Zacznijmy od nowa (XVI)

with Brak komentarzy

Część 16

związek z trudnymi decyzjami

 

 

Damulko, poratuj kilkoma dolcami – zawołał do mnie włóczęga siedzący na ławce przy wejściu do parku.

Spojrzałam na niego. Był brudny, miał na sobie poobdzieraną koszulkę, włosy sterczały mu na wszystkie strony świata, jego broda była dłuższa niż rękawy w mojej sukience. Zazwyczaj omijałam takich szerokim łukiem, jednak teraz zrobiło mi się go żal. Sięgnęłam do wnętrza torebki po portfel, nie mając pewności, czy mam w nim jakąkolwiek gotówkę.

Miałam. Dwadzieścia dolarów. Dla mnie niewiele, ale dla tego człowieka pewnie sporo. Podeszłam do niego, odrobinę nieufnie, trzymając w dłoni banknot. Podałam mu, a on chwycił go dość łapczywie.

Niech cię Bóg dziećmi obdarzy! – krzyknął w podziękowaniu.

Skrzywiłam się na tę wzmiankę. Nie wierzyłam w Boga, nie pragnęłam dzieci. Nie skomentowałam wyrazów wdzięczności bezdomnego, który od razu schował pieniądze do kieszeni spodni.

Poszłam przed siebie. Znów byłam w tym samym parku, co kilkanaście dni wcześniej, kiedy na mojej drodze stanęła Maze. Na jej wspomnienie uśmiechnęłam się delikatnie. To było jedyne dziecko, którego obecność tolerowałam w swoim otoczeniu.

Isia! Tato, Isia! – Usłyszałam znajomy głos, podążając jedną z dróżek. Rozejrzałam się, ponieważ zdałam sobie sprawę, do kogo należał.

Maze!

I faktycznie, w moim kierunku biegła dziewczynka, nie zważając na nawoływania swojego ojca. Spostrzegłam Matta, który szedł kilka metrów za nią. Nie umknęło mej uwadze, że dwie kobiety – siedzące na ławce nieopodal – zaczęły pożerać go wzrokiem.

Psiśłaś się ze mną pobawić? – spytała Maze, dopadając do mnie.

Złapała mnie za dłoń i … nie puściła.

Mam śwojego misia dzidzię. Musiem go przebjać. Pomozieś? – Trzylatka zaczęła szarpać mnie za rękę.

Cześć, Isabel – przywitał się Matt, kiedy do nas dołączył. – Maze, puść panią Isabel. Ona się śpieszy. Ja pomogę ci przebrać Teddy’ego. – Przykucnął obok córki, która od razu skupiła na nim wzrok.

Tak właściwie wybrałam się na spacer – bąknęłam. – Skończyłam dzisiaj wcześniej pracę.

Pobawiś się zie mną? – Kolejne szarpnięcie zwróciło moją uwagę na Maze. – Plosię! Miałaś do mnie psijechać! – W jej głosie usłyszałam niezadowolenie.

Dziewczynka spoglądała na mnie z dołu. Kucnęłam więc, żeby nasze twarze znalazły się na jednym poziomie. Jeśli odziedziczyła bystrość po ojcu, nie mogłam jej okłamywać.

Przepraszam cię, ale byłam bardzo zajęta. Wybaczysz mi? – spytałam, uśmiechając się do niej ostrożnie.

Cio to źnaci? – spytała, spoglądając to na mnie, to na tatę.

Isabel chce wiedzieć, czy nie będziesz na nią dalej zła – wyjaśnił Matt.

Choćmy do mojego domku. Chciałam pokoik ci mój pokaziać. – Maze wlepiła we mnie swoje śliczne oczka. – I mam duzio ziabawek.

Spojrzałam na jej tatę, który nieznacznie wzruszył ramionami. Wyglądało to tak, jakby decyzja należała do mnie. Normalnie uciekłabym, gdzie pieprz rośnie, ale jak miałam odmówić tej małej terrorystce?

Wolałabym wam nie przeszkadzać… – Wciąż się wahałam.

Tatusiu! Isia nie chce iść. Poploś ją. – Usta dziewczynki wygięły się w podkówkę.

Wyglądała tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać. Zaniepokoiłam się. Znów popatrzyłam na Matta. Jego wyraz twarzy pozostał nieodgadniony. Nie wiedziałam, czy miałby ochotę gościć mnie w swoim domu, czy też nie.

Maze bardzo zależy, żebyś chociaż chwilę się z nią pobawiła – przemówił w końcu.

Dobrze – zgodziłam się, kapitulując.

Jeszcze nigdy nie widziałam tak wielkiej radości u dziecka, jak teraz u córki Matthew. Kiedy mała zarzuciła mi rączki na kark, poczułam jeszcze większe zaskoczenie niż wtedy, gdy pierwszy raz po czterech latach spotkałam jej ojca. On miał minę podobną do mojej.

Jesteś siupel! – Maze krzyknęła mi prosto do ucha.

Ledwo powstrzymałam grymas twarzy.

Mam jużiowy pokoik. – Dziewczynka odsunęła się, ale z powrotem chwyciła moją dłoń. – Tatuś, jączka! – Drugą wyciągnęła w kierunku ojca.

Patrzyłam, jak Matt bez wahania podaje rękę córce. Gdy wstał z kucania, musiałam zrobić to samo. Wyglądaliśmy niczym rodzina, co od razu we mnie uderzyło. Ta myśl nieco mnie przerażała. Co się ze mną działo? Wcześniej żadne prośby czy błagania nie byłyby w stanie  mnie przekonać, żebym zamieniła z czyimkolwiek dzieckiem choćby słowo. A teraz nie poznawałam samej siebie.

Ruszyliśmy prosto. Zamilkłam, pozwalając mówić głównie Maze. Od czasu do czasu wtrącałam kilka słów, jeśli zostałam o coś zapytana. Czułam też, że Matt przypatrywał mi się chwilami. Udawałam, że tego nie widzę. Byłam skrępowana sytuacją, w której się znalazłam.

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)