Za jakie grzechy! (VI)

with Brak komentarzy

***

Nic nie pamiętał. Kompletnie nic. Nie udawał, nie grał, wyglądał nawet na odrobinę zagubionego. Siedział na łóżku, rozczochrany, blady, z potężnym opatrunkiem na głowie i gapił się na mnie, niczym sroka w gnat.

Narzeczona? – powtórzył z powątpiewaniem. – Moja?

Za dwa tygodnie bierzemy ślub! – oznajmiłam radośnie. – Wszystko już zorganizowałam, bo mój misiaczek tak jest zajęty pracą, że nie ma czasu na takie sprawy. Prawda miśku? – Chwyciłam palcami skórę na jego policzkach i niby żartobliwie zaczęłam go tarmosić. – Ty mój skarbeńku najukochańszy! Mój ogierze! Mój…

Wystarczy. – Przy ogierze najwyraźniej wymiękł. Pobladł, próbując się uwolnić od mojego dotyku. – Po prostu nic nie pamiętam.

Powinnam ci przypomnieć? – Zamrugałam zalotnie rzęsami. – Jesteś przecież takim nienasyconym byczkiem! Moim koteczkiem. Moim…

Błagam, nie mów już nic więcej. Muszę pomyśleć – dodał nieco rozpaczliwym tonem. – Nic nie pamiętam. Ani ciebie, ani przygotowań do ślubu, ani naszego… No, niczego nie pamiętam.

Pomyślałam z radochą, że nawet bez amnezji niczego by nie pamiętał, bo przecież do niczego nie doszło. Ten palant nie wiedział, co to przyjaźń, miłość, współczucie, pożądanie i cała reszta normalnych, ludzkich uczuć.

Ależ pysiaczku, o czym chcesz myśleć? – wydęłam z oburzeniem wargi. Niczym glonojad, który ma właśnie zamiar przyssać się do szyby akwarium. – Dopilnuję, żeby ci wróciła pamięć, daję słowo honoru, że do dnia naszego ślubu, nie będziesz miał żadnych wątpliwości – dodałam chytrym tonem.

Uhm! – stęknął, zataczając błędnym wzrokiem. Nic już więcej nie powiedział, tylko cicho posapywał, pewnie także ze złości. Pamięć może stracił, ale charakterek pozostał taki sam. Tylko czekałam na te słowa…

Jak tu brudno – powiedział w końcu z odrazą, chociaż szpitalny pokój był tak czysty, że przysłowiowo można było jeść z podłogi. – Na oknach są smugi.

No, była. Jedna plamka wielkości monety w dolnym prawym rogu.

Przyniosę ci mleczko na pocieszenie – zaproponowałam, bo doskonale widziałam, jak nienawidzi mleka. To akurat było w notatkach poprzednich sekretarek. A jeszcze z kożuchem, to już w ogóle dostawał torsji i przedśmiertnych drgawek. – Cieplutkie, pyszne mleczko, które tak uwielbiasz.

Uwielbiam? – łypnął na mnie podejrzliwie okiem. – Nie pamiętam.

No właśnie, od razu odświeżę ci pamięć. Mój pysiaczek taki biedny, zagubiony… – westchnęłam obłudnie.

No dobrze, przynieś – zgodził się niechętnie. – Może jak poczuję coś znajomego, to wróci mi pamięć.

Nie tak szybko, pomyślałam, pędząc do szpitalnej stołówki. Bez trudu przekonałam obsługę, że zamiast schabowego z ziemniakami czy pomidorowej nieszczęsny pacjent z amnezją zażyczył sobie kubek przegotowanego mleka, możliwie najtłustszego, ze wspaniałym kożuchem. Kwadrans później, dzierżąc triumfalnie kubek, wkroczyłam do pokoju pana prezesa.

Pyszności! – oznajmiłam radośnie.

Biedak, dosłownie pozieleniał kiedy poczuł ten zapach. A kiedy jeszcze podstawiłam mu kubek pod nos i zobaczył cudowny, pomarszczony kożuszek, po prostu zemdlał.

Mięczak – mruknęłam. – Takie pyszne mleczko, dokładnie siedemdziesiąt pięć stopni, tak jak twoja ukochana kawusia, bydlaku!

Usiadłam na krześle i się zamyśliłam.

Co teraz? Mam to kontynuować? Gdy odzyska pamięć, zemści się na mnie bez względu na to, czy skończę teraz, czy pójdę w to dalej. Nie miałam wiele do stracenia. Ostatnia wypłata wpłynie na moje konto za trzy dni, do tego czasu mam okazję zabawić się jak nigdy dotąd. Później zniknę, zostawiając wypowiedzenie na jego biurku. Zamieszkam w głębokiej i ponurej puszczy, bez kontaktu ze światem, bez telefonu, żywiąc się tym, co znajdę i upoluję…

Powinno mnie to rozśmieszyć, a jedynie przygnębiło. Nie igra się z takimi ludźmi jak pan prezes, bo to zawsze kończy się źle. Był bogaty, wpływowy i nieobliczalny.

Trudno, teraz już i tak za późno.

Wzruszyłam ramionami i wyszłam ze szpitalnego pokoju. Czas na naradę w towarzystwie Kini oraz Michała.

***

Chyba oszalałaś! – powiedziała moja najlepsza przyjaciółka, gdy już wszystko im wyznałam. Michał tylko siedział z dziwną miną i gapił się na mnie bez słowa. – Powinnaś trzymać się od niego z daleka!

Trochę na to za późno – przyznałam markotnie.

Przez chwilę panowała cisza, a potem oboje zaczęli chichotać.

Jak odzyska pamięć, trzeba będzie ci przyznać ochronę policyjną – powiedział Michał, podając mi cukierniczkę. – Na razie powinnaś się do niego wprowadzić i kontynuować zabawę.

Myślicie? – Oboje potaknęli głowami.

Zdobądź klucze i adres, udekorujemy mu mieszkanko.

Adres znam, ale klucze… – zakłopotałam się. – Dobrze, zdobędę! I liczę na waszą pomysłowość.

Ponownie pojechałam do szpitala. Konrad miał własny pokój, więc odczekałam, aż zabiorą go na jakieś badania, a potem zaczęłam przeszukania. Klucze do mieszkania miał na jednym kółeczku, sztuk trzy, wszystkie ładnie podpisane. Jeden do furtki, jeden do mieszkania i jeden do garażu.

Miałam władzę absolutną! Jego klucze, jego portfel, dokumenty, karty, nawet gotówkę. Przewagę, bo nadal nie odzyskał pamięci. Nie zamierzałam go okradać, żadne takie, ale dekoracje do mieszkanka mogłam kupić na jego koszt. Nie zbiednieje...

Kinia, mam! – powiedziałam tajemniczym głosem w słuchawkę. – Wysłałam ci adres, przyjedź i zaczynamy operację „kara dla wrednego szefa”.

Też wymyśliłaś! Będę za pół godzinki – obiecała ze śmiechem.

Zaparkowałam gdzieś w centrum, po czym z duszą na ramieniu udałam się do najbardziej ekskluzywnego apartamentowca w mieście. Cena tamtejszych mieszkań sprawiała, że miękły mi kolana, a serce ruszało galopem, ale się nie poddałam. Chłodnym tonem wyjaśniłam kim jestem, pokazałam klucze, dokumenty szefa oraz własne, po czym zostałam bez problemu wpuszczona do tego przybytku luksusu. Zaznaczyłam jeszcze, że za chwilę zjawi się dekoratorka wnętrz, podałam jej nazwisko i wsiadłam do windy.

Ostatnie piętro. Najwyższa półka, najwyższa cena, ale reszta…

Ja pierdolę – mruknęłam, rozglądając się po salonie. – Jak mauzoleum. Tylko katafalku brakuje i gromnic.

Wnętrze było urządzone w ultra nowoczesnym stylu, bez ozdób, kwiatów, obrazów, jakichkolwiek dekoracji. Tak minimalistyczne, że gdyby nie garnitury w garderobie i kosmetyki w łazience, to pomyślałabym, że nikt tu nie mieszka. Całość składała się z ogromnego salonu połączonego z kuchnią oraz jadalnią, dwóch sypialni z łazienkami, dodatkowej łazienki oraz gabinetu i pokoju do ćwiczeń.

No i znalazłam jeden obraz. Stanęłam przed nim i zadumana, zaczęłam się zastanawiać czy te trzy kropki na białym tle zasługują na miano obrazu, ale wtedy rozległ się subtelny dźwięk dzwonka.

Rany boskie! To wygląda jak mauzoleum! – powiedziała Kinia, rozglądając się po salonie. – Tylko katafalku brakuje!

Wiem. – Ucieszyłam się, bo jednak myślałyśmy podobnie. – Za to pomyśl, jakie to stwarza pole dla naszej wrednej wyobraźni? No i będzie się świetnie komponować z różem, prawda?

Damy różowe dywany, różowe zasłony, firanki rodem z PRL–u, kilka kiczowatych obrazków ze słodkimi pieskami czy kotkami – rozkręciła się Kinia. – Włochate poduszki. Łazienkę urządzimy w stylu tęczowego jednorożca. Takie puchate, ciężki pierzyny, moja babcia ma dwie na strychu. Całkiem nieźle zalatują stęchlizną.

Zawartość lodówki też trzeba zmienić – powiedziałam, pokazując jej wnętrze pełne eko, bio czy jeszcze innej super zdrowej żywności.

Kiedy wychodzi ze szpitala?

Mam go odebrać jutro około południa.

Zdążymy! Dostanie obłędu, jak zobaczy nasze dzieło.

I napadu szału, jak wróci mu pamięć – mruknęłam.

Chcesz się wycofać?

W żadnym wypadku – postanowiłam mściwie. – I tak mnie wywali na zbity pysk, więc po prostu dajmy mu lepszy powód.

Dobrze Oleńka, idziemy na zakupy! – oznajmiła z radością Kinia, a ja nieuważnie potaknęłam. Nie dlatego, że poczułam strach. Moja wyobraźnia już pracowała na najwyższych obrotach, podsuwając pomysły, jak najlepiej wykorzystać te trzy dane mi przez los dni.

Leave a Reply