
***
Pierwszym co poczułam po obudzeniu, był dotyk. Nie otworzyłam oczu, nie poruszyłam się. Zamarłam w przerażeniu, bo od razu przyszło mi do głowy, że Konrad zamierza mnie udusić, ale nic z tego. Po prostu odsunął kilka kosmyków włosów z mojej twarzy. Cofnął rękę, a ja nadal starałam się udawać śpiącą, chociaż serce waliło mi z taka siłą, iż miałam wrażenie, że roznosi się to echem po całym mieszkaniu. Zresztą, może to nie Konrad? Tylko kto inny?
Nie mam pojęcia ile czasu trwałam w tej mało komfortowej pozycji, ale w końcu ośmieliłam się otworzyć oczy. Nikogo przy mnie nie było, za oknem panował zmrok. Usiadłam, przeciągnęłam się i rozejrzałam. Ktoś, pewnie Konrad, zapalił niewielką lampkę, poza tym panowała cisza i królowała ciemność.
– Już śnią mi się koszmary – mruknęłam, człapiąc do kuchni. Strasznie zaschło mi w gardle i musiałam napić się wody. Dopiero potem pojawiło się pytanie „gdzie mam spać?”
Przecież nie z wrednym szefem w jednym łóżku!
Jęknęłam, tak okropna to była wizja. W ferworze przygotowań żadna z nas o tym nie pomyślała.
Na paluszkach zakradłam się do jego sypialni. Na szczęście drzwi nie skrzypiały, otworzyły się bezszelestnie lecz w środku panował mrok i w sumie nic nie zobaczyłam. Za to w mojej głowie pojawiła się pewna niepokojąca myśl, dotycząca Konrada i sypialni. Bardzo ulotna, bo od razu zniknęła, chociaż pozostawiła po sobie nieprzyjemne wrażenie.
Westchnęłam. Mój skromny dobytek wisiał w jego garderobie. Wróciłam po telefon i oświetlając sobie lampką drogę, zakradłam się po piżamkę. Już prawie wychodziłam, gdy ciemności rozproszyło ostre światło, a ciszę słowa:
– Co robisz?
– Nie… Nie chciałam cię budzić – wyjąkałam, tuląc do siebie seksowny strój nocny ozdobiony motywami tęczy, kwiatków i oczywiście jednorożców.
– Obudziłaś. – Leżał, podpierając głowę ramieniem i patrzył na mnie chłodno. – Przebierz się i chodź do łóżka. Moja hydraulika po tym wypadku chyba lepiej działa – dodał, starając się, aby zabrzmiało to żartobliwie. Wyszło przerażająco, a ja o mało co, nie padłam trupem.
Matko jedyna, co on insynuował?
– Chcia… chciałam spać w pokoju obok – powiedziałam, możliwe że dość żałosnym tonem, bo brwi Konrada powędrowały w górę, jakbym go tymi słowami mocno zaskoczyła.
– Dlaczego?
No właśnie, dlaczego?
– Po wypadku jesteś, nie wypada cię męczyć – bąknęłam.
– Męczyć? Nazywasz mnie ogierem – dodał nieco złośliwie, a ta niewyraźna myśl sprzed kilku minut właśnie wróciła i zamieszała mi w głowie. Czyżby…
– Nie wydziwiaj, przebierz się i chodź spać.
I nagle zapadły ciemności, bo zgasił światło.
Cóż było robić. Nie wydziwiałam. Szybko się wykąpałam, przebrałam w moją mega seksowną piżamkę, po czym ostrożnie wślizgnęłam pod kołdrę. Leżąc na samej krawędzi łóżka, pomyślałam, że takiej sytuacji akurat nie przewidziałam. Jak on odzyska pamięć…
Co mam robić? Powiedzieć, że była to terapia wstrząsowa, która miała pomóc? Posprzątać ślady zbrodni i wmówić, że to były omamy po wypadku? A może zawlec go do urzędu stanu cywilnego, bo oficjalnej małżonki chyba nie zabije? Przespać się z nim i wmówić mu, że jestem w ciąży?
Ostrożnie obróciłam się na prawy bok. Było ciemno, ale dostrzegłam kontur męskiego ciała. Pewnie już spał, podczas gdy ja przeżywałam katusze. Na własne życzenie, bo trzeba było nie zachowywać się jak dziecko. Pracę stracę na stop procent, pewnie jeszcze będę musiała zwrócić mu pieniądze za zakupy, ale oby to było wszystko.
Przecież ja mu kazałam wypić przegotowane mleko z kożuchem!
Ciężko było zasnąć w towarzystwie tak niewesołych myśli. Odwiedziłam kuchnię, aby czegoś się napić, potem dwa razy łazienkę, przewracałam się z boku na bok, lecz sen nie nadchodził. W końcu, gdy zaczęło dnieć, zmęczona usnęłam.
Obudziło mnie coś dziwnego, chyba przyjemnego, chociaż nie byłam tego pewna. W zasadzie nie byłam nawet pewna tego, czy to jawa, czy nadal sen. To było ciepło drugiego człowieka, ciekawskie dłonie sunące po nagim ciele. Naprężyłam się jak kotka, nie wiem czy nawet nie zamruczałam. Leniwym ruchem uniosłam ramiona, wplotłam palce z miękkie włosy i w końcu otworzyłam oczy.
Było jasno, za oknem świeciło słońce. Najpierw patrzyłam z zaskoczeniem w sufit, potem uświadomiłam sobie, gdzie jestem, a na samym końcu dotarło, że pomiędzy moimi rozłożonymi udami leży Konrad i wargami pieści moją szyję. Nagi, bo nie miał nawet bielizny.
A kiedy lekko się uniósł i dostrzegłam, że chce mnie pocałować, spanikowałam i elegancko przywaliłam mu z czółka.
Jęknął on, jęknęłam ja, zajęczał cały świat.
– Zwariowałaś? – ryknął, chwytając się za głowę.
– Jak to tak, śpiącą kobietę? – zapytałam z rozpaczą, bo też mnie zabolało.
– Jesteśmy parą, co w tym dziwnego?
Nie odpowiedziałam. Siedziałam na brzegu łóżka, masując czoło, a obok mój szef, całkiem nagi, z pochmurną miną, bo chyba nabiłam mu porządnego guza.
– Chcę, żebyś odzyskał pamięć. – To jedyny rozsądny argument, jaki przyszedł mi do głowy.
– Tak, chcesz – odparł nieco szyderczo. – To coś zmieni?
Nie tkniesz mnie kijem, pomyślałam, ale nie powiedziałam ani słowa. Wstałam i głośno wzdychając, pomaszerowałam do łazienki, starając się nie patrzeć w kierunku nagiego, seksownego mężczyzny. Te walory już oglądałam, ale powtórka dostarczyła całkiem nowych wrażeń.
Jakie z tego padalca było ciacho…
Razem pojechaliśmy do biura, bo oświadczył, że nie odpuści, gdy cichutko wyznałam, że jestem jego sekretarką. Wzruszył tylko ramionami i przeszedł nad tym do porządku dziennego. W firmie powitały nas zaskoczone spojrzenia, ale nie zamierzałam niczego nikomu tłumaczyć. Szef chyba również, bo zaszył się w swoim gabinecie i zakazał, aby kogokolwiek wpuszczać i mu przeszkadzać.
Praca w ogóle mi nie szła. Każda czynność zajmowała pięć razy więcej niż normalnie, myśli tłukły się po głowie, serce galopowało, a dłonie dygotały. Czas płynął, robota leżała, a ja czułam się coraz gorzej. Wszystko wydawało się takie zabawne, gdy to wymyślałam, ale teraz wywoływało jedynie strach.
Czekają mnie jeszcze dwie noce we wspólnym łóżku…
Zmyśliłam się. Może skłamię, że mam miesiączkę? Do krwawiącej kobiety przecież nie będzie się dobierał. Zwłaszcza on, taki prawie mizofobik.
– Aleksandro!
Piorun z jasnego nieba nie dałby lepszego efektu. Wrzasnęłam, spadłam z krzesła i zamarłam w dziwnej pozie. Konrad stał obok, z plikiem dokumentów w dłoni i patrzył na mnie z wyraźnym rozbawieniem.
– Zabijesz mnie! – jęknęła, łapiąc się za pierś.
– Widzę, że masz sporo spraw do przemyślenia. – Czy mi się wydawało, czy w jego głosie słychać było ironię. – Tak wiele, że nie starcza czasu na pracę.
– Tobie się nie zdarza zamyślić?
– Nie – odparł krótko. – Moje myśli są precyzyjne i konkretne. A z tym zrób z tym porządek i ułóż posegregowane na moim biurku. Masz kwadrans.
Kiedy się odwrócił, pokazałam mu język. Podły drań. Nawet narzeczoną tak brzydko traktuje. Nic dziwnego, że nie ma żadnej kobiety, bo która by wytrzymała.
Przygotowanie papierów zajęło mi siedemnaście minut i weszłam do gabinetu szefa z duszą na ramieniu. Pewnie zaraz we mnie czymś rzuci za te dwie minuty spóźnienia.
W środku nikogo nie było. Pomyślałam, że jest w łazience i postanowiłam szybko wykorzystać okazję. Zostawię i ucieknę, upierają się, że zmieściłam się w tym wyznaczonym kwadransie. Drżącymi dłońmi układałam wszystko na biurku jak należy, bo dwa stopnie krzywizny wywołałyby u tego drania przedśmiertne konwulsje. Już prawie kończyłam, gdy nagle objęły mnie męskie ramiona i poczułam delikatny dotyk warg na szyi.
– Co ty…? – O mało co nie udusiłam się z emocji.
– Nie mów, że nigdy tego tutaj nie robiliśmy.
– No… nie… – Na nic bardziej inteligentnego nie było mnie stać.
– Czyli musimy to nadrobić.
Jasny gwint! Jakie nadrobić? Co on nagle zrobił się taki kochliwy? Może udawał?
Przycisnął mnie do swojego ciała i to co poczułam, było żywym dowodem na to, że ani trochę nie udawał. Był podniecony i to jak! Boszeee! Muszę uciekać! Niech ktoś wejdzie, niech…
Kolejnego niech nie było, zastąpił go wybuch paniki, bo męska dłoń bezceremonialnie wcisnęła się pomiędzy moje uda. I nagle Konrad zmienił zdanie. Obrócił mnie gwałtownym ruchem, posadził na biurku i pocałował. Prosto w ucho, bo zdążyłam wykręcić głowę.
– Co to ma być? – warknął gniewnie.
– Gardło mnie boli, nie chcę cię zarazić.
– Dobrze, może być bez całowania. Mam ochotę na ostry seks.
Miałam na sobie zwyczajną, koszulową bluzeczkę, której guziczki rozsypały się teraz po podłodze, bo Konrad brutalnie ją rozerwał. Ten opanowany i sztywny jak cała wiązka kijów mężczyzna, nagle zaczął zachowywać się jak niewyżyty samiec alfa. Amnezja to jedno, ale skąd te zmiany w osobowości? Chociaż w sumie nie znałam go na gruncie prywatnym, więc może tak naprawdę nic się nie zmieniło?
Kiedy objął dłonią moją pierś, a potem pochylił się i złapał zębami sutek przez delikatny materiał koronki, spanikowałam. Tak, było z niego ciacho, ale ani w bliższych, ani w dalszych planach, nie miałam żadnego kontaktu fizycznego. Kijem bym gada nie tknęła!
Ręką wymacałam nowoczesną figurkę cholera wie czego, bo przez tyle czasu jeszcze nie odszyfrowałam znaczenia jej kształtów. Chwyciłam ją, wzięłam piękny zamach i wtedy z hukiem otworzyły się drzwi do gabinetu.
– Kondziu! – rozległ się subtelny głos. – Ukochany!
Zdębiałam ja, zdębiał mój szef. Zamarliśmy w dziwnej pozie, on przy moim cycku, ja z uniesionym ramieniem i tą figurką w dłoni, a naprzeciwko nas miss uniwersum wszech czasów, z takim samym zdumieniem wypisanym na twarzy.
Leave a Reply