Zapomniana I

with 23 komentarze

debiut na motylach Rebel Girl

.

Powitajcie ciepło kolejną debiutującą na motylach autorkę i jej opowiadanie pt: Zapomniana. Przyjemnej lektury!

.

Być może ktoś z Was pamięta mnie z bloga Miki, gdzie udzielałam się w komentarzach i jako współautorka.

To opowiadanie powstało jakiś czas temu, ale postanowiłam je przeredagować, dodając nowe fragmenty, pomysły i swoje własne doświadczenia. Będzie sporo scen seksu, ale postaram się też dać bohaterce coś z siebie. Zachęcam do komentowania, nie gryzę i się nie obrażam 🙂

Rebel Girl

.

Wiele się zmieniło przez ostatnie kilkanaście miesięcy.

Zawodowo – nigdy nie było lepiej, awansowałam i powierzono mi coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Co prawda praca okazała się zbyt wciągająca, zbyt czasochłonna i zbyt męcząca, żeby po niej przysiąść nad laptopem i zacząć pisać książkę, co było moim marzeniem od dawna. Poza tym, nie ukrywajmy, za dobrze płatna, żeby porzucić ją dla hobby.

Uczuciowo – no cóż, takich zawirowań się nie spodziewałam. Może kiedyś będę mogła o tym pisać, na razie wiem tylko, że wiele się nauczyłam. Zmieniłam się, dojrzałam, uspokoiłam. Przetrwałam. Próbowałam, walczyłam, zaklinałam rzeczywistość, aby – na koniec – wrócić w to samo miejsce. I z tego miejsca muszę zacząć od nowa, zostawiając za sobą zgliszcza i – czasem – spalone mosty. Trudno, tak bywa.

Tymczasem co ja tu robię? Zamiast być teraz na zajęciach ze stretchingu, leżeć na czarnej, piankowej macie i unosić wyprostowane nogi, żeby rozluźnić palące z bólu mięśnie, patrzę na uśmiechającą się Paulę, trzymając papierową torbę w rękach.

Odkąd moja najlepsza przyjaciółka, Aga, wyjechała na kontrakt do Mediolanu, a Marco zaproponował mi awans na asystentkę zarządu, to z Paulą, maniaczką fitnessu, podróży i głupich pomysłów wynajmuję mieszkanie.

Zróbmy to – mówi Paula.

Hmm... Nie jestem pewna...

Przerywam, bo mój sprzeciw jest bezcelowy. Ona i tak mnie przekona. Wkładam na głowę torbę i wzdycham. Tak głośno, żeby przyjaciółka mnie usłyszała, mimo szeleszczącego papieru.

Wyglądasz cudnie – chichocze.

Ty też.

Będą gapić się na twoje cycki – nawiązuje do mojego głębokiego dekoltu.

A co, mam jeszcze włożyć worek pokutny? – warczę.

Tę inteligentną dyskusję przerywa nam skrzypnięcie drzwi i pojawienie się jakieś dziewczyny.

Zapraszam.

Co za szalony, niesamowity pomysł. Totalnie głupi. Szybka randka w Science Museum z torbą na głowie. Dwuminutowe rozmowy z dziesięcioma, obcymi mężczyznami. Z torbą na głowie! Ech, jak ja dałam się na to namówić?

Może dlatego, że od wypadku, czyli od kilkunastu miesięcy, nie spotykałam się na poważnie z żadnym facetem. Na brak propozycji nie narzekam. Odkąd wróciłam do obiegu, czułam się nieustannie na celowniku. Albo inaczej – jak antylopa na safari. Udawało mi się umykać przed drapieżnikami, radośnie podskakując, ale tak naprawdę wcale nie czułam zadowolenia. Raczej strach. Bałam się i ze strachu nie wchodziłam w żadne związki, przekonana, że katastrofa i tak się wydarzy. Nie miałam siły na zadręczanie się, stąpanie po cienkim lodzie, wolałabym chyba od razu wpaść do zimnej wody. Dlatego uciekałam. W pracę, w alkohol, w przypadkowy seks z kolesiami z Tindera. Czy byłam z tego dumna? Nie. Ale tłumaczyłam sobie, że to stan przejściowy, trauma po tym, co mnie spotkało.

No ale jakimś cudem wylądowałam tutaj.

Pierwszych sześciu gości to strata czasu. Jedni są totalnie nudni i to ja muszę podtrzymywać rozmowę, inni próbują wybadać, czy umówiłabym się z nimi na seks, a kolejni wykładają swoje dziwne teorie na temat związków, kobiet, materialistek, oszustek, pustaków, ekonomii, polityki... Połowy ich wywodów nie rozumiem, zwłaszcza, kiedy mówią szybko. Na szczęście nie widzą wyrazu mojej twarzy, tego, że mam ochotę ziewnąć lub zwyczajnie spoglądam na nich z litością. Potakuję, odpowiadam banałami, odliczając sekundy do gongu.

Czas na numer siedem, oby szczęśliwy. Jest niewysoki, ma umięśnione ramiona, od razu zwracam uwagę na fakt, że materiał granatowej koszuli opina się kusząco na jego ciele. Ale dla mnie to za mało, pewnie okaże się typem macho, próbującym zaciągnąć mnie do łóżka. Czekamy na sygnał, żeby się odezwać.

Cześć – mówię.

Cześć. Ładna sukienka.

Dziękuję. Ładna koszula.

Wiem, że pod torbą się uśmiecha. Czuję to, słyszę w jego głosie.

Dzięki. Skąd jesteś?

Z Polski, to aż tak słychać?

Nie po akcencie. Brytyjczycy cierpią na niedobór słońca i witaminy D, zauważyłaś, że to ma wpływ na postawę? Ty bardzo fajnie się ruszasz, zwróciłem na to uwagę już na początku, jak weszłaś.

Jego akcent też nie jest tutejszy, charakterystycznie wymawia literę „R”, ale nie będę iść w tę konwencję i pytać, skąd on pochodzi.

Nie widziałeś, jak tańczę. Boże, nie tańczyłam od wieków. – Patrzę przez otwory w torbie w jego brązowe oczy. – Muszę koniecznie to nadrobić.

Zapraszasz mnie?

A chciałbyś?

Chyba chciałbym… – Zerka na stoper. – Jakoś nie pasujesz mi do tych szybkich randek.

Dlaczego? – Uśmiechnęłabym się niewinnie, ale zdaję sobie sprawę, że to nic nie da. Przecież on tego nie zobaczy. Dziwne te randki, jakby mnie ktoś pozbawił ręki albo nogi. Nie mogę do końca wyrazić siebie. Nie podoba mi się to.

Wydaje mi się, że jesteś oszałamiająco piękna i nie chcesz, żeby faceci kierowali się tylko twoim wyglądem. Szukasz czegoś więcej.

Zaczynam się śmiać. Co za pokręcona teoria.

Nie jestem oszałamiająco piękna. Zbieram nowe doświadczenia. To nie był mój pomysł, ale punkt dla ciebie za subtelny podryw.

Zadziałało?

Nie do końca skoro się zorientowałam. – Mrugam do niego, to chyba może zobaczyć?

Szkoda.

Mówisz to każdej? – pytam. – Tylko szczerze.

Szczerze? Nie. Co to za komplement, powiedzieć kobiecie, że jest piękna, skoro jej nie widzę? Już lepiej "masz piękne oczy", tylko w twoim wypadku to też nie zadziałała, bo jesteś posiadaczką naprawdę ślicznych i słyszysz to pewnie pięć razy na dzień.

– Nie zaprzeczam – wzdycham. Tak, potrafię zahipnotyzować spojrzeniem. Wszystko przez nietypowe połączenie, zielono-niebieskie tęczówki otoczone bardzo ciemną oprawą brwi i rzęs. Od dziecka słyszałam, że takich oczu się nie zapomina. – Możesz powiedzieć kobiecie, że jest piękna nawet, jeśli jej nie widzisz, poprawisz jej humor i na pewno cię zapamięta. Tylko ostrzegam cię, że dziewiątka jest moją przyjaciółką, więc wysil się i zastosuj inną taktykę.

Ciekawa jestem, jak zareaguje na moją lekką złośliwość.

Nie zdążę jej wymyślić tak szybko – odpowiada rozbawiony. Do końca naszego spotkania zostało kilkanaście sekund.

Miło się z tobą rozmawiało – mówię i słyszymy gong.

Ósemka okazuje się śmiertelnie nudna, ale może to tylko kwestia kontrastu między nim, a poprzednim rozmówcą. Dziewięć i dziesięć stanowią miłe zaskoczenie, jeden z nich ma świetne poczucie humoru, a drugi ciekawe hobby, skacze ze spadochronem. Wpisuję na karteczce, że miałabym ochotę się z nimi spotkać.

Paula dopada mnie w czasie krótkiej przerwy. Potem mamy poznać wyniki i, ewentualnie, numery telefonów.

Zaklepuję dziesiątkę! – szepcze konspiracyjnie.

Okay – mówię. – Skoki spadochronowe?

Miał cudowne ręce… Mmmm… Siódemka wypytywał o ciebie. Nie dało się z nim pogadać, chyba zawróciłaś mu w głowie.

Zdarza się. – Uśmiecham się do siebie.

Fajnie było, nie? Tego mi trzeba! Męskiego zainteresowania, nowych doświadczeń, przygody, poczucia, że wszystko przede mną.

Bo wszystko przed tobą – podsumowuję.

Oprócz numeru dwa, którego propozycję seksu odrzuciłam, każdy facet by się ze mną umówił. Siódemka też. Serce bije mi szybko, kiedy wychodzimy z pokoju. Mam nadzieję, że będzie czekał, zechce mnie poznać osobiście, zobaczyć, jak wyglądam... Oby się nie rozczarował. Paula wierci się, szukając wzrokiem dziesiątki... Jest. Tak samo, jak pozostali, a tego jedynego brakuje.

Mogę postawić ci kawę? – pyta dziewiątka, przy której śmiałam się cały czas.

Próbuję ukryć rozczarowanie i uśmiecham się do nowego znajomego. Po co siódemka wpisał, że chce się ze mną spotkać, skoro poszedł? Nieprzyjemne uczucie zawodu kiełkuje gdzieś w okolicach żołądka, wszelkie uczucia: strach, pożądanie, radość, gniew, rozczarowanie pojawiają się u mnie w brzuchu, dopiero potem obejmują serce i mózg. Docierają do głowy osłabione długą drogą. O co on pytał? Och, o kawę.

Hmm, chętnie, ale dzisiaj piłam już trzy.

To może herbatę? Piwo? Znam fajną knajpkę niedaleko.

Nie jest w moim typie, przynajmniej fizycznie, ale zgadzam się, bo Paula mruga i pokazuje na migi, że ona i dziesiątka zamierzają się ulotnić. Dobrze, to tylko herbata, jest jeszcze jasno, chyba nic mi nie grozi... Zwłaszcza, jeśli ten facet może mnie uratować przed nachalnymi propozycjami kolesi, których nie wybrałam i którzy wpatrują się teraz we mnie nieco natarczywie, aż na karku czuję dziwne mrowienie.

Dziękuję za zaproszenie. Emily – przedstawiam się. Patrzę na niego możliwie krótko, bo długi kontakt wzrokowy zwykle jest odbierany jako zaproszenie do flirtu i oznaka zainteresowania.

Greg.

Idziemy do kawiarni, gdzie piję herbatę i dobrze się bawię, ale wiem już, że nic z tego nie będzie. Nie iskrzy między nami. Nawet one night stand nie wchodzi w grę. Greg mnie nie pociąga. Nie jestem romantyczką, ale wierzę w chemię. Kiedyś koleżanka mi tłumaczyła, że według naukowców, być może nawet tych amerykańskich, jeśli od początku nie czuje się fizycznego przyciągania, nie powinno się wchodzić w związek. Natura nie jest głupia, zaprojektowała nas tak, żebyśmy płodzili zdrowe, silne potomstwo. Brak przyciągania oznacza, że nic dobrego – pod względem genetycznym – z tego nie będzie.

Na lewym nadgarstku czuję delikatne wibrowanie, zerkam na smartwatcha możliwie najdyskretniej. Wiadomość z nieznanego numeru. Przepraszam i udaję się do łazienki, żeby przeczytać smsa.

"Wybacz, musiałem iść do pracy. Fajnie, że wpisałaś mnie na listę facetów, którzy mogli dostać twój numer. Siódemka."

"Przyznaj, że wyszedłeś z inną dziewczyną, a teraz żałujesz."

"Chciałabyś, żeby tak było? Żebym myślał o tobie, siedząc z inną?"

"I tak teraz myślisz."

"To prawda, co robisz jutro wieczorem?"

Wracam do Grega, kontynuuję rozmowę, a kiedy on wychodzi do łazienki, odpisuję. Taka stara sztuczka, a działa. Nie okazuj im zbyt dużego zainteresowania, nie odpowiadaj od razu, bo wyjdziesz na desperatkę. Szkoda, że nie jestem dobra w te gry i nie trzymam ich w niepewności tak, jak na to zasługują…

"Jeszcze nie wiem."

"Zapraszam cię na staroświecką randkę."

"Nie przynoś kwiatów. Nie lubię ich."

"Dobrze, zapisałem, żadnych kwiatów. Spotkajmy się o 19:00 przy wejściu do Hyde Parku. Brama od strony stacji metra Hyde Park Corner."

"Skąd będę wiedziała, że to ty?"

"Włożę na głowę papierową torbę."

Uśmiecham się do siebie, wizualizując to, co właśnie przeczytałam. Park pełen ludzi, rowery, konie, dzieci, niebieskie wiewiórki z wytrzeszczem, ptaki żebrzące o jedzenie i on pośrodku, jak Frank, bohater filmu Lennego Abrahamsona, wiecznie z torbą na głowie. Frank, co prawda, nosił papierową głowę-maskę, ale skojarzenie nasuwa mi się samo.

Wieczorem rozmawiamy z Paulą na temat naszych randek. Jej okazała się strzałem w dziesiątkę, ja opowiadam przebieg swojej w dwie minuty, a potem przechodzę do siódemki.

A jeśli on jest brzydki, Paula? – pytam. – Może uciekł, bo bał się, że się wystraszę.

Mogę iść z tobą.

Rzucam jej ostrzegawcze spojrzenie. Konkurencja nie jest mi potrzebna, a moja współlokatorka… Hmm, gdyby tylko pociągały mnie kobiety, zdecydowanie chciałabym się z nią umówić.

Dzięki, dam sobie radę – mruczę.

Więc bądź tam wcześniej i obserwuj go. Jeśli ci się nie spodoba, znikniesz, zanim od zdąży się zorientować, że w ogóle byłaś. Wyślesz mu smsa, że przepraszasz, ale coś ci wypadło.

A jeśli naprawdę będzie miał na sobie tę głupią torbę?

Myślisz, że mógłby to zrobić?

Tak.

Jeśli ją włoży, to warto się z nim umówić, Em. Taki nietuzinkowy mężczyzna... – Mruga do mnie. – Odwaga to w dzisiejszych czasach pożądana cecha. I wcale nie taka częsta u mężczyzn, wręcz przeciwnie, w większości to zwykli tchórze.

Tak, ma rację. Poza tym, wygląd to nie wszystko. Raczej nie pociągają mnie klasyczni przystojniacy, amanci filmowi i modele. Uważałam, że facet powinien być interesujący, charyzmatyczny, kulturalny, a siódemka spełnia wszystkie te kryteria. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Życie jest za krótkie, żeby… Jak to było dalej? W myślach wzruszam ramionami. Hmm, życie jest po prostu za krótkie.

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Dziękuję za możliwość dołączenia do autorek gościnnie występujących na MWN, gdyby nie strona Agi i Moniki, nie zdecydowałabym się wrócić do pisania po dość długiej przerwie – brakowało mi tego ? Mam nadzieję, że Emily przypadnie Wam do gustu, chociaż przyznaję, że moja bohaterka bywa irytująca, cyniczna, emocjonalna. Czasem będą wtrącenia po angielsku, nie denerwuj się proszę, Moniko/Jadziu G. Efekt zamierzony, z doświadczenia wiem, że jak się mieszka za granicą, pewne słowa wchodzą do głowy i pasują tam lepiej niż odpowiedniki z rodzimego języka ?
    Zachęcam jeszcze raz do pozostawienia komentarza, wszelkie uwagi mile widziane ?

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    No cholera by to! Następna! Jak ja mam swoje pisać, jak ciągle siedzę i wasze czytam! Gratuluję Rebel, wciągnęłaś mnie! A,że kocham Brytola i w NY czuję się jak alien (tak, mam syndrom STINGA) to miło mi poczytać o akcji w Londonie. Szczególnie, że spędziłam tam cudowne 3 lata. I teraz nie wiem, czy one były cudowne bo byłam młoda, czy niezamężna, Hahahahaha. Pierwszy raz wyleciałam do Londynu jak miałam 16 lat i zakochałam się. W tym mieście! Żeby nie było, że od razu se jakiegoś przygruchałam 😀 Mieszkałam przy Finsbury Park, więc całkiem po drugiej stronie miasta niż wspomniany przez ciebie Hyde Park, ale pracowałam w Hiltonie przy HP przez miesiąc. Całą wypłatę przepuściłam w Harrodsie nieopodal (buty sobie zamarzyłam za kwotę czynszu, ale jak wspomniałam, młoda byłam to o oszczędzaniu nie myślałam) , a w Muzeum Historii Naturalnej dostałam mandat ;D za dotykanie astronauty (taka scenka, że niby on na ksieżycu, ale stał taki strój wypchany i się założyłam, że złapię astronautę za cojones i przelazłam przez barierki wymacać dziada – przypominam, że byłam młoda i głupia i ciekawa czy prze ten kombinezon coś czuć).
    Czekam niecierpliwie, na kolejną część, bo ciekawość mnie zżera, gdzie jeszcze umiejscowiłaś akcję. O wtrącenia ie będę się gniewała. Już się nawet nauczyłam, że jak coś nie jest testem lub sprawdzianem, to nie drażnią mnie błędy. Także pisz śmiało! Będzie mi miło poczytać coś co przemawia moim codziennym językiem – Ponglishem ;D
    Powodzenia Rebel! Niech spacja będzie z tobą! I enter też!

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      A ten astronauta to nie jest w Science Museum właśnie? Muzeum historii naturalnej slynnie z dinozaura, którego drobiazgowi Brytyjczycy wysłali w świat, bo nie był cały prawdziwy ? Też mieszkałam w Londynie, też miło wspominam ten czas. Ale bardziej niż o ponglish chodziło mi o pojedyncze słowa, wyrażenia, które w języku angielskim dokładniej oddają myśli bohaterki, niż w polskim. Nasuwają się same. Nie będzie tego dużo, tak jak geografii Londynu, ale coś czuję, że będziemy tu toczyć dyskusje, bo pokusie dodania swoich obserwacji nt. miasta i jego mieszkańców się nie oparłam – ciekawe, czy masz podobne. Wciąż regularnie latam do UK, bo mam tam przyjaciół i rodzinę ??

      • J.Gibson
        |

        Masz rację! Science Museum, wtedy nie byłam “muzealna”, toteż nie spamiętałam dobrze. Wolałam parki krajobrazowe, wspinaczki górskie, spływy kajakowe i żeglowanie. Boże, jaka ja dziś jestem nudna???. Teraz sie prowadzam po muzeach i galeriach, ogrodach botanicznych a kiedyś to nigdy z wlasnej woli. Muzeum Historii naturalnej mi sie podobało ze ezględu na tego dinozaura?.
        Chyba nawet mam nagranie… No wlasnie! Bo ja zdj robilam w tym muzeum a w Science nie miałam aparatu (tak, wtedy aparaty w telefonach byly tak marne, ze żal było cokolwiek z nimi robić) i pooprosilam gostka (jednego ze zwiedzajacych, bo mial aparat) zeby cyknal jak ja obmacuje astronaute, zdarzylam mu napisac adres email, by mi zdj wyslal i przyszla ochrona???
        Dlatego z science mam tylko jedno zdj i jak mi sie wcisnelo posrod tych z Natural History to nawet mentalnie sie nauxzylam, ze wszysttkie zrobione byly w Natural??widzisz Rebel! Taki ze mnie był rebel girl????.
        Po scianach też malowałam? a raz na schodach ruchomych stalam po zlej stronie?.

      • Rebel G.
        |

        Wszystko się wyjaśniło, moja koleżanka mówi na to “sklejka mi się zrobiła” – dwa wydarzenia w jedno ?
        Na ruchomych schodach stałaś po złej stronie? ? I powiedz jeszcze, że próbowałaś ominąć jakąś kolejkę? I nie aresztowali Cię? ?
        Co do muzeów brytyjskich – swoje przemyślenia umieszczę w opowiadaniu ? Nie będę spojlerować ?

      • J.Gibson
        |

        Z tymi schodami to pamietam, ze po jednej stronie sie stalo zeby druga zostala dla “spieszacych sie’ czyli jadących schodami idąc. Ale ktora strona do czego to ci nie powiem bo do tej pory myle prawo/lewo. Zwrocilam na to uwage bo w zadnym innym miejscu nie spotkalam sie z takimi restrykcjami odnosnie schodow ruchomych jak w londynskim metrze.

      • Rebel G.
        |

        Po prawej stronie się stoi, lewą zostawiasz wolną, stand on the right – taki jest napis. Brytyjczycy często chodzą lewą stroną, tak jak jeżdżą, a w Europie kontynentalnej ludzie jednak trzymają się raczej prawej strony. Myślę, że te napisy są dla uporządkowania, żeby jednak wszyscy wiedzieli, co i jak ? Byłam w metrze wielu miast: Berlin, Madryt, Rzym, Barcelona, Monachium, Glasgow, Mediolan, Budapeszt, Praga – i nigdzie nie widziałam tylu ludzi, co w Londynie. Może dlatego tak dbają o porządek, a może to ich upierdliwość ? Health and safety first, w razie czego stój po prawej stronie ? Zobaczymy, jak będzie, jeśli kiedyś wybiorę się do większych metropolii, jak Nowy Jork albo Tokio?
        USA i Australia to moje marzenia, niekoniecznie w tej kolejności.

  3. K
    Kass
    | Odpowiedz

    Słyszałam o szybkich ramkach, ale z torbami na głowie????
    Musi być niezle

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Widzę, że nasze opowiadania zaczynają się podobnie, od randek. Z tą różnicą, że u Ciebie mają torby na głowach. Faktycznie, wtedy odpada wygląd zewnętrzy, na który człowiek chce, czy nie chce, ale zwraca uwagę w pierwszej kolejności. Swoją drogą, to musi wyglądać nieco zabawnie. Pierwszy rozdział zachęca do dalszego czytania. Widać też, że z pisaniem nie masz do czynienia od wczoraj. Także tylko gratulować. A tak w ogóle, to od jak dawna piszesz? I czy to zawsze były erotyki? Witam na motylewnosie 🙂

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Dziękuję ? Kiedy zaczęłam pisać? W podstawówce, do szuflady. No i miałam same piątki z wypracowań. W liceum popełniłam grafomańskie opowiadania o skoczkach i piłkarzach, pisane na zmianę z koleżankami. Pierwszy raz opublikowałam coś na blogu Miki, chyba 4 lata temu? Nie pamiętam dokładnie, wspólne opowiadanie ? Jeszcze coś zaczęłam, ale potem mi się nałożyło parę spraw w życiu i czasu, weny, siły zabrakło. Teraz wracam, jak się potoczy to opowiadanie – kwestia otwarta, ale jakiś pomysł na koniec mam ? Początek faktycznie podobny do Trzynastu Randek, nawet zastanawiałam się, czy nie zmienić po przeczytaniu Twojego opowiadania, ale stwierdziłam, że szkoda mi tych szybkich randek z torbą na głowie ? Podobieństw już raczej nie będzie wiele.
      Sama na szybkich randkach nigdy nie byłam, nie powiem, że nie zastanawiałam się, jak to jest ???

      • Jo Winchester
        |

        Żeby nie było, od razu napisze, że absolutnie mi to nie przeszkadza 🙂 Takie rzeczy się zdarzają. Czasami też coś nas zainspiruje w czyjejś historii i chcemy podobnie (sama tak miewam). Dobrze, że nie wycięłaś.
        No popatrz! Ja też z koleżanką pisałam opowiadania za dzieciaka. Kochałyśmy się wtedy w dwóch piłkarzach i ja pisałam o niej i jej wybranku, a ona o mnie i o moim 😀 Zabawnie to wspomnieć 🙂

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Zdarzają się, ale akurat początek tego opowiadania powstał już dawno temu, ze 3? 4 lata? Ale wiadomo, że przypadkowe podobieństwa i tak się mogą pojawić ?
      Nie zawsze pisałam erotyki, bardziej historie damsko-męskie, może kiedyś napiszę coś o pracy, tam też są niezłe historie ?
      A historie o piłkarzach – pisałam wtedy o sobie i swoim, a koleżanki o swoich, ale teraz mi się przypomniało, że miałam też więcej tych opowiadań, niektóre bohaterki były tak psychicznie skomplikowane, że siedziałyśmy po lekcjach i rozmawiałyśmy o nich godzinami ? Kurde, aż żal, że to przepadło ? Można by się pośmiać ?

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Oooo, podoba mi się, bardzo mi się podoba. Początek interesujący, bohaterka niebanalna, bohater już mnie zaintrygował, przyjaciółka bohaterki też ciekawa – czuję, że będzie się działo:) Dwoje ludzi po przejściach i z przeszłością – znaczy się, że będzie mocno emocjonalnie – “troszku smieszno troszku straszno”:) Takie opowieści lubię najbardziej. Wzdycham z lubością nad wycacaniem tekstu – akapity, odstępy, półpauzy… tak to wszystko zgrabnie, składnie, akuratnie napisane. Świetnie się czyta.
    Cieszę się ogromnie, że akcja dzieje się w Londynie, bo to miasto ma dożywotnią miejscówkę w moim sercu. W sierpniu 2014 wybrałyśmy się tam z przyjaciółką na trzydniowy wypad, do teatru The Old Vic na “The Crucible”… no i wróciłyśmy z uczuciem niedosytu tak silnym, że w październiku wybrałyśmy się tam na dłużej. I był to czas magiczny. Zakochałyśmy się w tym mieście. Od zawsze Londyn kojarzył mi się z mżawką, mgłą, nudą, a tymczasem powalił mnie soczystością barw, słońcem, ciepłem. Jak pokazywałam znajomym zdjęcia, to nie chcieli wierzyć, że to Londyn, bo wyobrażali sobie Londyn tak samo jak ja, zanim zobaczyłam budynki obrośnięte bujnym kwieciem, cudne parki, zieleńce, aleje platanów, pawie, wizerunek konia na sygnalizatorze świetlnym:) Bardzo jestem ciekawa, czy mamy podobne odczucia co do muzeów:) Jak sobie przypomnę Muzeum Wiktorii i Alberta, to mi zimny dreszcz po krzyżu przebiega – sala ze srebrami śniła mi się po nocach. Ja naprawdę lubię muzea, galerie, wystawy, ale… na Boga! Ile można!? Ile może być sal, eksponatów, i to czasem w systemie misz-masz? Po ujrzeniu pomnika księcia Alberta powinnam była wiedzieć, że brytyjska mentalność nie gustuje w skromności:) A co do pomników, to po oczach bije, że Brytyjczycy mają w pewnym temacie kompleksy – to, że co krok stoi jakiś pomnik (Wellington bije wszelkie rekordy), to jeszcze pikuś, ale że prawie każdy stoi na kobylastej kolumnie, to już mocno podejrzane się robi:)
    Rebel G., fajnie, że jesteś. Podzielam marzenie o Australii – niestety, wciąż niezrealizowane, ale wierzę, że kiedyś w końcu tam wyląduję:)

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Bardzo się cieszę i bardzo dziękuję za miłe słowa ❤️ Miło mnie przyjęliście i ciekawe rozmowy mam tu z Wami. Zaraz się okaże, że połowa czytelników zna miasto lepiej, niż ja ? A tak na serio, zatęskniłam za Londynem, za tym beztroskim czasem, który tam spędziłam, choć wtedy wydawał mi się dość trudny.
      Odnośnie muzeów będzie krótki fragment, to zobaczysz, jakie ja mam odczucia ?
      The Crucible! Fanko Richarda, też się na to wybierałam, pamiętam plakaty w metrze, ale jakoś tak wyszło, że nie dałam rady ☹️ Żałuję do dziś, zobaczyć, usłyszeć go na żywo – byłoby super.
      Moim ulubionym serialem z nim jest North and South i… Strike Back ? Taka guilty pleasure ?
      Co do bohaterów mojego opowiadania – diagnoza jak najbardziej trafiona. Za pochwałę odnośnie dopracowania tekstu bardzo, bardzo dziękuję. Perfekcjonizm moje drugie imię ? Żartuję, nie mam drugiego imienia.

      • T
        Tony Porter
        |

        Jak nie przyjąć miło tak dobrego tekstu? A i fajnie, że nawiązują się dyskusje, wymiana doświadczeń, wrażeń, odczuć. Znawczynią Londynu to ja na pewno nie jestem, ale przez czas mi dany chłonęłam to miasto niczym gąbka pierwszej jakości:) Nie mam pojęcia ile nabiłam kilometrów, ale sporo ich było. Dla mnie był to czas w 100% beztroski – luzik, nieśpieszne Full English Breakfast, pogaduszki z polskim recepcjonistą, obserwowanie tłumów śpieszących do pracy, wylewających się z wyjścia Waterloo Station… ech… no miodzio, po prostu.
        Oj, szkoda, że Ci się nie poskładało, bo to było naprawdę COŚ, i nie tylko o Ryśka mi chodzi. Scena pośrodku widowni, gra aktorska na mega poziomie, Rysiek na wyciągnięcie ręki (dosłownie), wrażenia i odczucia nie do opisania. Siedziałam w pierwszym rzędzie i prawie że u mych stóp żona Johna Proctora ustawiła miednicę z wodą, aby jej mąż mógł się obmyć po powrocie z pola… wciąż się zastanawiam, jakim cudem udało mi się usiedzieć na tej czerwonej kanapie i nie pomóc Ryśkowi w tym obmywaniu:) Oj, od Strike Back zaczęła się moja Ryśkowa przygoda i Porter stał się nieodłączną częścią mego życia:) To on natchnął mnie do napisania fanfika – pierwszego tekstu w życiu, i co ciekawe – erotycznego:) Lucas zdecydowanie wymiata i wielka szkoda, że tak kretyńsko go uśmiercili.
        Nie da się nie pochwalić dopracowania tekstu. Obracam się w branży księgarskiej, czytam dość sporo i wierz mi, że czasem włos mi się jeży nie tylko na głowie – wiele z tego, co rynek wydawniczy obecnie z siebie wypluwa, ma bardzo niewiele wspólnego z literaturą.

      • Rebel G.
        |

        Ahh, super, być na TEJ sztuce – i to w pierwszym rzędzie!
        Wracając do serialu, zdecydowanie scenarzyści mogli się bardziej postarać, nawet jeśli chcieli uśmiercić – a nie np. odesłać – Portera. Kolejne serie Strike Back bardzo kulały pod względem fabuły i w pewnym momencie nie byłam już w stanie oglądać. Niby komandosi, a zachowują się nieprofesjonalnie i wychodzą cało z kolejnych opresji tylko dzięki głupiemu zbiegowi okoliczności – bardzo to amerykańskie. Ale ta pierwsza – super, zwłaszcza sceny, gdzie główny bohater musiał się obnażyć do pasa 😀 Wcale się nie dziwię, że postać zainspirowała Cię do erotycznej twórczości 🙂 Czy gdzieś publikowałaś swoje fanfiki albo inne teksty?
        Dyskusje, wymiana doświadczeń – jestem za! Będzie mnie to inspirować do kolejnych wątków w opowiadaniu 🙂 Wypowiadajcie się wszyscy chętni i niechętni! 🙂
        Edycja tekstu – Babeczka miała w tym swój udział (pojawiły się akapity :)), ale starałam się przygotować fragment najlepiej, jak umiałam. Łącznie z półpauzami i zapisem dialogów. Doczytałam, jak to się robi, ale jakbyś miała jakieś uwagi – chętnie się nauczę. Moja babcia pisze wiersze, a mama pracowała w szkole – może mam w genach poczucie, że forma – a nie tylko treść -jest ważna. Nikt w pracy nie robi takich dopieszczonych ofert, nie pisze takich ładnych maili i pism 🙂 Niestety, są też minusy. Czasem się wkurzam, jak dostaję coś z poleceniem rozesłania… Coś, co nie nadaje się do ludzi… Tracę czas na ujednolicanie czcionek, odstępów, numeracji 🙂

      • T
        Tony Porter
        |

        Doprawiłam się jeszcze sfilmowanym przedstawieniem – bodajże Anglistyka UW zakupiła i były dwa seanse.
        Jak dla mnie, to SB ma tylko jeden sezon i śmierci Portera w ogóle nie przyjmuję do wiadomości:) Odjechał gdzieś tam, zawieruszył się w świecie i MI-6 może się wypchać:) Miałam dokładnie tak samo – próbowałam oglądać następne sezony, ale nie zdzierżyłam – to był już zupełnie inny serial. O tak, topless to Porter prezentował się doskonale – szczególnie rozkrzyżowany:) Jestem za cienka literacko, żeby swe “dzieła” publikować. Gdy czasem zaglądam do swych tekstów, to aż mnie wzdryga, ale pisanie ich dawało mi niesamowitą frajdę, a i pozwalało pewne rzeczy w głowie uporządkować, wyrzucić nachalne emocje.
        Uwagi, to ja mogę zgłaszać jedynie wtedy, gdy jakieś błędy biją po oczach i nie trzeba być Miodkiem, żeby wiedzieć, że nie mieści się to w poprawnej polszczyźnie. Oczywiście, sama robię wiele błędów i wciąż się uczę, czytam, sprawdzam, bo chcę pisać w miarę poprawnie. Znam ten ból – dopieszczam każdy mail, czy to prywatny, czy służbowy, i nawet nudne, standardowe pisma do urzędów staram się napisać elegancko:)
        Babcia pisząca wiersze brzmi interesująco – można gdzieś przeczytać?

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Babcia posiada cechę, która u mnie występuje raczej w deficycie – skromność, dlatego trzeba było ją długo namawiać, żeby rodzinie pokazała swoją twórczość, a co dopiero szerszemu gronu…
      Z zakończeniami ja też mam problemu, powstało dużo opowiadań, które urywały się w pewnym momencie, ale po jakimś czasie zaczęłam je wykorzystywać jako fragmenty innych i jakoś przełamałam opór. Mimo wszystko, spróbuj do nich wrócić za jakiś czas. Ja chętnie poczytam ?
      Nudne pisma dopieszczam co do przecinka i zbędnej spacji ? Czy to obsesja? ?

  6. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Tony! Ty piszesz erotyki?
    Kiedy publikacja na motylach?

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Ja nie piszę erotyków, tylko popełniam erotyczną grafomanię:) A raczej popełniałam, bo ostatnio wena poszła się paść i kilka rozbabranych tekstów jakoś nie może się doczekać sfinalizowania. Publikacja nie grozi – mam pełną świadomość poziomu mej twórczości. Takiego świństwa bym czytelnikom Motyli nie zrobiła:)

      • Babeczka
        |

        Erotyki to z urzędu grafomania 😀 Ale ile frajdy przy pisaniu! 😉

        Ty wiesz ile osób pytało mnie w komentarzach, dlaczego marnuję talent na takie “dzieła”? Przestałam już liczyć…

  7. Babeczka
    | Odpowiedz

    Szybka randka z torbą po popcornie na łbie! Otwieram biznes w Poznaniu ;-)))

Napisz nam też coś :-)