Zła strona nieba (I)

with 8 komentarzy

Część pierwsza (bezpłatna)

nietypowy romansCześć wszystkim 🙂

Witam Was w ten niedzielny, radosny dzień 🙂 Zjawiam się tutaj z zupełnie nowym tekstem 🙂

Jakiś czas temu przyszło mi do głowy, żeby napisać coś, ale w innej narracji niż ta, którą dotychczas używałam. Dlaczego? Chciałam sprawdzić, czy spodoba mi się pisanie w pierwszej osobie i muszę Wam zdradzić, że się spodobało. I to nawet bardzo.

Mam nadzieję, że znajdą się chętni czytelnicy na tę powieść. Zła strona nieba będzie miała 25 części. Jeśli ktoś zechce czekać na całość, zapraszam bodajże na koniec listopada.

A teraz czytajcie i wyrażajcie swoje opinie, bo jestem ich niezmiernie ciekawa 🙂

Prolog 

Więc to dzisiaj… – powiedziałam sama do siebie, krytycznie przyglądając się odbiciu w lustrze. Moja twarz nie wyrażała pełni szczęścia. Gdybym miała to jakoś określić, w tym momencie nazwałabym siebie kupką nieszczęścia.

W dniu własnego ślubu panna młoda powinna być szczęśliwa, prawda? A mnie dzisiaj niestety zabrakło tego uczucia. Spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł mi kiepski grymas, więc natychmiast zaprzestałam wszelkich prób.

Westchnęłam, spoglądając na zegarek wiszący na ścianie w mojej sypialni. Do ceremonii było jeszcze kilka godzin, a ja właśnie się modliłam, by te godziny nie minęły zbyt szybko. Musiałam pozbierać się wewnętrznie i na powrót odnaleźć w sobie siłę, która doprowadziła do tego momentu.

Odgrywałam dzisiaj świetną rolę, rolę mojego życia. Druhny, które przyjechały z samego rana, nie zdołały niczego zauważyć. Vanessy nie liczyłam. Może jednak nie byłam wcale taką kiepską aktorką? Zaśmiałam się w myślach ze swoich rozterek. Na głos wolałam tego nie robić, jeszcze ktoś by pomyślał, że zarzynam świniaka w pokoju.

Odwróciłam wzrok od lustra, bo nie mogłam dłużej patrzeć na swoje odbicie. Podeszłam do szklanych drzwi, prowadzących na niewielki balkon. Otworzyłam je i przekroczyłam próg, chwytając dłońmi za żelazną poręcz, którą zabezpieczony był taras. Spojrzałam na niebo, nie było na nim ani jednej chmurki zwiastującej deszcz czy burzę. Chociaż pogoda mi się udała, pomyślałam.

Powinnam już przygotowywać się do ślubu, panikować, dlaczego jeszcze nie było fryzjerki czy kosmetyczki. Poganiać druhny, żeby pomogły mi z suknią. A tymczasem stałam i podziwiałam niebo.

Weź się w garść, do jasnej cholery! – warknęłam, rozzłoszczona własnym zachowaniem. Tego chciałam, tak? Więc właśnie to dostałam! Nie mogłam się cofnąć, bo powinnam być odpowiedzialna za raz podjęte decyzje. Przecież je podjęłam, prawda? Więc będę teraz konsekwentna.

Natalie? – Nagle usłyszałam własne imię. Zastygłam, bo miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Potrząsnęłam głową, myśląc, że coś tym osiągnę. Już wiedziałam, że to nie odniosło żadnego skutku. Skąd? Bo się nie przesłyszałam. Niestety. On był tutaj. Powoli się odwróciłam. Nawet nie próbowałam przywołać sztucznego uśmiechu na twarz. W tym momencie nie chciałam niczego udawać.

Zgubiłeś się? – Nie musiałam wplatać ironii w swoje słowa, ona sama tam wskoczyła. A może to była naturalna reakcja mojego mózgu na jego towarzystwo?

Jak zwykle urocza. – Mężczyzna wkroczył do sypialni, nie czekając, aż go zaproszę. Nie, żebym zamierzała to zrobić. Najchętniej wywaliłabym go na zbity pysk. – Jeszcze się nie ubierasz? Zegar tyka. – Chcąc wkurwić mnie jeszcze bardziej, postukał palcem w szkiełko na zegarku, który nosił na lewej ręce. Odruchowo rozglądnęłam się za czymś ciężkim, czego mogłabym użyć, aby unieszkodliwić tego padalca.

Przyszedłeś pilnować za mnie czasu? – Zamknęłam drzwi tarasowe i z powrotem znalazłam się w sypialni.

Dla przyszłego męża też będziesz taka miła? – spytał, a we mnie krew się zagotowała. Naprawdę miałam ochotę go uderzyć. W dodatku ta ochota narastała z sekundy na sekundę.

Dla niego naprawdę będę miła – powiedziałam opanowanym głosem. Nawet zdobyłam się na uśmiech, co prawda podyktowany chęcią wkurzenia go, ale to zawsze był uśmiech. – Zwłaszcza w noc poślubną – dodałam i z jaką satysfakcją zauważyłam, że uśmiech szatyna zniknął jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Za to mój poszerzył się jeszcze bardziej. – Sprowadza cię coś konkretnego, czy może przyszedłeś pomóc mi w założeniu sukni? – Sarkazm wręcz wyciekał z mych ust. Od jakiegoś czasu to był mój drugi język, a w jego obecności już chyba nie umiałam posługiwać się innym.

Założyć? – Głęboki śmiech zadźwięczał mi w uszach. Mimowolnie zadrżałam i z trudem się powstrzymałam, żeby nie objąć się rękoma. Nie chciałam, żeby zauważył tę naturalną reakcję mojego ciała. – Zdecydowanie wolę cię rozbierać, Nat…

A już myślałam, że zachorowałeś, nie wspominając o tym od razu. Chciałeś czegoś konkretnego? Jak widzisz, nie mam za bardzo czasu, dzisiaj wychodzę za mąż. – Ręką zatoczyłam koło, pokazując mu suknię ślubną, która czekała na swoją chwilę, wisząc na drzwiach szafy.

Ucieknij ze mną.

Słucham? – Oj, teraz to się na bank przesłyszałam. Musiałam się przesłyszeć! Spojrzałam prosto w zielone oczy, w których nie było widać wiecznej kpiny z wszystkiego i ze wszystkich. Tak jakby nagle opadła kurtyna. Nie mogłam dać się na to nabrać.

Ucieknij ze mną – powtórzył głośniej. Ręce włożył w kieszenie spodni od garnituru. Jego poza miała chyba świadczyć o tym, że mimo wszystko i tak czuł się swobodnie. Jednak ja wiedziałam doskonale, że jest inaczej. Poznałam to.

Chyba potrzebujesz dużej dawki świeżego powietrza. Idź na spacer. – Machnęłam ręką, chcąc odgonić go jak natrętną muchę. Nie ruszył się na krok, na sekundę nie spojrzał gdzieś indziej.

Myślisz, że żartuję, prawda? – spytał, podchodząc nagle. Nie wzbudziło to mojego zaufania. – Wiesz doskonale, jakie uczucia wywoływałaś przez ten cały czas. Dręczyłaś mnie, prześladowałaś. Nienawidziłem cię za to i chciałem położyć dłonie na twojej szyi i zaciskać je, aż przestałabyś oddychać…

Odejdź – szepnęłam, ale w ogóle nie zareagował, za to kontynuował.

Moja nienawiść do ciebie była tak żywa, że dopiero teraz zauważyłem, co straciłem na rzecz tego kretyna, który ma zostać twoim mężem! Natalie, ty nic nie rozumiesz!

To ty nic nie rozumiesz! – burknęłam, rozzłoszczona nie na żarty jego słowami. Też sobie znalazł dzień na taką rozmowę! – Wielokrotnie dawałam ci szansę na związek, ale ty go po prostu nie chciałeś! Zmarnowałeś tyle szans! A teraz masz czelność przyjść tutaj i prosić, żebym uciekła z tobą? Gdzie? Na księżyc? Wszyscy są naszymi wspólnymi przyjaciółmi. Do tego ja zaraz wezmę ślub. A ty postanawiasz sobie wpaść z takim wyznaniem? Ty nigdy nie dorośniesz – dodałam, już ciszej, na koniec.

Wiesz dobrze, że nigdy nie grzeszyłem mądrością! – syknął. Jego oczy błyszczały. Chciał powiedzieć coś więcej, ale jakby zabrakło mu słów. Poczułam jeszcze większy gniew. Nie miał żadnego prawa robić mi tego dzisiaj.

Wybacz, ale nie padnę przed twoim majestatem – przemówiłam nad wyraz spokojnym tonem. Nie wiem, skąd w ogóle wzięłam na to siłę. – Jak zwykle jesteś dobrym mówcą bez publiczności. A teraz wynoś się stąd, bo zaczynasz mnie drażnić. A naprawdę nie mam już czasu.

Szkoda – wymruczał po chwili. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu uśmiechnął się szeroko. – Masz rację, już czas na mnie. Nie mogę pozwolić, żeby panna młoda spóźniła się do swojego wybranka. – Kiedy na koniec puścił mi oczko, o mało nie zawyłam z wściekłości. Dobrze go znałam i wiedziałam, że takie coś w ogóle do niego nie pasuje. Zerknął na mnie ostatni raz i podszedł do drzwi. Gdy te zamknęły się za nim, jęcząc, opadłam na łóżko.

 

 

 

Tak to się zaczęło…

 

Kolejny dzień, na szczęście ostatni przed weekendem. Po przebudzeniu się leniwie otworzyłam oczy. Przekręciłam głowę i spojrzałam na elektroniczny zegarek, który stał na szafce nocnej. Wskazywał równo szóstą trzydzieści. Westchnęłam cicho, po czym odchyliłam kołdrę i usiadłam na łóżku.  Postawiłam bose stopy na drewnianej podłodze, która była przyjemnie chłodna. Moje ciało lekko zadrżało, ale to była naturalna reakcja. Westchnęłam po raz drugi i wstałam.

Nawet nie spojrzałam w stronę szlafroka, który leżał przerzucony niedbale przez oparcie krzesła. Od razu poszłam do przylegającej łazienki i zrzuciłam z siebie moją ulubioną piżamkę z podobizną czarodziejki z księżyca. Vanessa zawsze się z niej śmiała, podczas gdy sama nosiła z królikiem Bugsem. No cóż, mentalnie byłyśmy dzieciakami.

Weszłam do kabiny i odkręciłam ciepłą wodę, pozwalając jej spływać po całym ciele. Prysznic pomagał mi otrząsnąć się z resztek snu. Gdy byłam już mokra, wzięłam gąbkę i obficie nalałam na nią żel pod prysznic. Skrupulatnie namydliłam się i następnie spłukałam. Zakręciłam wodę i otworzyłam drzwi kabiny. Wyszłam z niej, sięgając ręką po duży, biały ręcznik wiszący na haczyku przy drzwiach wejściowych. Owinęłam się i w takim stanie wróciłam do sypialni.

Z jednej z szuflad wyjęłam czystą bieliznę i z powrotem pośpieszyłam do łazienki. Rozsupłałam ręcznik i powycierałam dobrze całe ciało. Założyłam majteczki i stanik i spojrzałam w lustro. Brzydka nie byłam. Określiłabym siebie jako dość ładną kobietę, jeśli chodziło o twarz. Jeśli chodziło o resztę, no cóż. Nie byłam chudą modelką z wystającymi przez skórę żebrami.

Pamiętam, że w dzieciństwie miałam szczupłe ciało, całkiem normalne tak jak większość dzieciaków. Kłopoty zaczęły się w okolicach dwudziestego roku życia. Zaczęłam przybierać na wadze i ze szczupłej osoby, robiłam się coraz bardziej okrągła. Nie byłam otyła, ale trochę nadliczbowych kilogramów posiadałam.

Miałam dość szerokie biodra, spadek po mamie. Piersi zresztą też po niej odziedziczyłam, bo w tej chwili rozmiar mojego stanika wynosił 95 c. Rude włosy, które ciężko było okiełznać. Tyłek tak okrągły, że jeszcze trochę i pewnie mogłabym konkurować z Beyonce. Ewentualnie z Jennifer Lopez. I jak to typowa kobieta, kiedyś było mi ciężko zaakceptować siebie w pełni. Wiadomo, że chciałam mieć płaski brzuch, szczupłe biodra i może nieco mniejsze cycki.

Oczywiście, że próbowałam różnych diet i ćwiczeń. Osiągnęłam nawet pewne efekty, chociaż nie zostałam szczęśliwą posiadaczką płaskiego brzucha. Kiedy tylko kończyłam z głodówkami, wracałam do poprzedniej wagi i to w tempie o wiele szybszym, niż chudłam.

W końcu dałam sobie spokój, akceptując, że nigdy nie będę Miss Ameryki. Nadal, gdy czasami patrzyłam na siebie w lustrze, złorzeczyłam niebiosom za to, że nie mogłam cieszyć się szczupłą sylwetką. A później machałam ręką na  wszystko. Nie miałam zamiaru zatruwać sobie życia tylko z tego powodu, że posiadałam nieco więcej ciała. Byłam pełnowartościową kobietą i starałam się tego trzymać.

Przestałam się gapić na odbicie i poszłam do szafy, żeby znaleźć w niej strój do pracy na dzisiaj. Byłam wykwalifikowaną masażystką w prywatnym gabinecie masażu i odnowy biologicznej, jednym z wielu w Lexington. Lubiłam swoją pracę, która dawała mi satysfakcję.

Miałam kontakt z ludźmi, co zawsze było powodem do radości. Czasami zdarzali się natrętni klienci, zwłaszcza ci, którzy byli przedstawicielami płci męskiej. Co poniektórzy próbowali mnie namówić na masaż erotyczny, ale nie miałam trudności z wyprowadzeniem ich z błędu co do rodzaju usługi, jaką świadczyłam.

Mój dom znajdował się na przedmieściach. Może nie do końca mój. Należał do mojej kuzynki, która w obecnej chwili mieszkała ze swoim narzeczonym w Europie. Żeby dom nie stał pusty, pozwoliła mi zamieszkać w nim na czas nieokreślony. Dla mnie to było idealne rozwiązanie. Nie musiałam dłużej wynajmować mieszkania i miałam o wiele więcej wolnej przestrzeni. Do tego nie płaciłam za wynajem. Kuzynce zależało na tym, by dom był w dobrych rękach i nie został zdemolowany. W moich był więcej niż bezpieczny.

Rozsunęłam drzwi szafy i objęłam krytycznym spojrzeniem wieszaki, na których wisiały sukienki. Lubiłam ładnie ubierać się do pracy. Doceniali to i klienci i moje szefostwo. Co prawda, później musiałam się przebrać, ale nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Leniwie przesuwałam wieszaki, szukając czegoś odpowiedniego na dzisiaj. Pogoda za oknem nie była najpiękniejsza, ale cóż, to dopiero marzec. Już nie mogłam doczekać się pełnej wiosny i cieplejszych dni.

W końcu znalazłam coś, co miałam ochotę założyć. Miał bardzo kobiecy krój, który mógł sprawdzać się zarówno w pracy, jak i na eleganckiej imprezie. Długie rękawy subtelnie zakrywały ręce, a taliowanie idealnie dopasowywało się do figury i podkreślało atuty sylwetki. Sukienka miała na plecach praktyczny, maskowany suwak. Do tego cieliste rajstopy, długie kozaki i czarny płaszczyk, sięgający bioder. Założyłam sukienkę i rajstopy i poszłam do kuchni, aby nastawić ekspres do kawy.

Czekając, aż napój będzie gotowy, spoglądałam przez okno, za którym niebo znowu zasnuły ciemne chmury, przez co wydawało się, że dzień się kończył, a nie dopiero zaczynał. Ciche pstryknięcie urządzenia zakomunikowało, że napój bogów już na mnie czekał. Z przyjemnością nalałam go sobie do kubka i usiadłam przy stole.

Rozkoszowałam się ciepłem i smakiem. Nie wyobrażałam sobie poranka bez kawy. Wbrew pozorom, mogłam nie zjeść śniadania, ale bez kawy nie wyszłabym z domu.

Godzinę później byłam już w drodze do pracy. Dojazd zajmował mi od pół godziny do godziny, w zależności od tego, czy trafiłam na korek, czy jeszcze nie. Oczywiście musiała towarzyszyć mi muzyka, nie wyobrażałam sobie jazdy w ciszy, jeszcze tym bardziej wtedy, gdy jechałam sama. Śpiewałam głośno razem z wokalistką bądź wokalistą zespołu, który aktualnie brzmiał w radiu.

Miałam znośny głos, przynajmniej tak twierdzili moi znajomi i przyjaciele. Vanessa uważała, że jest ładny, ale obawiam się, że mówiła tak tylko dlatego, że byłyśmy przyjaciółkami.

Na parking wjechałam równe pół godziny przed pracą. Dlatego postanowiłam, że wstąpię do pobliskiego sklepu po swoją ulubioną prasę. Ostatnio odkryłam w jednej z czytanych przeze mnie gazet nowy cykl artykułów. Nie znałam autora, bo podpisywał się pseudonimem. Spodobało mi się, jak pisze, dlatego chciałam kontynuować czytanie tych publikacji.

Dzień dobry! – przywitałam się radośnie z panią Gilmoure, która od samego rana krzątała się po swoim małym sklepiku. W sumie to byłam zdziwiona, że on jeszcze istniał. W pobliżu stał wielki supermarket, w którym nawiasem mówiąc, dość często robiłam zakupy. Pani Gilmoure miała u siebie oprócz prasy takie pyszności do kawy, że może to trzymało to miejsce przy życiu. A może to jej serce i trud, który wkładała w codzienną pracę.

Natalie! – Jej radosny głos sprawił, że mój uśmiech poszerzył się odrobinę. Jednocześnie rozglądałam się za swoją gazetą.

Dzisiaj ci ją odłożyłam. Ostatnio zauważyłam, że dość często ją kupujesz, dlatego to zrobiłam, żeby nie zabrakło dla ciebie egzemplarza. – Starsza pani podała mi pismo.

Jest pani cudowna. – Z utęsknieniem spojrzałam na pyszny sernik, który prezentował się na wystawie za szybą.

Zapakować ci dwa kawałeczki? – Kobieta przyglądała mi się z tym swoim dobrotliwym uśmiechem, jak walczyłam z własnym pragnieniem.

Vanessa się ucieszy – odpowiedziałam, przełykając ślinkę. Czasami pozwalałam sobie na małe szaleństwo, ale nie za często. Może i akceptowałam siebie taką, jaka byłam, ale uważać też musiałam. – Ja poproszę to musli jogurtowe.

Nat, skarbie. Nie powinnaś tak się katować. Jesteś śliczną dziewczyną, która absolutnie nie ma niczego za dużo – wtrąciła, jednak posłusznie wykonała moją prośbę i zapakowała tylko jeden kawałek ciasta.

Skuszę się innym razem – obiecałam i czułam, że ta obietnica wcale nie okaże się tylko pustymi słowami. I to prędzej, niż myślałam.

Razem będzie sześć dolarów. – Pani Gilmoure podsumowała moje drobne zakupy. Szybko zapłaciłam i chwyciłam za papierową torbę. Pożegnałam się i wyszłam.

Wiatr smagnął moją twarz i zadrżałam. Ruszyłam szybko przed siebie, by dwie minuty później wejść do budynku, w którym pracowałam. Lubiłam to miejsce. Nie ze względu na wygląd zewnętrzny, ale za atmosferę, która tu panowała.

Nikt na nikogo nie krzyczał, nie pośpieszał. Mieliśmy wzajemnie traktować się z szacunkiem i być mili dla siebie. Szefostwo wyznawało tę zasadę, że bez pozytywnej atmosfery wśród załogi, nawet najbardziej luksusowe wnętrze nie przyciągnie klientów. Na szczęście nie było z tym jakichś problemów.

W naszym salonie pracowało pięć osób. Ja i Vanessa byłyśmy masażystkami, Ted zajmował się magnoterapią i elektrostrymulacją, a Barry aplikatorem Kuźniecowa. Jessica była recepcjonistką i na jej głowie były wszystkie dokumenty. Byliśmy zgraną drużyną i ludzie lubili do nas przychodzić.

Salon nie był usytuowany w samym centrum, co stanowiło głównie jego zaletę . Znajdował się na spokojnej ulicy, dzięki czemu do środka budynku nie docierały nadmierne hałasy. To sprzyjało lepszej atmosferze pracy i co ważniejsze, pomagało klientowi zrelaksować się.

Co tym razem przyniosłaś do kawy? – Usłyszałam głos przyjaciółki, która już siedziała w pokoju socjalnym.

Sernik dla ciebie. Ja mam musli jogurtowe – odpowiedziałam łagodnie, odkładając torbę na stolik i przy okazji ściągając płaszczyk. Van gwizdnęła cicho. Rzuciłam jej rozbawione spojrzenie i wyjęłam gazetę z torby oraz ciasto dla niej. Mimo że w domu już wypiłam kawę, nie potrafiłam odmówić kolejnej dawki kofeiny, którą zaserwowała mi Vanessa.

Znowu wymyśliłaś jakąś dietę? – spytała, sięgając dłonią po ciasto. Szczęściara, pomyślałam. Van nigdy nie miała problemów z figurą. Zazdrościłam jej tego, a ona mi pośladków. Zawsze marzyła, żeby mieć kobiecą pupę, a nie ten wąziutki tyłeczek, którego była posiadaczką. Chętnie bym się z nią zamieniła, gdyby tylko tak się dało.

Po prostu staram się nie ulegać każdej zachciance. – Usiadłam na wprost niej. Miałyśmy szczęście, bo Ted i Barry byli już w swoich gabinetach z klientami. Jessica sprawdzała jakieś dokumenty, więc miałyśmy nieco spokoju i możliwość poplotkowania.

Mogę się z tobą podzielić. – Podsunęła w moim kierunku talerzyk, na którym położyła ciasto.

Nie, jedz sama. Ja wypiję kawę, zjem musli. I poczytam gazetę! – rzuciłam, przypominając sobie o prasie, którą odłożyłam na szafkę. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam szukać w spisie treści, na której stronie jest artykuł niejakiego M.Corleone. Nie miałam pojęcia, kim naprawdę jest autor tych artykułów.

O czym jest tym razem? – Van zerknęła zaciekawiona, chyba też chciała poznać treść. Skinęłam głową, wspaniałomyślnie zgadzając się na to, że poczytam na głos.

Już patrzę. – Przerzuciłam kartki na stronę 27 i ją otworzyłam. Uśmiechnęłam się na widok tytułu. – „Jak traktować kobietę w łóżku” – przeczytałam i rzuciłam przyjaciółce powłóczyste spojrzenie.

Aż nadstawiam uszy. – Van przysunęła się na krześle, dojadając sernik. – No czytaj! - ponagliła mnie.

Biedny Adam – parsknęłam śmiechem, wyobrażając sobie, jak chłopak Van ledwo zdoła przekroczyć próg ich mieszkania, a wygłodniała Vanessa rzuci się na niego. – Ok, czytam. „Kobiety marzą o wybuchowym seksie, chcą być rozpieszczane i marzą o tym, że ich mężczyzna zaspokoi je w łóżku. Czy słusznie? Oczywiście, że tak!”

Tego nie mógł napisać facet… – mruknęła szatynka, oblizując łyżeczkę z resztkami sernika. – Kontynuuj.

– „Każda kobieta zasługuje na takie traktowanie w sypialni” – wznowiłam czytanie. – „Nie wystarczy, że facet wpadnie tam jak pieprzony władca, każe się rozebrać i rozłożyć nogi, po czym wpakuje penisa do środka, sapiąc i dysząc niczym miech kowalski. To nie o to chodzi, chyba że mężczyzna chce usilnie wkurzyć swoją partnerkę.”

Ma rację. – Van wtrąciła swoje trzy grosze. – Większość facetów właśnie tak robi.

Zdaje mi się, że Adam do nich nie należy. – Van wspominała mi często, jak udane ma życie seksualne. Normalnie szczęściara pełną gębą. – Milcz! – Wskazałam na nią palcem, a ona zrobiła znak, że zamyka buzię na kłódkę. I tak jej nie wierzyłam. Van nie potrafiła milczeć dłużej niż kilka minut. – „Jeśli mężczyzna chce, żeby jego kobieta była zadowolona po seksie, musi zadbać o jej potrzeby. Najważniejsze jest, żeby podniecił ją jeszcze zanim przejdą do sedna sprawy.”

Święta racja! – Van zrobiła minę niewiniątka, kiedy spojrzałam na nią karcąco.

– „To pierwsza i najważniejsza zasada udanego seksu” – ciągnęłam dalej. – „Czasami kobietom osiągnięcie podniecenia zajmuje więcej czasu niż mężczyznom. Dlatego należy zająć się nimi odpowiednio wcześniej i nie robić tego tak, jakby chciało się odwalić niechcianą pracę domową. Partnerki uwielbiają dotyk męskich dłoni. Jednak największy stopień podniecenia będą w stanie osiągnąć, kiedy facet pobudzi wyobraźnię i rozpali pożądanie. Dobrym sposobem na to jest np. masaż. Odpowiednio zrelaksuje kobietę i pobudzi jej zmysły. Taki masaż to swoisty wstęp do dania głównego, jakim jest stosunek między partnerami. Kobieta po nim jest w stanie wiele zrobić, czuje błogą rozkosz. To wstęp do fajerwerków towarzyszących orgazmowi, który jest dopiero przed nią” – westchnęłam. Ten, kto to pisał, znał się na rzeczy.

Każdy facet powinien obowiązkowo przeczytać ten artykuł. – Van pokiwała głową. Widać było, że jest zainteresowana tym, co jej czytałam.

I tu ci przyznam rację – odpowiedziałam. – „Mężczyzna, chcąc mieć udany wieczór, powinien przygotowywać się na niego już od rana. Prawienie komplementów, podgrzewanie atmosfery tylko sprzyja temu. Jeśli jest poza domem, idealnie nadadzą się pikantne sms-y o tym, co chciałby robić z nią w łóżku. Kiedy wróci do domu, jego wybranka będzie już nagrzana niczym piec hutniczy. Oczekiwanie na coś, co będzie dobrze się zapowiadało, to świetny afrodyzjak. Obdarowywanie drobnymi prezentami też nie zaszkodzi. Która kobieta nie lubi dostawać kwiatów, czekoladek czy innych tego typu rzeczy?” – Cholera, z takim facetem mogłabym być! – jęknęłam. – Ale bardziej prawdopodobne jest to, że ten artykuł pisała przedstawicielka naszej płci. Jaki mężczyzna przekazałby takie mądre rzeczy?

Prawda? – rzuciła Van, zgadzając się ze mną w pełni.

Pewnie tak. Słuchaj dalej. – Oddałam się reszcie lektury. – „Seks to nie danie z baru fast food, do szybkiej konsumpcji. Czasem, owszem, szybki seks jest tym, czego akurat pragniemy. W większości przypadków kobieta woli bardziej wyrafinowane propozycje. Trzeba zacząć od pocałunków nie tylko w usta, ale również szyję, uda, brzuch, piersi, a przede wszystkim w łechtaczkę. Już po takiej grze wstępnej partnerka jest w stanie rozpływać się z zachwytu.”

Hihi, oj tak! – Vanessa uśmiechnęła się, jakby ona sama to pisała. – Jak Adam mnie tam całuje…

Van! Nie miałam faceta od trzech miesięcy, miej litość! – sapnęłam poirytowana. Byłam przed samą miesiączką i najchętniej to nadziałabym się na soczystego penisa. Jak na złość, nie miałam nikogo na oku. A nie zamierzałam rzucać się na pierwszego lepszego. Nie byłam aż tak zdesperowana. Chyba.

Mogę cię umówić… – zaczęła.

Nie! – Stanowczo zaprzeczyłam. – Kuzyn Adama przyprawia mnie o gęsią skórkę. I to nie bynajmniej z tych dobrych powodów.

No cóż. Gdybyś jednak chciała…

Nie chcę. Mogę skończyć? – spytałam, wskazując głową na czytaną gazetę. Gdy Van pokiwała głową na tak, wróciłam do artykułu. – „Ciało kobiet jest bardzo wrażliwe, ale każda dziewczyna inaczej reaguje na dotyk i pocałunki. Dlatego dobrze jest wiedzieć, co lubi twoja partnerka. Pieszczoty powinny być intensywniejsze, ale nie można przesadzić. Żadna kobieta nie lubi, kiedy mężczyzna ściska jej pierś zbyt mocno albo ssie łechtaczkę niczym nowy odkurzacz. Równie ważny jest nastrój, jaki mężczyzna potrafi stworzyć. Kilka świec, nastrojowa muzyka i pachnąca pościel pobudzą mocniej zmysły. To wszystko daje duże szanse, że uda się podniecić kobietę, a może nawet doprowadzić ją do pierwszego orgazmu.”

Kurczę. To niby takie oczywiste, a jednak nie każdy chłopak jest w stanie sprostać temu.

Ciekawe, dlaczego? – spytałam ją. – Twój Adam jakoś nie ma z tym problemów. Wystarczy, że spojrzy na ciebie, a najchętniej przykułabyś go do łóżka.

Coś w tym jest – zachichotała jak nastolatka. – Może to wynik tego, że on po prostu podnieca mnie, jak mało kto. Tak było od momentu, kiedy go zobaczyłam. To jedyny mężczyzna, na którego zareagowałam w tak silny sposób.

Bo jesteś okropną szczęściarą – mruknęłam. – Może powinnaś zagrać w jakimś teleturnieju, gdzie nagrodą jest mnóstwo pieniędzy. Mogłabyś wtedy kupić swój wymarzony dom – dodałam.

A wiesz, że to jest jakiś pomysł? – odpowiedziała, wstając i zabierając mój pusty kubek, żeby go umyć. Czas nam się kończył i niedługo mieli pojawić się nasi pierwsi klienci.

Najlepiej gdzieś w moim sąsiedztwie – zaśmiałam się, również wstając. Jakoś tak byłam pozytywnie nastawiona do tego dnia. Podobało mi się to, bo kto nie lubił mieć dobrego nastroju?

Przyznaj się, że marzy ci się podglądanie Adama, kiedy kosił trawnik przed tym domem. – Van puściła mi oczko i obie wybuchłyśmy śmiechem.

Moja psiapsióła miała rację, pewnie zerkałabym od czasu do czasu. Co nie byłoby niczym nadzwyczajnym ani czymś, o co Van mogłaby być zazdrosna. Ona doskonale wiedziała, że nigdy nie próbowałabym odbić jej chłopaka. Po pierwsze, za nic w świecie  bym jej nie skrzywdziła. Po drugie, Adam to cholernie seksowny facet, ale nie w moim typie.

Bardzo go lubiłam i było na czym oko zawiesić. I tylko tyle. Cieszyłam się, że Vanessa go poznała i zamieszkali razem. Pasowali do siebie jak mało kto. On, wysoki i przystojny. Bujne, ciemne włosy, gdzieniegdzie lekko skręcające się. Był trenerem personalnym, a jednocześnie właścicielem siłowni, w której pracował. Sama tam czasami chodziłam, jeśli znajdowałam czas i siły, by poćwiczyć. Dokładnie tam poznała go Vanessa.

Gdy szłam kiedyś do pracy, jakiś dzieciak, rozdający ulotki, wepchnął mi reklamę siłowni. Miałam wtedy taki okres, że chwytałam się wszystkiego, co tylko pomogłoby mi zrzucić każdy zbędny kilogram.

Jako że siłownia znajdowała się dokładnie po drugiej stronie ulicy, poczułam się jeszcze bardziej zdeterminowana. Zaciągnęłam Van ze sobą. Adam Wilson z miejsca zwrócił na nią uwagę, przez co zostałam pozostawiona samej sobie. Mężczyzna zaprosił ją wtedy na randkę i tak to się zaczęło. Teraz byli szczęśliwą parą, a ja kibicowałam im z całych sił.

Wydało się. To co, namówisz go? – Lubiłam te nasze poranne rozmowy. Przyjaźniłyśmy się od wielu lat, a teraz miałyśmy to szczęście, że mogłyśmy razem pracować.

Na koszenie trawy? Czy na wspólne kupno domu? – Van zabawnie wydęła usta.

Może na jedno i drugie. Przyjemniej by się wstawało, mając taki widok za oknem.

Wariatka! – Szatynka uśmiechnęła się szeroko. – Zapytam Adama, jak się na to zapatruje. Na trawnik, oczywiście. Może przyjedzie w lecie do ciebie, żeby skosić ten przed twoim domem.

Sugerujesz, że mam jakiś inny? – odezwałam się dobrze znanym jej tonem. Van czasami kochała mnie drażnić.

Ależ skąd! A masz? – zagadnęła z przebiegłym uśmieszkiem.

Lecz się! – Popukałam się w czoło na znak, że ma nierówno pod sufitem.

Poproszę Dr Wilsona o natychmiastową wizytę. Zaraz po pracy. – Zanim zdążyłam odpowiedzieć, już jej nie było. Opuściła pokój socjalny i udała się do swojego gabinetu.

Westchnęłam. Też musiałam się zbierać. Klient powinien zjawić się lada moment. A jeszcze nawet nie byłam przebrana w uniform. Szybko wyciągnęłam go z szafki i weszłam do małej szatni. Trzy minuty później opuszczałam pomieszczenie i poszłam na spotkanie z klientem.

***

Nadszedł upragniony weekend. Oznaczało to, że mogłam wyłączyć cholerny budzik, który mnie maltretował każdego dnia o szóstej trzydzieści. Może i nie należałam do osób potrafiących przespać pół dnia, wstać i nadal twierdzić, że nie są wyspane, ale uwielbiałam poleżeć sobie po przebudzeniu. Obudziłam się o siódmej i spojrzałam za okno. Niebo było rozpogodzone, co oznaczało, że może będzie nieco cieplej.

Nie miałam konkretnych planów na weekend. Lubiłam działać spontanicznie. Myślałam, by zadzwonić do Vanessy i spytać, czy nie wybrałaby się ze mną po południu na zakupy do centrum handlowego. Dawno nie miałyśmy babskiego dnia. No, chyba że miała już jakieś plany z Adamem.

Jej mężczyzna w tygodniu niemal całe dnie spędzał na siłowni, doglądając interesu i ćwicząc z klientami. Weekendy zazwyczaj spędzali ze sobą, czasami wchodziłam im w paradę, ale nigdy na długo. Rozumiałam ich potrzebę pobycia wyłącznie w swoim towarzystwie.

Około ósmej zwlekłam się z łóżka, wzięłam szybki prysznic i pomaszerowałam w  puchatym szlafroku do kuchni. To był cudowny poranek, bo nigdzie nie musiałam się śpieszyć. Podeszłam do ekspresu i nastawiłam go, pogwizdując cicho pod nosem. Przy okazji włączyłam mały odbiornik telewizyjny, który był zawieszony na ścianie. W tygodniu, kiedy chodziłam do pracy, nie miałam zbytnio czasu na oglądanie czegokolwiek w tv. Aktualnie trwał program „Enjoy your morning”. Cholernie popularny i uwielbiany przez miliony Amerykanów.

Prezenterzy razem ze swoim gościem omawiali problem posiadania w domu kilku psów naraz. Parsknęłam śmiechem, bo czasami mi się wydawało, że ludzie na siłę szukali problemów lub nazywali tak pewne rzeczy, które były po prostu zwykłą codziennością dla wielu innych. W międzyczasie zaczęłam szykować śniadanie.

David, a może ty nam powiesz, jak poradzić sobie z kilkoma psami naraz? – spytała jedna z dwojga prowadzących, niejaka Kate Horton.

Ja nie radzę sobie sam ze sobą, a myślisz, że udałoby mi się z to z co najmniej dwójką psów? – zażartował i jego koleżanka wybuchła śmiechem. Gość, obecny w studiu, uśmiechnął się w odpowiedzi na dowcip Davida.

Mnie nie spytacie? – odezwał się jakiś głos za nimi i kamera natychmiast najechała na tę osobę. Spojrzałam na ekran, gdzie pojawiła się postać Jacka Fostera, mężczyzny uwielbianego przez miliony kobiet w Stanach. Prowadzący pokręcili głowami, ale nie wyglądali na urażonych. Takie coś zdarzało się nie po raz pierwszy. Jack Foster karmił Amerykanów, prezentując im swój kunszt kulinarny co weekend w porannym programie.

Jack, masz psy? – Kate zadała mu pytanie, na co Foster uśmiechnął się rozbrajająco.

Patrzyłam na mężczyznę łakomym wzrokiem. Był uważany za niezłe ciacho. Jednak już dobrze wiedziałam jak bardzo zepsute. Jack miał opinię prostaka i bufona, aczkolwiek sprzedawał się rewelacyjnie na ekranach porannej telewizji.

Już nie raz słyszałam jego teksty o traktowaniu kobiet, mimo że jego program nie dotyczył związków. Był przystojny i seksowny, ale wnętrze miał do niczego. No cóż, westchnęłam, nie każdy przystojniak musiał być inteligentnym, czarującym mężczyzną, który zrobiłby wszystko dla kobiety.

Nie, ale i tak świetnie bym sobie z nimi poradził – wymruczał tym swoim zmysłowym głosem. Ciekawe, ile kobiet marzyło teraz o tym, żeby pan Foster zmaterializował się w ich kuchniach i przemówił do nich takim tonem, pomyślałam.

Skąd ta pewność siebie? – spytał go David Willmoore. Nie byłam specjalistką od relacji międzyludzkich, ale mogłabym przyrzec, że on i Jack nie darzyli się zbytnią sympatią, chociaż tutaj pokazywali coś zupełnie innego.

Wystarczyłoby, że ugotowałbym dla nich coś dobrego, czyli zrobiłbym to, co najlepiej mi wychodzi. – Jack puścił oczko do Kate, ta odpowiedziała promiennym uśmiechem.

To faktycznie jakiś sposób – wtrącił się gość programu i teraz wszyscy spojrzeli w jego stronę.

A nie mówiłem? Moje gotowanie sprawia cuda. – Jack wyglądał na cholernie zadowolonego z siebie.

Jestem pewien, że przekonasz nas o tym za kilka minut, kiedy nadejdzie twój czas. – David przerwał mu i kamera wróciła do głównego rozmówcy.

Willmoore zaczął zadawać kolejne pytania, jego koleżanka włączyła się do rozmowy. Obserwowałam wszystko kątem oka. Gdy przygotowałam sobie śniadanie i napełniłam kubek kawą, zasiadłam do stołu, żeby w spokoju obejrzeć resztę programu. Z lubością wgryzłam się w kanapkę z szynką, pomidorem i sałatą. Podczas leżenia zdążyłam nabrać apetytu.

Dziękujemy panu za pojawienie się w naszym studiu. – Kate wyciągnęła dłoń do tresera psów, który udzielał złotych rad w temacie przewodnim programu. – Jack, co nam dzisiaj pokażesz?

To zależy, co chciałabyś zobaczyć, słodziutka… – Foster uśmiechnął się obłędnie i posłał czarujące spojrzenie. Perlisty śmiech Kate zabrzmiał na antenie.

Coś, co nam ugotujesz. Tylko mam nadzieję, że to nie będzie jedzenie dla psów.

Dla ciebie ugotowałbym coś specjalnego – odpowiedział Jack.

Co na to twoja żona? Albo dziewczyna? – Padło pytanie ze strony Davida. Spojrzałam z większym zainteresowaniem na dwóch samców, którzy bawili Amerykanów swoim wystąpieniem.

Nie mam ani jednej, ani drugiej. – Jack wyglądał na swobodnego, pomimo świadomości, że ogląda go teraz mnóstwo osób. Zawsze dziwiłam się ludziom, którzy występowali publicznie, że znosili to tak spokojnie. Tym bardziej, jeśli chodziło o programy na żywo. Tam nie dało się nic wyciąć, nic zatuszować. Jedna wpadka i ludzie zapamiętywali to na długie tygodnie bądź nawet miesiące.

Naprawdę? – Kate zdawała się zaskoczona. – Dlaczego?

Bo nie mogłem się zdecydować, której kobiecie podawać śniadanie do łóżka – mruknął Jack, krojąc jednocześnie fileta anchois.

Przyjrzałam mu się uważniej. Mężczyzna słynął nie tylko z rozmów, jakie lubił toczyć z głównymi prowadzącymi, ale także z oryginalnego ubioru, jaki prezentował na łamach programu.

Dzisiaj miał na sobie bokserkę, która w żaden sposób nie pasowała do pogody panującej za oknami. Chociaż dzień był słoneczny, to temperatura nie przekraczała siedmiu stopni. W studiu było ciepło, ale Jack wyglądał tak, jakby zaraz miał wybrać się na plażę. Całości dopełniały japonki, które miał na stopach i krótkie, plażowe szorty w palmy.

Choć niejedna kobieta musiała mieć teraz uciechę, patrząc na niego w takim wydaniu. Jack miał niezłe ciało, bardzo umięśnione ramiona, w tym jedno pokryte tatuażami.

Pewnie uciekł ze szpitala psychiatrycznego – skomentowałam sama do siebie.

Drogie panie, nasz Jack, jak same słyszycie, jest wolnym mężczyzną. Do tego świetnie gotuje. Co nam dzisiaj zaprezentujesz? – David zrobił koledze reklamę.

Reklamę, czy może to był znak dla pana Fostera, żeby odczepił się od Kate? David wyglądał na zainteresowanego koleżanką, co wywnioskowałam, oglądając program przez kilka minut. Albo po prostu lubiłam parować ludzi. Sama czasami nie wiedziałam, skąd to mi się brało.

Dave, chcesz poprowadzić moje konto na Tinderze? Po takiej promocji będę miał problem, żeby nadążyć z odpisywaniem na wiadomości. – Nie przestając mówić, Jack kręcił się przy blacie kuchennym i tu coś zamieszał, tam coś dorzucił.

Przyglądałam się temu z niekłamanym zainteresowaniem. Jako osoba lubiąca dobrze zjeść, chociaż starałam się to robić jak najrzadziej, z uwagą oglądałam wiele programów kulinarnych. Nawet postać Jacka Fostera, który miał o sobie zbyt duże mniemanie, nie potrafiła mnie zniechęcić, by wyłączyć telewizor.

Poza tym sama byłam kobietą. Nie każdy facet musiał być seksownym intelektualistą, który czarowałby kobietę umysłem, a nie głupimi tekstami. Mogłam się chociaż pogapić.

Dzisiaj postanowiłem zrobić jedną z najbardziej znanych sałatek w Stanach.

Czyli? – spytała Kate, wyraźnie zainteresowana tym, o czym mówił i co robił. Właśnie na tym polegała poranna telewizja w moim kraju. Poszczególni prezenterzy niejednokrotnie wchodzili sobie w paradę. A ludzie to lubili, bo tamci urozmaicali tym program.

Czyli sałatkę Cezar. – Jack wrzucił pokrojone kawałki fileta w panierce na dobrze rozgrzaną oliwę z oliwek.

Jedno musiałam mu przyznać, znał się na tym, co robił. Co prawda, nie miałam sposobności, by spróbować jego kuchni, bo Jack Foster nie miał swojej restauracji, a jedynie gotował na ekranie telewizji. Było widać, jak dobrze bawił się w kuchni. Ucieleśnienie marzeń wielu kobiet, wspaniała powłoka i jeszcze do tego umiał nakarmić.

Tylko co z tego, skoro samouwielbienie górowało u niego nad wszystkim innym? W sumie to nie byłam zdziwiona, że żadna kobieta nie była w stanie tego wytrzymać. Sama bym pewnie nie dała rady.

Nie wiem, czy wiecie, ale to jedna z najbardziej znanych na świecie sałatek wymyślonych na terenie USA. A ja ją uwielbiam – przemawiał, robiąc swoje.

Myślę, że dzięki tobie stanie się jeszcze bardziej uwielbiana – podpowiedziała Kate. Zerknęłam na nią zaciekawiona. Czyżby miała chęci na Jacka? A co na to jej kolega?

Wiesz co, Kate? – Jack spojrzał na nią intensywnie jak na łakomy kąsek. – I tutaj muszę ci przyznać rację. Jeszcze bardziej rozsławię już sławną sałatkę. – Podczas gdy filet smażył się na patelni, Jack wyciągnął świeże grzanki, których chciał użyć do sałatki. Postawił je z boku i wziął do ręki sałatę lodową, którą porwał na strzępy i wrzucił do miski. Gdy filet był gotowy, przełożył jego kawałki do innej miski, aby wystygły. – Jedliście już śniadanie? – spytał współtowarzyszy ze studia.

Oczywiście, że nie. Czekałem, aż ugotujesz nam coś pysznego – odezwał się, milczący przez dłuższą chwilę, David.

A skąd przekonanie, że akurat ciebie poczęstuję? – Jack spojrzał wymownie na kolegę z telewizji i ryknął śmiechem na cały głos, kiedy ten wytrzeszczył na niego oczy.

Jesteś zabawny. – Willmoore próbował zatuszować własne zakłopotanie komplementem rzuconym w stronę gotującego prezentera. Oj, było wyraźnie widać to napięcie na linii Willmoore – Foster. Co czyniło program jeszcze ciekawszym. Przez to wszystko nie zauważyłam, kiedy skończyłam jeść.

Och przestań! Zawstydzasz mnie. – Kpiący ton nie pozostawiał złudzeń. Jack lubił się bawić słowami i wypowiedziami swoich przeciwników. Wykorzystywał wszystko, co tylko mógł, żeby podnieść swoje notowania. – Może zostawię coś dla ciebie, jeśli będziesz mi sypał takimi komplementami.

Uważaj, bo się skuszę. – Byłam ciekawa, jak bardzo wściekły jest teraz David. Na jego miejscu, już dawno wzięłabym patelnię, na której Jack smażył fileta i walnęłabym go w twarz. Sam zainteresowany nic nie robił sobie z tego, czy kogoś uraził, czy nie. Co więcej, miałam wrażenie, że właśnie o to mu chodziło.

Skusić to byś się mógł na naukę gotowania przy moim boku. Może wtedy poszczęściłoby ci się bardziej przy poszukiwaniu wybranki serca. – Aż otworzyłam usta ze zdziwienia. Normalnie chamstwo pierwsza klasa. Kamerzysta jakby dobrze wiedział, gdzie powinien skierować teraz obiektyw, bo na ekranie znajdowała się tylko twarz Davida, któremu wyraźnie drgały powieki. Brakowało mu magnezu, czy co? Nagle parsknęłam śmiechem. Chyba już za długo oglądałam śniadaniówkę, bo zaczynałam myśleć jak pan Foster. – Dave, coś dziwnego się z tobą dzieje. Strasznie drżą ci powieki. Masz niedobór magnezu? – spytał na antenie. Nie wytrzymałam, ryknęłam takim śmiechem, że musiała mnie usłyszeć cała ulica. A może nawet dotarłam do studia, gdzie właśnie trwało „Enjoy your morning”. David, o ile to było możliwe, poczerwieniał jeszcze bardziej.

Kończysz już, Jack? – spytał go, ignorując zaczepki.

Oczywiście. Zapraszam do konsumpcji. – Mężczyzna nałożył gotową sałatkę na dwa talerze, które podsunął w stronę głównych prowadzących.

Na jego twarzy pojawił się arogancki uśmiech. Musiał doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że jego bezczelność i zachowanie, jakie sobą prezentował, dobrze się sprzedawało. Zdarzyło się mi przeczytać gdzieś ostatnio, że Jack Foster był bardzo lubianym prezenterem. Właśnie przez to, jaki był na antenie.

Kate i David wstali i podeszli do stołu. Czas Jacka Fostera właśnie się kończył. Nie miałam ochoty dłużej oglądać, dlatego sięgnęłam po pilot i wyłączyłam telewizor. Wstałam i wrzuciłam talerz i kubek do zmywarki, która była już prawie pełna.

Nastawiłam ją, po czym poszłam do sypialni, żeby się ubrać. Dość chodzenia po domu jak fleja, chociaż bardzo to lubiłam. Gdy miałam już na sobie ulubione dresy, rozglądnęłam się w poszukiwaniu komórki. Chciałam zadzwonić do Van i spytać o jej plany.

Cześć. Co robisz? – spytałam, gdy przyjaciółka odebrała telefon.

Uwierzysz, jak powiem ci, że właśnie miałam zaatakować swojego faceta?

Nie odebrałabyś połączenia, gdyby tak było. A co więcej, później zebrałabym taki ochrzan, że słyszałoby cię całe Lexington.

Za dobrze mnie znasz – mruknęła, ale słyszałam po jej głosie, że była rozbawiona. Nie pierwszy raz usiłowała mnie wkręcić. – Masz szczęście, że Adam przed wyjściem podarował mi poranny seks.

Przecież jest sobota. Dlaczego wyszedł?

Akurat dzisiaj mieli przywieźć jakiś nowy sprzęt do siłowni. Musiał być przy odbiorze – wyjaśniła. – A ja kwitnę w mieszkaniu.

To może dasz się namówić na jakieś szybkie zakupy i kawę?

Nie mam pojęcia, skąd wyczuwasz u mnie takie chęci, ale powiem ci, że bardzo chętnie zgodzę się na twoją propozycję. Nie chce mi się tutaj siedzieć i czekać, aż wróci.

Wolisz, że by to on czekał na ciebie? – zaśmiałam się, otwierając szafę. Jednak musiałam wyskoczyć z dresów, jeśli chciałam jechać na miasto. Vanessa zmyłaby mi głowę, gdybym wyszła tak z domu.

Oczywiście. Wiem, że dzięki temu będę mogła czekać na bonusy.

Van, jeszcze raz wspomnisz o waszym seksie, a przyrzekam…

Mówiłam o obiedzie – wtrąciła, przerywając mi zdanie. – Natalie, kochanie ty moje. Koniecznie trzeba ci znaleźć faceta, bo niedługo wydłubiesz mi oczy za samo wspomnienie imienia Adama. Przyjedziesz po mnie, czy ja mam przyjechać po ciebie? – spytała. Krowa jedna, miała rację. Zaczynałam być coraz bardziej sfrustrowana brakiem seksu. Chyba każda kobieta na moim miejscu czułaby się tak samo.

Przyjadę. Przynajmniej później unikniesz odstawiania mnie, kiedy Adam będzie już w mieszkaniu. – Nie mogłam mieć pretensji o to, że chwaliła się takim partnerem. To było typowo kobiece zachowanie i każda, która złowiła jakieś ciastko, pokazywała innym babom, że od tego towaru łapy precz.

Małpo ty! Czekam na ciebie. – Pożegnałyśmy się i szybko wskoczyłam w ciuchy, które w międzyczasie zdążyłam wybrać.

 

Oto Jo Winchester:

Kobieta po trzydziestce, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Nie poddałam się mimo ciężkiego startu i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    J.Gibson
    | Odpowiedz

    Nope!
    Nie czytam dalej!
    Aż dasz mi znać, że jest już całość.
    Ta akcja na chwilę przed ślubem napewno nie “rozejdzie się po kościach”
    No i to podduszania?
    Oj Foster!
    Jakie ty skrywasz fetysze za gumką majtek?
    Długo kazesz czekać, ale skoro to 25 czesci to faktycznie potrzeba czasu.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Długo, bo i powieść dość długa 🙂 Ale może jednak się skusisz? Jack skrywa tyle tajemnic, że ło matko 😀 Chcesz się o nich co nieco dowiedzieć?😎

      • J.Gibson
        |

        No to umowmy sie tak, ze jak juz dojdzie ich znajomosc do tego momentu sprzed slubu to ja czytam od razu.

      • Jo Winchester
        |

        Oki doki. To będzie zaraz na początku 😂😂😂

  2. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Bardziej zadziorna niż twoje poprzednie bohaterki. Podoba mi się 😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      To prawda 😀 Natalie to inna bohaterka niż Ellen i Joy. Dziękuję 🙂

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Zapowiada sie ciekawie ☺️ Czekam na więcej 😁byle bym nie musiała z tym czekac do 13 randki 😝

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Haha, Asia 😀 Nic nie zdradzę, sama będziesz miała okazję się przekonać 😉 Wkrótce 😂

Napisz nam też coś :-)