fbpx

Zakazana (XIII)

with Brak komentarzy

No to jeszcze dwie części i ostrzegam, że pozostawię Was z niedosytem. Cieszy mnie to, że mam od Was masę sygnałów, że lubicie możliwość poznania książki (bądź e-booka) i stwierdzenia, czy to historia dla Was. Cytuję: "To jest uczciwe". Też tak uważam, bo przecież w księgarni mamy możliwość przeczytania sporej porcji książki. W dobie koronawirusa niekoniecznie, ale w internecie można to przeskoczyć 🙂
Miłego czytania i dajcie znać, co myślicie.
Rozdział czternasty


Do domu jechaliśmy powoli. Co jakiś czas Marek spoglądał na mnie z miną niedowierzania, jakby sprawdzał, czy istnieję i siedzę obok. Mnie samej nie chciało się mówić, więc tylko przyglądałam się profilowi, włosom, które nie były ułożone, jak zwykle i brodzie, w którą miałam ochotę wpleść palce. Ciekawe jakby to było, gdyby mnie całował po piersiach, brzuchu i między nogami. Czy broda łaskotałaby, czy raczej byłby to dodatkowy bodziec.

Przestaniesz wreszcie? – warknął, nie spuszczając wzroku z drogi.

Ale co? – Drażniłam się. Wiedziałam, o co mu chodzi.

To, że będę miał problem, żeby przedostać się do pokoju i przebrać. – Wzrokiem wskazał spodnie. – Pani Krysia mimo swoich lat to bardzo bystra kobieta.

Spojrzałam we wskazanym kierunku i aż poczułam ucisk w dole brzucha. Poza plamą zdobiącą spodnie Marka, widoczna była spora wypukłość pod materiałem. Podobało mi się to! To ja tak na niego działałam.

Może jednak najbliższe miesiące nie będą tak okropne, jak tego oczekiwałam?

***

Pożyczam torbę. – Wziąłem torbę z bielizną, by się nią po prostu zasłonić. – Oddam na górze.

Jagodę ewidentnie bawiła cała ta sytuacja. Przemknęło mi przez głowę, że może jest wyrafinowaną nastolatką, która planuje uwiedzenie mnie, a później oskarżenie o molestowanie. Jest piękna, młoda i kusząca. Pewnie ma chłopaków na kiwnięcie palcem. Możliwe, że trenowała na nich swoje sztuczki, a ja myśląc, że jest niewinna, wpadam w sidła, dając się zwyczajnie uwieść.

Mareczku, mogę cię o coś zapytać? – Pani Krysia namierzyła mnie w momencie wejścia do drzwi domu. – Parę spraw dotyczących jutrzejszego pogrzebu.

Za chwilę do pani przyjdę. – Miałem nadzieję, że nie widać zbytnio moich usiłowań zasłonienia się papierową torbą. – Jeden pilny telefon i już do pani schodzę.

Nie czekając na odpowiedź wbiegłem po schodach, rozpinając po drodze koszulę i spodnie. W sypialni skierowałem się wprost do łazienki. Ubrania wylądowały w koszu z praniem, ja wszedłem pod zimny prysznic.

Na chwilę pomogło. Owinięty w ręcznik wyszedłem z łazienki i tu moje opanowanie diabli wzięli. Koronkowa bielizna leżała na łóżku, obok niej siedziała w siadzie skrzyżnym Jagoda i oglądała zakup.

Sprzedawczyni dorzuciła paski do pończoch i pończochy. – Uniosła rozciągnięty między palcami wyjątkowo seksowny łaszek. – Śliczne to. Nigdy nie nosiłam pończoch.

Cholera – zakląłem w duchu. – Jeśli mnie nie prowokuje, to musi mieć wyjątkowo rozwiniętą intuicję i robi to podświadomie.

Z uśmiechem odłożyła koronki do pudełka, w które były zapakowane i spojrzała na mnie. Właściwie zaczęła mnie oglądać. Siedziała i patrzyła na tors, brzuch, dłużej zawiesiła wzrok na ręczniku.

Jagoda! – warknąłem czując, że tracę resztki opanowania i za chwilę mi stanie.

Sorry. – Zeskoczyła z łóżka, schyliła się po torbę. – Trudno nie przyglądać ci się. Ładny jesteś.

I wyszła, zamykając za sobą drzwi.

Ładny jestem! No, kurwa, dobre sobie!

Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Nie do końca rozumiałem, co się ze mną dzieje. Jak mam się odnaleźć w nowej rzeczywistości? Nieletnia, która jest moją córką, kontra moje zupełnie nieojcowskie uczucia.

Przeczesałem palcami brodę, potargałem włosy i skierowałem się do szafy. Dżinsy, koszulka i mogłem włączyć się w przygotowania do pogrzebu. Właściwie to bardziej psychicznie niż fizycznie, bo wiedziałem, że pani Krysia i tak mnie do niczego nie dopuści.

***

Zachowywałam się trochę jak idiotka, ale działo się to nie z mojej winy. Wciąż byłam ogłuszona przeżytą, niespodziewaną rozkoszą. Weszłam do pokoju Marka, zastanawiając się, czy nie robię się zbytnio nachalna.

Z torby z zakupami bieliźnianymi wysunęło się jedno z pudełeczek. Otworzyłam je i aż westchnęłam, odwijając szeleszczący papier. Wyjęłam następne i kolejne. W każdym z nich, w komplecie dołączony był pasek do pończoch i para cienkich pończoch. Miałam ochotę przymierzyć je, by zobaczyć, jak wyglądam w takim łaszku. Nigdy nawet nie myślałam o zakupie czegoś takiego, a tu od razu trzy sztuki!

Usłyszałam, że Marek wychodzi z łazienki. Kusiło mnie wcześniej, by go tam odwiedzić, ale to byłoby narzucanie się.

Sprzedawczyni dorzuciła paski do pończoch i pończochy. – Powiedziałam pierwsze, co przyszło mi do głowy. Oczywista oczywistość, ale nie mogłam przecież od tak sobie milczeć. – Śliczne to. Nigdy nie nosiłam pończoch.

Odłożyłam pasek do pudełka i zawiesiłam się. Na szerokich barkach i cudnie owłosionym torsie. Na brzuchu i tym kuszącym paseczku włosów biegnącym w dół i niknącym za ręcznikiem, którym Marek owinął biodra. Wystarczyłoby pociągnąć za róg materiału i mogłabym go obejrzeć dokładniej.

Jagoda! – Ostro wypowiedziane imię przywołało mnie do rzeczywistości.

Nie wyglądał na zezłoszczonego. Wystarczyło spojrzeć mu w oczy, by wiedzieć, że opanowują go podobne myśli.

Sorry. – Zeskoczyłam z łóżka, musiałam zaszyć się w pokoju. – Trudno nie przyglądać ci się. Ładny jesteś.

Po palnięciu ostatniej głupoty uciekłam do swojego pokoju.

Prysznic! – Zrzuciłam z siebie ciuchy. Majtki były mną przesiąknięte. – O cholera jasna – mruknęłam, dotykając podbrzusza.

Byłam śliska, spuchnięta i bardzo nadwrażliwa. Rozważałam opcję zrobienia sobie dobrze, ale przeszkodził mi telefon. Po jakiego grzyba wzięłam go do łazienki?! Ech, elektroniczna smycz wie, jak człowiekowi przeszkodzić w przyjemnościach.

Nie zdążyłam odebrać, więc oddzwoniłam.

Cześć, Ewa. – Starałam się brzmieć spokojnie, choć najchętniej wykrzyczałabym jedynej przyjaciółce, że zakochuję się we własnym ojcu. – Sorry, że nie dzwoniłam.

Spoko. – Jak zwykle wyrozumiała. – I jak się trzymasz?

Dobrze. – Wzruszyłam ramionami, przyglądając się swojemu odbiciu w ogromnym lustrze na ścianie. – Śmierć mamy nie była zaskoczeniem. Zresztą ona sama przygotowywała mnie na ten moment od dawna.

A ojciec? Dogadujecie się jakoś?

Jest... normalny. – W ostatnim momencie ugryzłam się w język, by nie powiedzieć „seksi”.

No widzisz? – Ucieszyła się. – A tak się bałaś. Będę jutro na pogrzebie. Może zostaniesz u mnie na noc? Starsza siostra nocuje u chłopaka, więc mamy cały pokój dla siebie!

Lepiej ty u mnie – mruknęłam, ciesząc się na zaskoczenie Ewy komfortem mojego obecnego domu.

Tata nie będzie miał nic przeciwko?

Nie sądzę. – Cholera, nie pomyślałam o tym. – Zapytam go na wszelki wypadek i potwierdzę esemesem. Ok?

Jasne. – Ewka po swojemu zwięzła i rzeczowa. Cała ona. – Jak się nie zgodzi, to śpisz u mnie. Musimy pogadać. To trzymaj się. Lecę na trening.

Pa.

Owinęłam się ręcznikiem i z zamiarem poleżenia przez moment, położyłam się na łóżku. Tylko kilka minut. Później zejdę do pani Krysi i zaproponuję jej pomoc. Ona oczywiście nie skorzysta, ale to nic. Może trafię na Marka, może zagadam. Mam o czym, o Ewce.

Cholera, zaczynam fiksować. Myśli jak bumerang wracały do Marka. Jego oczu, ust, nagich ramion i paska włosów na brzuchu.

Zdecydowanie fiksuję!

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)