Zakazana (III)

with 4 komentarze

Zakazana - opowiadanie erotyczne z dużą dawką humoru

Kochani. Po raz pierwszy nie wysłałyśmy newslettera, ale w poniedziałek już będzie 🙂
Są natomiast dwa podcasty, w których opowiadamy co i jak z naszym pisaniem, skąd się ono wzięło, dokąd nas prowadzi i po co 😀 To tak w maksymalnym skrócie.
A teraz życzę udanego weekendu. Mój będzie 😀


Rozdział piąty

Patrzyłam na plecy mężczyzny, który nijak nie kojarzył mi się z człowiekiem mającym być moim ojcem. Jeśli jednak nie byłby nim, to kim? I czemu zachowuje się tutaj tak swobodnie? Musiał być domownikiem. Mojej mamie chyba nie umknąłby fakt posiadania przez mojego ojca syna? Wątpliwa sprawa. Ona wiedziała zawsze i wszystko.

- Dzień dobry. – Zaryzykowałam przywitanie. Trudno, najwyżej wyjdę na kretynkę. - Jestem Jagoda, pana córka.

Mężczyzna obrócił się do mnie z uśmiechem, po chwili uśmiech zgasł, on sam coś wyszeptał, po czym upuścił trzymany w dłoni kieliszek. Jak w zwolnionym tempie obserwowałam upadające szkło, rozprysk jego kawałków po uderzeniu w podłogę i rozchlapujące się na wszystkie strony wino. Postąpił krok w przód, jakby chciał do mnie podejść. Sekundę później syknął, cofnął się w tył i uniósł stopę, z której malowniczo wbity wystawał kawał szkła, a po nim ściekała czerwień krwi.

- Proszę się nie ruszać! - Podbiegłam do niego ciesząc się, że mam pełne, skórzane buty.

Na szczęście nie próbował wykonać żadnego gestu. Mało z tego, pobladł, palcami kurczowo złapał się blatu i trwał ze stopą nad podłogą.

Kucnęłam przed nim, złapałam za piętę i jednym ruchem wyciągnęłam szkło. Syknął, spojrzał na krew, która uciekała z rozciętych tkanek i zamknął oczy, blednąc. Sięgnęłam po leżący na blacie ręcznik, owinęłam nim zranioną kończynę.

- Ma pan jakąś apteczkę? - Cholera, nie umiem jeździć samochodem. Tak mogłabym go zawieźć na pogotowie. - Trzeba to opatrzyć.

Spojrzał na mnie z góry, zmarszczył brwi. Pewnie zastanawiał się, co taka siksa jak ja może wiedzieć o opatrywaniu ran.

- Nie będę się wdawała w szczegóły i tylko powiem, że przy chorej, później umierającej matce nie raz miałam krwawą robotę. - Próbowałam brzmieć spokojnie, choć przypomniały mi się odleżyny mamy i jej cierpienie. - Poza tym chcę studiować medycynę, więc nie straszna mi krew.

- W łazience – wycedził przez zaciśnięte zęby.

- Da pan radę docisnąć ręcznik do stopy? - Wciąż trzymałam materiał, a ten nasiąkał krwią. - Podniesie pan tak wysoko stopę?

- Oczywiście! - Widziałam malujące się na jego twarzy zaskoczenie i oburzenie.

Nie wiem, co go tak oburzyło. Przecież nie powiedziałam niczego obraźliwego.

Co się dziwisz? - Mama siedziała na blacie obok jego dłoni. - Zwracasz się do niego „Per pan”, w dodatku traktujesz, jak zramolałego piernika. Nie jest piernikiem, to chyba widzisz.

Starałam się nie przyglądać mu się zbytnio, ale było to trudne. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w poszukiwaniu łazienki.

Nie przepadam za chłopakami, a przynajmniej z żadnym z nich nie weszłam nigdy w bliższą relację. Po części dla tego, że nie spotkałam żadnego na odpowiednim poziomie. Nie to, żebym była jakąś zadufaną w sobie dziewicą. Po prostu trafiałam na zbyt nachalne egzemplarze, stąd mój chłód i dystans. Nigdy żaden nie zaintrygował mnie na tyle, bym zdążyła choćby zauroczyć się charakterem, bądź powierzchownością, nie wspominając o komplecie obu tych elementów.

Drugą sprawą jest to, że mama od kilku lat wymagała zwiększonej uwagi, później i opieki. Nie, żeby była niedołężna i niesamodzielna. O nie! Była niczym waleczna wojowniczka, nie pozwalająca sobie pomóc. Dodatkowo planowała i moje życie, komenderując mną ze szpitalnego łóżka. Oczywiście do czasu, gdy ciało przegrało z silną wolą i zaczęło zawodzić na każdym polu.

Błądziłam po parterze, szukając drzwi łazienki. Jednym z pomieszczeń, do którego wtargnęłam, była pralnia. Aż krzyknęłam gdy w ciemności wpadłam na wysoką postać. Po chwili oślepiło mnie światło z automatycznie zapalającej się lampy. Nazwałam siebie idiotką. Postać okazała się być manekinem bez głowy.

Kolejne pomieszczenie rozpoczynało się opadającymi w dół schodami. Pierwsze lampy przy stopniach rozjaśniły spad, dalsze tonęły w ciemnościach. Cofnęłam się czym prędzej. Nie ciekawiła mnie zawartość tej ciemnicy.

- O kurczę. - Aż gwizdnęłam pod nosem. - Do takich luksusów to ja się mogę przyzwyczaić!

Stałam zapowietrzona w progu i podziwiałam widok. Całe pomieszczenie skąpane było w bieli ścian i podłogi, oraz cudzie kolorów natury za wysoką przeszkloną ścianą. Nigdy dotąd nie widziałam takiego rozpasania formy, jeśli tak mogę powiedzieć. Niby oszczędność w kolorach, ale przestronność, jaką nadało łazience okno kłóciła mi się tylko z jednym.

- Jak tu się kąpać na golasa, gdy masz przed sobą takie wielkie, niezasłonięte okno?!

Podparłam się pod boki, kontemplując niecodzienne zestawienie braku praktyczności i piękna.

- Da się zasłonić to okno.

Aż podskoczyłam, słysząc za sobą głos. Obróciłam się w miejscu i zachwiałam widząc TEGO człowieka tuż za sobą. Zamachałam ramionami, starając się złapać futryny. Nie dosięgłam jej, na szczęście silne palce złapały mnie za ramię.

- Dlaczego mnie pan straszy? - Odruchowo zacisnęłam palce na jego koszuli. - Miał pan czekać w kuchni!

- Długo cię nie było. - Ustabilizował mnie, po czym cofnął dłonie, prostując się. - Zastanawiałem się czy zemdlałaś, czy może się zgubiłaś.

Chciałam odpowiedzieć coś na tyle bezczelnie, by nie brał mnie za niemądre dziewczę, które przybyło, by mu powisieć na garnuszku, ale wzrok mój padł na podłogę u naszych stóp. Poprawka – głośne mlaśnięcie przyciągnęło moją uwagę. To była lepka krew, która mocno kontrastowała z bielą płytek.

- O boże! - Ile ten człowiek stracił już krwi! - Pan usiądzie tu na podłodze, albo zaraz zemdleje! - Pociągnęłam go w kierunku białego, puszystego dywanika na środku łazienki. - Nogę damy wyżej, żebym mogła ją obejrzeć i zatamować krwawienie. Ale już!

Widziałam, że mężczyzna pobladł jeszcze bardziej i na szczęście nie próbował oponować. Usiadł na podłodze, po chwili się położył, pozwalając stopę umieścić na designerskim, przezroczystym krześle. Owinęłam mu ranę ręcznikiem i kazałam leżeć. Usłuchał mnie i tylko wodził za mną wzrokiem, gdy ja w tym czasie przetrząsałam szafki. Zadanie nie było łatwe, szuflady i wnęki były bowiem tak sprytnie ukryte i zamaskowane, że dopiero po dwóch, niemiłosiernie ciągnących się minutach zdołałam namierzyć apteczkę.

- No tak, to też bez kompromisów – mruknęłam, wyciągając czerwoną walizkę opatrzoną białym krzyżem. - Można by operację przeprowadzić!

Opadłam na klęczki obok krzesła, stopę umieściłam sobie na kolanach i wyjętą z jałowego opakowania pensetą i skalpelem zaczęłam grzebać w ranie. Krew nie płynęła już tak żwawo i obrastała ładną skrzepliną. Zerknęłam na tatuśka, ale ten chyba zemdlał. Dobrze, nie będzie histeryzował. Chociaż z drugiej strony nie wyglądał mi na histeryka. Dla pewności obróciłam go na bok i ułożyłam w bezpiecznej pozycji. Zajrzałam do ust, ale język leżał w odpowiedniej pozycji, nie stwarzając zagrożenia uduszeniem.

Rana była czysta, mogłam zaszyć skórę. Fakt, że widziałam to dotąd wyłącznie na filmie w You Tube, nie zniechęcał do eksperymentu. Co może pójść nie tak? Wszystko wyjałowione, pomoże zatamować krwawienie, nie zaszkodzi mu przecież. Zwykły materiał szyłam nie raz, więc musiało się udać. Skóra, czy bawełna, niewieka różnica.

Pięć minut i trzy szwy później usiadłam po turecku przy ojczulku tuż po tym, jak po raz kolejny sprawdziłam, że oddycha. Ciśnienie miał niskie, ale nie niebezpiecznie. Mogłam sobie go pooglądać i to było nagrodą.

Pierwszy raz bezwstydnie patrzyłam na tak dorosłego faceta. Dojrzałego i tak... męskiego! Był przystojny i aż mi się głupio zrobiło, że tak o nim myślę. Przecież to mój ojciec! Okej, ale i zupełnie obcy człowiek.

Pociągła twarz porośnięta była gustownie przyciętą brodą. Głowę pokrywały lekko przydługie i delikatnie oszronione siwizną ciemne włosy. Długie czarne rzęsy osłaniały oczy, których koloru nie zdążyłam zarejestrować. Za dużo się działo, bym mogła mu spojrzeć w oczy. Usta miał lekko rozchylone i musiałam przyznać, że pięknie kształtne.

Mimowolnie uniosłam dłoń i nim pomyślałam co robię, sięgnęłam do jego twarzy i dotknęłam ciepłych warg, przesunęłam po nich opuszkami.

- Cholera – syknęłam, odsuwając się w tył.

To było głupie i niebezpieczne. Głupie, bo mógł się obudzić i stwierdzić, że małolata, jego osobista, świeżo odziedziczona córka jest nimfetką i maca własnego rodzica. Niebezpieczne, bo miękkość i gładkość warg wywołała we mnie dziwny, całkiem nowy głód.

Zagryzłam wargi, podciągnęłam kolana pod brodę i postanowiłam zaczekać, aż się ocknie.

Kupuję całą część

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Gość
    | Odpowiedz

    Co ona tam zobaczyła??? Trupa pani Krysi??? Zestaw akcesoriów bdsm??? 😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Wielkie łóżko i lustro nad nim😂 żartuję, nie mam pojęcia, co zobaczyła. Mnie ciekawi to, kiedy pożądanie weźmie ich w swoje władanie. Obiecująco zapowiada się to opowiadanie 😉

      • Mikakamaka
        |

        🙂

  2. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Trzeba przyznać, że Jagoda z Markiem mieli mocno wejście w znajomość:) Okupione krwią. Dużo zdziwień mam: Jagoda w ogóle nie wspomina o żadnym innym ojcu, co by mogło wskazywać, że mama wychowywała ją sama, co jeszcze bardziej zaciemnia sprawę zniknięcia Beaty przed laty; jaka matka rzucałaby swojej córce tekstem, że jej ojciec szybko twardniał?! Poza tym, Beata zachowuje się, jakby Marek nigdy nic dla nie znaczył – jakaś taka cyniczna jest. Fakt, że jest martwa nie jest żadnym wytłumaczeniem:) Mocno się zdziwię, jeśli się okaże, że Jagoda naprawdę jest córką Marka. Oj, mocno. Ciekawa jestem bardzo, jak długo uda się im ukrywać wzajemną fascynację. Co też Jagoda mogła zobaczyć w sypialni Marka? Ogromne łóżko chyba by nie sprawiło zamarcia w progu. Portret jej matki? A może po prostu widok za oknem tak ją oszołomił? Albo kobieta w łóżku, czekająca na Marka. No nic, pożyjemy, przeczytamy:)

Napisz nam też coś :-)