Zacznijmy od nowa (XIV)

with 2 komentarze

Część 14

związek z trudnymi decyzjami

 

Cześć. – Starałam się brzmieć niepozornie. – Mogę ci zająć chwilę? – spytałam prosto z mostu.

Co ty tutaj robisz? – Jeśli jadąc do Russo, chociaż przez moment myślałam, że przywita mnie z otwartymi ramionami, to się pomyliłam. – I skąd znasz mój adres?

Tatuuuuuuuuuuuuuś! – Rozległ się krzyk z wnętrza domu. – Ujek psisiedł? – Tupot nóżek dało się słyszeć coraz bliżej.

Maze, skarbie, wracaj do środka. – Matt próbował zatrzymać małą, ale dziewczynka nie zwróciła na niego większej uwagi.

Źnam cię. – Trzylatka wskazała na mnie palcem, uśmiechając się. – Psiśłaś się pobawić?

Ja… – Patrzyłam to na nią, to na Matthew, który w końcu wziął córkę w ramiona i podniósł ją do góry.

Cio tam maś? – Młoda wskazała paluszkiem na pakunek, który trzymałam w dłoniach. – Ziabawka?

To dla ciebie… Maze – wydusiłam z siebie.

Kompletnie nie rozumiałam, dlaczego nagle nie potrafiłam normalnie się wysłowić. Ta mała po prostu mnie rozczulała. Obecność Matta też w niczym nie pomagała.

Maze ma mnóstwo zabawek! – wtrącił jej ojciec, ale najwyraźniej dziewczynka miała odmienne zdanie na ten temat.

Niepjawda! Wcaje nie mam! – pisnęła, wyciągając rączki po prezent. Od razu go jej wręczyłam. – Pobawiś się zie mną? – Spojrzała na mnie prosząco.

Tygrysku… – wtrącił Matthew, jednak Maze zaczęła wiercić się w jego ramionach.

Plosię – zawołała płaczliwym tonem, a w ciemnych oczkach zamigotały pierwsze łzy.

Ja osłupiałam, ponieważ kompletnie nie rozumiałam, co tu się rozgrywało. Matt westchnął ciężko.

Tygrysku, pani się śpieszy. Nie możemy jej zatrzymywać. Może innym razem. – Russo najwyraźniej nie zamierzał tak łatwo się poddać.

Nie kciesz się bawić? – spytała mała, podciągając noskiem.

Twój tatuś ma rację. Lepiej innym razem. – W jednej chwili poczułam, że pomysł przyjazdu nie był jednak najlepszy.

Ale ja kcę! – Pierwsze łzy popłynęły po dziecięcych policzkach. – Psiecieś byłam gziećna. – Maze rozszlochała się na dobre.

Wejdziesz na moment? – odezwał się Matt, spoglądając na mnie zrezygnowany.

Plosię, wejdź do nas. – Dziecko potarło oczka małymi piąstkami.

–  Dobrze. – Zgodziłam się.

Mężczyzna z córką na rękach zrobił mi przejście, a ja przekroczyłam próg domu. Szłam powoli przed siebie, nie rozglądając na boki. Byłam za bardzo zdenerwowana, żeby zwracać uwagę na to, jak mieszkał człowiek, którego porzuciłam dawno temu. W końcu znaleźliśmy się w salonie, gdzie na dywanie porozrzucane były przeróżne zabawki.

Nie wiedziałam, co ze sobą począć, więc przystanęłam obok kanapy. Kiedy spojrzałam na Maze, zauważyłam, że jej twarz wypogodziła się. Ojciec postawił ją na podłodze, a ona od razu podbiegła do mnie z prezentem w dłoniach.

Lośpakujemy? – Przyglądała mi się z zainteresowaniem.

Dzieci i ich nastroje stanowiły dla mnie tajemnicę, a ja nie wiedziałam, czy chcę ją rozwiązać. Oczywiście – odpowiedziałam krótko.

Poczułam na sobie wyraźne spojrzenie mężczyzny, który niechętnie zgodził się na mój pobyt w jego domu. Gdy nasze oczy spotkały się na chwilę, kark zaczął mnie mrowić. Zrozumiałam, że czeka nas rozmowa. Ale przecież właśnie po to tu przyjechałam, prawda?

Ja ksianię! – krzyknęła trzylatka, wyciągając lalkę z opakowania. – Nowa bajbi! – Mała znów zwróciła na siebie uwagę. Zachwyt na jej twarzy był szczery.

Uśmiechnęłam się nieznacznie, ciesząc, że sprawiłam dziewczynce radość. Przyjrzałam się Matthew. Jego wzrok był w pełni skoncentrowany na dziecku.

Tygrysku, skąd znasz takie słowo? – spytał z pozoru beztrosko, ale zauważyłam, iż zmarszczył przy tym czoło.

Ujek Dziejk tak mówi – odparła Maze, nie patrząc na ojca. – Bajbi śliczna. Jak ty! – zawołała, wskazując na mnie palcem. – Bawimy się w domek?

Chyba możemy… – bąknęłam niezbyt wyraźnie.

Pierwszy raz w całym moim życiu miałam wziąć udział w czymś, co do tej pory było mi kompletnie obce. Znów poczułam na sobie spojrzenie Russo, jednak starałam się udawać, że on nie istnieje. Nieporadnie rozpoczęłam zabawę z dziewczynką, która odzyskała dobry humor.

Wydawało mi się, że trwało to przynajmniej kilka godzin, a upłynęło może kilkanaście minut. Maze wydawała polecenia, które starałam się spełniać.

Kochanie, a może włączę ci bajkę? Wydaje mi się, że nadeszła pora na Kubusia Puchatka – odezwał się dotąd milczący Matt.

Tigjisek! – zawołała z entuzjazmem trzylatka, porzucając lalkę na podłodze. – Pogjądamy tigjiska! – Mała szybko wdrapała się tuż obok mnie.

Kiedy na ekranie pojawiły się postaci z bajki, dziewczynka zamilkła. Wlepiła spojrzenie w ekran.

Isabel, pozwolisz? – Gdy Matt zwrócił się do mnie, drgnęłam zaskoczona.

Posłusznie wstałam z kanapy i podążyłam za mężczyzną. Jego córka nawet nie zwróciła uwagi na nasze wyjście. Udaliśmy się do kuchni. Russo odwrócił się w moją stronę, spoglądając twardym wzrokiem. Nadszedł czas konfrontacji.

Czekam na wyjaśnienia – przemówił, krzyżując ręce na piersi.

Przyjechałam cię przeprosić. – Nie sądziłam, że to wszystko będzie takie trudne.

Przeprosić? – spytał zdumionym tonem. – Żartujesz sobie? – Matt najwyraźniej nie dowierzał w moje dobre intencje.

Nie mogłam mu się dziwić. Nasze stosunki nie były nawet poprawne. Na placu zabaw zachowałam się fatalnie. A teraz zaskoczyłam go pojawieniem się w jego domu.

Nie zamierzam udawać, Matt. Palnęłam głupotę i jest mi wstyd. – Taka była prawda. – Nie wiedziałam też, że twoja żona…

Nie waż się o niej wspominać! – syknął stojący przede mną mężczyzna.

W jego oczach pojawił się gniew. Poczułam niespodziewane ukłucie zazdrości, ale szybko się opanowałam. Czego właściwie się spodziewałam? Matthew kochał swoją żonę, więc taka reakcja wydawała się właściwa. A ja? Kim byłam dla niego w obecnej chwili? Kobietą, której najwyraźniej nie chciał widzieć, a którą obecnie dręczyło poczucie winy.

Po prostu nie wiedziałam, że jesteś sam – mruknęłam cicho.

Jeszcze nigdy w życiu nie wstydziłam się tak bardzo, jak w tym momencie. Ale musiałam wypić piwo, które nawarzyłam. Mimo wszystko uważałam, że ludzie byli odpowiedzialni za swoje czyny i powinni ponosić wszelkie konsekwencje.

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Dobra nie zgadłam 😀 No może po części 😅 ale w następnej części będzie tak: nasz pan detektyw uratuje Iske, umówią się na kawę i znów będzie jak w bajce 😄 mylę się? Bardzo ogolnie… ale im mniej szczegółów tym większe szanse ze trafie 🙈

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ciepło, zimno 😀 Kombinuj, kombinuj, zobaczymy, co Ci z tego wyjdzie 🙂

Napisz nam też coś :-)