fbpx

Zakazana (XI)

with 2 komentarze

Uwielbiam czytać to, jak zgadujecie 🙂 I uwielbiam, jak się mylicie 😀 To tak na dobranoc :-*


***

Wspaniale było iść, trzymając go pod ramię. Niestety, trwało to zbyt krótko. Zbyt szybkim, jak dla mnie krokiem doszliśmy, a raczej dobiegliśmy do sklepu. Nazwy nie znałam, ale już sama wystawa onieśmieliła mnie dopracowaniem i kompozycją. Sukienki, buty, torebki i biżuteria. Wszystko dobrane i wyglądające na obłędnie drogie.

Marek przywołał kobietę z obsługi. Ta podpłynęła do nas niczym łabędź i zatonęła maślanym wzrokiem w oczach Marka. Ledwie zdusiłam parsknięcie. Gdy dowiedziała się, że to ja jestem obiektem do obsługi, jej zachwyt zgasł i mogłabym przysiąc, że patrzyła na mnie jak na insekta, którego najchętniej rozdeptałaby butem.

Czarna, elegancka – mamrotała pod nosem, odsuwając się o metr w tył, mierząc mnie wzrokiem niczym metrem krawieckim. – Coś skromnego, czy bardziej odważnego?

Odważnego – odpowiedziałam.

Skromnego. – Odpowiedź Marka zgrała się z moją.

Rozumiem. – Sztuczny uśmiech kobiety i lodowate spojrzenie nie zapowiadały rewelacji. – Proszę zaczekać w przymierzalni. Za chwilę przyniosę kilka sukienek. Czy napije się pan czegoś? – W oczach znów zagościł uśmiech, gdy wzrok powędrował na twarz Marka. – Kawy, herbaty, może szampana?

Poproszę wodę – mruknął Marek i skierował się ku wygodnym kanapom, wskazanym przez kobietę.

Na chwilę wbiło mnie ze zdumienia w podłogę. Rozumiem, że to nie ja tu płacę i widać, które z nas ma pieniądze, ale żeby aż tak obcesowo mnie potraktować?! Już nawet nie myślę o proponowaniu picia, ale żeby nie wskazać nawet, w którym kierunku mam iść ja? Żenujące.

Dotarłam do przymierzalni, ze złością zaciągnęłam ciężką kotarę. Chwilę później usłyszałam stukot obcasów i leniwe pytanie, w której z kabin jestem. Postanowiłam być równie oszczędna w reakcjach, co ten napuszony babsztyl, więc bez słowa wysunęłam dłoń poza kotarę i odebrałam wieszaki z ubraniami.

Powiesiłam je na haczyku i omal nie krzyknęłam z oburzenia. Babsztyl przyniósł mi coś na kształt worków jutowych. Zgrzebnych, bezkształtnych, czarnych.

Dobrze, kurwa – mruczałam pod nosem, wysupłując się ze swoich ciuchów. – Chcesz bezkształtnej kobiety, to pokażę ci taką. – I nasunęłam na siebie to coś. – Dwa tysiące złotych za takie gówno?!

Ostatnie słowa musiały dotrzeć do kobiety, bo gdy z impetem odsunęłam kotarę, napotkałam jej oburzone spojrzenie. Nie uraczyłam perfidnej krowy jednym nawet słowem, ale na bosaka pomaszerowałam ku kanapom, by Marek mógł obejrzeć wybór ekspedientki. Na inne miano nie zasługiwała. Złośliwość nie pozwalała jej widać wyjść poza ramki umysłu, a te były przyciasne. Możliwe, że zbyt ładna dla niej byłam. Kretynka.

Stanęłam przed Markiem, podpierając się pod boki i czekałam, by na mnie spojrzał. Zaczął od stóp i muszę przyznać, że bojowość i złość uleciały ze mnie odrobinę. Jego wzrok pieścił stopy i łydki i zastanawiałam się, czy robi to specjalnie! Chyba jednak nie, bo gdy dotarł do kolan, nad którymi zaczynała się bezkształtna, okrywająca mnie szmata skrzywił się i z rozszerzonymi w zdziwieniu oczami, wzrokiem zadał mi nieme pytanie, czy wiem, co mam na sobie. Tak go odczytałam.

Pozwolisz mi samodzielnie wybrać odzież, czy taki jest plan i mam wyglądać, jak biedne, opuszczone przez dobry gust dziewczę w namiastce kiecki za dwa tysiące? – Opuściłam dłonie wzdłuż ciała, by wzmocnić przekaz. Sukienka opadła poniżej kolan i teraz to już na pewno wyglądałam niczym dziecko wojny.

Jjj...aaa...sne – zająknął się. – Wybierz to, co ci się podoba.

Dziękuję! – syknęłam przez zęby, po czym ściągnęłam przez głowę sukienkę i cisnęłam nią na kanapę obok Marka.

Dobiegło mnie oburzone zapowietrzenie się ekspedientki i chichot dobiegający zza jednego z wieszaków. To była młoda, ciemnowłosa i prześliczna dziewczyna. Najwyraźniej podwładna babsztyla, którego musiała nie cierpieć. Poczułam solidarność z dziewczyną.

Pomożesz mi znaleźć coś odpowiedniego? – zwróciłam się bezpośrednio do niej. – Coś odpowiedniejszego do wieku i warunków fizycznych?

Z przyjemnością!

Pół godziny później zadowolona, z papierową torbą z logo sklepu, opuściłam sklep wraz z Markiem. W efekcie wydał tysiąc złotych, a nie dwa. Ja natomiast byłam bogatsza w małą czarną. Ani obcisłą, ani luźną. Elegancki dekolt, długość do kolan, ale z seksownym rozpierdakiem z tyłu.

Musze cię jeszcze prosić o bieliznę, bo nie mam czarnej. – Wskazałam wystające spod koszulki ramiączko stanika w kwiatki. – Mówiłam ci, że mama nie pozwoliła mi na noszenie niczego, co jest czarne? Jakoś wolałabym nie iść na pogrzeb bez stanika. To mogłoby być niestosowne. – Myślałam, że odpowie, on tymczasem zbladł, jakbym mówiła o czymś strasznym. – Wiesz może, gdzie tutaj…

Nie zdążyłam skończyć. Marek wziął mnie pod ramię i poprowadził ku prowadzącym na piętro ruchomym schodom.

***

Wyobraziłem sobie ją nagą, bez stanika. Sama sukienka i buty na obcasie. Pewnie pod wpływem ocierania się o materiał sutki usztywniłyby się, w efekcie przebijałyby przez materiał. Wyglądało na to, że Jagoda zupełnie niewinnie zadaje pytanie, nie zdając sobie sprawy z jego erotycznego wybrzmienia.

Wziąłem ją pod ramię i poprowadziłem w kierunku ulubionego sklepu z bielizną. Byle przestała na mnie patrzeć w TEN sposób. Bylebym mógł ochłonąć.

Zaczęło być dla mnie coraz mniej pewnym, że przeżyję najbliższy rok i nie oszaleję. Tego, że osiwieję, mogłem być pewny.

Jagoda – namacalne wspomnienie przeszłości. Na wyciągnięcie ręki. Do tego sklep z bielizną? Ulubiony sklep, w którym kupowałem koronki wszystkim swoim kochankom? Czy mnie pojebało?!

Witamy, panie Mareczku! – Sprzedawczyni prawie podbiegła do nas, jakby czekała tylko na mnie i Jagodę. – Miło znów pana widzieć. Zapraszamy, zapraszamy.

No kretyn ze mnie! – opieprzyłem się w myślach. – Skończony imbecyl i pierdoła w wieku średnim! Żeby własną córkę w takie miejsce przyprowadzać?!

Rozdział trzynasty

Na początku czułam się dziwnie wiedząc, że idziemy do sklepu z bielizną. Nigdy żaden mężczyzna nie uczestniczył w czymś tak banalnym jak moje zakupy. Jeszcze dziwniejsze było to, że szłam na zakupy z własnym ojcem. To, że był ojcem ustępowało siłą szokowania mnie temu, że zwyczajnie nie potrafiłam myśleć o nim jako o tacie. Był mężczyzną i to atrakcyjnym. Tak naprawdę najatrakcyjniejszym, z jakim miałam bliższy kontakt. Zszywanie komuś rany zalicza się chyba do takiego kontaktu?

Gdy znaleźliśmy się w ekskluzywnym butiku z bielizną, wydźwięk naszej wizyty stał się dwuznaczny. W głównej mierze przez wylewne powitanie zaserwowane Markowi przez ekspedientkę. Poczułam zazdrość i piekącą złość na to, że był tu po raz któryś z rzędu. Oznaczało to, że kupował bieliznę kobietom, pewnie kochankom. Czy przyprowadzał je do butiku? Czy ekspedientka wzięła mnie za jedną z nich? Pewnie tak.

Poczułam się smarkata, niedoświadczona i zapyziała, niczym wykrochmalona halka pod wiejską spódnicą w kwiaty. Dlaczego akurat taka była moja pierwsza myśl? Tego nie wiem.

Marek został posadzony w wygodnym fotelu i uraczony kawą. Przygotowałam się na kolejną porcję obcesowego traktowania mnie przez sprzedawczynię, ale tym razem miło się rozczarowałam.

To jaką bieliznę preferujesz? – Uśmiechnięta kobieta poprowadziła mnie między wieszaki, na których wisiały ekskluzywne staniki, a obok nich majteczki i paski do pończoch.

Potrzebuję czarne – mruknęłam, nie wiedząc, czego chcieć. – Do sukienki na pogrzeb.

I po co się tłumaczysz? – mamusia niczym dżin z lampy pojawiła się obok mnie. – Wybieraj, nie oszczędzaj, nie łam się ceną.

Jaki rozmiar? – dopytywała kobieta.

Siedemdziesiąt „D”.

Pozazdrościć. – Mrugnęła do mnie okiem i odwróciła się do wieszaków. – Tam są przymierzalnie. – Wskazała róg pomieszczenia. – Zaraz przyniosę parę kompletów.

Kilka minut później wsunęła rękę za kotarę. Spoczywała na niej masa biustonoszy, figi w różnych fasonach do kompletu i paski do pończoch! Piękne, odważne i delikatne w kroju. Na metkę zerknęłam tylko raz. Nigdy dotąd nie mierzyłam czegoś tak drogiego.

Pół godziny później nadal tkwiłam przed lustrem, wpatrując się z zachwytem we własne odbicie. Stanik unosił biust, zbliżał piersi do siebie. Majtki wydłużały wizualnie nogi i były tak delikatne, że praktycznie nie czułam ich na ciele. Mierzenia pończoch nie ryzykowałam. Nigdy nie miałam kontaktu z tym ciuszkiem i nie wiedziałam, jak zapiąć do paska nylon pończoch. Kusiło, ale nie uległam.

I jak bielizna? – W głosie sprzedawczyni słyszałam zaniepokojenie.

Pewnie nie przywykła do tak bezgłośnej klientki. Co poradzić? Zachwyt mnie unieruchomił i tylko stałam, i przyglądałam się nowej mnie.

Nie umiem się zdecydować. – Odsłoniłam kotarę, stając przed kobietą ubrana jedynie w bieliznę. – Wszystkie są piękne i każdy komplet ma w sobie coś wyjątkowego. A te trzy – pokazywałam kolejne komplety. – To istne cudo!

Weź wszystkie. – Marek wyszedł zza rogu ścianki, odgradzającej korytarz między przymierzalniami od części sklepowej.

I zamilkł, przyglądając mi się zachłannie. Po kilkunastu sekundach potrząsnął głową, zamrugał i cofnął się, znikając mi z zasięgu wzroku.

Już pakuję. – Sprzedawczyni z uśmiechem odebrała ode mnie wieszaki, po czym zasunęła kotarę mojej przymierzalni. – Jak się pani przebierze, to proszę mi podać bieliznę, bym i ją mogła zapakować.

Zmusiłam się do ruchu, zdjęłam z siebie przepiękne koronki. Piętnaście minut później wychodziłam ze sklepu z kolejną papierową torbą, w której niosłam najcudowniejszą bieliznę, jaką kiedykolwiek miałam na sobie.

Chciałam podziękować Markowi, ale nie znajdowałam słów. Wszystko przez wdzięczność i wzruszenie zmiksowane z zazdrością, bo przecież nie pierwszy raz był w tym sklepie.

Przemknęła mi przez głowę myśl, jakby to było kochać się z nim. Ugryzłam się w dolną wargę, by ból odegnał niechciane myśli.

Wsiedliśmy do samochodu. Torby przełożyłam na tylne siedzenie.

Muszę podziękować. Nie muszę! Chcę.

Dziękuję – szepnęłam, bo gardło odmówiło mi posłuszeństwa. Kretynka ze mnie! Zachowuj się, dziewczyno. – Dziękuję bardzo za te piękne rzeczy!

Ostatnie powiedziałam dziarskim głosem, może ciut zbyt głośno.

Cała przyjemność po mojej stronie. – Obrócił się do mnie, uśmiechając. – A za tą pierwszą sukienkę przepraszam. Ekspedientka chyba nie zniosła nadmiaru twojej urody.

To było miłe. Usłyszeć z jego ust taki komplement. Chyba szczery, jak i jego ciepłe, pełne atencji spojrzenie.

Siedzieliśmy w aucie, w ciszy, i bezruchu.

To miłe – mruknęłam.

To sama prawda. – Wzruszył ramionami.

Więc tym bardziej dziękuję.

I pochyliłam się, by pocałować go w policzek. Wydało mi się to na miejscu i takie zwyczajnie normalne. Dotknięcie policzka ustami tuż nad linią zarostu zatrzymało mnie jednak w pół ruchu. O centymetr od ciepłego zapachu, w objęciach woni perfum, które wchodząc w reakcję z jego skórą, stworzyły obezwładniającą mieszankę.

Trwałam w bezruchu z zamkniętymi oczami i po prostu wąchałam Marka.

Jagoda? – Napotkałam jego zdziwione spojrzenie, gdy obrócił głowę tak, że teraz nasze nosy stykały się.

Spojrzałam w te jego cholernie piękne oczy i zatonęłam w ich ciemniejącym błękicie. Nie powiedziałam nic, lecz zrobiłam jedyną logiczną rzecz. A może najbardziej nielogiczną. Przechyliłam głowę i dotknęłam ust ustami. Włoski brody połaskotały mnie, ale i to było przyjemne. Nie tak jak dotyk ciepłych warg czy głęboki pomruk, który wydarł się z gardła Marka.

Wiedziałam już, że przepadłam.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Hmm, ale wpadnie ktoś w końcu na to , że być może warto byłoby zrobić test DNA ?
    Bo chyba teraz nie będą się katować wyrzutami sumienia, że jest między nimi chemia, dość spory ładunek seksualny… ?

  2. M
    Mel
    | Odpowiedz

    O matko😱🙉🙊🙈
    Marek lec robić test DNA🙃

Napisz nam też coś :-)