fbpx

Zakazana (X)

with 5 komentarzy

Będzie się działo... Ale jeszcze nie teraz 🙂


Rozdział jedenasty

Jadę z tatuśkiem na zakupy? Jaki tam tatusiek? Marek to może i mój ojciec, ale przede wszystkim mężczyzna. Nie będę się okłamywała. Imponuje mi osiągnięciami i świetnie wygląda. Przy tym zachowuje się jak na człowieka w jego wieku przystało. Nie to, co moi rówieśnicy. To jeden z powodów, dla którego nie miałam chłopaka. Żaden mnie nie pociągał, a wręcz odpychała mnie nachalność i skupienie na samym sobie.

Do wyjścia byłam gotowa w dziesięć minut. Włosów nie suszyłam, bo za kwadrans same wyschną. Bielizna, na to dżinsy i koszulka, na stopy sandały i mogłam jechać. Zakupy z tatuśkiem?

Niezłe jaja, co? – Mama zmaterializowała się przy moim boku tak niespodziewanie, że aż krzyknęłam wystraszona. – Spokojnie, dziewczyno.

Co się stało? – Marek prawie wbiegł do pokoju. – Krzyczałaś.

A bo pająka zobaczyłam, a nie lubię robactwa. – Wzruszyłam ramionami, uśmiechając się niewinnie. – Przepraszam. Możemy iść. – Minęłam go w drzwiach, zaciągając się zapachem upajających perfum.

Jechaliśmy w milczeniu. Ani ja nie wiedziałam, jak zagaić rozmowę, ani Marek nie potrafił wciągnąć mnie do... czego? Do zwierzeń o przeszłym życiu i mamie?

Powiedz mi coś, proszę. – Po dwudziestu minutach nie wytrzymał w końcu. – Opowiedz coś o mamie. O Beacie. Jeśli to nie problem.

No nareszcie! – Obróciłam się ku niemu z uśmiechem. – Zastanawiałam się, kiedy w końcu nie wytrzymasz!

Nie wytrzymam? – Zmarszczył brwi, przyglądając mi się spod przydługich rzęs.

Swoją drogą, to niezła franca z Matki Natury, co? – Mamuśka wychyliła się spomiędzy foteli. – Ja takich nawet po wytuszowaniu nie mam. To też musiałaś odziedziczyć po mnie!

Dobre sobie! Umarła, a nadal babska próżność się w niej odzywa.

Córko, ja słyszę twoje myśli, więc panuj nad nimi – mruknęła, obracając się do Marka. – I przedstaw mnie w należytym świetle.

Nie wytrzymasz i zaczniesz o nią wypytywać. – Zignorowałam mamuśkę tym bardziej, że postanowiła się pojawić w samej bieliźnie. Swoją drogą, miałam nadzieję, że będę wyglądała równie uroczo i ładnie, co ona.

Dziękuję. – Spojrzała na mnie z uśmiechem.

No to właśnie nie wytrzymałem – mruknął, włączając kierunkowskaz.

Była tajemniczą pindą. – Z premedytacją patrzyłam przez przednią szybę. Specjalnie, żeby nie widzieć matczynej złości. – O tobie powiedziała mi dopiero na łożu śmierci. No, może ciut przed śmiercią, ale i tak nie rozumiem tej tajemnicy. Wolałabym się wychowywać ze świadomością, że mam ojca. – Do ucha dobiegł mnie warkot mamuśki, próbującej zwrócić na siebie moją uwagę. – A tak miałam mamę i nikogo poza. No, może ciotkę, ale ona się nie liczy. – Zapatrzyłam się przez boczną szybę, walcząc z kłującymi powieki łzami. – Mama była silna i dzielna, ale ile czasu można samotnie dźwigać życie?

Samotnie? – zainteresował się Marek.

Tak, samotnie – potwierdziłam, czując coś dziwnego, jakby gorycz zazdrości w gardle. – Widać żałoba po waszym związku nie skończyła się dla niej nigdy.

Dziękuję, córuś. – Po tych słowach rozpłynęła się, zostawiając nas samych.

Uznałam, że Marek nie musi wiedzieć o kochankach, z którymi spotykała się mama. Od zawsze starała się to ukryć przede mną. Pewnie po to, bym nie czuła się ani odrobinę mniej ważna. Nigdy się tak nie poczułam. Nie przy niej. Stawiała mnie na pierwszym miejscu i mówiła o tym wprost.

Nie poznałaś dziadków? – Moje rozmyślania przerwał Marek. – Ani dziadka, ani babci?

Nie. – O czym on mówił?

Co powiedziała ci mama? O nich. O dziadkach.

Że ich nie ma i nic poza tym.

Aha. – Krótko podsumował i zamilkł.

Aha”?

Znałeś ich? – Teraz ja zaczęłam drążyć.

Ani specjalnie znałem, ani odrobinę nie lubiłem – mruknął i widać było, że nie ma ochoty na dalsze zwierzenia.

Co o nich wiesz? – Wkurzyłam się, bo ewidentnie coś przede mną ukrywał. – I nie ściemniaj mi tu, że nic!

Dziadek alkoholik, a jego żona popychadło. – Gdy na mnie spojrzał, gdy zajrzałam mu w oczy, zobaczyłam tylko ból, gniew i obrzydzenie. – Źli ludzie. Nienadający się na rodziców.

Urwał, a dłonie zacisnął na kierownicy tak mocno, że aż pobielały mu knykcie. Miałam ochotę odparować, że z jakiegoś powodu matka uznała i jego za nieodpowiedniego kandydata do wspólnego wychowywania mnie, ale zamilkłam. Reszta drogi upłynęła w pełnym napięcia milczeniu.

Rozdział dwunasty

Po jaką cholerę pytałem?!

Wiadomym było, że to nie będzie łatwa rozmowa. Milczenie zmęczyło mnie jednak tak, że zwyczajnie nie wytrzymałem i zapytałem o Beatę.

Nie utrzymywała kontaktów z rodzicami?

W sumie to wcale się temu nie dziwiłem. Ojciec cham i sadysta, plus bezwolny cień kobiety, czyli matka Beaty. Na co jej tacy rodzice? Na pewno nie do pomocy czy wsparcia ciężarnej dziewczyny.

Cholera! Nie dowiedziałem się niczego. Na pewno nie tego, dlaczego nie poinformowała mnie o posiadaniu córki! Odpuściłem, nie drążyłem, bo zwyczajnie się wkurzyłem na samo wspomnienie opuchniętego pyska tego człowieka i smrodu buchającego z drzwi mieszkania.

Przeszłość zaatakowała mnie wspomnieniami, a te zabolały i obudziły gniew.

Zaparkowałem przed galerią handlową, wyłączyłem silnik, wysiadłem, obszedłem auto i otworzyłem Jagodzie drzwi pasażera.

Umiem sama otworzyć sobie drzwi. – Uśmiechnęła się tak słodko, że nie od razu zarejestrowałem treść tego, co mówiła. – Czyli czarna sukienka? No dobrze. Mama nie pozwalała mi na noszenie czarnych rzeczy. Niczego, nawet skarpetek, czy spodni. Mówiła, że czerń jest dla żałobników. Chociaż tej jednej rzeczy mi nie zaplanowała! – Zarzuciła na ramię torebkę, a na nos nasunęła okulary przeciwsłoneczne.

Nic czarnego? Nawet skarpetek? A bielizna? Czarne koronki są tak seksowne. Od zawsze to był ulubiony prezent dla moich kochanek. Nie raz podczas seksu rozszarpywałem je na ich ciałach, uwalniając miękkie półkule z pięknego więzienia. Nie protestowały, wiedząc, że dostarczę im nowe komplety. Traktowaliśmy to jako grę wstępną.

Teraz patrzyłem na Jagodę i jedynymi koronkami, w jakie mógłbym ją ubrać, były białe. Wydawała mi się zbyt czysta i jasna, by oblekać krągłości w czerń.

Idziemy? – Nie widziałem wyrazu jej oczu, gdy zadała to krótkie pytanie.

Miałem jednak dziwne wrażenie, że uśmiech błąka się po różowych ustach.

Zacisnąłem wargi żałując, że moje okulary słoneczne zostały w samochodzie. Czyżbym aż tak nachalnie przyglądał się jej sylwetce?

Szedłem szybkim krokiem, w efekcie Jagoda krzyknęła za mną:

Czy aż tak ci się spieszy? A co z raną na stopie? Przecież się uszkodzisz! – wydyszała, podbiegając i zrównując się ze mną. – Nie musimy robić zakupów. Na pogrzeb mogę iść w białej sukience. Mama nie zwracała uwagi na takie sprawy.

Przepraszam, zamyśliłem się. – Potarłem twarz i przeczesałem palcami brodę. – To wszystko jest dla mnie nowe i takie inne… – urwałem, nie wiedząc jak opisać targające mną uczucia.

Dla mnie też. – I poczułem jej ciepłe palce, oplatające moje przedramię. – Ale zwolnij proszę.

I szliśmy ramię w ramię. Możliwe, że z boku wyglądaliśmy jak ojciec i córka, ale absolutnie się tak nie czułem. Dotyk dziewczyny parzył, jakby ktoś przypalał mnie gorącym żelazem.

Jesteśmy – wydyszałem, ciesząc się, że sklep z eleganckimi sukienkami znajduje się na parterze, w dodatku prawie na wprost wejścia do galerii. – Czy mogę panią prosić? – Pytanie wykorzystałem, by wyswobodzić się z delikatnego dotyku Jagody. Ekspedientka prawie podbiegła, a jej spojrzenie zmiękło, gdy zatopiła wzrok w moich oczach. – Potrzebujemy czarnej, eleganckiej sukienki dla tej panny. – Przesunąłem Jagodę, stawiając ją przed sobą.

Wzrok kobiety opadł na twarz dziewczyny i momentalnie stwardniał.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    Julia
    | Odpowiedz

    Ja tam cały czas mam gdzieś z tyłu głowy ze to jednak nie jego córka.
    Tylko w sumie jaki byłby powód żeby po śmierci ja do niego wysyłać skoro to nie ojciec.?

    Równie dobrze mogła by ten czas do pełnoletności zostać u cioci.
    W sumie bardziej mnie ciekawi jeżeli to jego córka to dlaczego beata nigdy nic nie powiedziała.?
    I co gdyby nie była chora i żyła.? Dalej marek by nie wiedział o dziecku.?

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Wszystko się wyjaśni w książce 🙂

  2. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Myślę że to nie jego córka, przynajmniej mam taką nadzieję😟
    Beata dobrze sprawdziła do kogo wysyła córkę. Marek zaradny, dobrze ustawiony i ze względu na przeszłość z Beata na pewno by jej nie skrzywdził.
    Ciekawe tylko dlaczego Beata tak nagle zniknęła, co złego jej się przytrafiło że nawet nie powiedziała Markowi, przecież tak bardzo się kochali…
    A może to tylko Marek kochał mocno, a Beata…

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Uwielbiam czytać Wasze domysły :-*

  3. D
    Dorota
    | Odpowiedz

    Mam dziwne przeczucie że młoda nie jest jego córką , tylko może siostrą 🤔 może Beata niebyła taka grzeczna jak nam się wydaje .😉😁

Napisz nam też coś :-)