Zacznijmy od nowa (I)

with 10 komentarzy

Część 1 (DARMOWA)

ebook erotycznyDzień dobry 🙂 Zapraszam Was na mój trzeci e-book, który będę sprzedawać w częściach 🙂 Pierwsza za darmo i mam nadzieję, że zachęci do dalszego zapoznania się z tą historią 🙂 Całość zaplanowałam na 23 części 🙂 Przyjemności w czytaniu 🙂 Liczę, że podzielicie się ze mną opinią 🙂

Jo Winchester

Anno, przynieś mi – proszę – kawę. – Właśnie wracałam ze spotkania, po którym czułam krążącą w żyłach adrenalinę. – Tylko tym razem nie zapomnij o mleku – dodałam, spoglądając wymownie na moją sekretarkę. Dziewczyna od razu spąsowiała po mojej uwadze.

Oczywiście – odpowiedziała i chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nie miałam czasu na bzdury, więc zignorowałam ją po prostu.

Kiedy siedziałam już w swoim gabinecie, oparłam się wygodnie na fotelu, delektując aromatyczną kawą. Zapatrzyłam na krajobraz za oknem. Nie on mnie jednak teraz interesował, a bardziej to, w jaki sposób powinnam wykorzystać informacje, które wpadły w moje ręce.

Nadchodziła moja wielka szansa, na którą tak długo czekałam. Szansa, o którą walczyłam i z której musiałam zrobić dobry użytek. Ten buc, Lawrence, wreszcie się doigrał. A przynajmniej ja byłam tego pewna.

Christopher Lawrence był moim przełożonym i jednocześnie dyrektorem jednego z działów w firmie, w której pracowałam od czterech lat. Czterdziestopięcioletni mężczyzna z brzuchem, którego nigdy nie potrafił się pozbyć, przerzedzonymi włosami w kolorze blond, wiecznie spoconymi dłońmi oraz czołem, co niezmiernie wywoływało we mnie obrzydzenie. Jego zewnętrzny wygląd jeszcze byłabym w stanie znieść, gdyby chociaż był uczciwy. A najwidoczniej nawet nie znał tego pojęcia.

Na zebraniu – w którym niedawno uczestniczyłam – dowiedziałam się, że ktoś wynosi informacje z firmy, bardzo poufne. Prezes szalał z wściekłości, czemu absolutnie się nie dziwiłam. Ja na jego miejscu zabiłabym delikwenta. Oczywiście nie ujawniono nazwiska zdrajcy, ale ja byłam pewna, że chodzi o Christophera. Skąd? Z dwóch źródeł.

Jednym z nich była moja intuicja, która od dawna mi to podpowiadała. Chris lubił otaczać się luksusem, a ten kosztował i to nie mało. Jego pensja była wysoka, ale nie aż tak, żeby było go stać na zakup najnowszego modelu Ferrari F8 Tributo, a także luksusowego apartamentu w centrum miasta. Posiadał również piękny dom. Dzieci Lawrence’a chodziły do prywatnych szkół, a małżonka Chrisa nie pracowała. Trzeba było doliczyć też częste zagraniczne wycieczki. Utrzymywali się więc wyłącznie z jego pensji, a żyli na wysokim poziomie. Wiedziałam też o romansie przełożonego. Jednak pieniądze oraz wystawne życie przyciągało jak magnes różne kobiety do różnych mężczyzna i nawet wygląd nie miał wtedy żadnego znaczenia. Tak więc kochanka musiała należeć do jednego z ważniejszych wydatków mojego szefa.

Drugim źródłem wiadomości była Naomi, sekretarka prezesa. Jedyna osoba, która oprócz niego, wiedziała, co się dzieje w  gabinecie najważniejszej osoby w tym budynku. Kiedy wracałam z zebrania, zawołała mnie na bok i wyjaśniła, że podejrzewają Christophera o wynoszenie wartościowych dokumentów. Musieli mu to tylko udowodnić.

Wiedziałam, że mam niepowtarzalną szansę, aby udowodnić, iż nadaję się na miejsce Chrisa. Nie chodziło jedynie o moje ambicje, bo pragnęłam zajść naprawdę wysoko. Po prostu taki był mój plan, gdy rozpoczęłam tutaj pracę. W dniu, w którym ostatni raz gościłam w firmie mojego ojca, obiecałam Lukasowi oraz tacie, że im pokażę, jak błędnie mnie ocenili. Ale najwięcej chciałam dowieść samej sobie.

Sięgnęłam do torebki po moją komórkę. Przeszukałam listę kontaktów, po czym wybrałam numer Jamesa Walsha, mojego dobrego znajomego. Od niego wiedziałam, iż ostatnio korzystał z usług prywatnego detektywa. Teraz ja potrzebowałam pomocy. Musiałam zebrać dowody świadczące przeciwko Christopherowi, a następnie przedstawić je prezesowi.

Isabel. – James odebrał już po drugim sygnale. – Dawno nie miałem przyjemności z tobą rozmawiać.

Witaj, James – przywitałam się krótko, nie chcąc tracić bezcennego czasu. – Muszę prosić cię o drobną przysługę.

Zamieniam się w słuch – odparł mój rozmówca, w ja westchnęłam w duchu z radości, ponieważ James należał do osób, które nie owijały w bawełnę. – O co chodzi, Isabel?

Potrzebuję namiaru na prywatnego detektywa, którego ostatnio wynajmowałeś. Mógłbyś mi wysłać jego numer telefonu albo chociaż podać adres strony internetowej? – spytałam.

Oczywiście, to dla mnie żaden problem. Masz jakieś kłopoty? – zapytał James z troską w głosie. Zignorowałam ją.

Więc podasz mi namiary?

Zaraz ci wyślę ten numer.

Dziękuję. – Pożegnałam się szybko, po czym rozłączyłam.

Nie minęła nawet minuta, gdy moja komórka zapiszczała, dając znać o nowej wiadomości. Teraz mogłam działać. Nie zamierzałam jednak dzwonić, będąc tutaj. Dlatego sięgnęłam po torebkę, wyszłam z gabinetu i oznajmiłam Annie, że do końca dnia już mnie nie będzie. I tak dochodziła szósta po południu, więc nie widziałam sensu, żeby wracać do siedziby firmy.

Po opuszczeniu budynku, ruszyłam na parking. Dzień był ciepły, a także słoneczny, ale nie dostrzegałam tych jakże przyjemnych aspektów. Moje myśli zaprzątał teraz cel, który – moim zdaniem – był na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko dołożyć wszelkich starań, aby się udało.

Siedząc we wnętrzu auta, wybrałam numer do prywatnego detektywa. Niejaki Matthew Russo. Podobno bardzo dobry, ale przede wszystkim dyskretny. A na tym najbardziej mi zależało.

Matt Russo, prywatny detektyw. – Usłyszałam w słuchawce męski, lekko schrypnięty głos. Brzmiał bardzo przyjemnie.

Dzień dobry. Nazywam się Isabel Mayer. Chciałabym skorzystać z pańskich usług. Czy znalazłby pan teraz dla mnie wolny czas?

Teraz? – powtórzył mężczyzna po drugiej stronie. – W zasadzie miałem na dzisiaj kończyć, ale mogę na panią zaczekać – oznajmił. Miałam ochotę prychnąć.

Nie mam pojęcia, gdzie mieści się pańskie biuro, panie Russo. Zna pan kawiarnię „Cappy”?

Jest ktoś w tym mieście, kto jej nie zna? – Mężczyzna zaśmiał się cicho. – Oczywiście. Jak szybko jest pani w stanie dotrzeć na miejsce?

Za godzinę. A pan?

Pół godziny. W takim razie zaczekam. Jak się rozpoznamy? – spytał nagle.

Dopiero w tej chwili zdałam sobie sprawę, że przecież nie mam pojęcia, jak on wygląda. Tak samo Matt nie wiedział, kogo powinien oczekiwać.

Mam na sobie białą bluzkę, granatową ołówkową spódnicę i czarne szpilki. Kolor włosów i wzrost również podać? – palnęłam, zanim zdołałam się powstrzymać.

W odpowiedzi usłyszałam śmiech pana detektywa.

Te informacje w zupełności mi wystarczą. Do zobaczenia, pani Mayer.

Do zobaczenia, panie Russo.

Szybko schowałam komórkę, a następnie odjechałam z parkingu. Do „Cappy” nie miałam daleko, ale o tej godzinie zawsze były korki, a ja nienawidziłam się spóźniać. Punktualności wymagałam też od innych.

Na miejsce spotkania dotarłam po czterdziestu minutach od telefonu. Byłam przed czasem, a mimo wszystko wysiadłam w pośpiechu. Chciałam załatwić tę sprawę jak najszybciej, bo liczyłam na równie szybkie rezultaty. Zazwyczaj nie miałam problemów z cierpliwością, ale tutaj… Nie znosiłam Christophera. Był oszustem, a ja nie cierpiałam takich ludzi, brzydziłam się nimi. Lukas był takim typem, mój ojciec również. Oni pragnęli, żebym stała się do nich podobna. Nie potrafiłam.

Kawiarnia była zapełniona o tej porze dnia niemal po same brzegi. Przystanęłam dyskretnie z boku i zaczęłam się rozglądać. W tym momencie przeklęłam własną gapowatość, bo zapomniałam zapytać Russo, jak on wygląda. Nie miałam pojęcia, do kogo powinnam podejść.

Pani Mayer? – Nagle przede mną wyrósł wysoki, sporo wyższy ode mnie mężczyzna.

Przyjrzałam się mu. Włosy w kolorze mocnego brązu. Nie wiem dlaczego, ale od razu zachwyciły mnie jego oczy. Niemal czarne, w otoczeniu gęstych rzęs oraz brwi. Przesunęłam wzrokiem niżej, na nieco trójkątną szczękę pokrytą ciemnym – na moje oko – trzydniowym zarostem. Wydatne usta rozciągały się teraz w delikatnym uśmiechu.

Matthew Russo miał szerokie ramiona, umięśnioną sylwetkę, a także piękne dłonie. Na nie i na oczy u mężczyzny zwracałam uwagę w pierwszej kolejności, jeśli w ogóle udało się któremuś przykuć mój wzrok. Mattowi zdecydowanie się powiodła ta sztuka.

Wtedy usłyszałam chrząknięcie. Znów podniosłam oczy wyżej, napotykając rozbawione spojrzenie przystojnego pana detektywa. Wróciłam myślami do celu naszego spotkania.

Tak, to ja – odparłam, wyciągając ku niemu dłoń. – Isabel Mayer.

Matt Russo. – Mój rozmówca odwzajemnił uścisk. Miał bardzo przyjemną w dotyku skórę. Aż potrząsnęłam delikatnie głową, bo nie wiedziałam, co się ze mną dzisiaj działo. – Zapraszam do stolika. Napije się pani czegoś? – spytał, wskazując na w połowie już pustą filiżankę po jego stronie.

Nie, dziękuję. Nie zabawię długo. Chcę z panem nawiązać współpracę – rzekłam, zajmując swoje miejsce.

Czego chcesz się dowiedzieć? Przepraszam – mruknął Matt, kiedy się zagalopował, zwracając do mnie po imieniu. – Czego chce się pani dowiedzieć?

Mów mi Isabel. Unikniemy niezręcznych sytuacji – powiedziałam wprost.

W takim razie, Isabel. Jakich informacji potrzebujesz, że życzysz sobie moich usług? – Facet przyglądał mi się ostrożnie.

Muszę się dowiedzieć, jakie brudy chowa mój szef. Jest podejrzany o pewne rzeczy, ale nie ma na to dowodów. Potrzebuję je zebrać przed innymi zainteresowanymi. Rozumiesz?

Jak najbardziej. – We wzroku Matta nie dostrzegłam potępienia, gdy usłyszał prawdę. Nie, żebym liczyła, iż go tam nie zobaczę. – Powiedz mi, kim on jest, a także o co go konkretnie podejrzewasz.

Naturalnie.

Zaczęłam mówić. Russo słuchał, od czasu do czasu coś notował. Zadawał również niezbędne pytania. Był rzeczowy, nie rozgadywał się niepotrzebnie, nie oceniał motywów mojego postępowania.

To nie powinno być trudne – przemówił, gdy zamilkłam. – Na kiedy muszę dostarczyć ci te informacje? Aktualnie zajmuję się jeszcze dwiema sprawami, ale one mają się już ku końcowi.

Jak najszybciej. Nie jestem pewna, czy ktoś jeszcze nie będzie węszył wokół tej sprawy.

Jeśli ten cały Lawrence jest podejrzewany o tak poważną szkodę na rzecz firmy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będę miał konkurencję. Jednak postaram się działać kompetentnie i na tyle skutecznie, aby nie dać się wyprzedzić.

Właśnie tego od ciebie oczekuję. Rozumiem, że taka sprawa może zająć trochę czasu, ale im szybciej dostarczysz mi dowody przeciwko Christopherowi, tym lepiej dla ciebie, a już zwłaszcza dla mnie. Dostaniesz ekstra premię pod warunkiem, że wszystko przebiegnie pomyślnie.

Swoich pracowników też tak motywujesz? – Nieoczekiwanie Matthew odbiegł od głównego tematu.

W tym momencie we wzroku siedzącego na wprost mnie mężczyzny dostrzegłam zainteresowanie. Jednak je zignorowałam, bo miałam ważniejsze rzeczy na głowie.

To informacja, która ma ci pomóc w dochodzeniu? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

Nie, tylko moja ciekawość. – Matt postawił na szczerość. Przynajmniej nie udawał idioty, co policzyłam mu na plus.

Dużo wymagam od moich podwładnych, ale też wiele ofiaruję. Jeśli zasługują na nagrodę, dostają ją. Jeżeli nie, no cóż… – Wzruszyłam ramionami, co też można było uznać za odpowiedź. – Czujesz się teraz usatysfakcjonowany?

Dzięki tej informacji będę mógł spać spokojnie. – Matt wcale nie wyglądał na oburzonego moim odzewem. – Co do sprawy, którą chcesz mi zlecić, postaram się cię nie zawieść.

Na to liczę. – Sięgnęłam po torebkę, którą wcześniej odłożyłam na bok. – Czy potrzebujesz ode mnie czegoś jeszcze?

W zasadzie nie. Mam potrzebne wskazówki, resztę sam zdobędę. Jednak chciałbym, żebyś jutro zajrzała do mojego biura. Musimy podpisać umowę – wyjaśnił, kiedy spojrzałam na niego pytająco. – To moja wizytówka, na której jest również adres. Tylko daj mi znać, o której się pojawisz, bo możesz mnie nie zastać. Chyba, że masz chęć pogawędzić z moją asystentką, Maggie.

Dowcipniś – skomentowałam krótko, na co Matt po prostu się uśmiechnął. – Zadzwonię. Do zobaczenia. – Pożegnałam się, gdy wstałam.

Do jutra, Isabel. – Moje imię w jego ustach zabrzmiało tak niezwykle miękko.

Otrząsnęłam się z dziwnego uczucia, które mnie nagle ogarnęło. Matthew był przystojnym mężczyzną, ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Liczyłam, że mnie nie zawiedzie. Bardzo potrzebowałam jego skuteczności w możliwie jak najkrótszym czasie.

Pół minuty później wsiadłam do auta i odjechałam w stronę mojego mieszkania. Nadszedł czas na relaks.

***

Następnego dnia weszłam do budynku, który tak dobrze już znałam. W jednej dłoni trzymałam kubek z kawą z ulubionej kawiarni, w drugiej aktówkę oraz torebkę. Podążałam długim korytarzem w stronę windy. Jednak natychmiast pożałowałam wyboru drogi dotarcia na piętro, na którym mieścił się mój gabinet, gdy przystanęłam, a drzwi się rozsunęły.

Dzień dobry, Isabel. – Christopher Lawrence we własnej osobie uśmiechnął się do mnie obłudnie.

Dzień dobry, Christopherze – odparłam krótko. Nie chciałam wdawać się w nim w żadną konwersację.

Co słychać? Twój ostatni projekt przypadł wszystkim do gustu. – Chris usiłował być miły, ale ja wyraźnie słyszałam w jego głosie coś, co sprawiało, że człowiek od razu miał się na baczności.

Ciężka praca przynosi profity. A jak jest z tym u ciebie? – Wbrew wcześniejszym postanowieniom kontynuowałam rozmowę.

Mój uśmiech był wykalkulowany i miałam nadzieję, że przełożony to widział. Pragnęłam, by poczuł, iż doskonale wiem, że jego dni w tej firmie są policzone, zaś ja przyczynię się do jego zwolnienia. Nie znosiłam tego typka. Oślizgły krętacz, który za nic miał dobro korporacji, gdzie – oprócz niego – pracowało mnóstwo osób.

Ktoś roznosi o mnie brzydkie plotki. Nie wiesz przypadkiem kto? – Chris spojrzał na mnie tym swoim lisim wzrokiem, od którego cierpła mi skóra. Niech ta piekielna winda wreszcie się zatrzyma!

Plotki? Nic nie słyszałam – skłamałam. – Od kiedy interesują cię pogłoski?

Od wtedy, gdy są na mój temat. Niech tylko się dowiem, kto je rozprowadza…

To co? – palnęłam, zanim zdołałam się powstrzymać.

To przestanę być miły – odpowiedział Lawrence nieprzyjemnym tonem. – Gdybyś cokolwiek usłyszała, Isabel…

Jak powiedziałam, nie zajmuję się plotkami. Do zobaczenia, Christopherze. – Wyszłam pierwsza z windy, gdy ta się zatrzymała i jak najszybciej ruszyłam przed siebie.

Ledwo zamknęłam za sobą drzwi gabinetu, oparłam się o nie, biorąc głęboki wdech. Nie bałam się Lawrence’a, chociaż tak by to mogło wyglądać. On mnie po prostu obrzydzał. Nie znałam od niego gorszego człowieka.

Poprawka, jednak znałam. Lukas mógłby śmiało podać sobie dłoń z moim bezpośrednim przełożonym. On, a także mój ojciec, nad czym wciąż nie mogłam przejść do porządku dziennego.

Przegoniłam niewesołe myśli, po czym usiadłam przy biurku i zajęłam się pracą. Godziny mijały, a ja nie odrywałam wzroku od ekranu laptopa. W końcu usłyszałam dźwięk komórki, więc zerknęłam na nią. Wczoraj ustawiłam sobie przypomnienie o wieczornym spotkaniu z Matthew Russo. Zgodnie z jego wskazówkami, jeszcze przed pracą zadzwoniłam do biura detektywistycznego, aby umówić się na spotkanie. Od Maggie – tak przedstawiła mi się dziewczyna – dostałam potwierdzenie, iż jej szef na pewno się pojawi. Miałam przyjechać o siódmej wieczorem. Do tego momentu mogłam jeszcze sporo zdziałać w pracy, więc postanowiłam nie tracić czasu.

***

Co jest, Maggie? – Odebrałem połączenie od mojej asystentki, siedząc w aucie naprzeciwko domu kochanki męża jednej z klientek, dla której obecnie pracowałem.

Niewierny małżonek owej kobiety wszedł niedawno do środka ceglanego budynku w towarzystwie o wiele młodszej od niego panienki, która prawdopodobnie mogłaby być jego córką. Ale nią nie była, za to sprawowała zapewne inną funkcję. Czekałem cierpliwie, aż oboje zrobią coś, co będę mógł sfotografować, a co stanie się dowodem zdrady, za który miałem otrzymać zapłatę.

 – Właśnie dzwoniła niejaka Isabel Mayer. Podobno masz na nią czekać w biurze wieczorem. – Maggie przerwała moje myśli. – Czy chcesz, abym coś dla ciebie przygotowała?

Tak, wydrukuj umowę. Pani Mayer przyjedzie, żeby ją podpisać – bąknąłem, bo znów skupiłem się na obserwacji, gdyż akcja w ceglanym domu zaczęła się rozkręcać.

Kochankowie, których śledziłem, nawet się nie kwapili, aby zasunąć rolety, dzięki czemu mogłem zrobić serię zdjęć.

Tylko to, Matt? – dopytywała Maggie, podczas gdy ja działałem.

Jeśli możesz, nastaw przed wyjściem ekspres, bo mogę potrzebować dużej dawki kofeiny.

Znowu będziesz pracował do późna? – Usłyszałem kolejne pytanie. Ostrożnie odłożyłem aparat na siedzenie pasażera. Para zniknęła mi z pola widzenia.

Być może. Co poradzić? – odparłem, słysząc westchnienie mojej asystentki.

Ktoś mógłby pomyśleć, że coś nas łączy, ale nic bardziej mylnego. Byliśmy współpracownikami, a także przyjaciółmi. Poza tym Maggie miała rocznego synka i kochającego męża, który urwałby mi jaja, gdybym tylko spróbował zakręcić się wokół jego żony.

Jeśli znowu zastanę cię rano śpiącego na biurku …

To możesz mnie uderzyć, serio! Dziękuję za wszystko – powiedziałem zawczasu.

Nie ma za co – zachichotała kobieta.

Rozłączyłem się. Miałem zadanie do zrealizowania. Kolejną serię zdjęć wykonałem, kiedy mąż klientki wyszedł po czułym pożegnaniu z domu kochanki. Gdy odjechał swoim samochodem, spojrzałem na zegarek. Zostało mi jeszcze kilka godzin do spotkania z Isabel.

Uśmiechnąłem się na myśl o niej. Ledwo ją wczoraj zobaczyłem, a odniosłem wrażenie, iż musi być wyrachowaną kobietą. Jej prezencja rodem z korporacji dużo o niej mówiła. Nienaganny strój, fryzura, makijaż oraz spojrzenie. Chociaż kiedy w pierwszym momencie Isabel zawiesiła na mnie wzrok, a ja dostrzegłem w nim zainteresowanie, zauważyłem również coś jeszcze, czego do końca nie potrafiłem określić, a co nie za bardzo przypadło mi do gustu.

Mimo to Isabel w jakimś stopniu spodobała mi się. Włosy w kolorze jasnego blondu, spływające delikatnie na ramiona, kończące się poniżej ich linii. Oczy przypominające odcień szmaragdu. Może byłem głupi, ale pomyślałem, że takie klejnoty pasowałyby do niej. Moja nowa klientka była niska, miała może sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Była bardzo szczupła. Jednak pomimo wszystko, ta kobieta wyglądała na drapieżnika.

Isabel z pewnością była precyzyjną osobą. Nie lubiła tracić czasu, co bardzo ceniłem u innych ludzi. Powiedziała mi konkretnie, dlaczego chce mnie wynająć, wcale się z niczym nie kryła, a nawet tacy klienci się zdarzali. Isabel nie dbała o pozory.

Nasze spotkanie nie trwało długo, Mayer wyszła zaraz po tym, kiedy przekazała mi niezbędne informacje. Dzisiaj mieliśmy tylko dopełnić formalności, a od jutra zamierzałem działać. Tak po prawdzie już udało mi się ustalić kilka rzeczy, m.in. adres domu oraz mieszkania, które niedawno stało się własnością Christophera Lawrence’a. Miałem więc punkt zaczepienia.

Pojechałem do swojego biura. Maggie musiała niedawno wyjść, bo w powietrzu było jeszcze czuć zapach jej perfum. Nalałem sobie kawę do kubka i udałem się do gabinetu. Zająłem się papierkową robotą, a później wydrukowałem zdjęcia dla pani Brown, zdradzanej małżonki.

Gdy jakiś czas późnie usłyszałem pukanie do drzwi, zaskoczony podniosłem głowę. Spojrzałem na zegarek, dochodziło za pięć minut siódma. Znów straciłem rachubę czasu, przy okazji  zapominając o wizycie Isabel. Od razu podniosłem się zza biurka.

Dzień dobry – przywitała się, kiedy jej otworzyłem, aby wpuścić do środka.

– Witaj. – Skinąłem kobiecie głową, przesuwając się na bok.

Isabel weszła do pomieszczenia, a ja zatrzasnąłem drzwi. Odwróciłem się do niej, ale nie patrzyła na mnie. Podeszła do jednego z dwóch krzeseł przeznaczonych dla gości. Miała na sobie dzisiaj czarną sukienkę idealnie dopasowaną do jej ciała, uwypuklającą każdy detal. Niechcący zjechałem wzrokiem na kobiece pośladki. Spodobały mi się. Szybko podniosłem oczy wyżej. Nie wiem, co mi odbijało, bo nigdy wcześniej nie zachowywałem się tak obcesowo w stosunku do klientek. Nie żebym był święty, bo nie byłem. Ale jeszcze nigdy żadna kobieta, która mnie wynajmowała, nie zwróciła tak na siebie uwagi, jak to zrobiła Isabel.

Kawy? – zapytałem grzecznościowo, kiedy odsunąłem dla niej krzesło, a ona na nim usiadła.

Nie, dziękuję – odmówiła. – Mam jeszcze trochę pracy w domu, więc załatwmy nasze sprawy jak najszybciej. – Isabel utkwiła we mnie spojrzenie szmaragdowych oczu.

Zawsze jesteś taka zapracowana? – spytałem może trochę bezceremonialnie, ale już taki byłem.

Przeważnie. Moje stanowisko mnie zobowiązuje do nieosiadania na laurach. Ty również nie próżnujesz, prawda, Matt? – Panna Mayer – bo nie zauważyłem na jej palcu obrączki ani śladu po nim – skinęła głową w stronę stosu dokumentów, nad którymi siedziałem.

Trafiony, zatopiony. – Uśmiechnąłem się, bo tu mnie miała.

Prawda była taka, że nie śpieszyłem się do mieszkania, bo nie posiadałem stałej partnerki ani rodziny. No dobrze, był Jake, ale jego nie musiałem niańczyć. No i z nim nie mieszkałem.

Matt, przejdziemy do konkretów? – odezwała się Isabel, gdy zamilkłem na chwilę.

Przepraszam cię, jestem dzisiaj trochę rozkojarzony. To umowa dla ciebie. Przeczytaj ją, sprawdź, czy dane, które mi przekazałaś, są poprawne i podpisz na dole strony. A później to samo na kopii.

– Rozumiem. – Isabel uniosła papier w dłoni, po czym skupiła się na czytaniu. Długo nie potrwało, a chwyciła za leżący na biurku długopis i złożyła na umowie swój podpis. – Czy to wszystko?

W zasadzie tak. Od jutra zacznę śledzenie twojego szefa. Kiedy będę miał dla ciebie jakieś informacje, natychmiast zadzwonię.

Mam nadzieję, że to będzie wcześniej niż później. – Isabel wstała, odsuwając się od biurka.

Przez krótką chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy.

Czekam na wiadomości. Do zobaczenia, Matthew – odezwała się po chwili, po czym ruszyła do wyjścia.

Odprowadzę cię. – Poderwałem się z fotela. Wtedy ona odwróciła się, spoglądając na mnie zaskoczona.

Boisz się, że nie trafię do wyjścia, czy może ukradnę twój wiekowy ekspres do kawy? – spytała, a ja uniosłem brwi do góry.

Wiekowy? – powtórzyłem. – Co z nim nie tak? Parzy świetną kawę. Mogłaś się przekonać, ale nie chciałaś – przypomniałem.

Wygląda, jakby za chwilę miał się rozpaść – bąknęła Isabel, bo właśnie wyszliśmy z gabinetu, a dokładnie na wprost niego znajdowało się małe pomieszczenie socjalne, w którym stał wspomniany sprzęt.

Uwierz mi, że wszystko z nim w porządku. Jest solidny. – Postanowiłem bronić przedmiotu codziennego użytku, bez którego nie wyobrażałem sobie funkcjonowania. – Nie jest najnowszym modelem prosto ze sklepowej półki, ale nic mu nie dolega. Naprawdę powinnaś kiedyś spróbować kawy, którą przyrządza.

Zabawny jesteś – odparła Isabel, ale jej usta nie rozciągnęły się w uśmiechu. – Informuj mnie o przebiegu śledztwa. – Moja klientka ruszyła do wyjścia.

Z pewnością to zrobię. – Zamknąłem za nią drzwi, po czym wróciłem do gabinetu.

Podszedłem do okien, które wychodziły na główną ulicę. Isabel pojawiła się na niej już po chwili, a ja spoglądałem, jak idzie do auta. Gwizdnąłem cicho, widząc, do jakiego samochodu wsiadła. Alfa Romeo Giulia. Luksusowe i sportowe cacko, za które niejeden facet dałby się pokroić. Ja także, gdybym nie miał swojego Audi a5. Posiadałem również stare Bmw serii 1, którego używałem jedynie podczas śledztw, gdyż nie zwracało na siebie większej uwagi.

Wróciłem do biurka, po czym zająłem się pracą. Musiałem skończyć, zanim zmorzy mnie sen, bo Maggie rzeczywiście mogłaby spełnić rano swoje groźby.

Kolejnego dnia na nogach byłem już od piątej. Nigdy nie lubiłem długo spać, poza tym w mojej profesji i tak nie pozwalałem sobie na taki luksus. Trzeba było działać, ponieważ nikt nie płacił mi za lenistwo.

O szóstej dotarłem pod dom Christophera Lawrence. Facet podobno wynosił dane z firmy, a ja miałem tego dowieść. Podejrzewałem, że moja chlebodawczyni nie pragnęła udowodnienia winy szefa wyłącznie z dobroci serca oraz chęci pomocy firmie, dla której ona i Lawrence pracowali. Panna Mayer chciała objąć stanowisko przełożonego, a ja miałem jej w tym pomóc.

W zasadzie Isabel nie robiła nic nielegalnego. Jeśli widziała okazję dla siebie, to z niej korzystała. Wielu ludzi tak postępowało. Nie mnie było oceniać pobudki, które nią kierowały.

Wyprostowałem się na siedzeniu, kiedy punkt siódma Christopher Lawrence wyszedł z domu. Wyglądał gorzej niż na zdjęciu przekazanym mi przez Isabel. Opasły brzuch wypinał mu koszulę, na twarzy zauważyłem zmęczenie, jakby mężczyzna nigdy nie sypiał. Nie prezentował się jak jeden z dyrektorów pracujących w korporacji. Nie rozglądając się, zszedł po schodach prosto na podjazd, gdzie stała najnowsza wersja Bentleya Continentala GT.

Jednego byłem pewien. Ludziom pracujących na wysokich stanowiskach w korporacji bardzo się powodziło. Dlaczego więc Christopher miałby wykradać dane z firmy? Kiedy zapytałem Isabel, czy ma jakieś podejrzenia, odparła, że niektórzy ciągle pragną więcej i więcej. Ja miałem się dowiedzieć, czy tak faktycznie było, czy przez Isabel przemawiała jedynie niechęć do szefa oraz marzenie, by zająć jego miejsce.

Odpaliłem silnik swojego wiekowego bmw, po czym parsknąłem śmiechem. Przypomniałem sobie dziwną rozmowę z Isabel o ekspresie do kawy. Jednak szybko spoważniałem, bo musiałem skupić się na robocie.

Śledziłem Christophera aż do siedziby firmy. Westchnąłem donośnie, gdy mężczyzna zniknął za drzwiami, bo teraz czekało mnie długie czekanie, przynajmniej tak przeczuwałem. Złapałem za paczkę orzeszków, rzuconą wcześniej na siedzenie pasażera, naciągnąłem okulary przeciwsłoneczne na nos i rozsiadłem się na tyle wygodnie, na ile mogłem.

Minęły trzy godziny, aż w końcu Lawrence wyszedł w pośpiechu z budynku. Momentalnie się ożywiłem, kiedy jego samochód odjechał z parkingu. Aby go nie zgubić, ruszyłem od razu, ale na ulicy nie jechałem bezpośrednio za nim. Facet mógł się zorientować, że jest śledzony, a wtedy sprawa znacznie by się skomplikowała. Takiej sytuacji wolałem uniknąć.

Szef Isabel zatrzymał się przy niewielkiej knajpce o nazwie „ The Hunt”. Na szczęście nie była to ekskluzywna restauracja. Nie miałem nic przeciwko nim, ale w takiej byłoby mi znacznie trudniej wtopić się w otoczenie. Nie powinienem przecież zwracać na siebie uwagi.

Nim wysiadłem z samochodu, sięgnąłem po czapkę z daszkiem. Dopiero wtedy podążyłem prosto do lokalu. Wszedłem na luzie, nieśpiesznie się rozglądając. Zlokalizowałem najpierw wolny stolik, a następnie zająłem przy nim miejsce. Podniosłem kartę menu, ale tak naprawdę musiałem rozejrzeć się dyskretnie po wnętrzu sali.

W końcu go dostrzegłem. Lawrence siedział tuż przy oknie, a na wprost niego pewien mężczyzna. W myślach notowałem szczegóły jego wyglądu. Czarne, gęste włosy, nieco haczykowaty nos, szeroki w barach. I to dziwne spojrzenie, może odrobinę niebezpieczne. Po kilku latach pracy jako detektyw byłem już wyczulony na pewne aspekty.

Nie spodziewałem się tylko tak gwałtownego zwrotu akcji, który nastąpił po kilkunastu minutach. Było nim pojawienie się Isabel Mayer w drzwiach lokalu. Co ona tutaj robiła? Od razu spojrzałem w stronę Lawrence’a, który nadal rozmawiał z tajemniczym nieznajomym. Żaden z nich nie zwrócił uwagi na pojawienie się dziewczyny.

Wstałem od stolika, starając się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Na szczęście Isabel skręciła w drugą stronę. Poszedłem za nią, tracąc tym samym interesujący mnie obiekt z oczu.

Co ty tutaj robisz? – syknąłem, łapiąc ją delikatnie za ramię.

Dziewczyna odwróciła się zaskoczona w moją stronę, ale nie wyglądała na przestraszoną. Wpatrywałem się w nią w napięciu, niemal stykając się z jej ciałem.

To ja powinnam zadać takie pytanie. Co ty tutaj robisz, Matt? Miałeś śledzić Christophera – odparła z zarzutem.

Przyjechałem na kawę – rzuciłem ironicznie. – A jak myślisz? Właśnie go obserwowałem, ale ty musiałaś się tu pojawić! Jeśli Lawrence cię zobaczy… – Nie zastanawiając się dłużej, pociągnąłem ją do najbliższego wolnego stolika.

On tutaj jest? – Isabel nie zareagowała na moje uszczypliwości, poświęcając całą uwagę informacji o obecności jej szefa w tym samym lokalu.

Więc wyjaśnisz mi wreszcie, skąd się tu wzięłaś? – Usiadłem obok niej, zasłaniając swoim ciałem drobną sylwetkę, chociaż Christopher w tej chwili nie mógłby zobaczyć swojej pracownicy. Jednak gdyby tylko ruszył do wyjścia…

Oglądnąłem się przez ramię, ale na razie wszystko było w porządku.

To moja ulubiona knajpa, wszyscy o tym wiedzą. Nie bywam w niej często, bo jest dość daleko od firmy, ale dzisiaj chciałam w niej zjeść. Czy Christopher spotkał się z kimś? – Isabel chciała wychylić się dyskretnie, aby zerknąć, niemniej jej na to nie pozwoliłem.

Tak, rozmawia z pewnym mężczyzną, a ja zamiast ich obserwować, muszę tu z tobą siedzieć, abyś nie zrobiła nic głupiego – warknąłem cicho, bo byłem zły, że przypadkowo popsuła taki moment.

Słucham? – Isabel spojrzała na mnie z oburzeniem. – Przecież nie wiedziałam, że on tu przyjedzie. – Jej oczy zabłysły, była zła.

Masz rację – przyznałem niechętnie. Trochę mnie poniosło, ale nie lubię niespodziewanych komplikacji. – Przepraszam. W tej chwili nie mogę go podglądać, bo boję się, że Christopher cię zauważy.

Więc wyjdę – oznajmiła mi Isabel.

Zbędne ryzyko. Twój szef ma dobry widok na wejście na salę. Nie zauważył cię tylko dlatego, bo był bardzo pochłonięty prowadzoną rozmową – mruknąłem, odwracając się bez pośpiechu, jakbym chciał zawołać kelnera.

Stąd widziałem jedynie fragment sylwetki Lawrence’a, który wciąż siedział na swoim miejscu.

Więc mam tu tkwić, dopóki on stąd nie wyjdzie? – spytała niezbyt zadowolona z takiego obrotu sprawy kobieta.

Jeśli nie znasz żadnej magicznej sztuczki, która nagle przeniesie cię w zupełne inne miejsce, to obawiam się, że nie masz innego wyjścia – odrzekłem znów z odrobiną kpiny w głosie.

Isabel wyglądała tak, jakby za chwilę miała rzucić się na mnie z pazurami. Nie ma co, nasza współpraca układała się na razie iście rewelacyjnie.

To jakaś kpina – wymamrotała pod nosem, a ja tylko uśmiechnąłem się delikatnie.

Nie wiedzieć czemu, ale niezadowolona mina Isabel pobudzała do wymyślania ripost. Fakt, to nie była jej wina, że zjawiła się w tym samym miejscu, co obserwowany przeze mnie obiekt, którego śledzenie w dodatku sama mi zleciła. Ale po pierwsze – Isabel mogłaby być odrobinę milsza, a po drugie – jej obecność przeszkadzała mi w pracy, czego wręcz nie znosiłem.

Wydaje mi się, że Christopher szykuje się do wyjścia – powiedziałem nagle, zauważając ruch przy jego stoliku.

Zakląłem w duchu, bo musiałem coś zrobić, żeby Lawrence nie spostrzegł Isabel. Spojrzałem na kobietę, która – choć znała powagę sytuacji – to nie wiedziała, jak powinna się zachować. Na szczęście ja wpadłem na pewien pomysł i chociaż nigdy wcześniej go nie stosowałem, teraz zostałem zmuszony, aby improwizować.

Kiedy Isabel chciała coś powiedzieć, wsunąłem lewą dłoń na jej kark, czym z pewnością ją zdezorientowałem. Poznałem to po jej oczach, w których dostrzegłem ogromne zaskoczenie moim gestem. Wolną ręką objąłem towarzyszącą mi kobietę, po czym pochyliłem się w  jej stronę i nim Isabel zdołała cokolwiek powiedzieć, pocałowałem ją.

Mój pierwszy kontakt z delikatnymi wargami panny Mayer był tak niespodziewanie intensywny, że aż zadrżałem. Usta kobiety były miękkie i słodkie, a także soczyste. Poczułem się zaskoczony nieprzewidzianym doznaniem, bo przecież zrobiłem to, żeby Lawrence uznał nas za zwyczajną parę, która po prostu się całuje. Tymczasem pocałunek sprawił mi niezwykłą przyjemność.

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Mnie zachęcił opis. Ciekawe, ciekawe 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Opisy do opowiadań to coś, co najmniej lubię robić 😉Nigdy nie wiem, co ujawnić, a co nie 😉 Niemniej cieszę się, że Tobie przypadł do gustu 🙂

  2. J
    J.Gibson
    | Odpowiedz

    Intuicja i plotka to mało, żeby “wiedzieć na pewno”, ale gdyby wiedziała napewno, nie zatrudniłaby detektywa.
    Zobaczymy co ta parka wymyśli.😂😂😂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Na Twoim miejscu już szukałabym wolnego schronu 😂

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    O zesz Jo!!! Jak ja lubię Cię czytać 😅

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      O żesz Asia 😂a ja lubię czytać takie komentarze 😂Rozdział się podobał? 😉

      • A
        Asia
        |

        i to jak 😅 Lubię facetów z poczuciem humoru 🙂 Matt juz mi sie podoba i z opisu i z charakterku 🙂

      • Jo Winchester
        |

        On się jeszcze rozkręci 😈 A później pojawi się Jake na dokładkę 😂😂😂

  4. P
    PAT - Adwokat Diabła
    | Odpowiedz

    Matthew… Mój drogi…robisz wrażenie 😎

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Poczekaj, aż się rozkręci 😛 Polecam szybko zapinać pasy, PAT 😈😈😈

Napisz nam też coś :-)