fbpx

Zakazana (VIII)

with Brak komentarzy

Powiem Ci, że marzy mi się moment, gdy to zatrudniam asystentkę do robienia masy rzeczy, które mogę przekazać. To ona koordynuje korekty tekstów, skład i łamanie, drukarnie. Przekazuje tematy związane z reklamą, grafiką, wysyłką i tak dalej. Tak naprawdę, to pisania w moim dniu coraz mniej. Dużo to poprawki starszych tekstów i takie tam. Nie narzekam! Żeby było jasne. Chciałabym po prostu, by dzień był dłuższy 🙂

Z drugiej strony jaram się, mogąc Wam przygotować niespodziankę na święta 🙂 Ależ trudno jest trzymać język za zębami i się nie wygadać 😀


Rozdział dziewiąty

To było szokujące doznanie! Dosłownie!

Wyszłam z pokoju, choć bardziej adekwatnym określeniem byłoby to, że zwyczajnie uciekłam. Nie pomyślałam, gdy wsunęłam się ponownie pod ramię Marka, by go zaprowadzić do łóżka. Był ubrany jedynie w ręcznik, a poza tym miał mokrą skórę i tak obłędnie pachniał! Wciąż czułam ten zapach wokół siebie.

Gdy opatrywałam mu ranę, udało mi się nie spoglądać w górę, choć kusiło mnie jak jasny gwint! Byłam mocna i oparłam się pokusie. Gorzej, gdy położył się na łóżku. To było tak niespodziewane i nowe! Prawie nagi, dorosły mężczyzna i to jaki mężczyzna! Ile on ćwiczy? Co ćwiczy? I czy każdemu facetowi włosy tak seksownie rosną na klatce piersiowej? I ten pasek, zwężający się na brzuchu i niknący pod ręcznikiem okrywającym…

Tu udało mi się odwrócić wzrok, ale zdążyłam zarejestrować dwie rzeczy. Pierwszą była wypukłość, wyraźnie odznaczająca się pod białą frotą, drugą drapieżny wyraz twarzy Marka. Zacisnęłam usta, by ich nie oblizać. Zaschło mi w gardle i chciałam widzieć więcej!

Zamrugałam, zmuszając oczy do spojrzenia w innym kierunku, po czym wyszłam z sypialni Marka na sztywnych nogach. Jakby mi kolana nie działały! Miałam ochotę wybiec z posiadłości i uciec!

W co ja się wpakowałam? Przecież nie jestem TAKA! Nie myślę o facetach w ten sposób! Nie myślę o seksie!

Jasne, mała. – Mamuśka z krzywym uśmiechem przywitała mnie na korytarzu, gdy wreszcie udało mi się zamknąć za sobą drzwi. – Tak sobie wmawiaj. Jesteś seksualną istotą. Masz to po mnie. A on jest seksownym mężczyzną. W dodatku nie takim smarkiem jak twoi koledzy, ale doświadczonym…

Nie pomagasz – warknęłam, przerywając jej. Wbiłam pięści w kieszenie i ruszyłam do swojego pokoju. – Nie chcę na niego patrzeć w taki sposób. To mój ojciec.

Mamuśka zaśmiała się, po czym rozpłynęła, zostawiając mnie samą w pustym, cichym korytarzu.

I co ja miałam począć ze stanem, w który wpadłam przy tym, bądź co bądź, obcym mężczyźnie?

Pójdę spać, rano wstanę z jasnym umysłem. Przyjdzie gospodyni, za oknami będzie dzień. Poznam ludzi, zajmę się przygotowaniem do pogrzebu, zatopię się w żałobie. Niecne myśli wylecą mi z głowy! Wszystko będzie dobrze! Ogarnę rozum, okiełznam uczucia. Dam radę!

Z takim postanowieniem żwawym krokiem skierowałam się ku mojej nowej sypialni, z planem wzięcia szybkiego prysznica i położenia się do łóżka. Udawałam przed sobą, że nie słyszę śmiechu mamy, który musiał rozbrzmiewać tylko w mojej głowie. Udawałam przed sobą, że nie ciągnie mnie do pokoju na przeciwległym końcu korytarza i że nie zastanawiam się nad tym, czy i Marek myśli teraz o mnie. Udawałam, że nie pragnę, by nie myślał o mnie jak o młodocianej córce, której pozbędzie się z domu za jakiś czas, ale jako o kobiecie.

Szybko umyłam się, przebrałam w koszulkę i majtki, po czym wsunęłam pod chłodną kołdrę. Zignorowałam sms od Baśki, mojej jedynej przyjaciółki, która zwyczajnie martwiła się o mnie i, starając się nie myśleć o niczym poza czekającymi mnie dnia następnego obowiązkami, odpłynęłam w sen.

Rano, skoro świt wyskoczyłam z łóżka. Szybko opryskałam twarz wodą i związałam włosy w kucyk. Założyłam spodenki na szelkach i obcisłą koszulkę. Zwyczajny, młodzieżowy ubiór, twarzy nie tknęłam makijażem.

Na parterze krzątała się pani Krysia. Nieznana mi młoda kobieta dotrzymywała jej towarzystwa i skrzętnie zapisywała coś w notesie.

Zamówiłam już kwiaty i część cateringu – mówiła do gospodyni, gdy ta w międzyczasie kursowała między lodówką i blatem kuchennym, na którym układała wyciągnięte z chłodziarki warzywa.

Tylko dopilnuj i zaznacz im, żeby mieli wszystko podgrzane i przywieźli gorące w termosach, bo nie życzę sobie grzebania mi w kuchni! – Spory kawał mięsa wylądował w zlewie. – O, witaj dziecko! – Skupiony wyraz twarzy zmienił się w uśmiech, gdy wzrok pani Krysi spoczął na mnie. – Jak się spało?

Dziękuję, dobrze – odpowiedziałam uśmiechem.

To może idź popływać w basenie, gdy ja tymczasem przygotuję ci śniadanie.

D...dobrze. – Aż mnie zatkało z wrażenia. – Dziękuję. – Ktoś ma mi przygotować jedzenie? Mi? Przecież ja od lat jestem samoobsługowa! – A czy będę mogła w czymś pomóc? W przygotowaniach do pogrzebu?

Z całą pewnością, kochana. – Gospodyni sprawnymi ruchami myła mięso pod bieżącą wodą. Zupełnie jak kiedyś mama. W czasach, gdy była sprawna. – Ale teraz idź popływać. Mareczek robi tak co rano. Dzisiaj nie, bo skaleczył nogę i kierowca przyjechał, żeby go zawieźć do lekarza.

Aha – odparłam mało inteligentnie i skierowałam się ku schodom prowadzącym na górę.

Starałam się nie zauważać pełnego chłodu i niechęci wzroku asystentki Marka. Miałam nadzieję, że niezbyt często będę miała okazję na spotkania z nią. Ewidentnie mnie nie lubiła.

Ona ci zazdrości, dziecko. – Mamuśka kroczyła obok mnie w bikini ledwie okrywającym newralgiczne miejsca na ciele. – Myślę, że twoje pojawienie się pokrzyżuje plany niejednej babie, więc przygotuj się na takie spojrzenia.

Pewnie miała rację. Chyba właśnie wychodziłam ze strefy komfortu, którą stało się dla mnie bycie opiekunką umierającej matki. W tym umieraniu były same pewne zmienne. Teraz nie miałam ani jednej poza tą, że podobał mi się własny ojciec.

O matko – westchnęłam, człapiąc ciężko po schodach. – To się porobiło.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)