Zakazana (I)

with 12 komentarzy

Zakazana - opowiadanie erotyczne z dużą dawką humoru

W wyborach na bezpłatne opowiadanie wygrała "Kuchta". Tak, będzie fajna, ale obiecuję, że "Zakazana" w niczym jej nie ustąpi 😀
Nadal prosimy, byście zastanawiali się nad pytaniami, na które odpowiemy podczas październikowego webinaru, na który zapisy ruszą od pierwszego września.


Szczegóły konkursu TUTAJ


Rozdział pierwszy

Nie przypuszczał, że miłość może aż tak obezwładnić. Jakby dostał obuchem w łeb i reszta świata przestała dla niego istnieć. Wszystko, co nie wiązało się z Beatą, było nieistotne i nie interesowało go. To ona stała się centrum jego wszechświata, powietrzem którym oddychał i słońcem, które ogrzewało serce i duszę. Może to dla tego tak bardzo zabolało go, gdy nagle odeszła, zrywając z nim za pośrednictwem wiadomości tekstowej.

Przepraszam, ale to koniec. Nie dzwoń do mnie. Żegnaj”.

I to wszystko. Bez wytłumaczenia dlaczego, bez zadania sobie trudu, by spojrzeć mu w oczy i powiedzieć to w twarz. Nie posłuchał jej oczywiście i dzwonił kilkaset razy. Nie odbierała, więc nagrywał rozpaczliwe wezwania do jej sumienia, człowieczeństwa, do serca. Nie oddzwoniła, Marek nie rozumiał sytuacji. Przecież mówiła, że go kocha, że nie potrafi bez niego żyć, a tu nagle całkowite zerwanie kontaktów? Przecież było im tak wspaniale! Pod każdym względem.

Była jego pierwszą kobietą, to z nią przeżył seksualną inicjację. On miał szesnaście lat, ona piętnaście. Bali się tego, ale pragnęli być jeszcze bliżej. Cztery miesiące minęły w upojnej bliskości, gdy to wymykali się wieczorami z mieszkań, by spotkać się w parku, czy posiedzieć razem na dworcu kolejowym. Pewnego razu Marek wpadł na pomysł, że zaprowadzi Beatę na strych w swojej kamienicy. Od tej pory zaduszne poddasze stało się miejscem schadzek i to tam odkrywali uroki miłości fizycznej. Na starej, zakurzonej kanapie, którą ktoś wyniósł i postawił w rogu pomieszczenia, bo szkoda mu było wyrzucić mebel. Marek przykrył materac przyniesionym z domu kocem i prześcieradłem, które wnosiło świeżość i zapach waniliowego płynu do płukania tkanin.

Myślał, że to będzie trwało wiecznie. Skończy osiemnaście lat, pójdzie do pracy, będzie studiował zaocznie. Coś sobie wynajmą, a gdy tylko będzie go stać, weźmie kredyt na mieszkanie. Jego rodzice pomogą, jej na pewno nie. Ojczym był pijakiem i sadystą, matka chowała głowę w piasek. Nigdy ich nie poznał, ale Beata najchętniej nie wracałaby do domu w ogóle, co tu mówić o zapraszaniu do niego Marka.

To właśnie przez to nie rozumiał nagłego zerwania. Chciała z nim być, żyć, zamieszkać. Czekała tylko na uzyskanie pełnoletniości, a co za tym idzie niezależności. Jeszcze tylko piętnaście miesięcy i mogli być razem. Dlaczego porzuciła go tak nagle? Przecież byli dla siebie stworzeni! Czuł to!

Marek nie dawał za wygraną, postanowił odnaleźć Beatę. Nigdy u niej nie był, ale odprowadzał ją w kierunku mieszkania. Dzielnica, w której mieszkała, była mocno szemrana. Zasikane klatki schodowe, obleśne typki poprzyklejane do murów, ich szare, opuchnięte twarze niknące w oparach dymu papierosowego. Wyglądali tak, jakby strzegli dzielnicy. Patrzyli na wałęsającego się po okolicy Marka, ten wyczuwał niebezpieczeństwo.

W końcu udało mu się odnaleźć mieszkanie Beaty, a to za sprawą spotkania starszej wersji swojej ukochanej. Kobieta miała podobne oczy. Błękitne, choć podkrążone, jakby zapadnięte w wychudłej twarzy. Gdy ich spojrzenia spotkały się, nagły błysk zrozumienia rozjaśnił jej spojrzenie, nawet otworzyła usta, by przywitać się z nim, lecz nie zdążyła.

- Czego tu? - W obskurnej klatce schodowej pojawił się wysoki, rozlany, czy raczej opuchnięty mężczyzna. - Czego chcesz, gnoju?!

Marek spiął się, gotów do uderzenia agresywnego nieznajomego, ale nic nie zrobił. Obserwował kobietę, która skuliła ramiona, pochyliła się i umknęła do mieszkania, z drzwi którego wyszedł mężczyzna.

- Ja do Beaty. - Marek blefował, ale czuł pewność, że trafił pod odpowiedni adres.

- Nie ma jej i nie będzie. - Błysk złośliwej satysfakcji zmrużył oczy człowieka. - Nie dla takiego psa, jak ty. Wyjechała i nie ma jej dla ciebie. Spierdalaj stąd!

W pierwszym odruchu Marek chciał skoczyć na mężczyznę, by zetrzeć z jego wstrętnego pyska szczerbaty uśmiech. W głębi mieszkania, w którego progu stał oblech, dostrzegł jednak kilkoro ludzi. Widział, że czekają tylko, by pomóc „przyjacielowi” i obezwładnić Marka. To mieszkanie, było równocześnie meliną. Nie było w nim Beaty, Marek musiał przełknąć gorzką pigułkę porażki.

Pierwsze miesiące po rozstaniu były dla Marka koszmarem. Schudł, przestał wychodzić z mieszkania, nie chciał jeść. Rodzice nie pozwolili mu jednak zapaść się w sobie. Były wizyty lekarza, rozpoznanie, w końcu leki. Po antydepresantach rzygał, jak kot. Trwało to dwa tygodnie i to w trakcie nich myślał o samobójstwie. Po upływie trzeciego tygodnia wyjrzało mentalne słońce i Marek poczuł, że świat ma mu coś jeszcze do zaoferowania. Może nie miłość, bo tej nie chciał już nigdy zaznać. Rana w sercu bolała tak bardzo, że zwyczajnie nie wyobrażał sobie, by mógł pozwolić komukolwiek na zagrożenie mu czymś tak bolesnym ponownie.

Nie obchodził urodzin, więc osiemnastka była zwykłym dniem. Przyjął życzenia rodziców, poszedł spać i śniła mu się ona. Piękna, uśmiechnięta, cała jego. To był bolesny sen, a właściwie przebudzenie. Rano płakał, jak dziecko, a przecież właśnie wszedł w dorosłość. Postanowił, że nie dopuści już do siebie takiej słabości. Przemył twarz lodowatą wodą, założył białą koszulę i poszedł do fotografa. Z gotowymi zdjęciami udał się do urzędu, by wyrobić dowód osobisty. W drodze przeglądał oferty szkół wyższych.

Zdecydował się na studia w oddalonym o dziesiątki kilometrów mieście. Nie chciał mieszkać w miejscu, które na każdym kroku będzie mu przypominało o młodzieńczej miłości i dziewczynie, która znaczyła tak wiele. Wolał wyjechać, by zacząć nowe życie. Nowe miejsce, znajomi, może nawet dziewczyna. Nie pokocha jej, bo część duszy odpowiedzialna za miłość w nim, umarła. Wiedział, że serce na zawsze zostanie z Beatą mimo, że ona go odrzuciła. Widocznie nie zasługiwał na coś tak pięknego i więcej już nie będzie próbował. Seks owszem, bo tego domagało się ciało, ale nic ponadto.

Wiedział, że chętnych nie zabraknie. Wyglądał dobrze, postara się wyglądać jeszcze lepiej. Odkrył, że sport rozładowuje złe emocje i daje chwilową ulgę. Zaczął korzystać z dobrodziejstw biegania, bo ten sport był najmniej kosztowny. Za pierwsze nadprogramowe, samodzielnie zarobione pieniądze zamierzał kupić rower i drążek, by ćwiczyć w domu. Do pozostałych ćwiczeń wystarczały mu dwa krzesła.

Po konsultacji z lekarzem prowadzącym, rodzice zgodzili się na wyjazd Marka do innego miasta. Ojciec wsiadł z nim w samochód, pojechali razem. Na miejscu Marek dowiedział się, że poza złożeniem dokumentów na uczelnię, są umówieni z agentem nieruchomości. Jako praktyczny człowiek tata wolał kupić mieszkanie, niż pozwolić Markowi na wynajmowanie pokoju. Tak miało być ekonomicznie, a przy okazji była to mądra inwestycja.

Wakacje Marek spędził na remontowaniu przeszło stumetrowego mieszkania w starej kamienicy i to tam odkrył zamiłowanie do krzywizn i linii, które tworzą otaczający go świat. Nie mówiąc nic rodzicom złożył dokumenty na architekturę. Dostał się do obu uczelni, ale to tę drugą wybrał. Teraz pozostało mu znaleźć pracę na weekendy, bo nie zamierzał „wisieć” na przysłowiowym kubku u rodziców.

Zatrudnił się gospodarstwie usytuowanym na obrzeżach miasta. Dojeżdżał rowerem, ale dziesięciokilometrowa jazda nie sprawiała mu trudności. Samo zajęcie również miało angażować bardziej ciało, niż umysł, ale wybrał je, choć więcej zarobiłby jako kelner w którejkolwiek knajpie w centrum miasta. Nie widział siebie w czymś tak kontaktowym z innymi ludźmi. Był introwertykiem i wolał rośliny, niż ludzi.

Okazało się, że ten etap w życiu miał być dla Marka bardzo przydatny. Nauczył się wiele o uprawie egzotycznych gatunków kwiatów, poznał sposoby na krzyżowanie ich i uprawę. Małżeństwo, które od lat zajmowało się sprowadzaniem wyszukanych gatunków z całego świata, polubiło Marka, a on polubił ich. Starsi państwo nie mieli dzieci, toteż Marek zaczął wypełniać powstałą przestrzeń, dając im swoim towarzystwem coś, czego pragnęli, choć nie zdawali sobie z tego dotąd sprawy. Zaskoczyło ich, że do pracy zgłosił się ktoś tak inteligentny i poukładany. Poza zakresem obowiązków, do wypełniania których go zatrudnili, Marek zaczął wprowadzać niewielkie zmiany w gospodarstwie. I tak zaproponował zmianę instalacji nawadniającej i sam ją wymienił. Naprawił ogrodzenie, zainstalował bramę przesuwną, którą można było obsługiwać pilotem. Pracodawcy wahali się nad zakupem monitoringu, ale w końcu ulegli i tego również nie pożałowali. Miesiąc po uruchomieniu kamer nastąpiło włamanie do jednej ze szklarni i to właśnie dzięki monitoringowi otrzymali wysoką kwotę od ubezpieczalni. Marek dostał premię, którą odłożył na konto.

Miał cel. Chciał kupić ziemię, a na niej kiedyś postawić swój dom. Sam go zaprojektuje, narysuje każdy detal. Zasypiając wieczorami marzył, planując rozmieszczenie pomieszczeń, ich kolorystykę i wystrój. Wiedział, jakie rośliny posadzi przy domu, a które będzie hodował w jego wnętrzu.

Wakacje dawno dobiegły końca, jesienne chłody przypomniały o tak przyziemnych sprawach, jak wybór sposobu ogrzania mieszkania. Dotąd nie miał czasu na myślenie o remoncie. Korzystał z łazienki, kuchni i jednego pokoju. Dwa pozostałe zamknął, postanowiwszy zająć się nimi w przyszłości.

Od jednego z kolegów dowiedział się, że jako właściciel mieszkania, może otrzymać dofinansowanie zmiany ogrzewania na ekologiczne. Gdy tata kupił je do remontu, pierwszym co wyburzyli, były stare i zniszczone piece kaflowe. Poszedł za radą kolegi i złożył wniosek w urzędzie miasta. Odpowiedź otrzymał szybko. Dotacji na rok bieżący nie ma, ale wniosek zostanie rozpatrzony ponownie w przyszłym roku. Postanowił zaczekać, a ciepło miał mu zapewnić wolno stojący kominek.

- Słyszałem, że masz wolne pokoje. - Po zajęciach, gdy właśnie wsiadał na rower, by nadprogramowo pojechać na farmę, jak pieszczotliwie nazywał gospodarstwo, w którym pracował, zagadał go kolega z grupy.

- Tak – potwierdził. - A co?

- Szukam czegoś do wynajęcia, a nie chcę kupować mieszkania. - Krzysiek odpalił papierosa, wydmuchnął dym w powietrze ponad głową. - Nie wiem, czy zostanę na tych studiach, więc nie chcę się bawić w remonty i takie tam. Wyglądasz na normalnego gościa, więc pytam, czy nie przydałyby ci się dodatkowe pieniądze.

- Wpadnij wieczorem. - Marek zapisał na wyciągniętym z kieszeni paragonie swój numer telefonu i adres. - Zobacz mieszkanie i pogadamy. Teraz lecę do pracy.

- Spoko. - Krzysiek podszedł do plastikowego kosza na śmieci, zgasił papierosa na metalowej stopce, wyrzucił peta do śmietnika.

Widząc to Marek wiedział już, że facet nadaje się na współlokatora. Gdyby rzucił niedopałek na chodnik, pewnie by odmówił.

Takie pierdoły decydują o decyzjach – pomyślał, zapinając sprzączkę kasku pod brodą.

Nacisnął na pedał i ruszył do pracy. Dziś chciał pomóc w rozładunku ważnej dostawy. Starsi państwo upierali się, że spokojnie dadzą sobie radę, ale dla niego nie było kłopotem poświęcić im trochę więcej czasu, a poza tym ciekaw był nowych sadzonek. Jedna z nich kosztowała kilkanaście tysięcy i miała być wyjątkowo zapakowana do transportu. Marek lubił takie smaczki, ekscytował się drobnymi sprawami. Drobne sprawy wypełniały życie, czyniły je ciekawszym. Nie zamierzał szukać wielkich przeżyć. Te miał już za sobą.

 

Kupuję całą część

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J.
    | Odpowiedz

    Marta czy Beata? 😉

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Dwa w jednym 😉
      Poprawione. Dzięki za bystre oko 😀

  2. Lola
    | Odpowiedz

    To będzie bezpłatne czy nie?

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Jeszcze nie wiem. To zależy od tego, które z opowiadań skończy się najpierw. Jeśli płatne (a tak chyba będzie) to to wskoczy do płatnych. Jeśli nie, to bez obaw, kolejne też będzie obyczajowe 🙂

  3. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Mocno interesująco się zapowiada. I obiecująco.Piękna okładka, a pan na niej widniejący do schrupania:) I filmik fajny. Ciekawa jestem, czy zakaz miłości bierze się z małoletności Jagody, czy też są inne przeciwwskazania. I czy pojawi się dawna ukochana Marka, czy wyjaśni się jej zniknięcie. Podejrzewam, że ten wredny ojczym ją sprzedał. Brrr…

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Nareszcie nic nie odgadłaś!
      Jes! Jes! Jes!
      Warto było czekać na ten moment 😉

      • Tony Porter
        |

        He, he 🙂 Głowę mam zabitą Karoliną i Radanem, więc główkowanie w innych tematach mocno mi kuleje. A poza tym, niby zgaduję, a i tak ciągle mnie zaskakujesz 🙂

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Mniam, konkretny kawał konkretnego tekstu. Różne opcje mi po głowie hasają: Małolata jest/nie jest owocem miłości Beaty i Marka/ Beata ma poważne kłopoty i Marek jest ostatnią deską ratunku… Bardzo jestem ciekawa na kogo i co wypadnie:)
    “Wszystko ci pokarzę…” – nie wiem, czy to podświadomość, czy siła wyższa, czy złośliwość programu, ale coś z tym pokazaniem i pokaraniem jest nie teges:)
    Czepię się okładki – poprzednia bardziej mi się podobała. Nie, żeby ta obecna była zła, ale tamta miała w sobie coś…pięknego… subtelnego…

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Nosz jasny gwint!
      Są w dysleksji biało czarne dziury, których nie zakleisz zasadami ortografii i pisowni.
      To jedna z nich.
      Dzięki, lecę poprawić 😀

  5. Lola
    | Odpowiedz

    No fajne fajne 😀
    Nieźle się czyta i zapowiada.
    Podoba mi się życie Marka. Ale czeka go rewolucja wiec wcale mu nie zazdroszczę:)
    A! Weny życzę
    Lola

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Dzięki 😀
      Weny nie brak. Z czasem bywa różnie 😉

  6. Ania
    | Odpowiedz

    Wyczuwam baaarrrdddzzzooo niegrzeczne opowiadanie 😁 kiedy kolejnej się spodziewać części?
    Ania

Napisz nam też coś :-)