Zapomniana V

with 19 komentarzy

debiut na motylach Rebel Girl

.

Kiedy po kolacji idziemy do samochodu, Peya odbiera telefon i rozmawia z kimś po francusku. Z sieci dowiedziałam się, że jest Francuzem, który urodził się w Kraju Basków. Albo Baskiem, który urodził się we Francji? Nie przepadam za tym językiem, ale głos mojego niedoszłego kochanka ma przyjemną barwę, jakby cały czas się uśmiechał. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby mówił tak do mnie w czasie seksu. Ciekawe, co z kim prowadzi tę ożywioną rozmowę? Czy to któraś z jego byłych żon? A może syn?

Ogarnia mnie zmęczenie, senność. No tak, spora dawka adrenaliny plus węglowodany na kolację, nic dziwnego, że chce mi się spać.

– Odwieziesz mnie do domu? – pytam.

Na czujne spojrzenie Peya odpowiadam uśmiechem. Być może ta gra między nami potrwa nieco dłużej i biedak będzie musiał się trochę pomęczyć, zanim pójdziemy do łóżka. Jeśli w ogóle trafimy do sypialni, a nie skończy się na seksie w przedpokoju, na stole, na kanapie albo na biurku.

– Tak – mówi, odwzajemniając uśmiech.

Odprowadza mnie pod drzwi.

– Będę miała sporo pracy. Sprawa, która wypłynęła dzisiaj na spotkaniu z klientem, zajmie mi trochę czasu.

– Rozumiem, odezwij się, jak będziesz mogła.

Muskam usta Peya, a jego język wdziera się we mnie. Zupełnie jakby chciał pokazać, co tracę, nie zapraszając go do siebie. Co jak co, ale całować to on potrafi.

Mijają kolejne dni, a ja wciąż myślę o Peya. Biegam w biurze od pokoju do pokoju, dopinając wszystkie szczegóły wielkiej transakcji. Marco będzie ze mnie dumny jak wróci, a ja czuję przypływ energii, mimo częściowo zarwanych przez projekt nocy. Ale to nie tylko z powodu dobrej passy w pracy. W końcu poznałam sensownego faceta. Dojrzałego, błyskotliwego, z poczuciem humoru. Na dodatek jest między nami chemia. Endorfiny zalały mi mózg, spychając w zakamarki świadomości wcześniejsze obawy. To tylko rozrywka, nic więcej. W pewnym sensie nie mam nic do stracenia, nawet jeśli to się szybko zakończy.

Postanawiam zaryzykować i sprawić niespodziankę niedoszłemu kochankowi. Wieczorem sprawdzam, kiedy jego drużyna ma treningi otwarte dla kibiców. Najbliższy wypada już jutro.

Wychodzę wcześniej z biura, przebieram się w domu i szukam połączenia do Islington, gdzie mieści się stadion Arsenalu. Najszybciej będzie oczywiście komunikacją publiczną, z domu dojadę bez przesiadek Piccadilly Line. No i dobrze, lubię tę nitkę metra położoną w zatęchłych podziemiach, obsługiwaną przez klaustrofobiczny tabor przypominający przekrojem rurę – stąd też lokalna nazwa, Tube. Co prawda irytuje mnie brak zasięgu w telefonie, a także niekończące się ruchome schody, które prowadzą chyba do samych piekieł. Mam niesamowity sentyment do tego miasta, niczym nie uzasadniony, bo jest zatłoczone, drogie, miejscami snobistyczne, a miejscami jak melina, której nie powstydziłoby się żadne państwo trzeciego świata. No i te muzea, galerie, pełne dzieł sztuki, o których czytałam w podręcznikach i książkach historycznych. Na początku odczuwałam zachwyt, zachłysnęłam się. Antyczne wazy, mumie, Kariatydy, rzeźby z Partenonu… Zaraz, zaraz, to co znajduje się w Grecji? Podróbki? Pierwotną ciekawość powoli zastępowało zmęczenie, znużenie, poczucie przytłoczenia. Później odkryłam, że w przypadku British Museum jedna epoka na jedną wizytę to i tak zbyt dużo, trzeba sobie te wrażenia dawkować.

W końcu docieram do stacji o nazwie – a jakże – Arsenal, wyjeżdżam na powierzchnię, zerkam na komórkę – nic, cisza, akurat nie muszę ratować świata.

Krótki spacer, w kasie stadionu kupuję bilet na zwiedzanie. W łazience wkładam na siebie koszulkę Arsenalu. Świetnie komponuje się z granatową minispódniczką, którą mam na sobie. Wygrzebuję z torebki przepustkę, którą kilka dni temu dał mi Peya.

Trening, jak trening. Siedzę w grupce kibiców, starając się nie zwrócić na siebie uwagi. Potem zamierzam zejść na płytę stadionu, do Peya. Wszyscy piłkarze już opuścili boisko, trener rozmawia z jakimś facetem. Kojarzę go, to Belg, kapitan Arsenalu, którego nazwisko wyleciało mi z głowy. Nic nie rozumiem, bo rozmowa odbywa się po francusku. Robię krok do tyłu i… Obaj odwracają się i patrzą na mnie. W oczach niedoszłego kochanka widzę zaskoczenie, ale i radość. Nerwowo oblizuje usta, a kąciki ust unoszą się w uśmiechu. Nieznajomy mówi do mojego Francuza–Baska coś, co chyba nie przypada mu do gustu, bo krzywi się i odpowiada, a dopiero potem przechodzi na angielski.

– To Thomas Vermaelen, Thomas, poznaj moją uroczą przyjaciółkę, Emily.

Przyjaciółkę? Naprawdę użył tego słowa? Dlaczego nie dziewczynę?

– Bardzo miło mi pana poznać, panie Vermaelen.

– Tom.

– Emily – przedstawiam się. – Idę po kawę, chciałam się tylko przywitać.

Vermaelen uśmiecha się dwuznacznie.

– To zajmie tylko chwilę – mówi Peya. – Zaraz do ciebie dołączę, Emily.

Szuka mojego wzroku, ale opuszczam spojrzenie na swoje buty.

Idę do kawiarni, ale tak naprawdę chciałabym zniknąć, uciec. Czy on się do mnie nie przyznaje?

Pierwszy raz, od dawna, zaczynam myśleć o Jonah. Nie chciałam się z nim wiązać, bo się bałam, że nie jestem dla niego wystarczająco dobra.

Nie każde zauroczenie zmienia się w miłość. Nie każda miłość kończy się szczęśliwie.

A co, jeśli Peya nie jest pod tym względem tak bardzo inny? Też na niego nie zasługuję, ze swoją popapraną psychiką, lukami w przeszłości i nieprzerobionymi traumami. Może powinnam udać się do specjalisty, sama siebie wkurzam tym niezdecydowaniem. Może to jakaś choroba i da się to leczyć?

Siedzę na trybunach i patrzę na pustą murawę. W rękach trzymam kubek z waniliową latte. Słyszę kroki, a chwilę później krzesełko obok mnie zostaje zajęte przez faceta, którego zaledwie kilkanaście dni temu poznałam na randce w ciemno. Usiłuję zrozumieć, co właściwie czuję w danym momencie, ale to zbyt skomplikowane. Strach, radość, nadzieja, panika – wszystko miesza się w mojej głowie, jak danie dnia w podrzędnym barze.

Pustka. Przypomina mi się to, o czym myślałam w biurze: co właściwie mam do stracenia? Jeszcze nawet do niczego poważnego nie doszło.

– Co jest między nami, Peya? – pytam wprost, starając się brzmieć obojętnie, ale nie zimno.

– Masz na myśli to, kim dla mnie jesteś?

– Tak.

– Nie chcę tego mówić na głos, bo znowu mi uciekniesz, dlatego nazwałem cię przyjaciółką. Nie spodobało ci się to.

– Skąd wiesz? – odwracam się do niego.

– Twoje spojrzenie, ten chłód... No cóż, mogłabyś być niezłym remedium dla globalnego ocieplenia.

Wybucham śmiechem.

– Jestem pokręcona, prawda? Boję się, kiedy się zbliżasz, boję, kiedy oddalasz.

– Słuchaj. To normalne obawy. – Kładzie rękę na moim kolanie. – Vermaelen nazwał cię niezłą… Nie będę przeklinał, bo nie wypada, ale gdyby mi na tobie nie zależało, nie zwróciłbym na to uwagi.

– Wiem, że w jakimś sensie ci zależy, tylko… Pogubiłam się.

– W porządku, pomogę ci się odnaleźć. Mam za sobą parę związków, dwa małżeństwa, ale nigdy, nigdy nie spotkałem kogoś, kto byłby do ciebie chociaż trochę podobny. Ciężko to określić.

Wzruszam ramionami, a potem kiwam głową.

– Sama też nie potrafię. Zwłaszcza po to utracie części wspomnień.

– Wszystko się ułoży, nie musisz się tak starać spełniać oczekiwań innych ludzi.

Biorę głęboki wdech.

– Dziękuję.

– Proszę.

Opieram się policzkiem o jego biceps. Kładzie głowę na mojej głowie i przez chwilę siedzimy tak w milczeniu

– A tak w ogóle to ładnie ci w czerwonym – mówi.

– Dziękuję. Może wybierzemy się razem do sklepu po stół i krzesła do twojej kuchni? – pytam.

– Jasne, co tylko chcesz.

Wstajemy, a Peya przyciąga mnie do siebie i głaszcze. Skąd wie, że bardzo, bardzo tego potrzebuję?

Opuszczamy stadion, trzymając się za ręce. Ochroniarz kłania się nam z nieznacznym mrugnięciem.

Cztery godziny później siedzę na podłodze w mieszkaniu Peya z rozłożoną przed sobą instrukcją.

– Trochę, jak klocki lego, prawda? – pytam, kiedy Bask przychodzi z dwoma szklankami pełnymi zimnej wody z cytryną.

– To miłe, że mi pomagasz. Moglibyśmy zamówić montaż, ale najbliższy wolny termin mieli za tydzień.

– Jutro wypijesz sobie kawę przy nowym stole. O ile opanujesz obsługę ekspresu. Pokażę ci, co i jak.

– Emily – waha się – nie chcesz zostać na noc i świętować ze mną podniesienie standardu warunków lokalowych?

– Hmm…

– Nie chodzi mi o to, żeby uprawiać seks. Po prostu miło się z tobą rozmawia, przebywa. Jakoś tak naturalnie się czuję, kiedy tu jesteś. Nie taki samotny.

Podnoszę z podłogi klucz imbusowy i celuję w Peya, jakby to był pistolet.

– Przyznaj się, że nie masz ochoty poznawać przeznaczenie poszczególnych przycisków w ekspresie i liczysz na to, że jako asystentka zarządu robię dobrą kawę.

– Tego jestem pewny.

W jego spojrzeniu, gestach jest jakaś dziwna oszczędność. Może boi się mnie urazić, a może jego wycofanie ma inny powód. Stawiam na to drugie. Domyślam się, gdzie jest pies pogrzebany.

– Jak ma na imię twoja druga ex żona?

– Claire.

– Dlaczego się z nią ożeniłeś, skoro do siebie nie pasowaliście?

– No cóż. Trudne pytanie. Nie jestem już młody i wydawało mi się, że taka kobieta, jak ona… Elegancka, z własną karierą, swoimi pasjami może stanowić pewne urozmaicenie w moim życiu. A potem okazało się, że jest pusta, kolejne buty i torebki stanowią centrum jej zainteresowania, a kariera to tylko pretekst do brylowania w towarzystwie. Nie mieliśmy o czym rozmawiać, bo jej nie chciało się dla mnie wysilać. Potrzebowała tylko mojego nazwiska, żeby gazety o niej pisały.

– Wydajesz się na tyle pewnym własnej wartości mężczyzną, żeby nie potrzebować urozmaicenia w postaci kobiety.

Patrzy mi w oczy, a ja wiem, że nie jest mu łatwo rozmawiać na ten temat.

– Kiedy Claire i ja się poznaliśmy, cierpiałem na depresję.

No cóż, punkt dla niego. Skoro potrafi o tym mówić, to znaczy, że pewne rzeczy już przepracował.

– Aha – mówię.

– Czy to coś między nami zmienia?

– Nie. Przeciwnie. Do tej pory nie rozumiałam, czemu twoje małżeństwo okazało się taką pomyłką, ale teraz wszystko ma sens. Zawarłeś je z niewłaściwych powodów, z niewłaściwą osobą.

– Więcej nie powtórzę tych błędów.

– Wiem – uśmiecham się, rozdzielając konfirmaty na dwie grupy, według rozmiaru. – Bierzesz jeszcze jakieś leki?

– Nie.

– Więc możemy napić się dziś wina? Jak tylko uda nam się skręcić te krzesła, bo jak na razie nie mamy ani jednego.

Peya niespodziewanie bierze moją dłoń i unosi ją do swoich ust.

– W ten sposób mówisz mi, że zostaniesz? – pyta.

– Ja też mam swoje demony. Angażowanie się nie przychodzi mi łatwo.

– Okay, więc nic nie ustalajmy. Wystarczy, że będziesz.

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Pierwsza!
    Ha!
    Widziałam kiedyś mema o British Museum, ze nazwę ma kontrowersyjną, bo tam nie ma nic brytyjskiego, a większość eksponatów jest kradzionych???? coś w tym musi być, nieprawdaż?
    No a teraz do treści.
    Wybacz Rebel, będę brutalna!
    Możesz sie nawet do mnie nie odzywać przez jakiś czas. Jestem na to gotowa. Przyjmę też każdy twój kontratak na klatę, bo podejrzewam, że milczący foch nie jest w twoim stylu.
    No cóż, zaczynam.
    Jesteś gotowa?
    Bo przyjemnie nie będzie.
    Uwaga
    3
    2
    1
    Rebel! Jak mogłaś? On się zwierza, że miał depreche a ta twoja od razu z grubej rury:
    “Bierzesz jeszcze jakieś leki?”
    Chciała by jej zaproponował tabletkę lub dwie?
    To by dopiero była noc pełna wrażeń????
    .
    .
    .
    .
    Także tego…. Daj znać czy się obraziłaś czy co, bo wiesz… Jak mi pod Julkiem strzelisz coś w ramach zemsty to wolę być uprzedzona?????

    • Rebel Girl
      | Odpowiedz

      Jadzia!!!
      Napiszę Ci parę anonimów, że Julek jest be w ramach zemsty, może być?
      ?
      Bierę krytykę na klatę, a co!
      Spytała, bo chciała wiedzieć, czy on może pić wino, tylko tyle. Wykazała się brakiem empatii, cynizmem, nie będzie czyimś plasterkiem na rany. Może już miała takie doświadczenie?
      Co co tabsów, ostatnio znajomi mówili, jaki kiedyś kupili za granicą magiczne tabletki…
      Jedna z nich mówiła, że było super.
      Druga, że nic nie pamięta, jeden dzień skasowany z pamięci.
      A trzeci, że nic nie zadzialalo, bo połknął pigułkę w opakowaniu… W sensie była jakaś folia, zdjął ja, ale potem była jeszcze jedna ???

      • Jo Winchester
        |

        Od anonimów to ja jestem. Tylko do tej pory nie wiem, dlaczego żaden nie chce wskoczyć jako komentarz pod postem. Myślicie, że zadziałała blokada Babeczki z tym prądem? ???

      • J.Gibson
        |

        Ja tabsowa dziewica to nie wiem co tam można miec po tych roznych lekach?
        Podpowiem ciekawostke tylko: w Polsce każdy walczy o opinię o dysfunkcjach zeby łatwiej zdawać a w USA walczą o diagnozę ADHD bo leki na to są z amfetaminą.
        Co kraj to obyczaj.
        Nie wiem co dobrego tam daja w UK na depresjone. Valium?
        Oglądałam kiedyś taką komedię brytolską. Pogrzeb, a na pogrzebie się okazuje, ze denat miał romans z karłem. Po domu biega goły niedoszly ziec denata bo wzial valium syna denata, ktore tak naprawde walium nie bylo, bo ten syn to chemii nie studiuje.
        Kojarzy ktoś? Obejrzalabym jeszcze raz ale tytulu nie pamietam.

      • Rebel Girl
        |

        Babeczka może wszystko, łącznie z prądem ? zawsze jeszcze jest Tony i jej zdolności paranormalne, na które folia aluminiowa jako turban nie działa.

      • Rebel Girl
        |

        Jadzia, w UK dostają to samo, co w Polsce mniej więcej. Mam przyjaciółkę lekarza, to wiem. Fluoksetyna, sertralina, wenlafaksyna… Ale Peya nie musiał leczyć się w UK, mógł we Francji.
        A co do filmu – nie mam pojęcia, brzmi interesująco ???

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Jak to mawiała Jadwiga Kolędowa – “Podłość ludzka nie zna granic!” – i mem o British Museum samą prawdę mówi – nakradli ile mogli i ile im na okręty wlazło. W 1801 brytyjski ambasador w Stambule kazał wywieźć fryzy i frontony z ateńskiego Partenonu pod pretekstem ochrony przed zniszczeniem – Grecja była wtedy okupowana przez Turcję. I jakoś do tej pory nie oddali. Grabieżcy. Mają przynajmniej tyle przyzwoitości, że wstęp jest za free. A kto wie, co się w przepastnych magazynach kryje? Mumia?!

      • Rebel G.
        |

        Wiem o tym, że wywieźli z Grecji wiele antyków, a czemu nie zwrócili – tego już nie rozumiem ?
        Mumie są na ekspozycji, widziałam, mumia kota nawet, mumia ryby i mumia węża. Uwielbiam mumie.

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    A nie powinno być kraj Basków?
    Widzę, że Emily nie potrafi zdecydować 🙂 Iść z nim do łóżka, czy nie iść? Oto jest pytanie 🙂
    Peya przeszedł depresję. Rozwiniesz ten wątek?

    • Rebel Girl
      | Odpowiedz

      Jeśli Peya będzie chciał o tym mowić, to rozwinę ?
      Spotkałam się i obydwoma wersjami zapisu Kraju Basków, ale częściej jest z dużej litery, jako nazwa regionu.

      • Jo Winchester
        |

        Nie chodziło mi o kraj z małej czy z dużej, ale Basków 🙂 W tekście jest Basku.
        Myślę, że warto byłoby dowiedzieć się nieco więcej na ten temat, o Peya 🙂

      • Rebel G.
        |

        Masz rację, literówka. Poprawię przy okazji, dziękuję ?

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Po pierwsze, to bardzo mi się podoba określenie “niedoszły kochanek” – he, he, jeszcze nie doszedł – logiczne:) Po drugie, świetnie budujesz relację między bohaterami – oboje wprost mówią o swoich problemach, demonach siedzących w głowie – oczywiście, nie wyjawiają wszystkiego, nie mówią co boli najbardziej, ale też nie nie ukrywają, że boli. Myślę, że takie nakreślenie ram dla ich relacji jest bardzo dobre. Na zasadzie: “Ciągnie mnie do ciebie, ale się boję, chciałbym spróbować, sprawdzić dokąd nas to zaprowadzi, ale z tyłu głowy tkwią złe wspomnienia, a i widzę, że ty też się miotasz. I nie chcę cię wystraszyć.” Peya to mądry facet, wie, co to ból duszy i myślę, że jak mało kto potrafi zrozumieć Emily. Jej lęki i zagubienie. “Nie musisz się tak starać spełniać oczekiwania innych ludzi” – myślę, że Peya trafił w punkt. Mnie pytanie o leki nie bulwersuje, bo mam blisko osoby, które leczyły, bądź leczą się na depresję – oczywistym jest, że nie pogaduje się o terapii na forum ogólnym, ale między osobami, do których ma się zaufanie – jak najbardziej. W przypadku naszych bohaterów po oczach bije, że zależy im na jakości relacji. Że oboje podświadomie czują, że to może być coś wyjątkowego. Ale też wiedzą, że nie ma co uderzać w wielkie dzwony, a i boją się zapeszyć.
    Trafna uwaga co braku zasięgu – kiedyś, gdy zostawiłam telefon w pracy, to się po niego wracałam, a teraz myślę – i dobrze, nikt mi nie będzie głowy zawracał w moim prywatnym czasie. Zdaje nam się, że musimy być dostępni i dyspozycyjni non-stop. A wcale tak nie jest. Metra londyńskie, to rzeczywiście, jakby do samego Boruty z wizytą wpadały:)
    Podoba mi się bardzo, na wspominki londyńskie mnie wzięło, pooglądałam sobie fotki z wyjazdów:)

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Tony, a wiesz, że fragmenty opisujące miasto dodaję teraz, mieszkając
      w Polsce. No i tęsknię za Londynem, jak o nim piszę. Aż mam ochotę znowu pojechać, a że mam rodzinę i przyjaciół w UK, to kusi jeszcze bardziej ?
      Być może bohaterowie mówią wprost o swoich lękach i problemach, ale wychodzę z założenia, że to dorośli, dojrzali ludzie. Zapewne zrobią jeszcze coś głupiego, ale chyba szkoda im czasu i energii na podchody i udawanie kogoś, kim się nie jest. Są pod tym względem podobni do siebie, jedno z nich otworzyło się bardziej, to drugie też będzie próbowało – pojawia się między nimi zaufanie, ciekawość, szczerość. Oboje są pewni siebie, więc nie wstydzą się swoich wad. Każdy je ma ? I na pewnym etapie każdy ma jakieś rzeczy zamiecione pod dywan…
      Mnie leki też nie szokują, bo znam osoby, które się leczą albo leczyły… Może to wstydliwy temat, ale coraz więcej mówi się na temat depresji jako choroby cywilizacyjnej… Jakoś leczyć ją trzeba ?
      Ten wątek był zupełnie spontaniczny i nie pomyślałam, że wzbudzi zainteresowanie. Być może ktoś po ciężkich przeżyciach jest w stanie zrozumieć drugą osobę z trudnymi doświadczeniami lepiej, niż inni. Być może dlatego Peya polubił Emily, że dostrzegł w niej jakieś światełko.

      • T
        Tony Porter
        |

        Tęsknotę za Londynem rozumiem doskonale, mimo, że mieszkać tam na stałe to bym nie chciała. Tak właściwie, to ja na stałe nigdzie poza Polską bym mieszkać nie chciała.
        Dokładnie tak! Mówienie wprost, nie owijanie w bawełnę, nie bawienie się w żadne gierki, to jak dla mnie, oznaka dojrzałości, wiedzenia czego się chce, szacunku dla siebie i tej drugiej osoby. Po co udawać? Pewnie, że czasem popełniamy błędy, postępujemy irracjonalnie, a potem plujemy sobie w brodę, ale nie jesteśmy maszynami – mamy emocje i im ulegamy. Mamy też wady i brudy zamiecione pod dywan – ale, no sorry, komu się marzy życie z perfekcyjną panią/perfekcyjnym panem domu, czy z chodzącym moralnym ideałem? Tym bardziej, że ten perfekcjonizm i idealna moralność są nierealne?
        Wedle mnie to żaden wstyd, a depresja może dopaść każdego. Wiem, że dla wielu osób to wymysł i nieraz słyszałam opinie, że jakby jeden z drugim miał poważne problemy, to żadne depresje nie byłyby mu w głowie. Nie, żebym komuś życzyła źle, ale niechby taki gadający przez dzień chociaż posiedział w głowie osoby z depresją – a potem niech się wypowiada w tym temacie.
        Myślę, że Peya jest w stanie wczuć się w emocje, obawy i niepewność Emily, bo sam w czasie depresji czuł się wyobcowany, obcy w swoim ciele. Tym bardziej, że przecież był macho – piłkarz, atrakcyjny mężczyzna, bogaty – a tu co? Nie radzę sobie ze sobą? Nie ogarniam siebie i rzeczywistości? Powinienem być mega szczęśliwy, a jestem na krawędzi?
        No i to jest właśnie fajne ( i niebezpieczne), że autor pisząc, nie zdaje sobie sprawy jakie struny w czytelnikach poruszy – każdy filtruje tekst przez własną wrażliwość i doświadczenia.

      • Rebel Girl
        |

        Tony, znowu trafiłaś w punkt!
        Oboje są z tych, co mają w głowach niezły miks uczuć, wspomnień, doświadczeń.
        Co wolno, czego nie wolno, to rzecz subiektywna. Decydować się na seks, czy nie. Mówić wprost, czy nie. Chyba byłoby łatwiej mieć wszystko albo czarne, albo białe.
        Ale tak nie jest. Nie są tak szaleni, żeby się nie przejmować niczym. Ani tak rozsądni, żeby nie było się czym przejmować ?
        Są pośrodku. Wiem, że coś robię źle, ale i tak to zrobię, jeśli moze być z tego frajda ?

  4. K
    Katriona
    | Odpowiedz

    Jadzia, znasz mnie ;D To lubie klimaty.
    Bardzo nice story. Czasami sprawdzam slownik bo jeszce duzo slowa polskie znac nie potrafie but text bardzo fajny. Ok Gave up. Polish too hard to write. Easy to read but still difficult to write. Strongly nterested in this one, frankly speaking, quite complicated plot (mistery catches mistery) and really differet from yours Jadzia.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Katriona, happy to hear!

      • Rebel Girl
        |

        ❤️

Napisz nam też coś :-)