fbpx

Zimny ogień (VI)

with 6 komentarzy

UWAGA!

Takiej okazji już nie będzie! Z okazji Walentynek postanowiłyśmy przygotować dla Was cos super 🙂 I TADAM! W sklepie czekają zniżki na wszystkie e-booki - 30%!
Ale!
Jeśli kupisz nasze zestawy, to zniżki kumulują się i wtedy możesz mieć nasze historie za blisko połowę ceny! Nawet "Zimny ogień", który jest w tej chwili w przedsprzedaży w niższej cenie, plus zniżka walentynkowa -30%!

W końcu to święto miłości, więc musi być duuuużo miłości 😀 😀 😀

 

ozdobnik

Oto drugi tom z SERII ŻYWIOŁÓW

"Gorący śnieg"

Zośka to dojrzała, inteligentna kobieta. Od lat kieruje pracą ludzi w hotelach, jest w tym dobra. Od dawna marzy, by objąć stanowisko menadżerki hotelu w Tatrach. Kocha góry i chciałaby móc połączyć miłość do pracy z miłością do gór. Szczęście jej sprzyja i tuż przed świętami otrzymuje wspaniałą ofertę pracy. Bez wahania przyjmuje ją. Obejmuje nowe stanowisko, w pięknej miejscowości w Tatrach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że jej pracodawca to człowiek, na którego „natknęła” się w pewnych gorących okolicznościach. Konflikt interesów i namiętność walczą o pierwsze miejsce w sercach i głowach Zośki i Wojtka.

"Zimny ogień"

Jola zamknęła właśnie pewien rozdział w swoim życiu. Rozwód zostawił w jej sercu nie mniejszą ranę, niż porzucenie w dzieciństwie przez ojca. Przenosi się do domku w środku lasu. Liczy na ciszę i spokój. Nie spodziewa się spotkać tam człowieka, który przypomina jej Neandertalczyka. Najbardziej jednak zaskakuje ją fakt, że przy nim znika jej opanowanie. Chłodna i opanowana Jola zmienia się w ogień. Okazuje się też, że zwykły dom, w którym miała mieszkać, ukrywa wiele tajemnic. To nie jedyne, co ją zaskoczy. Dane jej będzie przeżyć przygodę życia i zrozumieć, że miłość potrafi nadejść w najmniej spodziewanym momencie.

"Twardy lód"

Twardy mężczyzna z przeszłością. Uciekł z miasta, odciął się od dawnego życia, porzucił hulaszczego stylu życia. Nigdy nie kochał kobiety. Dla niego związek opierał się jedynie o seks. Nauczyło go tego życie i kochanki, które nie pragnęły go poznać, a jedynie uwić przy nim gniazdko, Życie w leśnej głuszy stało się jego nową rzeczywistością. Pokochał spokój, ciszę i prostottę życia. Pewnego dnia w jego życie wkracza twarda kobieta. Od początku ich znajomość jest pełna wzajemnej niechęciParadoksalnie uczucia, które powinny odpychać od siebie tych dwoje, zmieniają się w gorąc, który roztopiłby nawet najtwardszy lód.

ozdobnik

"Zimny ogień"

autorka: Monika Liga

Rozdział 6

Jola

Najpierw rozśmieszyła mnie własna ślamazarność. Wywróciłam się, jak długa, mimo że od lat trenowałam biegi przełajowe i rzadko kiedy traciłam równowagę. Stabilność zyskałam również dzięki latom praktykowania jogi i odruchom, które nabyło moje ciało. Tym razem wyłożyłam się w śnieg, ale stało się to za sprawą zaskoczenia widokiem półnagiego Neandertalczyka z siekierą w garści.

Kolejnym uczuciem było zaskoczenie brakiem atencji z jego strony. Wychynął nad płotem i upewniwszy się, że nie zrobiłam sobie krzywdy, wrócił do swoich zajęć. Tak po prostu. Pozdrowił mnie, a po minucie wrócił do rąbania drewna. Było to dziwne, zważywszy, że przecież nie miał pod ręką kobiety, był samotny. Przez głowę przemknęła mi myśl, że może jest gejem. To by wyjaśniało zadbaną sylwetkę, ale miejsce zamieszkania nie pasowało mi do tej myśli. Chyba że miał odwiedzającego go kochanka lub kochankę.

Wróciłam do zwiedzania posesji. Miejsca wokół domu było dużo, płot szczelnie zakrywał dostęp dzikim zwierzętom, co sprawiało, że poczułam się bezpieczniej. Śnieg okrywał ścieżki i stan zagospodarowania terenu. Poza domem z przyłączonym do niego garażem widziałam jeszcze dwa niewielkie budynki. Wzniesienie terenu przypominające dosyć stromą, dwumetrową górkę musiało coś kryć. Nie wyglądało na naturalny kształt, więc zaintrygowana ruszyłam w tym kierunku. Byłam w połowie drogi, gdy męski krzyk zatrzymał mnie wpół kroku. W głowie wyświetliła mi się wizja urąbanej siekierą ręki i krew brocząca z kikuta, zabarwiająca śnieg na czerwono. Po chwili krzyk powtórzył się i był jeszcze donośniejszy. Po kolejnym ruszyłam ku furtce, a następnie do chałupy sąsiada. Biegłam, unosząc wysoko stopy, zastanawiałam się nad kolejnymi krokami udzielenia pierwszej pomocy. Zatamuję krwawienie, uciskając urąbany kikut. Następnie muszę zapewnić ciału ciepło, w tym celu zaciągnę go do chałupy. Jeśli będzie nieprzytomny, to mogę mieć z tym problem. Marcel wyglądał na człowieka dwa razy cięższego ode mnie, ale jakoś dam radę. Później zadzwonię po pogotowie i zrobię wszystko, by utrzymać go przy życiu.

Zbliżałam się do chałupy, ale przy pniaku, przy którym widziałam sąsiada ponad płotem, nie było nikogo, krew nie zabarwiła śniegu. Może zrobił sobie krzywdę w domu? Rozejrzałam się wokoło, ruszyłam ku gankowi. W dwu susach pokonałam schodki, złapałam za klamkę. Coś ostrego ukłuło wnętrze dłoni. Syknęłam, puściłam zimny metal, spojrzałam na rękę. Krew wyciekała powolnymi kroplami z rozcięcia skóry. Jakiś ostry zadzior na klamce zadziałał niczym haczyk wędki. Uniosłam dłoń, oblizałam rozcięte miejsce. Później zdezynfekuję. Teraz musiałam odnaleźć krzyczącego sąsiada. Poprawka, już nie krzyczał, więc pewnie stracił przytomność.

Za plecami usłyszałam skrzypienie śniegu. Odwróciłam się szybko, nabrałam powietrze w płuca w odruchu krzyku. Zbliżał się do mnie goły facet z szarym barchanem na głowie. To musiał być Marcel, tylko dlaczego był goły, a z nagich ramion unosiła się para wodna?

Miałam zamiar się przywitać, ale nieopatrznie spojrzałam w dół. Owłosiona klatka piersiowa i biegnący w dół, zwężający się pas włosków przyciągały wzrok w jeszcze niższe rejony. Rzut oka na przyrodzenie zacisnął mi gardło, zapomniałam o grzeczności. Cofnęłam się w tył, bo on wciąż szedł naprzód. Plecy napotkały opór, po chwili jego dłoń macała mój brzuch w poszukiwaniu klamki.

Ja przepraszam. – Chciałam zniknąć, zdematerializować się, uciec od naporu zaciekawionego wzroku Marcela. – Usłyszałam krzyk i myślałam, że coś sobie tą siekierą zrobiłeś. – Próbowałam przesunąć się w bok, ale cholerna klamka wbiła się teraz w ubranie i wstrzymywała mnie w miejscu. – Ja już sobie pójdę.

Dziękuję za troskę. – Marcel wrócił do wycierania głowy, przyglądając mi się. Nie zakrywał się ręcznikiem, jakby nie czuł wstydu. – Brałem gorący prysznic i nacierałem się śniegiem, stąd okrzyki.

Na dworze? – Zastanawiałam się, jak uciec i nie wyjść przy tym na idiotkę. Cholera, ależ ten facet ma ciało! O czym ja myślę?! – W zimę? Przecież to nienormalne. – I co za głupoty mówię?!

Co w tym nienormalnego? – Wyglądało, że moje słowa go dotknęły.

Nie, no nic. – Nie potrafiłam mu spojrzeć w oczy. Dziwnie czułam się przy tym gołym zwierzaku. Cholera, spojrzałam w dół na…. – Ja rozumiem. Wieś, to i wiejskie warunki. Myślałam, że masz łazienkę – mówiłam, byle mówić, bo czułam się bardzo dziwnie.

Pokażę ci moją łazienkę – warknął i zaczął mnie rozbierać.

Wystraszyłam się, bo dotarła do mnie beznadziejność mojego położenia. Sama w miejscu NIEWIADOMOGDZIE, w towarzystwie obcej, owłosionej szafy trzydrzwiowej. Może mnie zgwałcić, zabić, pozbyć się ciała. Krzyczałam, wierzgałam, ale równie dobrze mogłabym się siłować z grizzly. Zarzucił mnie sobie na ramię jak szmacianą lalkę.

Cicho bądź! – Klepnął mnie w pupę i to było dziwne uczucie. – Gwałcić cię nie będę. Na nagrodę trzeba sobie zasłużyć.

Zamilkłam i znieruchomiałam, bo zwyczajnie się podnieciłam! Dostałam klapsa, poczułam się bezbronna i to mnie podnieciło do tego stopnia, że zaczęłam drżeć na całym ciele.

Teraz wejdziesz pod wodę. – Powoli docierały do mnie jego słowa i ciepło ogrzewające mi plecy. Nie wiem, kiedy mnie postawił na ziemi, stopy nie odczuwały zimna. – No już!

Ale… – Nie znalazłam słów, zbytnio zaskoczyło mnie pobudzenie własnego ciała. Wewnątrz działo się coś z moim żołądkiem, gardłem, a przede wszystkim z podbrzuszem.

Przyjechałaś do lasu, wiec poznaj uroki zadupia. – Pchnął mnie władczo i znów poczułam to dziwne, podniecające liźnięcie trzewi. – No dalej.

Czy ja jestem nienormalna? – Odwróciłam się, postąpiłam krok w kierunku kłębów pary wodnej. – O kurde! – Ukłucie miliona gorących igiełek na chwilę stłumiło podniecenie.

Użyj tego. – Usłyszałam głos Marcela, po chwili coś zimnego dotknęło mojego biodra.

To była jakaś butelka. Odkorkowałam ją, wylałam odrobinę zawartości na dłoń, oddałam mu kosmetyk. Myłam skórę, chaotycznie trąc przedramiona, nozdrza wypełnił mi zapach lasu.

Jak się umyjesz, to wskakujesz w śnieg – przekrzyczał szum wody. – No dawaj.

Nie chcę! – Objęłam się ramionami, bo dziwne uczucie w podbrzuszu powróciło, w dodatku wzrok, który przesuwał po moim ciele, odbierałam bardzo fizycznie.

Pierdolisz – warknął, mi zaczynało się już kręcić w głowie. – Wskakuj, to pozwolę ci ogrzać się pod wodą, a później zrobię gorącą czekoladę.

Znów zaczęłam drżeć, a w głowie wyświetlił mi się obraz, jak przekłada mnie przez kolano i daje klapsy w wypiętą pupę. Miałam ochotę uciec prosto do lasu, a równocześnie chciałam paść mu do stóp i prosić o te klapsy. Porąbało mnie!

Do czekolady dorzucę marschmalowsy. – To mruknięcie przelało czarę uczuć, drżenie ciała przerodziło się w dygot, sprzeczność uczuć rozsadzała mnie od środka. – Aż pięć.

Osiem. – Co ja w ogóle mówię?!

Ok.

Musiałam coś zrobić, w przeciwnym wypadku zemdlałabym przez nadmiar emocji. Chce, bym tarzała się w śniegu? Zrobię to. Rozpędziłam się i wskoczyłam w biały, głęboki puch.

***

Po prysznicu, tarzaniu się w śniegu i kolejnym oblewaniu ukropem, Marcel okręcił mnie ogromnym, szorstkim ręcznikiem i zaniósł do swojej chaty.

Dziwne było to wszystko. To, co działo się ze mną, jego opanowanie i ta obojętność... Z drugiej strony widziałam intensywność spojrzenia, którym badał moje ciało. Skąd w nim tyle opanowania? Jakby wiedział coś, czego ja nie wiem. Żadnych komplementów, a tylko rzeczowe komunikaty.

Siedź tutaj. – Posadził mnie na kocu, który dla mnie rozłożył przed ogromnym kominkiem. – Daj ręcznik, a okryj się tym.

Pociągnął otulający mnie wilgotny ręcznik, w efekcie siedziałam goła. Po chwili rzucił mi koc z polaru, sam nadal był goły. Otuliłam się miękkim materiałem, zbliżyłam stopy do kominka. Przestałam dygotać, z ulgą przyjęłam fakt, że zostawił mnie w pomieszczeniu samą.

Rozejrzałam się wokoło. Ściany były białe, nie wisiał na nich żaden obrazek, zdjęcie, czy cokolwiek osobistego. Okna były czyste, ale bez zdobiących je, łagodzących pomieszczenie firan czy zasłon. Ogromna skórzana kanapa, ciężki drewniany stół plus cztery krzesła, stanowiły wyposażenie salonu. Opasły fotel pasował do wnętrza i tylko srebrny laptop z logo ugryzionego jabłka nijako nie przystawał mi do owłosionego Neandertalczyka.

A teraz grzecznie wypijesz kakałko. – Aż podskoczyłam, słysząc głos dobiegający mnie od strony kuchni. – Lubisz kakałko?

Miała być czekolada z piankami. – Udałam, że nie słyszę dwuznaczności w jego słowach.

Nic nie odpowiedział, a tylko pochylił się, podając mi ciężki kubek. Pociągnęłam łyk i aż jęknęłam z rozkoszy. Smakowało babciną kuchnią, pachniało swojsko. Zamknęłam oczy, ale nie dane mi było się napawać smakiem. Gorące dłonie objęły moje wyciągnięte w kierunku kominka stopy i zaczęły je masować.

Pij. – Pomiędzy krzaczastym zarostem na twarzy błysnęła biel zębów. Uśmiechał się, choć oczy nie straciły czujności.

Posłusznie uniosłam kubek do ust, ale tylko po to, by się nim zasłonić. Trwałam tak w bezruchu, wdychając aromat mleka z kakao, a w brzuchu znów budził się drżący ogień.

Chcesz poznać całą historię? Możesz już teraz!

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Nie trzymaj w niepewności i wyślij ebook 🙏😉

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Właśnie wysłałam :-*

      • M
        Majka
        |

        Czekam z niecierpliwością 😉

    • A
      Ania Dania
      | Odpowiedz

      A ja jeszcze nie dostałam 😕😕

      • Monika Liga
        |

        Czy już doszło?

  2. D
    Dania
    | Odpowiedz

    Ja jeszcze nie mam 😕

Napisz nam też coś :-)