrzy na okładki pism czy zdjęcia z arykułów na necie, które są poprzerabiane tak, że panienki, które na nich rzekomo “występują” same chciałyby tak wyglądać i to jest POPIERDOLONE od początku do końca.

    PS. Naprawdę ze statystyki wychodzi że większość Twoich czytelników to faceci? Mam nadzieję, że to się nie odnosi do ogółu tekstów erotycznych 😀

    • BW23
      | Odpowiedz

      true story 😉 babeczki w typie Roksany zdecydowanie bardziej działają na męską wyobraźnię [i potrzeby 😉 ], niż wszystkie patyczaki. Kompletny paradoks. Ideał kobiety XXI wieku, wykreowała banda podstarzałych pedziów, dla których są one obiektem pożądania, jak dla mnie ściana, o którą oparłem się plecami 🙂 Mężczyźni nie psy- na kości nie lecą 🙂

      p.s. wiem, że wygląda to jak kilka złączonych truizmów, ale absolutnie tak nie jest 😀 Joyce’owski potok słów 😀

  3. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Udowodnić Ci?

  4. Wiadomo Kto
    | Odpowiedz

    Nie musisz 🙂

  5. laid back
    | Odpowiedz

    http://wiadomosci.onet.pl/prasa/gruby-placze-cicho/mj22d

    Szczupłość telewizyjno-prasowa to może patologia,ale otyła nie chciałabym być.

  6. Wiadomo Kto
    | Odpowiedz

    Gdyby to od nas zależało… czasem otyłość to powikłania chorób, sprawa genów itd. Inną sprawą jest podejście do tematu otyłości. Jestem tuż przed 30ką i mam ciało chude jak hak – jak jadę do rodziny na wieś, to babki na mój widok się żegnają i pytają, jaka choroba mnie zżera od środka 🙂 za to jak widzę tam moich rówieśników, którzy mają takie bebechy, że mogą je wozić na taczkach, to propsom nie ma końca, bo w końcu to “zdrowe chłopaki!” 🙂

    Najlepsze są hybrydy 😀 Miałem na treningach paru typów, którzy po ostrych sesjach, zawodach i turniejach poszli w melanż, zaniedbując formę i kondycję. Mówiąc krótko mają bojlery z coraz słabszym sześciopakiem na brzuchu 🙂

    • Mariet Węgorowska
      | Odpowiedz

      Otyłość to kwestia nie tylko choroby czy nawet lenistwa. U mnie dużą rolę grają geny i miłość do coca-coli. Przykre? Może i tak ale lubię i nie będę odmawiać sobie. Ja akurat ruchu mam baaaardzo dużo, kiedyś zamieszkałam w Łodzi z koleżanką i ona ciągle się dziwiła czemu jestem przy kości skoro ciągle gdzieś chodziłam. Jak miałam wolny dzień to pół Łodzi pokonałam na nogach. W kółko spaceruję, coś robię, więc o braku ruchu nie ma mowy. Wszyscy w mojej rodzinie są tacy, że nieważne co będą robić i tak schudną może z 5kg.
      Wiadomo szczupłe jest ok, bo stawy zdrowe, kręgosłup nie męczy się, nie ma ryzyka zawału, czy tam miażdżycy itd. itd.
      Ale ja lubię siebie taką. Szczególnie moje piersi są duże i fajne i moja przyjaciółka “deska” ciągle zawodzi jak bardzo wpędzam ją w kompleksy.
      Czyli nie tylko panie z rozkładówek zakompleksiają.

      Py.Sy. Wszelkie błędy proszę mi wybaczyć i zapewne bezsens tej wypowiedzi. Gorączka sieje spustoszenie w mym ciele.

    • Wiadomo Kto
      | Odpowiedz

      Najgorzej jest gdy te, które są zaokrąglone uważają się za otyłe, a te, które są otyłe, sądzą, że są zaokrąglone ;]

      No i nie daj Bóg ktoś im zasugeruje legginsy >:]

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      A mnie najbardziej śmieszy jak te otyłe wciskają się w ubrania o dwa numery za małe i wszystko im wychodzi, trochę jak muffinka z foremki 😉 Czy to jakiś wstyd kupić ubranie w swoim rozmiarze? Przecież nikt nie ogląda nam metek, poza tym to musi być strasznie niewygodne :/

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Jeśli chodzi o otyłość i o szczupłe kobiety… Mam 20 lat i od urodzenia miałam wielkie problemy z… PRZYTYCIEM! Owszem, jestem szczupła, zgrabna, ale kiedyś chciałam wyglądać tak, jak moja starsza siostra. Bo ona była przy kości, wszystkie ubrania na niej dużo lepiej wyglądały i miała większe powodzenie u chłopaków… A ja byłam chudzielcem… Chodzącym kościotrupem… Ale od ładnych paru lat zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem i zauważyłam, że mając dużą pewność siebie można zwrócić na siebie uwagę każdej osoby. Ja też uwielbiam jeść pizzę, pić colę… Mogłam fast-food’ami żywić się przez siedem dni w tygodniu i nie tyłam. Moja waga stała w miejscu. Ale teraz niestety muszę uważać na to co jem, gdyż jestem w 12 tygodniu ciąży 🙂 I nie boje się, że po urodzeniu będę większa 😀 Bo mam faceta, który mnie uwielbia taką, jaką jestem 🙂 Jeśli będę większa to jego zdaniem będzie więcej ciałka do kochania 😀 A opowiadanie jest świetne! 😀

  7. laid back
    | Odpowiedz

  8. Anonymous
    | Odpowiedz

    Mika, na kiedy przewiidujesz Dlug?

  9. Anonymous
    | Odpowiedz

    co z długiem?
    Niecierpliwa

  10. Anonymous
    | Odpowiedz

    Jakkolwiek opowiadanie mi się podoba, to podkreślanie co trochę kształtów bohaterki jest irytujące. Wiem, że nawet tytuł sugeruje, że przede wszystkim na tym się skupisz, ale ja chyba wolę minimalizm. Poza tym słowo “zmacać” kojarzy mi się z dzieciakami, a nie studentami.
    Odnośnie samego tematu. Uważam, że kobieta powinna mieć “trzeciorzędowe cechy płciowe” odpowiedniej wielkości, ale też bez przesady, otyłość jak dla mnie nie jest estetyczna, a tym bardziej zdrowa, jeżeli ten tłuszcz odkłada się na nogach, tyłku, to nie jest on zagrożeniem, ale już brzuchu, to strasznie obciąża serce.
    Natomiast kobiety-wieszaki są fe, bo oprócz dziury w odpowiednim miejscu, to z kobietą nie mają za dużo wspólnego.
    Ola

  11. Karel Godla
    | Odpowiedz

    na wygodnej kanapie, siedząc naprzeciw siebie – ciekawe jak to sobie wyobrażasz. Siedzieli po turecku czy nadwyrężali sobie kręgosłup? Jak coś palniesz… 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Wiesz, Karelku. W knajpach są kanapy półkuliste w kształcie litery U i takie, jak niezamknięty kwadrat – ergonomia przestrzeni.
      Nie doprecyzowałam, ok. Mea culpa 😀

  12. Karel Godla
    | Odpowiedz

    Na knajpach, podejrzewam, znasz się lepiej ode mnie 🙂 więc w sumie okazało się, że jestem czepialski,

  13. Karel Godla
    | Odpowiedz

    Do usług, Moja Pani 🙂
    Niemniej nie chcę się czepiać tekstu, bo musiałbym się czepiać co chwili. Massakra! 🙂

  14. Anonymous
    | Odpowiedz

    Mika, a ja mam dla Ciebie taki pomysł. Wiem, że i tak masz mało czasu nawet na pisanie dla nas tekstu, ale skoro mówisz, że lubisz malować, może sama byś wykonywała obrazki do swoich tekstów na bloga? Myślę, żeby go to wzbogaciło, a my byśmy mogli bardziej Ciebie poznać 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Myślałam o tym, ale naprawdę czasu mam za mało na to :D.
      Może kiedyś…

  15. Anonymous
    | Odpowiedz

    Nawiazujac do jogi (wiem, w tym tekscie pojawila sie o niej wzmianka tylko raz i to tez nie do konca 😉 ), moglabys mi doradzic jak zaczac ogolnie przygode z joga i cwiczyc ją samej w domu? Bo umknelo mi uwadze ze ja cwiczysz ;D . ~ Karola

  16. Anonymous
    | Odpowiedz

    Nie mam się czego czepiąc. Nie mogę się na temat opowiadania powymądrzać to nie pisałem. Ale, jeżeli jestem wywołany do tablicy to się odzywam. Fajne opowiadanie. Gdyby tylko zgrabni, piękni, młodzi i bogaci mieli szanse na szczęście to byłbym starym zgorzkniałym kawalerem. A tak jestem szczęśliwym, przynudzającym, żonatym facetem.
    Aprecjator.

  17. Kajjka
    | Odpowiedz

    Hehe, Mika ja przestałam wierzyć statystykom, jak mi wskazały (i nadal się przy tym upierają), że u mnie większość czytających to panowie. Obawiam się, że statystki mają jedną, stałą opcję dla wszystkich i kiepsko rozróżniają płeć 😀

    A opowiadanie… ja tam się mądrzyć nie będę… Nie czytam tego, co mi się nie podoba, ale to czytałam z uśmiechem.
    I żeby nie było… jestem kobietą 😀

  18. Anonymous
    | Odpowiedz

    A moze zaskoczysz nas dzisiaj “Pijawą” ? :))

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Ooooo tak, milo by bylo <3 Miesiac ponad juz czekamy 🙁

  19. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Pozwolicie, że skończę najpierw Takaję i Długa, bo mi się postaci mieszają.
    Poza tym jeszcze jedną niespodziankę planuję, ale o tym sza 😉

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Czyli zaczęłam lepsze z opowiadań i ono nie będzie skończone… Ech, trudno, sama sobie wymyślę końcówkę xD

  20. Anonymous
    | Odpowiedz

    Ehh… będzie ciężko, ale poczekamy :))

  21. Anonymous
    | Odpowiedz

    oj, gdyby tak mogło być w realnym życiu. chciałabym się doczekać takiego “księcia z bajki”. 🙂 opowiadanie naprawdę bardzo fajne, strasznie mi się podoba. no i wiadomo, najlepsze jest to, że uwzględniłaś w nim kobietę rozmiarów XXL, rzadko się to zdarza. więcej takich, czekam na to! 😉
    ~ Olcia. 😀

  22. marta szczepańska
    | Odpowiedz

    super opowiadanie- z chęcią przeczytałam 😉 dzisiaj w pracy napewno zabiorę się za całą resztę wpisów ;D blog zdecydowanie w moich klimatach 😉
    pozdrawiam i zapraszam również do siebie – Marta 😉

  23. laid back
    | Odpowiedz

    Nie mam gdzie się zbulwersować,to daję tu.Zaatakowało mnie melodyjnie to:
    https://www.youtube.com/watch?v=K5KAc5CoCuk
    I czy mam obsesję,że bardzo podobne do tego:
    https://www.youtube.com/watch?v=797qCwmtv3Y ???

  24. Robert Werner
    | Odpowiedz

    hmmm… zdecydowanie lubię kobiety w rozmiarze xl
    …i zastanawiam się czy bardziej jestem w stanie określić co lubię czy czego nie lubię (z dwóch stron – anorektyczności i otyłości)… a więc…
    lubię szerokie biodra, które jak wypną się do tyłu, to w ogóle zapraszają… i tak wyobrazić sobie w ich centrum pulchną, owłosioną, kobiecą cipkę 🙂 ehhh… (są takie fajne zdjęcia Chloe Vevrier z końca 90-tych i początku 2000 – jedna seria pod prysznicem, druga w białych pończochach – tam jest to, o czym piszę)
    duży biust… no po prostu lubię… a jak jeszcze mleko z nich wypływa, to jest cudownie (dlatego fontanny [orgazm podczas laktacji] mi się wryły w pamięć) – w ogóle “wycieki” z kobiet są ciekawe (oprócz miesiączki)
    najbardziej seksowne są biuściaste kobiety w ciąży – i biust im rośnie, i biodra duże i brzuch (i to naprężony, a nie rozlazły)
    z drugiej strony nie podobają mi się zaokrąglone kobiety o dużych biodrach i małym biuście – wygląda to jakoś asymetrycznie… juz wolę duży biust i węższe biodra
    nie lubię chudych nóg (szczególnie takich, gdzie widać kości) – na zaokrąglonych (albo np. wyrobionych na rowerze) znacznie lepiej prezentują sie pończochy (szczególnie czarne)
    nie cierpię jak łono kobiety wygląda tak, że jest wygolone i jeszcze wszystko wygląda jakby skóra ledwie radziła sobie z byciem naciągniętą na kość łonową…
    z drugiej strony nie lubię otyłości, gdzie ciało kobiety jest takie budyniowate…

    no i oczywiście wiele jeszcze zależy od urody, kobiecości, elegancji…

  25. BW23
    | Odpowiedz

    Super opowiadanie 🙂 No Roksana jawi się przed oczyma wyobraźni w niesamowity sposób 🙂

  26. BW23
    | Odpowiedz

    Świetne opowiadanie 🙂 Szkoda, że właśnie tak mało jest tego typu- tzn- z paniami normalnych kształtów, a nie “powszechnym ideałem piękna”. Idę o zakład, że te właśnie normalne panie mają lepsze wzięcie od “idealnych”. Sam jestem amatorem normalności. Pomimo, że rozsądek ludzki, przy własnych gabarytach (155/59) nakazywałby biologicznie starać dopasować się z kimś niewiele wyższym i masowo nieodbiegającym. No ale co ja poradzę, że do tych właśnie “idealnych” mnie nie ciągnie?

    Patrząc antropologicznie, normalni faceci zawsze woleli mieć więcej niż mniej- od jagód i włóczni, przez towarzyszki życia obszerniejszych kształtów, większą ilość potomstwa, bogactwa i większe szałasy. Pierwsze przedstawienia kobiety, to nie dzisiejszy ideał, ale właśnie przaśne panie.

    I tego bym się trzymał- drogie Panie, bez kompleksów- my Was uwielbiamy w rozmiarach niestandardowych.

    Do autorki- mogłoby być dłuższe i więcej części 🙂 To jest super rzecz.

    ——————-
    p.s
    załączam zdjęcie figurki ideału kobiety, w epoce kamienia- to jest jakieś 2x BBW- niemniej jednak obrazuje, że mężczyźni nie złożyli hołdu jakiemuś wieszakowi, ale właśnie pani większych rozmiarów 🙂 Ale jak w opowiadaniach XXL- Panie, które siebie akceptują, w jakiś sposób dbają o ciało, starają się utrzymać jego jędrność- zawsze to będzie na nas działało 🙂

    Parafrazjąc klasyk AC/DC-

    Hey, all the curvy girls- we salute you!

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dziękuję za podpowiedź. Czas wrócić do tematu puszystych (i pań i panów). Fajnie wiedzieć, że jeszcze czasami ktoś czyta te starsze opowiadania 🙂

Napisz nam też coś :-)