Zapomniana III

with 24 komentarze

debiut na motylach Rebel Girl

.

Dzwoni szef, o czym informuje mnie wibrowanie smartwatcha. Mam ochotę jęknąć z żalu, ale powstrzymuję się w ostatniej chwili. Muszę odebrać. Nie dlatego, że to szef. Nie dlatego, że jestem obowiązkowa i odpowiedzialna. Dlatego, że skoro dzwoni, to zapewne coś ważnego. Dzień wcześniej wyjechał do Kirgistanu, na wyprawę w góry mającą na celu zdobycie Piku Lenina. Nie zawracałby mi głowy głupotami.

Marco jest w moim życiu constansem. Mimo że nie pamiętałam tego, jak zaczęłam pracę w jego firmie, bez problemu nauczyłam się wszystkiego od nowa. Nie oszukujmy się, to nie był wielki wyczyn. Szef taki, jak on, to prawdziwe szczęście. Zachowywał się wspaniale, jak ojciec, jak najlepszy przyjaciel, cierpliwie przypominając mi o rzeczach, o których zapomniałam.

Gdyby wszyscy byli tacy…

Przypominam sobie ten szok, kiedy obudziłam się w szpitalu, nie pamiętając kilku ostatnich miesięcy. Miesięcy, w czasie których – podobno – wdałam się w dwa skomplikowane romanse. Wtedy zastanawiałam się, co mi strzeliło do głowy, żeby tak się zachowywać, ale teraz widzę, że wcale nie zmądrzałam. Może nawet jest jeszcze gorzej, niż wcześniej.

Jestem w mieszkaniu Peya, naga, bosa, opieram się o ścianę w kuchni i odbieram połączenie od szefa.

– Emily, musisz mi pomóc. Turkish Airlines zgubiły mój bagaż!

Ta wiadomość z powodzeniem mogłaby zastąpić zimny prysznic. Od razu zaczynam myśleć o możliwym rozwiązaniu.

– Zgłosiłeś to na lotnisku?

– Tu nie ma komu zgłosić. Sprawdź mi, proszę, kiedy będzie następny samolot ze Stambułu do Osh.

– Marco, mogę do ciebie oddzwonić za kwadrans? Nie jestem przy komputerze, ale do biura mam jakieś dwanaście minut, więc zaraz to sprawdzę.

– Dobrze, czekam.

Peya patrzy na mnie zaskoczony. Hm, byłoby cudownie zostać… Potrafi odgadywać moje potrzeby i spełniać je, jak żaden inny facet, którego znam. A przynajmniej taki, którego pamiętam, bo przecież wiem, że spałam z kimś wcześniej, przed wypadkiem. Uśmiecham się przepraszająco.

– Muszę lecieć – mówię cicho, prawie szeptem. – Linie lotnicze zgubiły bagaż mojego szefa na lotnisku w mieście Osh, w Kirgistanie. A raczej gdzieś po drodze, bo Marco leciał z przesiadką w Stambule.

– I myślisz, że uda ci się go odnaleźć?

Uśmiecham się do niego, zbierają z podłogi swoje ubranie. Co on może wiedzieć o moich zdolnościach załatwiania rzeczy niemożliwych…

– Muszę – oznajmiam, przeczesując włosy dłonią.

– Pracuj dla mnie.

– Nic z tego.

– Mówiłem serio.

Coś w tym, co mówi, zaczyna mnie uwierać, jak źle odcięta metka w ubraniu.

– Ja też, Peya.

– Dobrze, teraz odpuszczam, ale wrócimy do tematu. Podrzucić cię gdzieś?

– Dzięki, ale metrem będzie dużo szybciej. Odezwę się, dobrze?

Całuję go w policzek i wychodzę z mieszkania. Wciąż jeszcze drżę z emocji, ale szybko zaczynam myśleć o sprawie szefa. Mózg przełącza się w inny tryb, zadaniowy. Analityczny.

Do biura docieram skupiona i gdyby nie obolałe od pocałunków usta, w ogóle nie pamiętałabym o niedoszłym kochanku. Otwieram drzwi kartą, światła zapalają się automatycznie, bezszelestnie przemierzam korytarz wyłożony szarą wykładziną, kierując się do swojego pokoju, włączam komputer.

– Następny samolot ze Stambułu do Osh będzie jutro o czwartej rano. Kolejny dopiero za trzy dni. W systemie zgubionych bagaży nie znalazłam twojego – zaczynam.

– Emily! – przerywa mi. – Tu nie mają tu żadnego systemu. Nie mają nawet komputera. Tak naprawdę, to nie ma tu nawet żadnej taśmy bagażowej! Jak jutro nie dostanę tego bagażu, będę ugotowany.

Co to za lotnisko? Osiołek przywozi na grzbiecie walizki z samolotu do hali przylotów, takiej ze słomianą strzechą zamiast dachu? Nie, to nie ten klimat. To ze strzechą jest chyba na Dominikanie.

– Słuchaj, zrobię tak. Spróbuję zgłosić to online, zawsze jakiś ślad w systemie będzie. A potem poszukam dojścia do linii lotniczych. Przez facebooka, telefonicznie, jakkolwiek.

– Dziękuję.

– Mam nadzieję, że uda mi się coś zdziałać. Trzymaj kciuki, będziemy w kontakcie.

Uzupełniam formularz danymi Marco, kopiując numery lotów, daty, nazwiska, serie dokumentów. Załączam kopię paszportu i wyciąg z potwierdzenia rezerwacji lotu. A potem wchodzę na facebooka i piszę do linii lotniczych z prywatnego konta. Niemal od razu otrzymuję miłą odpowiedź, że przepraszają i zajmą się tą sprawą. Hm, dobry początek.

Napiłabym się kawy, ale nie chcę mieć problemów z zaśnięciem, więc przeglądam internet w poszukiwaniu podobnych przypadków zagubienia bagażu. Telefon podświetla się, zerkam na wyświetlacz. Peya.

– Cześć – rzucam.

– Nie przeszkadzam? Pracujesz? – pyta.

– Już nie.

– Muszę koniecznie kupić meble. Nie chcę, żebyś uciekła ode mnie z powodu warunków w mieszkaniu.

– Wszystko w porządku. Nie skarżyłam się przecież.

– Pomyślałem, że powinienem ci powiedzieć, że nie mogłem lepiej trafić na tej randce w ciemno.

– Co masz na myśli?

– Będziemy się dalej spotykać?

– Nie mam nic przeciwko widywaniu się z tobą – mówię.

– Jak sprawa z bagażem?

Smartwatch sygnalizuje nadejście nowej wiadomości na facebooku. Zerkam na okienko.

– Napisali, że się znalazł, jest już na pokładzie następnego samolotu do Osh.

– Jak to zrobiłaś?!

Cóż. Dobre zdjęcie profilowe i trochę niezobowiązującego flirtu robią swoje. A może to zwykłe szczęście?

– Ładnie poprosiłam – oznajmiam.

– To znaczy, że mogę liczyć na kontynuację wieczoru?

I znów to nieprzyjemne uczucie uwierania…

– Jestem wykończona. Możemy przełożyć to na jutro?

– Tak, tylko od dziesiątej mam zajęcia z chłopakami. Chyba, że dasz zaprosić się na śniadanie?

– Dobrze.

– Co zwykle jesz?

– Owsiankę.

– Sprawdzę, co w tej materii ma nam do zaoferowania to wspaniałe miasto.

– Dobrze, wyślij mi smsem adres i godzinę – przerywam mu. – Muszę powiadomić szefa, więc teraz się rozłączę, ok?

– Jasne, to do jutra.

– Do jutra.

Piszę do Marco, żeby stawił się na lotnisku.

Piję swoją flat white i powoli zjadam robioną na miejscu granolę, kiedy Peya przychodzi.

Uśmiecham się. Odwzajemnia uśmiech. Ma niesamowite, brązowe oczy, pełne energii i radości. Wstaję, żeby go powitać. Przyciąga mnie i przytula.

– Czy ktoś ci już mówił, że jesteś oszałamiająca? Pewnie mnóstwo razy – mówi, całując mnie w skroń.

– Pewnie tak, ale nie pamiętam tego – wyrywa mi się. – Peya muszę ci coś powiedzieć...

Odsuwam się i siadam, kładąc ręce przed sobą.

– Co takiego, mon cheri?

Odwaga nagle mnie opuszcza, ale chyba lepiej, żeby wiedział to teraz. Gdybyśmy – przypadkowo – spotkali na ulicy kogoś z mojego poprzedniego życia, ciężej byłoby mi to odkręcić.

– Jakiś czas temu miałam wypadek i część moich wspomnień skasowała się. Raptem kilka miesięcy, ale w tym czasie byłam podobno w związku, nawet zaręczona.

– W porządku, a jakie są rokowania, że odzyskasz pamięć?

– Nie wiadomo – staram się brzmieć możliwie obojętnie.

– Chcesz, żebym popytał znajomych o jakiegoś dobrego neurologa?

– Nie, moja przyjaciółka jest lekarzem, badali mnie najlepsi neurolodzy w Londynie – mówię. – Podobno uraz nie jest mechaniczny, podświadomie nie chcę pamiętać, co się wydarzyło.

– Jeśli będę mógł ci jakoś pomóc, to powiedz.

– Dziękuję. Nie mówię ci o tym, żeby wzbudzić w tobie współczucie – dodaję.

– Wiem.

Przychodzi kelnerka, Peya składa zamówienie, a ja zastanawiam się, o czym z nim rozmawiać.

– Wspomniałeś, że się rozwiodłeś – przypominam sobie. Może nie tylko ja chowam trupy w szafie.

– Dwa razy.

– Masz dzieci? – dopytuję, bo właściwie poprzednia informacja jest dla mnie bez znaczenia. To tylko facet do seksu. Nic więcej. Nic więcej, zaklinam w myślach.

– Syna, ale jest już pełnoletni. Studiuje i mieszka w Paryżu. Z jego matką mam dobre kontakty, natomiast ostatnie moje małżeństwo to był niewypał. Rozminęliśmy się z oczekiwaniami o milion kilometrów. Zależało jej tylko na sławie i pieniądzach.

Ach, więc dlatego tak dziwnie zareagował, kiedy go rozpoznałam.

– Przykro mi, to musiało być trudne – odpowiadam grzecznie.

Mieszkając tutaj można nabrać nieco ogłady, dobrych manier, chociaż ciągle czuję się jak dzikus wśród autochtonów. Kiedy ktoś mówi, że wyglądam ładnie, dziękuję uprzejmie, a przecież Anglik zrewanżowałby się podobnym, nieszczerym komplementem. Może tak naprawdę jestem dzikusem. Dzikim zwierzęciem, które chodzi swoimi drogami i którego nie da się zamknąć w klatce na dłużej.

– Jak to jest, mieć taką lukę w życiorysie? Wiesz, co się z tobą wtedy działo? – pyta Peya.

– Wiem, bo przyjaciółka mi powiedziała. Inni też – dodaję. – To dziwne uczucie. Niby znam poczynania tamtej Emily, ale jakby to był ktoś inny.

– Żałujesz? – Pochyla się do mnie, a jego dłoń mimowolnie gładzi wierzch mojej.

Co za pytanie…

– Nie wiem. Nie mam na to wpływu, więc staram się o ty mnie myśleć.

– A narzeczony? Rozstaliście się z powodu twojej amnezji?

Peya jest uroczy. Przystojny, inteligentny i zabawny. Do tego wyraźnie mną zainteresowany, a seks z nim mógłby być naprawdę świetny. Może blisko mu do ideału, ale cóż, nie ukrywajmy – ja jestem niezłym bałaganem. Z jakiegoś powodu boję się odpowiedzialności za drugą osobę, nawet za mnie samą, za swoje działania. To trochę tak, jakby Peya budował domek z kart, zadając mi te kolejne, niezręczne pytania, badając, czy nadaję się na partnerkę, ja natomiast – wyciągnę element z samego dołu i będę patrzeć, jak się burzy, zanim on zdąży go skończyć. Po prostu – chcę już mieć to za sobą.

– Nie, wcześniej. No więc, panie trenerze, jakie ma pan plany na dziś? – zmieniam temat.

– Praca, a potem… Zakup mebli! Kolacja w najbardziej wyszukanej restauracji, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić. A potem… Dlaczego tak na mnie patrzysz?

– Nic, nic, kontynuuj – mówię.

– Zamierzam przejechać się London Eye. Byłaś tam kiedyś? To znaczy… – zacina się na sekundę albo dwie. – Pamiętasz, żebyś była?

– Nie byłam – odpowiadam.

– Świetnie. – Odchyla się na krześle i uśmiecha do mnie z wdziękiem chłopca. – Spędzisz ze mną ten dzień?

– Hm, właściwie to mam sporo rzeczy do zrobienia. Muszę zajrzeć do biura, czy pod nieobecność Marco wszystko działa, jak powinno – dodaję. – Zaliczyć trening fitness.

– Zawrzemy jakiś kompromis? – Unosi brew, a ja uśmiecham się wymijająco. Zwolnijmy trochę.

– Mediacje rozwodowe to chyba przydatna lekcja, co? – staję się uszczypliwa.

– W czym mogłabyś i chciałabyś mi towarzyszyć, moja śliczna?

Wzdycham i sięgam po kawę. Walczę ze sobą.

– Wizytę w biurze postaram się skrócić do minimum, ale treningu nie odpuszczę.

– Będę twoim trenerem.

– Nie wiem, czy to przeżyję – wzdycham znowu. Ogarnia mnie odruch ucieczki. C h c ę, żeby wszystko poszło w diabły. To się i tak wydarzy, więc lepiej szybciej, niż później.

– Przeżyjesz. Jesteś w dobrej formie, dobrze pamiętam, jak się rozciągnęłaś, kiedy… Jezu, na samą myśl robi mi się gorąco!

Chyba nie kłamie, bo sięga po szklankę z wodą. Przechodzę do ofensywy.

– Peya…

– Mogę przyjechać po ciebie, jak skończę pracę. Ostrzegam, że ruch lewostronny idzie mi tak sobie, ale mam samochód z automatyczną skrzynią biegów – mówi szybko i ledwo jestem w stanie go zrozumieć.

– Naprawdę nie musisz.

– Niedługo będę miał tyle zajęć, że na zakup kanapy nie starczy mi czasu. Chcę to zrobić. Z tobą.

– Czy mogę powiedzieć "nie"? – pytam.

– Możesz.

– Zadzwonię do ciebie, dobrze? – Wstaję.

– Emily! – Łapie mnie za rękę. – Przesadziłem, prawda?

– Tak, przesadziłeś – przyznaję. – Nie lubię, kiedy się mnie osacza, naciska.

– Ja też tego nie lubię, ale…

– Nie rób tego, Peya – bardzo się staram, żeby w moim głosie nie było słychać paniki. – Daj mi trochę przestrzeni.

Zabieram swoją torebkę i próbuję nie patrzeć na niedoszłego kochanka. Nie zniosłabym jego pełnego zawodu spojrzenia. I tak czuję się winna.

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Próbowałam edytować tekst z telefonu, żeby dodać coś od siebie, ale jakiś błąd, nie mogłam 🙄 No cóż. Przepraszam, że nie udzielam się w komentarzach, ale jestem na urlopie 🌴🌊☀️🌵
    W tej części oboje odsłaniają trochę karty, ale żadne z nich nie ma ochoty ryzykować. Zwłaszcza Emily.
    Co do tytułu – przyznam, że nie był to oczywisty i łatwy wybór, ale znajdziecie odpowiedź 😁

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Gdzie się urlopujesz? Moze byś do mnie wpadła?

      • Rebel G.
        |

        Wyspy Kanaryjskie 😁😎☀️

      • Rebel G.
        |

        Jeszcze tylko dzień w Madrycie i wracam 😭 a że roznosi mnie ciekawość świata, to pewnie zaraz zacznę planować kolejny wyjazd 🙄

      • J.Gibson
        |

        Tylko pozazdrościć.
        Baw sie dobrze…. Zdjecia rób to poopowiadasz.

      • Rebel G.
        |

        Ciepło, ładnie, dobre jedzenie i mili tubylcy. Do tego ceny nie aż takie kosmiczne, podobnie jest nad polskim morzem. Tylko lot aż 5,5h trwa, no ale nigdzie bliżej o tej porze roku nie jest tak ciepło. Podróż powrotną podzieliłam na dwie – z postojem w Madrycie, który jest ładny i dość ciepło, 15 stopni. Poza tym zapłaciłam za bilet Teneryfa-Madryt 9,99€, Madryt-Krakow 24€, a Teneryfa-Krakow kosztował 120€ 😁
        To mój drugi pobyt na Kanarach i jestem zakochana, następnym razem już nie wracam, szukam pracy, będę liczyć godziny słoneczne albo zatrudnię się w hotelu na recepcji. Wszystko jedno. Poprzednio byłam na Lanzarote – dużo ładniejsze plaże, ale wyspa mniejsza i bardzo wietrzna. Ale też polecam.

      • J.Gibson
        |

        Piszesz o podróży, a ja słyszę entuzjazm w twoim głosie. Też taka byłam. Przed dzieciami.😂
        Może jeszcze będę, na emeryturze. Przerzuce sie w tryb koczownika i na piechotę przepielgrzymkuje Europę. Umrę pewnoe czekając na kase z zusu ale co tam, co se pomarze to moje😂😂😂😂

      • Rebel G.
        |

        Zgadzam się. Nawet mój mężczyzna powiedział, że “nie mamy dzieci, to życie jak w Madrycie”. Mówił to, idąc Gran Via, główną ulicą Madrytu. I jeszcze śpiewał: “mam tę moc, mam tę moc i hamburgera w plecaku mam”. Zdaję sobie sprawę, że jak założę rodzinę, to się zmienią możliwości i priorytety, dlatego teraz podróżuję 😉 Ta, następna możliwość dopiero na emeryturze będzie… z koleżanką mamy takie plany – znajdę se jakiegoś Węgra, ona Gruzina, koniecznie z winnicą. Może mieć 80 lat, może być bezzębny… No i tam nas przelewy z ZUS nie będą obchodzić 😀😀😀

  2. Mona
    | Odpowiedz

    Emil zaczyna intrygować 🙂

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Bardzo się cieszę 😉

      • Babeczka
        |

        Przez chwilę zgłupiałam, bo jaki Emil? Czyżbym coś pominęła? A to pewnie piekielna klawiatura w telefonie :-))) i automatyczna zmiana niektórych słów.

      • Rebel G.
        |

        Założyłam, że chodziło o Emily 😃 z automatyczną zamiana słów walczę przy każdym komentarzu pisanym z telefonu, jest pomysłowa bestia, trzeba przyznać 😁

      • Babeczka
        |

        To jest pikuś. Ja kiedyś, żeby nie wzywać krzykiem mojego starszego dziecięcia, wysłałam smsa: zejdź na dół. Telefon zmienił mi na: seks na dół… Szkoda gadać, o mało nie wyrzuciłam go przez okno 😉

      • Rebel G.
        |

        Nie wyrzuciłaś przez okno… Telefon, czy dziecko? 😉

  3. J.Gibson
    | Odpowiedz

    No dobra. Rozjaśnia się troche odnośnie wypadku. Sugestia zapomnianych zwiazków itp., ale mam takie dziwne przeczucie, że gdyby to o mężczyznę chodziło, tytul brzmiałby ZAPOMNIANY.
    Te tajemnice mnie wykończą Rebel!

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      BLISKO, BLISKO 😃 Emily zapomniała o facecie, ale czy on zapomniał o niej? 😉 I jest jeszcze drugie dno – o tym będzie we wtorek.

      • J.Gibson
        |

        Wow! Siedzę jak na szpilkach. Drugie dna są najlepsze!

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Nie wiem, czy to SKS, czy zaczynam mieć zwidy, ale byłam przekonana, że umieściłam we wtorek komentarz. Taaa… Powinnam iść na urlop, ale o tym to obecnie mogę sobie tylko pomarzyć. I pooglądać zdjęcia z listopadowego urlopu.
    Zapomniana może być miłość Emily do jakiegoś faceta, albo sama Emily sprzed wypadku. Czy jest tą samą dziewczyną, co kiedyś? Raczej nie. Znajomi opowiedzieli jej co wydarzyło się w jej życiu, ale nie pamięta emocji, chwil szczęścia, smutku, małych codziennych radości – mnóstwa drobiazgów o których opowiedzieć się nie da, a które ją kształtowały, miały wpływ na jej decyzje, wybory.
    Oj, spłoszyła nam się Emily – Peya chciał dobrze, ale za dużo naraz i za szybko. A przynajmniej, dla Emily za dużo. Chłopak sam ma bolesne doświadczenia, więc myślę, że rozumie w czym problem i nieco przystopuje. Zresztą, może sam jest zaskoczony swoim zachowaniem i silną potrzebą bycia z nowo poznaną dziewczyną. Emily, tym powtarzaniem sobie, że chłopak potrzebny jest jej tylko do seksu, to chyba przede wszystkim samą siebie chce o tym przekonać, a może raczej utwierdzić w tym przekonaniu. Te zapomniane miłosne doświadczenia chyba nieźle ją sponiewierały psychicznie, skoro podświadomość się przed nimi broni. Drugie dno bardzo mile widziane:) Przypomniała mi się książka Cobena – “Tylko Jedno Spojrzenie” – mam nadzieję, że aż tak dramatyczne tajemnice się w przeszłości Emily nie kryją. Zdaje się, że ma rację – jest niezłym bałaganem. Pytanie, czy pozwoli aby Peya miał swój udział w małych porządkach. Bardzo jestem ciekawa co będzie dalej. Podoba mi się tekst o uwierającej metce i domku z kart. No, super, po prostu:)

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Tony! Och, jak w październiku dostałam propozycję zmiany stanowiska, to jednym z moich warunków było, że jak przyjdzie nowa osoba i się czegoś nauczy, to idę na urlop. Inaczej bym pewnie nie dostała wolnego do lipca 🙄
      Teraz się trochę układ sił zmienił 😀 I w końcu moje marzenie o tygodniu w ciepłych krajach, kiedy w Polsce panuje zima, się spełniło.
      Jak zwykle trafiłaś w punkt – Emily nie jest tą samą osobą. Nie da się odtworzyć emocji, które nią kierowały, jak podejmowała decyzje. Być może nie chce drugi raz popełnić tych samych błędów. Czy można zakochać się w tej samej osobie drugi raz? A właściwie czy można zrobić tak silne pierwsze wrażenie drugi raz? 😉 Emily chce przekonać siebie, że to facet do seksu, do spędzania miłego czasu i broni się przed jakimkolwiek zaangażowaniem.
      A Peya – prawdopodobnie spodobała mu się Emily, na tyle go zafascynowała, że chce ją poznać jak najszybciej. Może nie chce, żeby ktoś mu zabrał? A może jest ekstrawertyczny – mówi, co myśli w danej chwili, trochę na zasadzie impulsów. Znam oba pprzypadki.
      Tej książki Cobena nie czytałam, ale tajemnica Emily nie jest jakaś krwawa 😉 No chyba, że coś zmienię, ale nie myślałam o tym. Dalej nie wiem, jakie będzie zakończenie 😀 Ale do tego daleko.

      • Tony Porter
        |

        Teoretycznie, to ja mogę sobie na urlop iść – szef nie zgłosi protestu, ale praktycznie, to w I kwartale dział księgowy się raczej nie urlopuje – za dużo robót wszelakich. O tak, lubię zimną porą wyjechać gdzieś, gdzie jest ciepło – w listopadzie Warszawa żegnała mnie deszczem ze śniegiem i przymrozkami, a w Portugalii 15-20 stopni i słoneczko – miodzio.
        Wcale się nie dziwię, że Emily boi się zaangażować – luka w pamięci pozbawia ją części niej samej, nie jest pewna samej siebie. Z jednej strony bardzo energiczna, przebojowa, odnajdzie bagaż szefa choćby i na końcu świata, a z drugiej wycofana. Daje z siebie tylko tyle ile chce dać, mówi tylko to, co uważa za niezbędne, a i żeby się za bardzo nie odkryć. Jakby cały czas nosiła metaforyczną papierową torbę na głowie.
        Może Peya łączy w sobie obie wersje – ekstrawertyzm pcha go do działania, narzuca tempo, a zafascynowanie dziewczyną jeszcze to tempo zwiększa. Impulsywnie, bez zastanowienia się, zarzuca Emily propozycjami, planuje im wspólny dzień – tak czuje, tego potrzebuje.
        Oj, niełatwo będzie im do siebie trafić, odnaleźć wspólne tempo rozwoju znajomości.
        W “Tylko Jednym Spojrzeniu” właśnie o możliwość ponownego zakochania się chodzi – między innymi, oczywiście. Był to ciekawy wątek.

      • Rebel G.
        |

        Portugalia to jeden z nielicznych krajów europejskich, w których mnie jeszcze nie było i jest w czołówce miejsc do odwiedzenia 😁 Teraz na Teneryfie były ok. 22-24 stopnie, a w Polsce… Wiadomo… Ale bardziej chodzi o to, żeby zmienić otoczenie i oderwać się od tego, co na miejscu. Problem z urlopem polega na tym, że zanim pójdę, to próbuje wszystko zaplanować i przygotować na nieobecność, a jak wracam to mam sporo do nadrobienia… Dlatego najlepszy okres na branie wolnego jest na przełomie grudnia i stycznia oraz lipca i sierpnia, a wtedy drogo ☹️ Zaczynam myśleć o dłuższej wyprawie, ale wtedy pasowałoby wziąć wolne w lutym, marcu lub kwietniu 🙁
        Peya raczej myśli na głos, do działania być może jeszcze mu daleko, ale to i tak przeraża Emily. Ona nie chce się otworzyć, nie lubi, jak ktoś za nią planuje, woli mieć kontrolę nad sytuacją. Nie dla niej chaos, spontaniczność, nieprzewidywalność. Nie jest nudna, ale pewien ład daje jej poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że tego ma deficyt, po wypadku, po wydarzeniach z przeszłości. Jest poukładana, zorganizowana nie bez powodu. To wrażliwa kobieta, może nawet zbyt wrażliwa, nie chce kierować się uczuciami, mimo że niewątpliwie Peya budzi w niej sporo emocji.

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Chemia między nimi jest ogromna, ale strach przed zaangażowaniem jeszcze większy. Węszę kłopoty w przyszłości. Ciekawi mnie historia Emily sprzed wypadku, co się stało, że jej umysł nie chce pamiętać o tym 🙂

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      A może to jest tak: im większa chemia, tym większy strach, bo więcej emocji, nad którymi nie do końca da się zapanować? 😀

      • Jo Winchester
        |

        To jest bardzo prawdopodobne 🙂 Człowiek czuje “nieziemskie” przyciąganie, a tu paniczny wręcz strach, że coś nagle pieprznie, że wszystko się zepsuje 🙂 Całkiem prawdziwa teoria 🙂

Napisz nam też coś :-)