Zapomniana XX

with 11 komentarzy

debiut na motylach Rebel Girl
 

Ogarniają mnie wątpliwości, nie pasuję tu. Kiedy Sean na chwilę odchodzi, opuszczam strefę dla VIPów. Przeciskam się przez tłum w kierunku wyjścia. Chyba się zgubiłam, bo zamiast do drzwi trafiam na coraz większe ilości pijanych ludzi, kobiet i facetów. Jest duszno, nie tak przyjemnie, jak w loży, gdzie klimatyzacja dbała o nasz komfort. Próbuję znaleźć drogę powrotną do Seana, żeby powiedział mi, jak stąd wyjść.

Zgubiłaś się, ślicznotko? – Nagle wyrasta przede mną jakiś facet o posturze niedźwiedzia.

Nieee, zwiedzam tylko – odpowiadam.

Może pozwiedzamy jakiś zakątek, co? Bardzo kusą masz tę sukienkę.

A może będziesz trzymał ręce przy sobie? – słyszę tuż za mną.

Odwracam się, a Sean podaje mi dłoń. Tamten odpuszcza. Może i jest wielki, ale Sean wygląda na szybszego, bardziej wysportowanego. Lepiej z nim nie zadzierać.

Dzięki.

Jak będziesz chciała skorzystać z łazienki, do dyspozycji gości loży jest specjalna...

Kate Moss mi ją zajęła.

Sean przewraca oczami, a ja przylegam do jego ciała, przeciskając się przez tłum. Musimy na chwilę się zatrzymać, żeby ktoś inny mógł przejść, a wtedy aktor patrzy na mnie z uśmiechem.

To chcesz tańczyć, czy będziesz mi uciekać?

Nie będę uciekać.

Nie bój się mnie.

Poruszam się w rytm muzyki, ilość wypitego alkoholu działa korzystnie na moje umiejętności taneczne. Szaleję, ja i Sean bawimy się świetnie, a kiedy jestem już całkiem wyczerpana, wracamy do stolika.

Śmiejemy się, gaszę pragnienie kolejnym ginem z sokiem.

Nagle Sean odgarnia kosmyk niesfornych włosów z mojego policzka, przez chwilę przyglądamy się sobie, a on pochyla się i mnie całuje. Na początku jest delikatny, ale potem wpija się mocniej w moje wargi. Smakuje swoim drinkiem, chyba daiquiri, bo czuję rum i kwaśny sok z limonki. Nie boję się już, przeciwnie, nakręca mnie to. Siadam mu na kolanach. Mój tyłek ociera się przez kilka warstw materiałów o jego penisa. Ma erekcję. Głośno wciąga powietrze. Jego dłonie przesuwają się po moich udach, próbując podwinąć sukienkę.

Nie mogę – szepczę mu do ucha. – Wiesz, że nie mogę…

Opieram czoło o jego spocone czoło. Jest napalony, skołowany, wygląda trochę groźnie. Przypominam sobie filmy, w których grał mordercę, porywacza, terrorystę. W co ja się wpakowałam?

W porządku. Tylko zejdź mi z kolan, bo nie ręczę za siebie.

Siadam obok.

Sean, ja…

Poczekam. Wiem, że będę cię miał, wcześniej, czy później.

Jak możesz być tego taki pewien? – oburzam się.

Skarbie, masz na to ochotę.

Mam też ochotę na flan o pierwszej w nocy, ale go nie jem, bo nie powinnam.

Znam pewną hiszpańską knajpę, gdzie serwują rewelacyjny flan. Chcesz tam teraz iść?

Nie.

Na pewno?

Powinnam wracać.

Powinnaś, nie powinnaś. Nie przejmuj się tym, co myślą inni. Chodź ze mną, nikt się nie dowie. Zwłaszcza Daniel.

Jakoś mu nie wierzę, poza tym chyba zaczynam trzeźwieć.

Daniel powiedział ci, że jestem dobrą kochanką? Nawet, jeśli kiedyś byłam, to moje umiejętności mogły się ulotnić z amnezją.

Dan nie opowiadał, co robiliście w łóżku. Tylko o tym, że związek z tobą był jego najlepszym i najnormalniejszym – przerywa, a potem dotyka mojego łokcia, pochylając się w moim kierunku. – Jedźmy do mnie, obiecuję, że nie pożałujesz.

Wolę jechać do siebie.

Klub ma limuzyny do dyspozycji gości, załatwię szofera i odwiozę cię. – Sean nie rezygnuje.

Wolę tradycyjne taksówki i podróż w pojedynkę – odpowiadam.

Nie opieraj się tak, chcę tylko mieć pewność, że dotarłaś cało do domu. Jest środek nocy, kto wie, czy tamten koleś nie zaczaił się gdzieś za rogiem.

Straszysz mnie, żeby dobrać się do moich majtek.

Bystra z ciebie dziewczyna.

Rozczarowany?

– Wystarczy, jak powiem, że podtrzymuję swoją propozycję odnośnie podwiezienia do domu?

Wzdycham.

Dobrze, ale nie licz na coś więcej. Na dowody wdzięczności i zaproszenie do mojego mieszkania zwłaszcza.

Będę grzeczny.

I rzeczywiście jest. Poza mizianiem mojej nogi, nie robi nic więcej. Na pożegnanie całuję go w policzek, grzecznie dziękuję za drinki, eskortę i dobrą zabawę, a potem idę do mieszkania.

Rano staram się dojść do siebie za pomocą mocnej kawy i dużej ilości czekolady. Z letargu wyrywa mnie telefon. Odruchowo odbieram.

Hej, Emily! – Australijski akcent jest tak wyraźny, że nie muszę się nawet zastanawiać, kto to.

Dzień dobry, Jonah.

Słuchaj, mam dziś odebrać ze szpitala moje wyniki, pojechałabyś ze mną?

No dobra. Zastrzelił mnie swoją prośbą, a przede wszystkim bezpośredniością. Nie czuję podstępu, nie chcę go czuć. Takimi rzeczami się nie manipuluje.

Tak.

Odrywam kolejną kostkę z tabliczki czekolady.

Przyjechać po ciebie?

Jeśli mógłbyś.

O której ci pasuje?

O której chcesz. Mam dziś wolne.

Będę u ciebie za pół godziny.

Okay.

Wkładam granatową, biurową sukienkę i traktuję włosy suchym szamponem. Musi wystarczyć, poza tym głowa tak mnie boli, że nie za bardzo dbam o wygląd. Nie mogę znaleźć czarnych butów, więc wkładam te cieliste. Jonah stoi oparty o samochód.

Cześć.

Całuję go w policzek.

Cześć.

Wszystko w porządku? – pyta, unosząc brew.

Tak, jestem tylko zmęczona i skacowana. Miałam ciężką noc.

Co się stało?

Hmm, niespecjalnie mam ochotę o tym rozmawiać. A ty, jak się czujesz?

Zestresowany.

Faktycznie, wygląda na spiętego. Chciałabym go jakoś pocieszyć, ale – zamiast tego – gapię się na niego. Sama potrzebuję wsparcia

Chcesz najpierw iść na spacer? – pytam.

Pewnie.

Wstępujemy do kawiarni, gdzie Jonah zamawia sobie kawę, a ja smoothie. Na myśl o czymś słodkim mnie mdli, a kolejna dawka kofeiny wyłączyłaby moje serce, więc odpuszczam.

Peya zrobił mi awanturę, jest zazdrosny, a ja… Bardzo tego nie lubię. Nie jestem niczyją własnością, potrzebuję przestrzeni, żeby funkcjonować. Czasem się oddalam, żeby zatęsknić i wrócić. Mam nadzieję, że się mylę, ale czuję, że on nie do końca akceptuje moją naturę.

A jeśli najgorszy scenariusz się sprawdzi? Zostawisz go?

Świetnie, tego mi trzeba. Najczarniejszych scenariuszy.

Nie wiem.

Przygląda mi się przez chwilę.

Emily, już kiedyś pocieszałem cię po tym, jak inny facet zawiódł twoje zaufanie. Nie wyszło mi to najlepiej, dlatego nie obawiaj się, że spróbuję teraz wykorzystać waszą… hmm, rozłąkę.

Mimo tych słów, uśmiecha się dwuznacznie.

Obiecaj, że mnie nie pocałujesz, Jonah.

Niezbyt chce to powiedzieć, ale patrzę na niego stanowczo. Wystarczy, że wczoraj prawie straciłam głowę dla Seana. Nie potrzebuję kolejnych przykładów mojej bezmyślności.

Dobrze, nie pocałuję.

Jedziemy do szpitala. Chcę zaczekać przed gabinetem, ale Jonah upiera się, żebym była przy tym, jak lekarz poda mu wyniki.

Siadamy i widzę, jaki jest zdenerwowany. Jego szeroka, męska dłoń spoczywa na kolanie. Przykrywam ją swoją dłonią, a on patrzy mi w oczy. Czuję, jak gładzi moją rękę, czuję w żołądku ciepło. Marzę, żeby było już po wszystkim.

Proszę pana… – Lekarz wchodzi z kopertą do gabinetu i dopiero po chwili zauważa moją obecność. Spogląda na nasze złączone między krzesłami ręce. Teraz Jonah po prostu mnie trzyma, jak ukochaną. – Dzień dobry.

Dzień dobry – odpowiadam. – Jakie ma pan dla nas wieści, doktorze?

Jonah prawie nie oddycha, lekarz siada z biurkiem. Otwarcie koperty trwa wieczność. Nie mógł zrobić tego przed gabinetem? Oczekiwanie zakrawa na torturę.

Jest dobrze.

Krew w mojej lewej dłoni odpłynęła już dawno temu. Jeszcze trochę i sama będę potrzebować lekarza. Chirurga. Do amputacji.

Jonah… – szepczę, a on patrzy na mnie, luzuje chwyt i całuje opuszki moich zdrętwiałych palców. Kimkolwiek dla niego byłam, zanim straciłam pamięć, jemu w ogóle nie przeszło. Dotykanie mnie sprawia mu przyjemność. Każdy pretekst jest dobry.

Lekarz mówi coś do nas, a ja myślę o tym, że naprawdę lubię Peya.

Bo, czy odrzuciłabym uczucia tego superatrakcyjnego mężczyzny, gdybym nie była pewna swoich do Baska?

Przed szpitalem Jonah przytula mnie i całuje w czoło.

Przepraszam, muszę… Muszę już jechać – mówię.

Zjemy razem obiad?

Może kiedy indziej.

Emily. Dziękuję, że byłaś dziś przy mnie.

W porządku. Cieszę się, że wyniki są dobre, tylko… Zaczyna mi doskwierać deficyt snu.

Odwiozę cię.

Wrócę metrem, to tylko parę przystanków.

Ale kochanie…

Rzucam mu spojrzenie, od którego on aż się cofa.

Chcę pobyć sama – mówię. – Zadzwonię do ciebie później.

Odwracam się, żeby na niego nie patrzeć. Nie chcę kusić losu.

Niestety, nie dane mi jest odpocząć. Ledwo docieram pod swoje mieszkanie, zauważam faceta opartego o barierkę. Ręce ma w kieszeni, na głowie okulary przeciwsłoneczne, a na ustach nonszalancki uśmiech.

Sean, co wy, faceci, we mnie widzicie? – pytam, kiedy pięć minut później siedzimy przy stole w moim mieszkaniu.

On patrzy na miseczkę z ciastkami.

Jesteś słodka i obiecująca. Trochę, jak cukierek. Spróbujesz jednego i nie możesz przestać, ciągle chcesz więcej.

Aż skończy się paczka – mówię ponuro.

Ale to nie znaczy, że masz dość.

Dlaczego chciałeś się ze mną zobaczyć?

Jeśli pan Arsenal okaże się spalony, chcę być pierwszym, który będzie na miejscu. Chcę być ramieniem, na którym się wypłaczesz. Męskim ramieniem, które potem będzie obejmować twoje nagie ciało.

Sean… – szepczę zdegustowana.

No co? Jesteś inteligentna. I tak byś mnie przejrzała.

A gdzie w tym planie jest twój kumpel, Daniel? Nie będzie zachwycony tym, że uderzasz do jego byłej narzeczonej, jeśli to prawda, że wciąż nie pogodził się z naszym rozstaniem.

Dan jest moim kolegą, ale nie zapraszam go na domowe obiadki. Nie dowie się, jeśli oboje zachowamy dyskrecję.

Hmm, chyba jednak się nie skuszę, mój drogi.

Skusisz, skusisz. Jeszcze nie teraz, ale w końcu…

Naprawdę jestem taka przewidywalna? – Unoszę szklankę pełną wody do ust.

Przeciwnie, za to cię lubię. Mógłbym się nawet z tobą ożenić, żeby w końcu zaciągnąć cię do łóżka.

Nie, dziękuję.

No, Emily! – Sean śmieje się głośno. – Nie chcesz być moją piątą żoną?

Mówi to w taki sposób, że też zaczynam się śmiać. Dobrze, że ma do siebie dystans, przez to jego propozycja mnie nie obraża.

Może w innych okolicznościach?

Jeśli go kochasz, walcz, Emily. Ludzie nie z takimi problemami sobie radzą.

Tak myślisz?

– Myślę, że pan Arsenal jest cholernym szczęściarzem, farciarzem, nie zasługuje na ciebie, ale daje ci to, czego potrzebujesz.

Nie mylisz się.

Jeśli tego chcesz, sięgnij po to.

***

Mam nadzieję, że Peya będzie w domu. Muszę go zobaczyć. Jak najszybciej.

Pada deszcz, a ja – jak głupia – biegnę do mieszkania Baska, zamiast poczekać na stacji metra, aż się wypogodzi. Mój sprint trwa zaledwie dziesięć minut, ale pod apartamentowiec docieram kompletnie przemoczona.

W progu całuję go tak, że świat wiruje i nie wiem, co się dzieje. Czuję jego dłonie na pośladkach, szyi, piersiach, talii. Czuję, że woda spływa mi po twarzy, plecach, nogach. Cienkimi, łaskoczącymi strużkami. Szorty nie chroniły mnie przed ulewą w najmniejszym stopniu. Jest mi zimno, zaczynam drżeć.

Emily, tylko ciebie pragnę. Tylko ciebie chcę. Jesteś wyjątkowa. Przepraszam.

Włosy mam mokre, przylepiają mi się do twarzy, Bask odgarnia je co chwilę. Wyglądam pewnie żałośnie, a on przekrzywia głowę i wpija się w moje usta. Ściąga ze mnie koszulkę, a kiedy dociera do bielizny, rozpina ją i dotyka mnie zachłanne, więc odchylam się do tyłu, czekając na następny ruch.

Jeszcze! – proszę.

Po pierwsze: dopiero, kiedy powiesz, że mi wybaczasz. A po drugie…

Przerzuca mnie sobie przez ramię.

Co robisz?

Nie pozwolę, żebyś była chora.

Peya rozbiera mnie do naga, a potem zanosi pod prysznic. Woda jest gorąca i nie mam ochoty przerywać kąpieli, nawet, jak moja skóra przypomina już barwą skórę Indianina.

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Wow!
    Rebel!
    Ja po prostu….
    Brak mi słów, a wiesz, że zazwyczaj z tym nie mam problemu.
    Az chwili potrzebuje by dojsc do siebie.
    No to tak:
    Sean niby zakręcił ale jednak wyprostował.
    Jonah, okno otwarte, wiesz co robic – jestes zdrowy to jiz wymowki nie masz.
    Peyaczku, oby ci tam dobrze heya banana z Emily!
    Dziekuje
    Dobranoc

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Na którym piętrze mieszkasz?
      Jadziu, bardzo cenię Twoje komentarze <3 Nawet takie "brak mi słów" <3
      Zwłaszcza takie.

      • J.Gibson
        |

        Na czecim😂😂😂
        Żartuję. Tak na serio to mieszkam na trzecim 😂

  2. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Chciałam napisać wstęp, ale oczywiście nie dałam rady 🙁
    Przepraszam, że nie odpisałam na komentarze pod poprzednim postem, miałam ważną imprezę w pracy, którą odchorowałam 🙂 Bardziej psychicznie, niż fizycznie, ale…
    A poza tym bliska mi osoba potrzebuje teraz wsparcia, więc staram się być dla niej 24/7.

    “Mój aktualny facet” – zabieg nie był zamierzony, ale myślę, że Emily dopadł stres i ogólnie nie jest już tak bardzo zapatrzona w Peya, po spotkaniu z Jonah.
    Zaczyna się gubić. Ja nie zwróciłam na to uwagi, ale widzę, że Was poruszył niefortunny zwrot. Wstydź się, Rebel!

    Jadzia – “Ciebie się czyta, jakby się śpiewało piosenkę” <3 <3 <3 I loveeee youuuuu. Teraz Ciebie się czyta, jakby głaskało się coś milutkiego i puszystego 🙂

    Jo & Asia – Emily się boi, jest nieposkładana, niezdecydowana i ma nieprzepracowaną traumę. Jest irytująca. Ale czy na początku sama nie powiedziała o sobie, że kiedy domek z kart jest już niemal zbudowany, ona go niszczy ze strachu? Że wie, że coś się posypie, więc woli, żeby to nastąpiło wcześniej, niż później? I sama wszystko rozwali, bo woli kogoś zostawić, niż być zostawiona? Asekuruje się.

    Mówiłam, że namieszam 🙂

    Ja też tak mam, że działam czasem irracjonalnie, wkładam rękę w ogień, żeby zobaczyć, czy TYM RAZEM sparzy. Nie zamykam się w czterech ścianach. Różne skutki to przynosi. Czasem nie jest źle.

    Chciałam, żeby Emily miała coś ze mnie.
    Ona odreagowuje.
    Szaleje.
    Popada w autodestrukcję.
    Może żeby poskładać się na nowo?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Może i zwrot niefortunny, ale dlaczego to złe? Każdemu zdarza się popełnić faux pas ;-), a Emilia tu za świętą nie robi… 😀

      • Rebel Girl
        |

        Oj, ona raczej ma bliżej do tych “świętych inaczej” 😉

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Aż by się prosiło, żeby Jonah i Peya zobaczyli swą śliczną, cudowną, wyjątkową Emily obściskującą się z Seanem. Chyba by “nieco” zmienili zdanie na jej temat. A ona mogłaby znowu spiknąć się z Danielem, zapraszaliby Seana i urządzali milutkie orgietki:) “Wiem, że będę cię miał, wcześniej, czy później” – gratuluję, Emily, awansowałaś do tytułu łatwej laski, lecącej na dzianych, sławnych facetów. Zuch, dziewczyna. Tak sobie myślę, że tak naprawdę, to Emily nie kochała, ani nie kocha żadnego z zapatrzonych w nią amantów. Lubi ich, jest jej z nimi dobrze, chwilami wydaje jej się, że to właśnie z tym jednym chce być, niby tworzą związek, niby są parą, ale to wszystko jest palcem na wodzie pisane. I Emily nie ma pojęcia czego chce. Kogo chce. Co czuje. Obecnie gna na przepadło, żeby jak najszybciej i jak najskuteczniej rozpieprzyć sobie (i nie tylko sobie) życie. W tym gnaniu ma przebłyski, np. w postaci galopady w deszczu do mieszkania Peya. Jak długo potrwają te słodkie chwile? A jeśli w klubie jednak był jakiś paparazzo i niedługo wyciekną soczyste fotki? Jonah za “kochanie” nieomal został zabity wzrokiem, Sean za chamskie teksty i obmacywanki nawet nie dostał po łapach. A Peya będzie się kajał, błagał o wybaczenie, czuł winny, wykąpie, rozgrzeje i utuli swą wyjątkową Emily. No, rzeczywiście, wyjątkowa.

    • Rebel Girl
      | Odpowiedz

      Mówiłam, że jej zachowanie sprawi, że zmienisz o niej zdanie…
      😉
      Ale to dobrze, o to mi chodziło.
      Swoją drogą, gdyby Em była facetem i zdarzyło jej się całować w klubie z inną kobietą, czy nie byłoby jej to wybaczone łatwej? 😁

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Pewnie, że dobrze – uwielbiam, gdy autor odwraca mi postrzeganie o 180 stopni i zmusza do weryfikacji tegoż postrzegania:) Gdy przy którymś tam tomie “Gry o tron” uświadomiłam sobie, że lubię Jaime Lannistera, to wrzasnęłam: “Ale przecież on z premedytacją, bez odrobiny wyrzutów sumienia, zrzucił z wieży Brana Starka! Chciał zabić niewinne dziecko!” I co z tego, skoro już go lubiłam? Takie właśnie pranie mózgu robią czytelnikom literaci:)
    Nie, jak dla mnie, płeć nie ma znaczenia. Z jakiej niby racji miałoby to być jej wybaczone łatwiej? Że facetom wolno bzykać bez ograniczeń, a kobiety mają być wierne i lojalne? Bo jak nie są, to obrzuca się je inwektywami, a przy niewierności mężczyzn w ogóle nie ma tematu? Do mnie taki stereotyp nie trafia. Gdybym Sean był mężczyzną, z którym łączyłaby mnie emocjonalno-erotyczna relacja (analogicznie do Emily i Peya) i zobaczyłabym go w takiej sytuacji, to byłby definitywny koniec naszej relacji. Jego zachowanie byłoby mnie zdradą, brakiem szacunku dla mnie i dla tego, co jest między nami. Ktoś może to uznać za przesadę, za staroświeckość, powiedzieć, że przecież wszyscy popełniamy błędy, nie jesteśmy robotami, działamy pod wpływem emocji, czasem bardzo irracjonalnie – owszem, ale są jakieś granice. Emily ma problem z trzema facetami, a wybiera się do nocnego klubu z facetem, który nie ukrywa, że jest nią zainteresowany bynajmniej nie platonicznie. A jak ona się zachowuje, to już wszyscy wiemy:) No, sorry.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Fakt. Emily lubi dodawac zyciu kolorow.
      Jak nie ten, to tamten. A jak rzuci foszkiem to jeszcze inny. Dobrze, ze Jonah zostawila w spokoju i facet moze przybyc pod moje okienko.
      Jonah! Ja dwa razy powtarzac nie bede! Skoncertuj sie wiec!
      Trzecie pietro, takie okno bez fruwajek z kaktusem w ksztalcie fuja bez jajek, kyory roznie w doniczce o ksztalcie jajek! Zygmunta nie ma w pierwsze środy miesiąca oraz nieparzyste poniedzialki, ze o co trzecim weekendzie nie wspomne wiec dajesz chopie!

  5. B
    Bill
    | Odpowiedz

    To jak mecz 🙂 A Emily jest jak piłka. Raz ten zawodnik, raz tamten, potem wraca do pierwszego… Nic dobrego z takiego zagubienia nie wyniknie.

Napisz nam też coś :-)