Zapomniana II

with 19 komentarzy

debiut na motylach Rebel Girl

Siedzę na ławce, częściowo przesłonięta krzakami i obserwuję bramę. Parę osób kręci się w pobliżu, jeden facet nawet wydaje się mną zainteresowany, najprawdopodobniej podszedłby, gdybym podtrzymała kontakt wzrokowy, ale ja opuszczam oczy... To nie siódemka, za wysoki, za mało umięśniony. A jeśli on mnie wystawi? Albo wpadł na ten sam pomysł i czai się gdzieś za rogiem, żeby zobaczyć, czy jestem ładna.

Raczej nie muszę się obawiać, że mu się nie spodobam, ubrałam się w asymetryczną, czarną spódnicę z zamkiem i skórzaną wstawką oraz zwykły, dopasowany, biały t-shirt. Skromnie i prosto. Nie wiem, dokąd mnie zabierze, wolę być przygotowana na różne ewentualności. Mam nadzieję, że nie okażę się – jak to się tu mówi – overdressed. Jasnobrązowe włosy związałam w kucyk, parę kosmyków wydostało się z fryzury, nadając mi dziewczęcego, młodzieńczego wyglądu.

Hej. – Ktoś przeskakuje przez oparcie ławki i siada obok mnie.

– Hej – odpowiadam i wiem, że to on. Wygląda bardzo seksownie, te umięśnione ramiona, olśniewający uśmiech i brązowe oczy. Ciemne włosy, kilkudniowy zarost. Uroda z południa: Francja? Hiszpania? Grecja? Śniada cera i ten uśmiech! Zdecydowanie pochodzi z kraju, gdzie słońce świeci przez trzysta dni w roku. Skądś znam tę twarz… Chyba.

Przyszłaś wcześniej – znów słyszę to charakterystyczne „R”.

Skąd wiedziałeś, że to ja?

– Mówiłem ci, że ruszasz się z wyjątkowym wdziękiem, poza tym wyglądałaś, jakbyś na kogoś czekała.

Dobry obserwator.

Gdzie masz torbę? Idę na randkę tylko z kolesiem w torbie na głowie.

Śmieje się. Co za dźwięk! Cudowny, szczery i przywodzący na myśl wakacje.

Wiesz, że mam. – Wyciąga z kieszeni papierową torebkę. Chyba taką samą, jakie nosiliśmy podczas randki. – Chcesz, żebym ją nałożył?

Nie. Bez niej wyglądasz prawie tak samo dobrze – pozwalam sobie na lekką złośliwość.

Czego nie da się powiedzieć o tobie – przerywa i uśmiecha się zawadiacko, ale i łagodnie. – Ty wyglądasz dzisiaj znacznie lepiej.

Może to nie był mój kolor… – żartuję. – Przyznaj, co robiłeś wczoraj? Uciekłeś?

Naprawdę musiałem pracować.

Co facet taki, jak ty, robi na randkach w ciemno? Raczej nie masz problemów ze znalezieniem dziewczyny.

Szczerze, to brakuje mi czasu na randki. Dopiero przeprowadziłem się do Londynu. A poza tym, nie lubię być postrzegany przez pryzmat mojej powierzchowności. Ty nie masz tego problemu?

Pochlebiasz mi. – Szukam w głowie informacji, gdzie mogłam go widzieć. Coś mi świta. Może to ktoś z przeszłości? – Spotkaliśmy się wcześniej?

Na pewno nie. – Wygląda na zaniepokojonego, może nawet zdenerwowanego.

I nagle – olśnienie!

Już wiem, ty jesteś tym byłym piłkarzem, nowym trenerem Arsenalu. Słyszałam, że Arsene Wenger namaścił cię na swojego następcę, zanim odszedł z klubu.

Zaprzeczyłbym, ale to nie ma sensu.

Peya, tak?

Tak.

Nie uśmiecha się już tak szeroko. Właściwie mam wrażenie, że jest rozczarowany tym, że go rozpoznałam. Cóż, piłka nożna to moja pasja od dawna. Ciężko mieszkać w Anglii i nie mieć o tym pojęcia, chociaż w sumie jest to mało prestiżowa dyscyplina sportu. Taka dla mas, dla ludu. Co innego krykiet. Albo rugby. Tak, zdecydowanie powinnam się zapoznać z ich zasadami, jeśli chcę kiedyś trafić do wyższych sfer.

Uprzedzam jego ruch. Uśmiecham się szczerze i niezobowiązująco.

Mam na imię Emily. Słuchaj, nie musimy iść na tę randkę, ale cieszę się, że cię poznałam.

Patrzy mi w oczy, jakby próbował przeczytać moje myśli.

Nie będziesz teraz zachowywała się inaczej? Niektórzy strasznie spinają się, kiedy dowiadują się, że jestem trenerem Arsenalu.

To zależy od ciebie. Jeśli będziesz zachowywał się, jak gwiazda, to mogę mieć z tym problem – mówię, co ma rozładować atmosferę, ale nie do końca się udaje.

Miło było zainteresować sobą dziewczynę, która nie wie, kim jestem i ile zarabiam. A, że nie pochodzisz stąd, pomyślałem, że może mnie nie rozpoznasz.

Jak powiedziałam, możemy zakończyć tę znajomość na obecnym etapie – staram się brzmieć możliwie serdecznie, żeby ukryć zdezorientowanie. Zdążyłam go już polubić. Ba! Czuję, że mam na niego ochotę!

Tak łatwo rezygnujesz? – pyta.

Wzruszam ramionami. Dziwnie się toczy ta rozmowa. Może jednak randki w ciemno to głupi pomysł? Czego on właściwie chce? Narasta we mnie irytacja, gość jest ewidentnie w moim typie, a te podchody robią się męczące. Nie wiem, do czego Peya zmierza i nie wiem, czy ja mu się nie podobam, czy szuka pretekstu, żeby mnie zbyć.

Mam ci się rzucić do stóp z prośbą o autograf? – Krzywię się, wyobrażając to sobie. – Przecież umówiłam się z tobą, nie wiedząc nawet, jak masz na imię, a teraz czuję się winna.

Kładzie rękę na mojej dłoni. Staram się tego nie okazywać, ale jego dotyk – choć prawie niewyczuwalny – jest dla mnie jak delikatne porażenie prądem. No cóż, o brak chemii i pożądania między nami nie muszę się martwić. Facet działa na mnie bardzo. BARDZO. Niepokojące.

Nie chciałem stawiać cię w tej niekomfortowej sytuacji. – Rozpogadza się, a ja topię się od tego uśmiechu. – Ostatnio umawiałem się z różnymi kobietami. Gdybym nie pracował ze znanymi piłkarzami, zwiałyby po pięciu minutach, taki nudny bywam. Zdaję sobie sprawę, że to nie mój urok działa przyciągająco. Miałem nadzieję, że uda mi się tego uniknąć tym razem.

Nie działa na mnie urok twojej sławy – śmieję się. – Nie wiem, po co o tym rozmawiamy, zamiast o przyjemnych głupotach, jak poprzednio. Może lepiej włóż tę torbę na głowę, jesteś wtedy fajniejszy. Albo zastanów się, czego chcesz i ewentualnie zadzwoń.

Wstaję, on też i nagle chwyta mnie za rękę. Jego dłoń jest ciepła, trochę szorstka, dużo większa, niż moja.

Już nie będę. Obiecuję. Nie idź.

Wypowiada te słowa z długimi pauzami, biorąc wdechy między nimi. Nie wiem, co się dzieje. Czuję ciepło jego ciała, jego zapach, jego dłoń zamykającą się na mojej…

Powinnam iść, Peya – szepczę, rozpaczliwie próbując zmusić się do ruchu. Jeśli powiedziałam to na głos, może zachęcę organizm do wykonania polecenia.

Proszę.

Jego oczy są ciemne. Płonie w nich coś, co mnie fascynuje, ale i czego się boję. Ja chcę czegoś niezobowiązującego, co nie będzie mnie zbyt wiele kosztowało, co nie będzie bolało, kiedy się skończy.

Zapraszam cię na kawę, czy co tam konsumujesz o tej porze – mówię.

Bo ja wiem? – Zaciska dłoń na mojej dłoni, jakby się bał, że jednak odejdę. – Może lody?

Zgoda.

W pobliżu jest kawiarnia, w której serwują lody wytwarzane z produktów organicznych i pochodzących z wolnego wybiegu. Wybieram te o smaku słonego karmelu i sorbetu cytrynowego. Zanim dostaję swoją porcję, z plakatu przy kasie dowiaduję się, że mleko dostarczane jest z farmy, gdzie nad krowami czuwa psycholog, a każda mućka traktowana jest indywidualnie. I to wszystko w cenie zaledwie dwóch funtów za gałkę?

Peya mruży oczy, próbując swoich lodów, a mnie przechodzi dreszcz. Nie będę jednak robić pokazu, wolę skupić się na jedzeniu, nie grze wstępnej, proszę o łyżeczkę i jem kulturalnie.

Boże, Emily, to połączenie smaków jest genialne!

Nie jadłeś jeszcze mojej babeczki z nutellą.

Nie mogę się doczekać. I tego, jak pójdziemy tańczyć.

Kropla na bazie drogocennego mleka zaraz kapnie mi na kolana. Odruchowo zbieram ją językiem, żeby uratować swoją spódnicę przed zabrudzeniem. Podnoszę oczy i widzę, że Peya oddycha szybciej, płycej. Nakręcił się.

Przepraszam – mówię.

Za co? To było cudowne… Te lody są cudowne.

Jemy i rozmawiamy o życiu w tym ogromnym mieście, pogodzie, podróżowaniu. Doskonale się bawię, ale mam wrażenie, ze wszystko zmierza w wiadomym kierunku. Czuję mrowienie, on też jest cały spięty, podniecony, kiedy muskam go niby przypadkiem. Dotykaliśmy się już, co tylko rozbudziło nasze oczekiwania, ale ich nie zaspokoiło.

Zaproponowałbym ci herbatę w moim mieszkaniu, ale dopiero je kupiłem. Oprócz szafek w kuchni, materaca i szafy, jeszcze nie zdążyłem się urządzić. Znasz jakiegoś dobrego architekta wnętrz? – pyta Peya, kiedy wychodzimy z kawiarni.

Nie.

Chyba będę się musiał w końcu tym zająć. Zamierzam spędzić w Londynie trochę czasu i nie mogę dłużej patrzeć na puste ściany.

Ale to fantastyczna rzecz, urządzać mieszkanie! – Uśmiecham się.

Mnie trochę przerasta. – Peya nagle zatrzymuje się. – Może mogłabyś mi coś doradzić?

Śmieję się, ale on nie żartuje.

No wiesz, poznaliśmy się wczoraj – chichoczę. – Ufasz mi na tyle?

Przyciąga mnie do siebie i czuję, że mnie pocałuje. Hmm… Nie potrafię, nie chcę zaprotestować. Zdarzało mi się całować na pierwszej randce, a to jest przecież druga. Obejmuję go za szyję i mam gdzieś, co będzie dalej. Peya właściwie tylko muska moje wargi. Jego usta są miękkie i chłodne, a język...

Czy to będzie bardzo nie na miejscu, jeśli powiem, że mam na ciebie straszną ochotę? – szepcze.

Chyba nie – mruczę, a w głowie aż mi szumi, jakbym wypiła pół butelki szampana.

A ty na mnie nie masz? – Głaszcze mnie po szyi. Powoli. Bardzo powoli. Waham się, czy być z nim szczera, czy dłużej grać w tę grę. Niestety, cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną. Kapituluję.

Możemy iść do ciebie, przetestować materac i nigdy więcej się nie zobaczyć – mówię. – Albo przedłużyć to radosne oczekiwanie, odwlec seks i robić do siebie podchody przez jakiś czas, co w sumie jest dość fajne. Najfajniejsze.

Myślisz, że są tylko dwie opcje?

Po co się śpieszyć, Peya? – podpuszczam, bo chcę, żeby mnie przekonał. Nie uważam się za łatwą, mimo że może taka właśnie jestem.

Od rozwodu nie spotykałem się z nikim i zaczynam czuć, że ten rok to zbyt długo.

Patrzę mu w oczy w wyzywający sposób. Wiadomo, seks rzadko bywa najlepszym początkiem czegoś poważnego. Ale czy ja chcę czegoś stałego? Chcę poznać tego faceta, a pójście z nim do łóżka może być elementem odkrywania siebie nawzajem. Wzajemnego poznawania.

Rok to długo – potwierdzam, udając spokój, ale jestem podekscytowana jego propozycją.

W zasadzie muszę przyznać ci rację. Ta znajomość dobrze się zapowiada. I teraz jestem rozdarty. Czy seks przekreśli definitywnie możliwość dalszych spotkań?

Jeśli będzie słaby – mrugam do niego.

Zrobię wszystko, żeby był dobry.

Wypijmy tę herbatę i zobaczymy, okay?

Zamawiamy taksówkę i docieramy do jego mieszkania, a między nami jest takie napięcie, że Peya powstrzymuje się resztką silnej woli. Czuję, że jest gorący i niemal naelektryzowany oczekiwaniem. Zastanawiam się, jak długo wytrzyma, zanim ściągnie ze mnie ubranie. Bo, że ściągnie? Jestem tego pewna.

Jaką pijesz herbatę? – pyta.

Czarną, bez mleka.

Rzeczywiście, w apartamencie nie ma żadnych mebli, więc siedzę na materacu, kiedy przynosi dwa kubki.

I co o tym myślisz?

– English Breakfast po południu? Jak dla mnie wspaniale – kpię z jego braku znajomości zasad picia herbaty.

Co myślisz o moim mieszkaniu?

Jestem asystentką zarządu, nie projektantem wnętrz.

Lubię cię, wierzę w twój gust – przerywa, bo coś rozproszyło jego uwagę. – Masz fantastyczne piersi.

Nie może oderwać wzroku od moich cycków, które stały się doskonale widoczne, odkąd usiadłam na materacu.

Peya – śmieję się, a on przewraca mnie na plecy i przygniata swoim ciężarem. W ostatniej chwili odkładam kubek na podłogę. – Powoli.

Więc jak to widzisz? – pyta i wtula się w moją szyję.

Hmm.

Co byś tu wstawiła, do tego pokoju?

Podnoszę się, lekko spychając go z siebie. Rozglądam się.

Powiedz mi, jaki jesteś? – pytam.

Niepewny. Uparty. Bezczelny. Jak myślisz, jaki jeszcze?

Mrużę oczy, zastanawiając się. Powiedzieć prawdę? Chyba już za późno na takie refleksje.

Inteligentny. Zabawny. Charyzmatyczny. Utalentowany – wymieniam. – Seksowny. Męski.

Karmisz moje ego.

Chyba nie narzekasz?

Przygląda mi się uważnie. Powiedziałam coś nie tak?

A co TY z tego masz? Z karmienia mojego ego?

Poczucie, że sprawiłam ci radość. – Dotykam jego policzka, a potem całuję w usta. – Przyjemność… Dlaczego nie weźmiesz architekta?

Nie chcę, żeby moje mieszkanie było jak z katalogów. Chcę w nim normalności.

Jeśli pomogę ci wybrać meble, będzie bardziej moje, niż twoje – zauważam.

– Nas dwoje łączy coś więcej, niż zamiłowanie do ekspresowych randek z papierowymi torbami na głowach. Nadajemy na tych samych falach.

Nie mogę się nie zgodzić – mówię i sięgam po kubek, bo zaschło mi w gardle.

Kochajmy się – szepcze, gładząc mnie po kolanie, a ja prawie krztuszę się herbatą. – Powoli, będę ci patrzył w oczy i całował po szyi… Jesteś pewnie śliska, gorąca i nie mogę się doczekać, kiedy w ciebie wejdę…

Przesuwa dłoń między moje uda, a ja patrzę na niego, jak zahipnotyzowana.

O tym myślałeś przez cały czas, w kawiarni? – mówię.

Pochyla się, żeby mnie pocałować. I znów jest delikatny, powolny, ostrożny. Chcę więcej. Czuję bijące od niego ciepło. Jego cudowny, lekko piżmowy zapach. Hmm, ośmiela mnie do takiego zachowania. Ocieram się o niego.

Peya kładzie mi rękę na szyi i mocniej wpija swoje usta w moje. Jego język wdziera się między moje zęby i smakuje mnie zachłannie. Niemal nie mogę złapać powietrza, a on nie przestaje. Oddaję mu kontrolę, poddaję się temu całkowicie.

Myślałem o tym i o wielu innych rzeczach, które mógłbym z tobą robić – mówi, kiedy w końcu daje mi odetchnąć.

Więc zrób te wszystkie rzeczy teraz – prowokuję go, ale jestem już tak podekscytowana, że wszystko mi jedno, co pomyśli. Zdejmuję z siebie bluzkę, a że w jego spojrzeniu czai się odrobina niepewności, rozpinam mu spodnie i wsuwam rękę w jego bokserki.

Och – wyrywa się z jego ust, kiedy dotykam jego penisa. Jest duży, duży i twardy. Mam ochotę objąć go ustami, ale Peya popycha mnie na materac i ściąga mi majtki.

Między jednym a drugim pocałunkiem, rozbiera się całkiem, a potem klęka między moimi kolanami. Nasze wargi wciąż się muskają, nasze języki liżą, on patrzy mi w oczy i dostaje ode mnie niemą zgodę na to, co ma się wydarzyć.

I wtedy na nadgarstku czuję delikatne wibrowanie. Próbuję je zignorować, co może być tak ważne, żeby przerywać w takim momencie? Mój wzrok jednak sam odnajduje monochromatyczny wyświetlacz. Połączenie przychodzące. Marco.

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Chciałam napisać parę słów wstępu, ale ostatnie dwa dni miałam zakręcone jak słoik dżemu. Bardzo dziękuję za miły odbiór mojego samodzielnego debiutu, mam nadzieję, że będziecie czytać dalej 😀 Nie jest to żadna wielka literatura, ale wszelkie komentarze mile widziane 😉
    Emily ma niełatwy i nieoczywisty charakter, czasem denerwuje nawet mnie, ale postaram się jej nie zabić 😀
    Wszelkie podobieństwa do innych opowiadań z MWN są przypadkowe, to powstało 3-4 lata temu, teraz jest tylko lekko modyfikowane.
    Jeszcze raz gorąco dziękuję wszystkim, którzy czytają oraz tym, którzy komentują! Naprawdę miło mi bardzo 😀

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Zapowiada się kusząco 🙂 I mi się podoba.
      Coś wiem o niełatwych charakterach, przyznaję, że moje bohaterki też czasami mnie drażnią, zwłaszcza kiedy zaczynają zachowywać się nie tak, jak im to wymyśliłam. Też tak masz? 🙂 Podobieństwami się nie przejmuj, nikt nie będzie Cię ścigał o to 🙂 Mają prawo się zdarzyć.
      Przyznam szczerze, że liczę, że nie dojdzie między nimi do stosunku. Zapowiada się bardzo fajnie, ale chciałabym poczuć tę radość z oczekiwania na to 🙂 Oby ten Marco skutecznie ich rozproszył. Pan trener bardzo mi się podoba. Lubię pewnych siebie facetów. I ma ciekawe imię. Nie spotkałam się z takim. Jak długie będzie Twoje opowiadanie?

      • Rebel G.
        |

        Bardzo dziękuję, Jo. 🙂
        Opowiadanie będzie dość długie, myślę, że ok. 20-25 części. Inaczej dzielę tekst na potrzeby bloga, niektóre sceny usuwam, niektóre dodaję na bieżąco, sama nie wiem. Poza tym nie wiem, co z zakończeniem – jeszcze się waham, jakie będzie ☺️
        Zdarza się, że bohaterki wymykają się narzuconemu przeze mnie scenariuszowi, są targane emocjami, nimi się kierują – odwrotnie, niż ja. Wtedy mnie irytują 😁
        Ja też lubię pewnym siebie mężczyzn, bardzo, na moje nieszczęście, hehe 😀 Co do imienia głównego bohatera – wszystko się wyjaśni, chociaż to w sumie drobiazg… Miło, że zwróciłaś uwagę 😀

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Więc czekam z niecierpliwością na to wyjaśnienie 😉 Fajnie, że historia trochę się pociągnie. Jestem ciekawa, jakie Peya skrywa tajemnice i jaki będzie dalszy los jego i Emily. 😉

  3. Asia
    | Odpowiedz

    Druga część wciągnęła nawet bardziej niż pierwsza, a to dobry znak. Też mam nadzieję że nie od razu uda im się skonsumować tą krótką znajomość, niech się trochę postarają oboje 🙂

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Cieszę się, że wciągnęła! I dzięki za komentarz, będzie się komplikowało – to mogę obiecać 😁
      Różnie to bywa po szybkim skonsumowaniu znajomości – czasem to nie ma znaczenia, czasem dożywotnio determinuje relację. Wszystko zależy od konkretnego przypadku 😉

  4. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ha!

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Dzięki! 😉

  5. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Rozebrałam dzisiaj moją piękną, wycacaną choinkę, co nastroiło mnie nieco depresyjnie, ale dwa teksty na blogu od razu poprawiły mi humor:) Dzięki, o Panie dwie:)
    Jak dla mnie, to Emily i Peya mogą spokojnie i soczyście skonsumować swą nową znajomość, bo ciągnie ich do siebie tak, że nie ma opcji, żeby się na jednorazowym seksie skończyło. Powiedźcie sami, ile razy w życiu spotyka się kogoś, kto od pierwszej chwili robi nam w głowie i ciele totalną rozpierdację? Wiele ludzi nie doświadcza tego nigdy. Albo doświadcza, ale ucieka przed czymś tak silnym i niewiarygodnym. Tych dwoje czuje mega mocne przyciąganie, ale mają w sobie sporo lęku przed zaangażowaniem się, przed zaufaniem drugiej osobie, bo mocno się sparzyli, doznali zawodu, zostali wykorzystani. I bardzo nie chcą znowu tego doświadczyć. Myślę, że nie ma reguły, i czy od seksu się zaczyna, czy dwoje ludzi potrzebuje dobrze się poznać, zanim staną przed sobą nadzy, to tak samo może być z tej mąki chleb, albo wyjdzie zakalec. Do tej akurat pary, bardzo mi pasuje szybkie przejście do czynów – uważam, że seks pomoże im zbudować relację, ułatwi otwarcie się, uniemożliwi, albo przynajmniej bardzo utrudni założenie masek. Trzymam za nich kciuki, bo oboje bardzo mi się podobają i mam nadzieję, że nie stchórzą i zawalczą o siebie razem.
    Co do podobieństw do innych opowiadań, to nie za bardzo wiem o czym mowa. Niby do jakiego jest podobne? Jakby się mocno upierdliwie czepić, to tak właściwie wszystkie opowiadania na Motylach są do siebie podobne – w każdym jest kobieta i mężczyzna (niezależnie od rasy – demon, jaszczur), i miłość, i seks, i randki, i miłosne przepychanki, wątpliwości (kocha, lubi, szanuje…), złamane serce, zawiedzione nadzieje, słodkie rojenia, mega orgazmy, tudzież inne przyjemności:) I właśnie to lubimy! Jak dla mnie, to Emily, Peya i ich historia to świeżynka i z żadnym innym opowiadaniem mnie się nie kojarzą. Jedno pytanie mam: Jak, o ile w ogóle, odmienia się imię: Peya? 🙂
    Dzięki za wspomnienie o English Breakfast i za to, że Emily nie paskudzi tej pysznej herbaty mlekiem, a tfu! Wstawka o indywidualnym traktowaniu mućki – boska:)
    No podoba mi się, podoba jak cholera:)

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Spróbuję odpowiedzieć jak najbardziej wyczerpująco, ale najpierw: Tony, jesteś wróżką albo hakerem, który włamuje się do mózgów? ❤️ Bo dokładnie takie same myśli mi przyświecały, pisząc to opowiadanie. Jeśli siedzisz w mojej głowie, to sorry za ten bałagan, który tam panuje… 😉
      Czy zdarzyło mi się spotkać kogoś, do kogo mnie ciągnęło z siłą, której nie da się przeciwstawić. I to fizycznie ciągnęło? Owszem 😉 I tak jak wspomniałam w komentarzu, nie miało to znaczenia dla rozwoju znajomości. Po prostu było elementem poznania się. I prawda jest to, o czym piszesz: o lęku przed zaangażowaniem, a zwłaszcza przed zranieniem, też uważam, że czasem seks pomaga się otworzyć… Podpisuję się pod każdym Twoim słowem 😘 Cieszę się, że udało mi się przekazać te emocje.
      Co do podobieństw – chodziło o to, że moje zaczyna się od szybkich randek 😉 Ale masz rację, w większości można dopatrywać się jakiś elementów wspólnych – w psychologii nazywa się to pozorna korelacja.
      Nie odmienia się imienia bohatera, tzn. pewnie można by odmienić jak polskie imię Maja, ale narracja prowadzona jest z perspektywy Emily, a ona stwierdzila, że nie będzie go odmieniać. Staram się tak budować zdania, żeby to nie raziło 😁
      Cieszę się, że odnajdujecie takie małe rzeczy, takie Easter eggs w tym opowiadaniu, jak imię bohatera, tytuł, zrelaksowane mućki, czy nawiązanie do herbaty z mlekiem (fuj, fuj, przedszkole i bawarka mi się kojarzy). Do poczucia humoru Jadzi mi daleko, niestety, ale od czasu do czasu mogę mrugnąć okiem 😉

      • Tony Porter
        |

        He, he, ani jedno, ani drugie:) Po prostu, czasem silnie się utożsamiam z bohaterami, i nawet jeśli ich doświadczenia są mi obce, to potrafię to sobie wyobrazić, wczuć się w ich sytuację. Czasem aż za bardzo. Podejrzewam, że specjalista miałby niemałe pole do działania na obszarze mej psyche, ale nie ma opcji, żebym pozwoliła komuś grzebać w mojej głowie – sama sobie jestem najlepszym diagnostą:) Co do bałaganu w głowie, to u mnie zazwyczaj jest “porządek” jak w pokoju nastolatka, ale jak to mówi moja koleżanka (matka syna już nienastoletniego, ale wygląd pokoju się nie zmienił): “Dopóki zawartość pokoju nie zaczyna wylegać na przedpokój, to uważam, że jest porządek”:)
        To mi się właśnie bardzo podoba – że niby nic takiego specjalnego się nie dzieje, nie padają żadne wielkie słowa, ale czuje się napięcie między bohaterami, to wzajemne przyciąganie. Emily i Peya są ostrożni w słowach, badają się, obserwują, ale zarazem są bezpośredni, nie bawią się w gierki i umizgi.
        Korelacja kojarzy mi się ze statystyką i ekonometrią – i są to bardzo dobre skojarzenia, bo to były jedne z mych najulubieńszych zajęć na studiach.
        Skoro Emily stwierdziła, że “Peya” to constans, to ja nie zamierzam się jej przeciwstawiać:)
        Ja w ogóle nie piję mleka, a bawarka, kawa z mlekiem czy śmietanką, to dla mnie, za przeproszeniem, pomyje. A tfu!
        Mrugaj okiem, mrugaj i nie narzekaj na swe poczucie humoru, bo wedle mnie, masz go pod dostatkiem.

      • Rebel G.
        |

        To się nazywa empatia, wczuwasz się w rolę i to jak! Dosłownie jakbyś siedziała mi w głowie. Mnie też niektóre odczucia bohaterów są obce, niektóre całkiem moje, a niektóre zaczerpnięte z otoczenia. Cieszę się, bardzo, że ich rozumiesz 😀 Umizgi i flirt bywają fajną zabawą, ale tu mamy bohaterów po przejściach, którzy grają w otwarte karty, bo inaczej im się już chyba nie chce. On nie zaimponuje jej byle czym, żeby zaciągnąć ją do łóżka… Idealnie ich rozpracowałaś, Tony 😉 Tylko co będzie potem i jakie tajemnice wyjdą na jaw? Jeszcze nie wiem do końca, jak to rozegrać, coś muszę uprościć, coś pokomplikować. Mam też jeden pomysł z życia… Tylko tak nieprawdopodobny, że gdyby dotyczył kogoś innego, niż ja, to bym nie uwierzyła 😉
        Humor bywa specyficzny, a w pracy mam takich szyderców – nieustające źródło inspiracji 😁

      • J.Gibson
        |

        Rebel! Ja już pisalam o tym pod którymś Julkiem, że będę w foliowym turbanie pisać żeby Tony nie zrobiła mi włamu w zwoje mózgowe😂😂😂😂😂.

  6. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Skleroza nie boli – znowu zapomniałam napisać, że mocno zastanawia mnie tytuł – “Zapomniana” ?!

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      O tym też będzie później, podejrzewam, że od razu będziesz wiedziała 😁

  7. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Coś czuję, że z brikanda nici, chyba, że z wibracyjnym Markiem w trójkącie😂😂😂😂

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Jest to jakiś pomysł 😉😁

  8. aga
    | Odpowiedz

    Mnie ciekawi skąd tytul

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Dowiecie się, obiecuję 😘

Napisz nam też coś :-)