Zapomniana VI

with 17 komentarzy

debiut na motylach Rebel GirlMoje Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Jak myślicie, czy wstawić fotkę piłkarza, który zainspirował mnie do stworzenia postaci głównego bohatera, jak to zrobiła Jo? Czy wolicie zostawić to w sferze domysłów?

Druga moja prośba jest taka - dajcie znać, czy moje opowiadanie się podoba, czy chcecie, żeby coś dodać, czy Emily irytuje Was tak samo, jak mnie? 🙂 Nie obrażę się, nawet, jak wytkniecie błędy. Komentarze są dla autorów bardzo ważne, bo pokazują, co można poprawić - jeśli nie w tym, to w następnym opowiadaniu. Jeśli nic nie trzeba zmienić, to tym lepiej. Odzew publiki (Wasz) jest dla nas ważny, dodaje energii, popycha do przodu... Czasem jedno Wasze zdanie daje do myślenia, sprawia radość albo inspiruje! Jak wspomniałam na początku, "Zapomniana" jest niemal ukończona, ale powstają nowe fragmenty, pod wpływem komentarzy właśnie. Więcej Londynu, więcej o przeszłości Emily, więcej o zmaganiach z demonami Peya, mniej dramatów, więcej seksu? 🙂

RG

Mieszkanie Peya ma tę zaletę, że rano z kuchni widać wschód słońca nad Londynem. Budynki nabierają ciepłej, miodowej barwy, która nastraja mnie pozytywnie. Kawa, którą zrobiłam w nowym ekspresie, jest bardzo dobra. Piję ją powoli, siedząc na parapecie i myśląc o Basku. Skręcenie mebli zajęło nam mnóstwo czasu i położyliśmy się bardzo późno, zbyt zmęczeni na seks. Miło było zasnąć, przytulając się do jego pleców.

Mam wrażenie, że to moja pokrewna dusza. Odczytuje i przewiduje moje obawy, zanim w ogóle zdążę je wyartykułować.

– Co za widok! – słyszę jego zaspany głos.

Londyn można kochać albo nienawidzić. Ja jestem w tej pierwszej grupie. Zauroczyły mnie monumentalne, jasne budynki, skwerki i parki porozrzucane między nimi jak niespodzianki dla turystów i oazy zieleni dla mieszkańców. Uwielbiam nowoczesne i odważne biurowce w stylu Shard czy London City Hall. Niesamowite dworce kolejowe, ich przeszkolone dachy i skomplikowane konstrukcje. Oczywiście wkurza mnie wiele rzeczy, ale zdecydowanie lubię to miasto.

– Hmm, Londyn potrafi być piękny.

– Chodziło mi o ciebie.

Mam na sobie majtki i koszulkę, pod którą wyraźnie widać moje piersi. Widzę, że na nie patrzy.

– Kiedyś weźmiesz mnie na tym parapecie – mruczę.

– Mogę teraz? – Uśmiecha się.

– Może najpierw zjemy śniadanie?

Podchodzi tak blisko, że muszę odstawić swój kubek. Odwracam się w jego kierunku. Rozchyla moje kolana i staje między nimi. Jego ciało jest ciepłe od snu, ale już napięte, kuszące. Bierze moją twarz w dłonie i patrzy mi w oczy.

– Prowokujesz mnie tak, że kiedyś mogę się nie powstrzymać.

Kciukiem muska moje policzki, zahacza o usta, rozchylam je nieznacznie.

– Nie powstrzymuj się – szepczę i obejmuję swojego Baska nogami w pasie.

– Jeszcze tyle przed nami – mówi, a jego dłonie wsuwają się pod moje pośladki. Unosi mnie, dociska do siebie. – Jestem taki podekscytowany.

– Czuję – kpię. – Naucz mnie wszystkiego, co umiesz.

Jego reakcja na moje słowa jest natychmiastowa. Wpija się w moją szyję, a ja przyjmuję tę pieszczotę z głośnym westchnieniem.

– Spodziewasz się ważnego telefonu? Bo chyba twoja komórka dzwoni – szepcze mi do ucha.

– Hmm, to może być Marco.

Wyślizguję się z objęć Peya i biegnę do sypialni.

Dowiaduję się, że – chociaż to nie jest mój dzień pracy – muszę przyjechać do biura, bo pojawił się w nim ważny klient, który domaga się rozmowy z Marco. Tylko ja mogę załagodzić tę sytuację. A tak mi było dobrze z Peya…

– Przepraszam – mówię do niego – ale to naprawdę sprawa życia lub śmierci. Muszę ratować reputację szefa.

– Odwieźć cię?

Zaprzeczam ruchem głowy. Metrem byłoby szybciej, ale nie mogę pojawić się w biurze w takim stroju.

– Muszę się jeszcze przebrać w domu – mówię. – Nie chcę sprawiać kłopotów.

– Nie sprawiasz. Poczekam na ciebie.

– Dziękuję. – Całuję go w policzek.

Wpadam do mieszkania i otwieram szafę. Peya rozgląda się po kuchni.

– Zjedz sobie muffinkę z żurawiną. Zrobiłam je dla Pauli, to jej ulubione.

– Kim jest Paula?

– Ta koleżanka, która namówiła mnie na randkę z torbą na głowie. Numer dziewięć, bodajże.

– Hmm, powinienem jej zostawić laurkę. Dzięki niej poznałem ciebie.

– Świetny pomysł. Na pewno się ucieszy – żartuję.

Marynarki, koszule, sukienki i spódnice wiszą w równym rządku. Większość w przepisowych kolorach: białym, czarnym, granatowym, szarym. Całe szczęście, że prasuję ubrania na zapas. Zawnioskuję o Pokojową Nagrodę Nobla dla tego, kto wymyślił prasowanie parą. Nie jest ono aż tak uciążliwe i frustrujące, jak tradycyjne, więc uważam, że jego wynalazca ocalił wiele istnień i zaoszczędził mordów w afekcie.

Wkładam czarną, ołówkową spódnicę, dobieram do niej białą koszulę i granatową marynarkę z podwijanymi, czerwonymi mankietami. Bardzo prosty zestaw.

– Cholera! – klnie Bask, kiedy szukam ulubionych butów. – Wyglądasz, jak milion dolarów!

– Dzięki. – W zębach trzymam spinkę, a włosy przeczesuję palcami i zbieram w koka. – Możemy iść.

– Nie wiem, jak długo to potrwa. Nie będę cię tu trzymać, jedź do domu – mówię, kiedy docieramy pod firmę.

– Hmm… – Peya całuje moje usta, na które dopiero nałożyłam balsam. – Masz swój gabinet?

– Tak, oczywiście.

– Czy coś się stanie, jeśli tam na ciebie zaczekam? W zasadzie wystarczy, jak obejrzę analizy, które mam na mailu. Równie dobrze, mogę to zrobić tutaj.

– Będzie mi miło, jak zaczekasz, ale nie chciałabym, żebyś się nudził.

– Jeśli tylko moja obecność nie będzie cię stresować.

– Oczywiście, że nie będzie, jestem profesjonalistką. – Tym razem to ja go całuję. – Chodźmy.

Szczerze mówiąc, obecność Peya ponosi mnie na duchu. Pan Rodriguez to najbardziej wymagający i najmniej lubiany przeze mnie klient. Zawsze chce rozmawiać z Marco i ja mu tego nie utrudniam. Przez szklaną ścianę widzę, jak siedzi teraz w gabinecie szefa, rozparty na kanapie i demonstrujący postawą swoje niezadowolenie. Mam nadzieję, że przynajmniej ktoś mu zaproponował kawę. Szukam na stoliku choćby śladu po filiżance. Brak. Nie będzie miło…

Odwracam się do Baska, żeby popatrzeć na niego ostatni raz przed tą rzezią.

– Mój pokój jest tu. – Wskazuję ręką. – Przepraszam, muszę iść.

– Emily!

Nie wiem, czemu, Rodriguez zawsze mówi do mnie po imieniu. Nigdy mu tego nie proponowałam, ale widocznie uważa, że skoro mój szef się do mnie tak zwraca, on też ma takie prawo.

– Dzień dobry, panie Rodriguez. Napije się pan czegoś?

– Clemente, nowy trener Arsenalu?

I nagle złość mu mija, a jego twarz przybiera wyraz, który podoba mi się jeszcze mniej. Rodriguez jest jakiś taki śliski, cwany, a dopiero po chwili dociera do mnie, że prawdopodobnie będzie podlizywał się mojemu znajomemu.

– Carlos Rodriguez, Peya Clemente – przedstawiam ich sobie.

– Co pan tu robi? Inwestuje pan na giełdzie? – pyta Carlos.

– Nie, jestem tu prywatnie.

Nie wiem, czy mogłabym czuć się bardziej niezręcznie. Wplątałam Baska w tę sytuację, ale skąd mogłam wiedzieć?

Patrzę błagalnie na Peya.

– Emily, bardzo cię proszę, zrobiłabyś mi białą kawę? – mówi mój przyjaciel. – Pan Rodriguez i ja poczekamy na ciebie w gabinecie twojego szefa, dobrze?

Jego głos jest łagodny i daje mi do zrozumienia, że panuje nad sytuacją. Świetnie.

– Panie Rodriguez, czy panu również mogę zaproponować coś do picia? – Odwracam się do klienta i obdarzam go najbardziej neutralnym uśmiechem, na jaki mnie stać.

– Czarną kawę. Poproszę.

Stoję przy ekspresie, modląc się, żeby kawa szybciej spłynęła do porcelanowych filiżanek. Czas dłuży mi się w nieskończoność. Dosypuję ziarenek do młynka i dolewam wody do zbiornika.

– Hej. Ten przystojniak przyszedł z tobą? – Koleżanka z działu finansowego zatrzymuje się obok. Obie mamy teraz świetny widok na mojego niedoszłego kochanka i pogrążonego w rozmowie z nim klienta.

– Tak, tak – mruczę. – Czy wiesz, czemu nikt, do cholery, nie zaproponował Rodriguezowi kawy?

– Wszyscy uciekli ze strachu. Hmm, cukierek z twojego faceta.

– To świeża sprawa.

– Jakbyś się rozmyśliła, daj znać. Chętnie go poznam.

– Będę pamiętać.

W końcu! Kawa jest gotowa. Spieniam mleko i idę do gabinetu Marco. Rozmowa toczy się po hiszpańsku. Peya zaczyna wpędzać mnie w kompleksy, zna biegle przynajmniej trzy języki. Stawiam filiżanki na stoliku, bo obaj panowie rozsiedli się na sofach, naprzeciwko siebie.

– Dziękuję bardzo. – Bask posyła mi pełen ciepła uśmiech.

– Więc Marco jest na wakacjach, tak? – pyta Carlos.

– Wyprawa na Pik Lenina to zawsze było jego marzenie – odpowiadam, podejmując szybką decyzję, gdzie powinnam usiąść. U szczytu stolika znajduje się fotel, to miejsce sugerowałoby, że jestem gospodarzem. Czy klient nie odebrałby tego jako mojej bezczelności? W końcu jestem tylko asystentką. Wolę nie ryzykować, zajmuję miejsce obok Baska. – Ale, oczywiście, mamy wszystko pod kontrolą.

– Pan Clemente mówił, jak poradziłaś sobie ze zgubionym bagażem. Gratulację, mało kto zachowałby się tak racjonalnie.

– Dziękuję. Myślę, że miałam też sporo szczęścia.

– Właściwie to przyszedłem porozmawiać o wycofaniu części moich środków, bo miałem w planach inną inwestycję, ale… Bardzo dobra kawa.

– Cieszę się, że panu smakuje.

Jeszcze chwila, a Peya będzie musiał zbierać moją szczękę z podłogi. Co za sztuczna, kuriozalna rozmowa.

– Hmm, na razie zostawmy wszystko tak, jak jest.

– Mam dla pana raport z ostatniego kwartału, stopa zwrotu wyniosła… – Carlos macha ręką, więc przerywam. Do końca nie wiem, o czym mówię. Przeczytałam parę zdań z dokumentów wydrukowanych przez dział finansowy.

– Widziałem jakieś tabelki na mailu, nic nie zrozumiałem, ale wszystko jest w porządku, prawda?

– Jak najbardziej – potwierdzam i czuję, jak Peya głaszcze mnie po dole kręgosłupa. Przypominam sobie, jaki był rano napalony. Pewnie mu nie przeszło. – Przygotuję panu bardziej czytelne zestawienie.

– Naprawdę mogłabyś? Byłoby super.

– Oczywiście, nie ma problemu.

Dopija kawę i wstaje. Ja również.

– Nie będę zabierał ci więcej czasu, ty i pan Clemente pewnie macie swoje plany. Wybierasz się na najbliższy mecz?

Wybieram się? No właśnie…

– Myślę, że tak. Pan również?

– Hmm, powinienem o tym pomyśleć. Może w następnej kolejce spotkamy się na trybunach?

– Mam nadzieję, że uda się panu znaleźć czas.

Odprowadzam klienta do windy, a potem wracam do gabinetu Marco i mam ochotę rzucić się z radości na mojego mężczyznę.

– Byłaś czarująca – mówi Peya.

– Normalnie on nie jest taki miły.

– Straszna z ciebie kokietka, wiesz? Nawet nie to, co mówisz, ale jak! Te drobne gesty, mowa ciała…

– To ty tak na mnie działasz. Dotykałeś mnie, czułam twój zapach. Może w końcu zjemy porządny brunch? Ja stawiam.

Peya mruczy coś, otwiera mi drzwi i wychodzimy do hallu, gdzie kilka osób przygląda nam się ukradkowo. Stajemy przed windą i patrzymy na wyświetlacz, a dłoń Baska gładzi moją nieznacznie. I tak wszyscy będą plotkować o tym, kogo przyprowadziłam do biura. Trudno.

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Co do fotki piłkarza, to poproszę – mam w głowie “wnętrze” Peya i chętnie je “ubiorę”. Jeśli fotka będzie nie po mojej myśli, to dopasuję – Peya do mnie, albo siebie do Peya:) Co do drugiej prośby – opowiadanie zdecydowanie mi się podoba, nie ważyłabym się sugerować Autorce o czym jeszcze powinna napisać. Chyba, że logistyka opowieści sama by się tego domagała. Jak na razie, to Emily wcale mnie nie irytuje – na jej miejscu pewnie zachowywałabym się tak samo.
    “Więcej Londynu, więcej o przeszłości Emily, więcej o zmaganiach z demonami Peya, mniej dramatów, więcej seksu?” – Ty tu rządzisz, to Twoja opowieść, a my musimy przyjąć to na klatę. Niezależnie od tego, czy nam rozwój akcji pasuje, czy nie. Uzupełnianie tła pod wpływem komentarzy jest jak najbardziej ok, bo to co dla autora oczywiste i wynikające same z siebie, wcale nie musi być takowym dla czytelnika, ale też nie można dopasowywać opowieści do pobożnych życzeń.
    Podoba mi się to odwlekanie biblijnego poznania się Emily i Peya – pragnienie zawieszone w czasie. Zdaje mi się, że oboje mają z tego frajdę – nie mogą się doczekać, ale zarazem jarają się tym oczekiwaniem.

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Tony, tym razem zgadzam się z Tobą tylko częściowo ? Owszem, jestem autorką i ja decyduję, to mój świat. Pisanie pod publikę nigdy nie było dobrym pomysłem i nie zamierzam tego robić. “Zapomniana” fabularnie jest już ukończona, ale wprowadzanie zmian w trakcie to wyzwanie.
      Musiałabym chyba być bardzo pewna siebie, żeby uważać, że nic nie można poprawić ? Wszelkie sugestie przyjmuję chętnie, nie mówię, że do wszystkich się zastosuje ?? Uważam, że opowiadania w internecie, dzielone na fragmenty ukazujące się co tydzień, mają te specyfikę, że potrafią znudzić. To nie jest książka, że kilkanaście czy kilkadziesiąt stron przeczytasz na standy by i znowu Cię wciąga ? Taka jest moja opinia. Dlatego podobają mi się opowiadania Babeczki (innych dziewczyn też, ale jej szczególnie) – każda część COŚ wnosi do fabuły, do zastanawiania się, itd. ?

      • T
        Tony Porter
        |

        A mnie się zdaje, że się całościowo zgadzamy i w realu raz-dwa byśmy to ustaliły:) W formie pisemnej czasem trudno się doprecyzować. Chodziło mi o to, że opinie czytelników nie powinny zmienić… jądra/pestki/zaczynu historii, ale jak najbardziej można modyfikować opowieść – uzupełniać, dodać tło, wpleść nowe motywy – a potem się gimnastykować, jak to ładnie “wkleić”, żeby już napisane zakończenie nie straciło na sile i wiarygodności. Wcale niezłe ćwiczenie pisarskie:) Każdy filtruje historię przez własną wrażliwość i doświadczenia, więc inaczej postrzega pewne sprawy, na co innego zwraca uwagę, co innego każdym wzdryga, wzrusza czy śmieszy – dlatego komentarze czytelników mogą podsunąć jakiś pomysł, sprowokować do rozwinięcia wątków, uzmysłowić, że jak się w części 1 napisało o strzelbie, to ta strzelba musi w końcu wypalić:) Owszem, dawkowane opowiadania mogą znudzić – szczególnie, gdy są bardzo długie i po prostu zapomina się co było na początku. W pewnym momencie przestaje się czytać, bo nie obchodzą nas już bohaterowie i ich historia. Na Motylach mi się to nie zdarzyło – Mika i Babeczka tworzą takie historie, że nogami się przebiera i czas pogania:)
        W “Zapomnianej” też każda część COŚ wnosi – kolejny element w puzzlach: Emily i Peya:)

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Myślę, że ja bym nie wytrzymała, gdybym czuła takie przyciąganie, jak Emily i Peya ? Ale może to ich kręci, decyzja już zapadła, to może zdarzyć się w każdej chwili ?
      Czekanie na właściwy moment też może być celem samym w sobie ?

      • T
        Tony Porter
        |

        Ja bym chyba też nie wytrzymała i wpierw “zeżarła” delikwenta wielką łyżką, żeby zaspokoić głód, a potem “smakowała” małą łyżeczką, żeby dopieścić kubki smakowe:)

      • Rebel G.
        |

        Hmm, pewnie na jej miejscu też bym zeżarła delikwenta, jestem niecierpliwa ? Ale wydaje mi się, że są osoby, które czekają… Na moment, kiedy nic im nie przeszkadza, nie spodziewają się żadnego telefonu, nie są zbyt zmęczeni, nie wybierają się na spotkanie. Po prostu chcą się tym cieszyć i delektować, a nie fast food ?

  2. K
    Karola
    | Odpowiedz

    Ja mam tylko jeden problem albo nie dwa. Pierwszy to brak mi czasu na komentowanie, wpadam tu szybko i tylko tekst przeczytam i już muszę uciekać. Wpływ nowej pracy i masy obowiązków. A drugi problem to za krótkie teksty. Wiem, wiem tak musi być ale tak Was wszystkie bardzo lubię czytać i nie mogę się doczekać następnej części. Ostatnia część mi sama się pojawiła tak często to piszę.

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Dzięki, Karola! Ja mam podobnie z brakiem czasu, a jeszcze jak się coś podzieje u mnie w pracy, co trzeba załatwić na wczoraj albo pochoruje się ktoś z ekipy, to zapominam, jak się nazywam ?? Nie ma ze mną kontaktu
      I odnośnie komentarzy to rozumiem, osobiście lubię przeczytać i przelać swoje myśli na klawiaturę, bo jak tego nie zrobię od razu, to pewnie już w ogóle nie zrobię… Więc też tylko “wpadam i czytam” ?

  3. K
    Kiki
    | Odpowiedz

    I już..? Jak dla mnie zbyt krótko:( czuję niedosyt zresztą jak po każdym rozdziale.. to przyciaganie Peya i Emili jest.. hmmm elektryzujące jeśli można to tak nazwac.. opowiadanie bardzo mnie wciaga i czekam na wiecej;)

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Części mają podobną ilość słów, ale wydaje mi się, że szybciej czyta się dialogi… ?
      Przyciąganie takie, jak między nimi zdarza się bardzo rzadko, ale zdarza… Czasem raz w życiu? Czasem… Dwa? ??
      Chodzi o seks, ale nie tylko o seks.

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Tak tak tak poproszę zdjęcie ☺️Ciekawe czy tym razem beda podobne wizje ?
    A co do tekstu, ja lubię byc zaskakiwana i dlatego głupio było by udzielać jakis rad, bo gdybys wzięła je pod uwagę tekst był by dla mnie przewidywalny. A Emili wkurza mnie takim troche niezdecydowaniem. Niby chce , a zaraz nie… niby nie łatwa, a za chwile przychodzi sama ? Tyle ,ze widocznie ma taki charakter i musze ja strawić ? Czekam na więcej ?

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Oj, brak zdecydowania to cecha, która mnie też w niej irytuje… Ale z drugiej strony Emily ma przeszłość i może boi się zaryzykować. Czasem tak jest – serce jedno, rozum drugie, zaleca ostrożność.
      Ona jest niezlym bałaganem ?

  5. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Rebel, zabijesz mnie! Nie wiem czy odwaliła mi palma, czy hormony, ale napisze ci, że do mnie to nie przeemówiło. Jakiś nijaki ten “problem biznesowy”. Dziwne to spotkanie z klientem… Po co on tam w końcu przyszedł? Poznać Peya? No i nie odebrałam go jako bardzo nieprzyjemnej osoby, zeby biuro pustoszało, a każdy zamiast mu powiedzieć, że szefa ni ma i Uj wie kiedy bedzie to pod biurkiem siedział(?). A przeciez Rodriguez przyszedl prywatnie do szefa, to jak szefa nie ma, to by i sobie poszedł, a nie jak ostatnia kwoka siedział w jego biurze i czekał na nie wiadomo co.
    Dodałabyś temu człowiekowi grozy Rebel, przecież potrafisz. Czemu on tam nie zrobił demolki z bluzgami? Czemu Rodruguez jest taki niekonsekwentny? Sieje postrach? Czym? Tatuażem z gumy do żucia?
    Miał vasektomię dzień wcześniej?
    No nie wiem. Coś w tym gościu nie gra.
    Ale na szczęście (!) nie zakłóca to fal naszych bohaterów. To znaczy… Fajnie by było, gdyby Peya poczuł dźgnięcie zazdrości widząc jak Rodriguez spoufale traktuje Emily. A moze to Peya moglby pokazac jajca broniąc Emily przed niezwykle wścieklym klientem, ktory by ja zbluzgał za jakiś powazny problem… Wg mnie nie wydoiłaś dobrze tej sytuacji – ale wiesz, ja się nie znam, i nie umiem…
    Wracając do wątku głównego:
    Emily i Peja mają takię napięcie, że niedługo będzie można telefony ładować tylko za sprawą pomachania nim pomiędzy nimi?.
    Budujesz TO dziewczyno! Solidnie i konsekwentnie, bravvo, bravvisimo, my dear!
    Tym bardiej drażni mnie ten nijaki Rodriguez.

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Nie mówię, że nie masz racji ? Moim zamiarem postać Rodrigueza miała nie być groźna, a nieprzyjemna, spotykam w pracy takich kontrahentów, że stoimy na baczność, mimo że w sumie nic takiego nie robią. Może mity i legendy, jakie o nich krążą, wzbudzają większą grozę, nią oni sami. Wielu z nich jest mdłych i nijakich. Może mi do końca nie wyszło ?
      Rodriguez przyszedł wycofać środki, ale zmienił zdanie, bo to taki interesowny człowiek, więc chciał się przypodobać Baskowi. Nigdy nie wiadomo, czy mu się znajomość z Peya nie przyda.
      A poza tym opinia o nim jest subiektywna, może on aż taki straszny i budzący grozę nie jest, tylko Emily go nie lubi ?
      Niemniej można go było mniej schematycznie potraktować, będę się lepiej przyglądać postaciom drugoplanowym, cenna uwaga!

  6. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Jak dla mnie pisz co chcesz i jak chcesz 🙂 Jeśli pytam, czy coś będzie dalej, to z ciekawości i w żadnym wypadku nie zamierzam nic narzucać 🙂 Każdy pisze wg własnego planu 🙂 Jak się chce “dogodzić” czytelnikowi, to można, ale niekoniecznie trzeba 🙂 Kwestia indywidualna 🙂
    Troszkę Jadzia ma racji, ten facet nie wyszedł jakiś specjalnie straszny, ale mnie to z kolei nie drażni.
    Za to Peya niech się bierze do roboty, znaczy no do… seksu 😀 Żartuję 🙂 To znaczy, nie żartuję, ale żebyś nie myślała, że to było roszczeniowe, czy coś 😉
    Ciekawa jestem, kiedy ten wulkan wybuchnie 🙂
    Co do komentarzy, podpisuję się WŁASNĄ KRWIĄ 🙂 Są MEGA, MEGA WAŻNE!!!

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Ale pytania też są fajne, bo wiem, że wnikliwie czytacie ? Nie odbieram tego jako sugestie, raczej ciekawość… Co do dalszych losów bohaterów… Stają się realni i mają swoją przyszłość, może nawet więcej, niż jedną.
      Co do seksu – wszystko w swoim czasie. Tak myślę ?
      Jesssuuu, żebym tylko tego nie skopała ?

      • Jo Winchester
        |

        Słuchaj, Rebel… Jak skopiesz, to znajdę kogoś do pomocy i pewnie Cię odwiedzę… W bliżej nieokreślonym celu ?
        Także, miej się na baczności 😀 Znaczy, na baczności to coś innego niech się ma szybciej 😀
        Żartuję oczywiście 🙂
        Pytania są fajne i myślę, że czasami ważne. Mi w niektórych przypadkach dają zdrowo do myślenia 🙂

Napisz nam też coś :-)