Zielone, niebieskie, ona (XII)

with 15 komentarzy

niezwykła historia trójkątu miłosnegoNadchodzą zmiany...

 

 

Dusiła się. Rozpaczliwie walczyła o odrobinę powietrza. Patrzyła prosto w oczy mężczyzny, którego kochała i który, czego była pewna, kochał ją. A jednak teraz dostrzegła w nich tylko szaleństwo, niekontrolowaną furię, brak jakichkolwiek ludzkich uczuć. Zdążyła się zastanowić, czy właśnie przed tym ostrzegał, gdy nagle ją puścił, cofając się gwałtownie do tyłu. Tak gwałtownie, że prawie spadł z łóżka. Tym razem to w jego oczach ukazał się strach.

– Co się stało? – Laura mimo iż z trudem łapała oddech, od razu zauważyła jak pobladł.

– Ja…

Właściwie nie musiała pytać. Domyśliła się. Uklękła, chwytając jego twarz w drżące dłonie. Niemrawo zaprotestował, ale nie dała się odepchnąć. Była silna i stanowcza jak nigdy dotąd. Silna jego miłością. Silna swoją miłością.

– Nic mi nie jest – wyszeptała, pokrywając pocałunkami jego czoło. – Nie zrobiłeś mi krzywdy.

Uniósł wzrok, szukając w jej oczach potwierdzenia. Znalazł je. Nie rozumiał tego, ale dziewczyna wcale nie była rozgniewana, nie zamierzała uciekać. Uśmiechała się ze smutkiem, przeczesując krótkie, czarne włosy, chociaż na jej szyi powoli ukazywał się dowód jego brutalności.

– Tym razem nie zrobiłem. Lauro – wtulił się w nią. – Powinnaś wrócić do domu, do Polski, zapomnieć o mnie.

– A ty? Ty też o mnie zapomnisz?

– Nie. Ale z dala ode mnie będziesz bezpieczna.

– Chcesz tego?

– Nie! Lecz nie mam wyboru, zrozum! – Ostatnie słowa prawie wykrzyczał.

– Masz. I przestań zachowywać się jak głupiec.

– Ja? – warknął. Nie po raz pierwszy obserwowała tak nagłą zmianę nastroju. Jak on to robił, że w jednej chwili mówił, że ją kocha, a w następnej zmieniał się w ponurą bestię?

– Jesteś grymaśny jak kobieta w ciąży – zażartowała. – Muszę cię z tego wyleczyć, a nie uciekać.

– Ucieczka byłaby bezpieczniejsza.

– Nie. Nie byłaby. Od przeznaczenia nie można uciec – odparła z powagą. Ogarnęło ją mgliste, przedziwne przeczucie. Od przeznaczenia nie można uciec? W takim razie co ona tutaj robiła? Przecież powinna była nie żyć!

– Nie można – powtórzyła szeptem w zamyśleniu, nadal gładząc go po włosach. I zadrżała, gdy uświadomiła sobie sens własnych myśli.

***

Po raz pierwszy z taką niechęcią odwiedzał rodzinny dom. Może dlatego, że wiedział, kto czeka na niego w środku? Skrzywił się w duchu, na zewnątrz zachowując niewzruszony wyraz twarzy. Zbyt dobrze znał brata, wiedział, że jeśli wybuchnie pomiędzy nimi wojna, ten wykorzysta każdą słabość, każde nierozważnie wypowiedziane słowo.

Przywitał się uprzejmie z gosposią, która wskazała mu wyjście do ogrodu. Nie zastanawiając się, skierował tam swoje kroki.

Vasco siedział wygodnie rozpostarty w fotelu, popijając kawę i przegryzając ją ciasteczkami. Nie przywitał go, jedynie uniósł kpiąco brwi. Tylko Iago znał go na tyle, żeby wiedzieć, że tak naprawdę brat jest wściekły.

– Czego chcesz? – spytał wprost, siadając naprzeciwko.

– Dzień dobry. Wiesz, tak witają się normalni ludzie.

– Nie jesteśmy normalni.

– Wiem. Jesteśmy wyjątkowi. Ale trzeba stwarzać pozory – dodał z rozbawieniem. – Jak Laura? Zdrowa, mało sponiewierana? Wciąż szczęśliwa?

– Nie skrzywdzę jej.

– Taaa… Już ci wierzę. Poddasz się zabiegowi lobotomi?

– Nie muszę.

– Powiem ci braciszku, że i tak cię podziwiam. – Odstawił pusta filiżankę, pochylając  się do przodu i bez problemu odwzajemniając lodowate spojrzenie czarnych oczu. – Cały miesiąc i nic. Żadnych połamanych kończyn, krwawych wybroczyn, zapłakanych oczu. Mam wrażenie, że moje słowa sprawiają, iż lepiej nad sobą panujesz. Chcesz mi udowodnić brak racji.

– W dupie mam twoją opinię i twoje racje. Nie skrzywdzę jej.

– Czyżby? – zadrwił Vasco, sięgając po kolejne ciasteczko. Iago nawet nie drgnął, chociaż gdy przypomniał sobie to, co wydarzyło się o poranku, poczuł niepokój. Czyżby ten skurwiel już wiedział? Niemożliwe. – Częstuj się. Nie wiem jak Celestina to robi, ale jej wypieki to nektar i ambrozja w jednym.

– Nie jestem głodny.

– Ależ z ciebie sztywniak. Więc przejdźmy do sedna naszego spotkania. O czym chciałbyś porozmawiać?

– O kim. Masz się trzymać od niej z daleka. I ja nie żartuję. Nie tym razem – dodał twardo. Vasco milczał, patrząc na niego przymrużonymi oczyma. Powoli przeżuwał odgryziony kawałek, zastanawiając się, co powinien zrobić. Gdyby chodziło o jakiegokolwiek innego człowieka, nie byłoby problemu. Zabiłby każdego, kto chciałby stanąć mu na drodze. Każdego. Wyjątkiem były dwie osoby, z których jedna siedziała właśnie naprzeciwko, a druga pewnie za chwilę się pojawi. To był nieoczekiwany problem, z którym nie umiał sobie poradzić. Czy ta dziewczyna była tego warta? Nieznacznie się skrzywił. Tak, była. W takim razie musi opracować całkiem nowy plan.

– Skoro nie jesteś ze mną, jesteś przeciwko mnie – odezwał się w końcu na pozór swobodnie. Ale Iago znał go, wiedział, co kryje się pod tym nadnaturalnym spokojem.

– Zabijesz mnie?

Vasco niemal niezauważalnie zmarszczył brwi.

– Brzydkie słowo.

– A jakie byłoby lepsze?

– To raczej ja spytam, co cię opętało? Dziewczyna jak dziewczyna, oczy ma piękne, ale reszta całkiem przeciętna.

– Czyżby? – Tym razem to głos Iago był kpiący. – Przeciętna? A co ciebie opętało?

– Intrygują mnie jej sny.

– Bzdura!

– To ty nie wierzysz.

– Przestań…

Gwałtownie umilkł, gdy rozległ się cichy stukot obcasów. Na tarasie pojawiała się wysoka brunetka, która na ich widok uśmiechnęła się promiennie.

– Wy tutaj? Oboje? Czy to jakieś święto?

– Nie mamo. – Vasco zerwał się i cmoknąwszy ją w policzek, po dżentelmeńsku podsunął fotel. – Rozmawiamy.

– Wy? To raczej dziwne.

– Chce zabić kobietę, którą kocham – odezwał się Iago, uważnie obserwując ich twarze. Na jednej pojawiło się niedowierzenie, na drugiej ostrzeżenie.

– Ty? Kochasz? – Kobieta wydawała się zszokowana jego słowami. – Możesz powtórzyć?

– Tak, kocham.

– Ale… Ty się zakochałeś? – Nadal nie dowierzała. – Nie zrozum mnie źle. Chciałabym dla ciebie jak najlepiej, lecz po tym wszystkim… Ciężko to zaakceptować.

– Jaka tam miłość – odezwał się z lekceważeniem Vasco. – Uparł się, aby zrobić mi na złość. Zobaczymy co zostanie z tej miłości za miesiąc – dodał drwiąco.

Iago jedynie wzruszył ramionami. Nie zamierzał się kłócić o coś tak oczywistego. Ale wtedy Vasco niespodziewanie dodał:

– Szyję już ma sino fioletową. Dam głowę, że nieźle się zabawiałeś w…

Więcej nie zdążył powiedzieć. Brat rzucił się na niego, nie zważając na nic, ani na obecność matki, ani na to, że nie byli już dziećmi i załatwianie w ten sposób sporów, raczej wyglądało żałośnie. Szaleństwo, które kłębiło się w jego duszy od dobrych kilku tygodni, w końcu znalazło ujście.

Zaskoczeniem zdobył przewagę. Lecz trudno było powiedzieć, że była ona znacząca; w końcu uczeń walczył ze swym mistrzem. I wtedy im przerwano.

– Spokój! – Kobieta wstała, ze zmarszczonymi brwiami przyglądając się obu synom. – Zachowujecie się jak dwóch chłopców walczących o łopatkę w piaskownicy.

– On zaczął. – Vasco odepchnął brata, wstając i przyczesując ręką wzburzone włosy.

– To mało ważne. Dałeś mi słowo. Czy zamierzasz go dotrzymać?

– Tak – odparł, ale te dwie sekundy zwłoki sprawiły, że z niezadowoleniem zmarszczyła brwi.

– Vasco!

– Tak, dotrzymam go. – Tym razem potwierdził bez namysłu. Iago stał tylko obok, rozmasowując obolałą szczękę, obserwując ich z uwagą. Pierwszy raz w życiu pomyślał, że nadopiekuńczość jego matki do czegoś się przydała. Nieważne jak, nieważne z czyją pomocą, Laura musi być bezpieczna. To był jedyny cel jego życia. Chronić ją. Uszczęśliwić.

– Mnie to wystarczy – odezwał się ze spokojem, sięgając po wychwalane ciasteczka. – Słowa danego tobie nie złamie. Wszyscy o tym wiemy. Muszę już iść, mam dziś ważne zebranie.

– Idź kochanie. – Matka pocałowała go w policzek. – I pamiętaj, że jak najszybciej chciałabym ją poznać. To musi być naprawdę niezwykła dziewczyna.

– Tak – wyszeptał cicho Vasco, patrząc na wychodzącego brata. – Jest naprawdę niezwykła – dodał, chociaż nikt nie zwrócił na niego uwagi. I dobrze, bo stracił ochotę na rozmowę. Dlatego porwał resztę ciasteczek z talerza, po czym bezszelestnie się ulotnił. Gdy matka odwróciła się w stronę miejsca, gdzie siedział, nikogo już tam nie było. Westchnęła, ale nie okazała zdziwienia. Tym co ją przepełniało, był niepokój, bo jak nigdy wcześniej czuła, że nadchodzą zmiany.

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Julia
    | Odpowiedz

    Nadchodza zmiany? Az się boje 😉

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Ja też mam złe przeczucia. Babeczki błagam tylko nie zabijaj głównego bohatera!!!!!

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Nie sądzę, by Laura zginęła, ale Iago czasami może…

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Nie wiadomo który z braci gorszy. Vasco – płatny zabójca, Iago – sadysta i psychopata. Zważywszy, że ojców mają różnych, to nasuwa się podejrzenie, że te skrzywione geny to po mamusi mają. Zdaje się, że mamusia wie jak sobie synuś z kobietami poczynia i co? Nic z tym nie robi? Zaskoczona jest, że się zakochał i chce poznać tą , której nie sponiewierał? Porąbana rodzinka. Laura idealnie do nich pasuje:) O trupa aż się prosi:) Byleby się za gęsto nie ścielił:)

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Zabiję, zabiję wszystkich!!! Będę dążyć do zakończenia po trupach ;)))

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A zabij 😀

    • J.
      | Odpowiedz

      Zabijaj, tylko w dobrej kolejności ;D

    • Alexza
      | Odpowiedz

      Babeczko, nie bądź jak G.R.R. Martin 😀

      • Babeczka
        |

        Nie będę :-))))

  6. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    A propo to uważam, że mamusia będzie miała tu ważny wkład w dalszy bieg historii, coś tak jakoś czuję.

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    Nie wiem czy mamusia ale Vasco dał jej jakies słowo moze to ma znaczenie?

  8. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Wybicie w pień głównych bohaterów to całkiem dobry sposób na definitywne zakończenie historii – prośby o kontynuację nie miałyby prawa bytu:)
    Może mamusi uda się powstrzymać tych dwóch psycholi przed pozabijaniem się nawzajem, albo przynajmniej ochroni Laurę. Chociaż, czy się dziewczyna przypadkiem na linii strzału nie znajdzie, to nie byłabym pewna. Może wreszcie coś wyśni i zacznie się zabawa:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak się spytam, którego wy byście chętniej przygarnęły do serca? No, powiedzmy że do serca ;-)))

      • J.
        |

        Do serca to żadnego, ale do czego innego to hmm… ciężki wybór, ale skłaniam się ku Vasco 😀

  9. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Żadnego. Nie gustuję w facetach znęcających się nad kobietami i psycholami. I nie wierzę w cudowną przemianę za sprawą miłości. Dla Laury najlepiej by było, gdyby darowała sobie misje ratownicze zwyrodniałych duszyczek i wróciła do domu. Tylko, że ona to nie ja i na pewno łatwo z Iago nie zrezygnuje. Ciekawe, co musiałby jej zrobić, żeby sobie odpuściła. W przypadku tych dwóch typków to wybór między złym… i złym. Laura już niby wybrała, bo się niby zakochała, ale czy na pewno? Jakoś mnie ta siła uczuć obojga nie za bardzo przekonuje. Może to przez upały i brak klimatyzacji w pracy:)

Napisz nam też coś :-)