Zakazana (II)

with 3 komentarze

Zakazana - opowiadanie erotyczne z dużą dawką humoruCoś ostatnio mam kuku na wymyślonych, nierealnych przyjaciół, duszki towarzyszki i pokręcone alter ego 🙂
Jak Was nimi znudzę, to dajcie znać. Lubię te ześwirowane postaci 😀


Rozdział drugi

Jadę do szpitala. Po drodze odwożę Sabinę. Widzę, że jest niezadowolona. Trudno, nie będę przepraszał za coś, na co nie mam wpływu. Kiedyś jej to wynagrodzę. Dzisiaj, teraz, nie mam cierpliwości, by tłumaczyć jej, dlaczego obca kobieta jest ważniejsza od niej.

Beata, cierń w moim sercu umiera właśnie. Taki przekaz otrzymałem od Zbyszka. Jest na skraju życia i chce się ze mną widzieć przed śmiercią. Jestem odrobinę zaintrygowany, o wiele silniejsze jest jednak uczucie irytacji. Nagle sobie o mnie przypomniała. Po tylu latach, w czasie których nie istniałem dla niej.

Mam ochotę zawrócić, nic sobie nie robiąc z jej ostatniej woli. Nie zobaczę jej, nie poczuję tego wszystkiego, co z takim wysiłkiem zakopałem gdzieś głęboko w sobie. Jadę jednak, starając się przygotować na spotkanie. Co zobaczę w jej oczach? Co poczuję, widząc to spojrzenie?

Wchodzę do szpitala, staram się oddychać płytko. Nie lubię unoszącego się w powietrzu zapachu. Mieszanina leków, chemii sterylizującej powierzchnie i cierpienia, może nawet śmierci.

Kieruję się ku windom, wewnątrz jednej z nich wciskam przycisk z liczbą trzy. Staram się nie zauważać brzydoty mijanych korytarzy i marnego zestawienia materiałów wykończeniowych. Szpital wygląda, jakby pozaklejano ubytki w chorej bryle budynku tak, by trzymał się jako tako i nadawał do użytku. Tu mdły odcień podłóg, tam kawałek ściany obłożony świeżym tynkiem, by dalej zmieniać się w wyblakły i przybrudzony odcień o innej strukturze. Bury panel na ścianie ciągnący się na wysokości przeszło metra, czyli tam, gdzie normalnie obija ją oparcie krzesła, czy łóżko na kółkach. Brzydota.

Myśli pierzchają w momencie, gdy docieram do sali z numerem siedemnaście. Na wszelki wypadek sprawdzam numer w wiadomości przysłanej przez Zbyszka. To tutaj, to ten pokój.

Wchodzę do niewielkiego, zielonkawego pomieszczenia z zimnym oświetleniem jarzeniówek wiszących w starej, metalowej oprawie pod sufitem. Stoją tu trzy łóżka, ale tylko jedno z nich jest zajęte.

Leży na nim kobieta. Jest wychudła, a ogromne, niebieskie oczy wpatrzone są we mnie. Jest łysa, usta ma spierzchnięte, linia szczęki mocno odznacza się pod prawie przezroczystą skórą. Wargi poruszają się, chyba coś do mnie mówi.

Podchodzę bliżej i wiem, że to Beata. Mimo zniszczenia ciała i braku włosów. To ona, ta sama, choć tak inna. Ten sam smutek w spojrzeniu i tęsknota. Tak, to właśnie widzę.

Przysuwam do łóżka krzesło, opadam na nie.

Chciałbym jej zadać tyle pytań. O to, dlaczego mnie porzuciła bez słowa wyjaśnienia. Co robiła przez te wszystkie lata. Z kim żyła. W czym ten ktoś był lepszy ode mnie.

- Zaopiekujesz się nią? - Pochylam się, by lepiej słyszeć. Chłodne palce zaciskają się na moim nadgarstku.

- Kim? - Nie rozumiem, o czym mówi.

- Jagodą. - Spierzchnięte usta artykułują słowa z ogromnym trudem. - Naszą córką.

Świat się zatrzymuje, czas przestaje płynąć. Ja też nie potrafię się ruszyć.

- Córką? - Patrzę w blade oczy. - Mam córkę?

- Tak – odpowiada, po czym ulatuje z niej życie.

Ostatnia iskra gaśnie, wraz z cichym westchnieniem. Palce wypuszczają mnie z objęć.

***

Jadąc rankiem do pracy dzwonię do Szymona. Z trudem przyswajam informacje, które mi serwuje. Wieczorem umarła Beata, chwilę przed tym przekazała mi wiadomość o córce. Wczesnym rankiem dzwonił adwokat jej rodziny i przesłał wiadomość o ostatniej woli Beaty. Jeśli chcę ją poznać, mam się czym prędzej u niego stawić.

Zmieniam cel jazdy, chcę tam być jak najszybciej. Ciekawość nie pozwoliłaby mi teraz na normalną pracę. Nie skupiłbym się na niczym. W nocy prawie nie spałem.

W niewielkiej kancelarii jestem prowadzony do przytulnego gabinetu i uraczony kawą. Po wylegitymowaniu mnie, adwokat pyta, czy zgadzam się na wypełnienie ostatniej woli nieboszczki, czy zaopiekuję się córką. Mogę oczywiście odmówić, a wtedy dziewczyna trafi do rodziny na wsi, a jeśli i ta się nie zgodzi, to do domu dziecka.

Dziecko? Przecież ona ma siedemnaście lat? Toż to prawie pełnoletnia kobieta!

- Zaopiekuję się nią. - Nie potrafiłbym inaczej. Sumienie by mnie zagryzło. Niespełna rok z życia minie szybko. - Czy może mi pan powiedzieć o dziewczynie coś więcej? Czy Beata zostawiła dla mnie jakiś list? Kilka godzin temu dowiedziałem się, że jestem ojcem.

- Nieboszczka zostawiła dla pana list. Mam go panu wręczyć po pogrzebie. - Mężczyzna obleka twarz we współczującą maskę. - Kiedy dziewczyna może się do pana wprowadzić? Czy warunki mieszkaniowe pozwolą na wspólne życie pod jednym dachem?

- Pozwolą. - Śmieszne pytanie. - Może się wprowadzić choćby dziś. Skąd mam ją odebrać?

***

W pracy skupiam się na przygotowaniu poważnego zlecenia dla zagranicznego inwestora. Planuję rozdzielenie pracy. Pierwszy etap kontroli zostawię zaufanej pracownicy. Musimy zacząć w tym tygodniu. Poważne zlecenie, to poważne pieniądze, oraz mocny doping do pracy. Wszyscy wiedzą, że im szybciej skończymy, tym prędzej otrzymają premię.

Zlecam Szymonowi odebranie Jagody. Pierwsze spotkanie będzie miało miejsce w domu. Tak wolę. Na swoim terenie, bezpiecznie, bez niepotrzebnych emocji. Nim wrócę z firmy, młoda obejrzy dom, może pozna starszych państwa. Pozwolę jej wybrać pokój. W końcu i dla niej to musi być ciężkie przeżycie.

Za dwa dni ma być pogrzeb Beaty. Zorganizowanie uroczystości zleciłem jednej z pracownic. Wiem, że zajmie się tym sprawnie. Nie wyobrażam sobie, bym miał wybierać trumnę, kwiaty, czy oprawę muzyczną. Godzę się, by stypa odbyła się w moim domu. Pracownica dostaje namiar na moją gosposię. Mają się skontaktować, spotkać i ustalić szczegóły. Zamówią katering, zrobią niezbędne zakupy, przygotują dom dla gości.

Najchętniej nie wpuściłbym nikogo do domu. Czuję, że tak będzie lepiej dla małolaty. Dzięki temu również jej rodzina powinna być o nią spokojniejsza.

Jej rodzina? Teraz to ja nią jestem!

Rozdział trzeci

No i umarłam!

Mama wygląda ślicznie. Jak kiedyś, jej blond włosy lśnią, a błękitne oczy żarzą się wesołym blaskiem. Jest pełna energii i uśmiecha się mówiąc, że nie żyje. Szalona!

- I będziesz mnie teraz nawiedzała? - Idę leśną ścieżką i choć wiem, że powinnam się smucić, to czuję ulgę, bo cierpienie mamy nareszcie się skończyło. - Kocham cię mamo, ale dusza po śmierci powinna przejść na drugą stronę.

Nie spieszy mi się. - Znów jej radosny śmiech. - Daj się nacieszyć tym, że wreszcie nic mnie nie boli!

Moja odmłodzona matka rozrzuca ramiona na boki i okręca się wokół własnej osi. Nie wiem, czy jest wytworem mojej wyobraźni, czy faktycznie to jej dusza. Nawet jeśli to tylko moja imaginacja, to chcę ją mieć blisko siebie. Niby zdążyłam się pogodzić ze stratą mamy, ale jednak dobrze jest móc mieć z nią kontakt. Nawet, jeśli nie do końca realny. Nawet, gdyby miał się skończyć za niedługi czas.

- Czekają mnie zmiany. - Wyszłyśmy z lasu na polanę.

Słońce przyjemnie zapiekło uda i gołe ramiona. Był maj, za niedługo nadejdzie lato, a wraz z nim ogromna niewiadoma, co mam począć z wakacjami.

Przez ostatnie dwa lata, w czasie których mama chorowała i tak nigdzie nie jeździłam. Nie chciałam jej zostawiać samej, a i sama bałam się rozstania z nią. Im bardziej była chora, tym większy strach przed utratą jedynej kochanej osoby zaciskał mi na gardle swoje kościste paluchy.

Jedyne co jest pewne w życiu, to zmiany. - Mama wygłosiła te słowa filozoficznym tonem. - Uwierz, że chciałam dożyć momentu, gdy osiągniesz pełnoletniość, ale nie udało się. - Zatrzymała się, słońce świeciło jej w plecy, prześwitując między blond pasmami puszystych włosów. Włosy czyli coś, za czym tęskniła najmocniej. Atrybut jej kobiecości i chluba w czasach, gdy była zdrowa. - Brakło tych dziesięć miesięcy. Wiem, że nie znasz tego człowieka, ale wiem, że jest dobry.

- Tak, mówiłaś mi to nie raz – mruknęłam, wyłamując nerwowo palce. - Jak i to, że to jedyny sposób, bym mogła iść na studia.

To tylko kilkanaście miesięcy. - Pogłaskała mnie po policzku i słowo daję, poczułam jej dotyk! - Później zrobisz, co zechcesz.

Wiedziałam, że ma rację. Jedyną moją rodziną była ciotka na wsi i to u niej musiałabym mieszkać do czasu osiągnięcia pełnoletniości. Nie poszłabym na studia, ale musiała pracować w gospodarstwie. Nie przelewało im się, więc nie utrzymywaliby darmozjada. Musiałabym odłożyć studiowanie na rok następny, ale za bardzo pragnęłam się uczyć, zbyt mocno kochałam miasto.

- A jak dostanę pokój bez okna, albo będę go musiała dzielić z innym członkiem rodziny? - Wiedziałyśmy obie, że pudłuję.

Wiesz, że sprawdziłam tego człowieka. - Mama uśmiechała się pobłażliwie. - Mieszka sam, nie ma rodziny i na pewno będziesz miała pokój z oknem.

- Wiem, mamo – westchnęłam, kierując się ku domostwu ciotki.

To u niej mieszkałam od dwóch dni. Mama wysłała mnie poza miasto, bym nie przeszkodziła jej w negocjowaniu z moim ojcem. Dlaczego robiła z tego taką tajemnicę, tego nie zdradziła. Nie pytałam jej o to. Była chora, umierająca, więc mogło jej się już coś roić. To, że umarła w czasie mojej nieobecności, pewnie również zaplanowała. Wszystko miała zaplanowane, włącznie ze sprzedażą mieszkania. Tydzień przed śmiercią mamy nowi właściciele przysłali dekoratora wnętrz. Ten przemierzył pomieszczenia, traktując mnie niczym powietrze.

Na łożu prawie śmierci, moja zorganizowana do bólu matka oznajmiła mi, że muszę się spakować i przeprowadzić na kilka dni do ciotki. Nie wiedziałam, że cholera jedna planuje w tym czasie pozamykać wszystkie sprawy, w tym przekazanie przez pośrednika kluczy do mieszkania i odejście z tego łez padołu.

To ostatnie jak widać zrobiła połowicznie. W przeciwnym razie nie widziałabym teraz jej bosych stóp, roztańczonych łydek i kwiecistej sukienki. Zrobiła wszystko najlepiej, jak potrafiła. Mnie czekały wyłącznie zmiany i nie próbowałam zdusić uczucia paniki przed tym, co mnie czeka. Byłam przerażona i aż mi się w żołądku przewracało ze strachu.

Mam zamieszkać z obcym człowiekiem w obcym mi domu.

Na pewno nie będę mówiła do niego tato. Co to to nie!

KUPUJĘ CAŁY ODCINEK

 

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Córka? A to ciekawe… 🙂 Rozumiem, że wygląda jak jej matka zważywszy na to, jak zareagował na nią Marek. Czekam na kolejny rozdział.

  2. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Czy aby na pewno Jagoda jest córką Marka? Czy też Beata przekalkulowała, że to będzie optymalny wariant? Sprawdziła Marka i uznała, że spokojnie może mu powierzyć swe nastoletnie dziecko? Zdziwko Marka to jedno, ale i Jagoda musiała się mocno zaskoczyć – tatusiek zdecydowanie nie był grubym, zramolałym i napuszonym piernikiem. Liczę na to, że list Beaty rzuci światło na przyczyny i okoliczności jej zniknięcia przed laty. I bardzo jestem ciekawa rozwoju relacji pomiędzy Jagodą i Markiem.

  3. Lola
    | Odpowiedz

    Jak przeczytałam że Beata jest duchem to się zdziwiłam. Nie lubię takich klimatów. Ale suma sumarum to układa się świetnie !
    Charakterna mamuska która trochę się wyluzowała po śmierci.
    Jagoda hmmm oboje chyba się zdziwią bo jemu dziewczyna przypomina matke a on staruszkiem nie jest. I brzydalem raczej tez nie.
    Ale teraz to dopiero bedzie ciekawie i juz czekam na dalsze losy!

Napisz nam też coś :-)