Zła strona nieba – zapowiedź

with 13 komentarzy

  nietypowy romans Prolog

 

A więc to dzisiaj… – powiedziałam sama do siebie, krytycznie przyglądając się odbiciu w lustrze. Moja twarz nie wyrażała pełni szczęścia. Gdybym miała to jakoś określić, w tym momencie nazwałabym siebie kupką nieszczęścia.

W dniu własnego ślubu panna młoda powinna być szczęśliwa, prawda? A mi dzisiaj niestety zabrakło tego uczucia. Spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł mi kiepski grymas twarzy, więc natychmiast zaprzestałam wszelkich prób.

Westchnęłam, spoglądając na zegarek wiszący na ścianie w mojej sypialni. Do ceremonii było jeszcze kilka godzin, a ja właśnie się modliłam, by te godziny nie minęły zbyt szybko. Musiałam pozbierać się wewnętrznie i na powrót odnaleźć w sobie siłę, która doprowadziła do tego momentu mojego życia.

Odgrywałam dzisiaj świetną rolę, rolę mojego życia. Druhny, które przyjechały z samego rana, nie zdołały niczego zauważyć. Vanessy nie liczyłam. Może jednak nie byłam wcale taką kiepską aktorką? Zaśmiałam się w myślach ze swoich rozterek. Na głos wolałam tego nie robić, jeszcze ktoś by pomyślał, że zarzynam świniaka w pokoju.

Odwróciłam wzrok od lustra, bo nie mogłam dłużej patrzeć na swoje odbicie. Podeszłam do szklanych drzwi, prowadzących na niewielki balkon. Otworzyłam je i przekroczyłam próg, chwytając dłońmi za żelazną poręcz, którą zabezpieczony był taras. Spojrzałam na niebo, nie było na nim ani jednej chmurki zwiastującej deszcz czy burzę. To chociaż pogoda mi się udała, pomyślałam.

Powinnam już szykować się do ślubu, panikować, dlaczego jeszcze nie było fryzjerki czy kosmetyczki. Poganiać druhny, żeby pomogły mi z suknią. A tymczasem stałam i podziwiałam niebo.

Weź się w garść, do jasnej cholery! – warknęłam, rozzłoszczona własnym zachowaniem. Tego chciałam, tak? Więc właśnie to dostałam! Nie mogłam się cofnąć, bo powinnam być odpowiedzialna za raz podjęte decyzje. Przecież je podjęłam, prawda? Więc będę teraz konsekwentna.

Natalie? – Nagle usłyszałam własne imię. Zastygłam, bo miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Potrząsnęłam głową, myśląc, że coś tym osiągnę. Już wiedziałam, że nie odniosłam żadnego skutku. Dlaczego? Bo się nie przesłyszałam. Niestety. On był tutaj. Powoli się odwróciłam. Nawet nie próbowałam przywołać sztucznego uśmiechu na twarzy. W tym momencie nie chciałam niczego udawać.

Zgubiłeś się? – Nie musiałam wplatać ironii w swoje słowa, ona sama tam wskoczyła. A może to była naturalna reakcja mojego mózgu na jego towarzystwo?

Jak zwykle urocza. – Mężczyzna wkroczył do sypialni, nie czekając, aż wydam mu pozwolenie. Nie, żebym zamierzała to zrobić. Najchętniej wywaliłabym go na zbity pysk. – Jeszcze się nie ubierasz? Zegar tyka. – Chcąc wkurwić mnie jeszcze bardziej, postukał palcem w szkiełko na zegarku, który nosił na lewej ręce. Odruchowo rozglądnęłam się za czymś ciężkim, czego mogłabym użyć, aby unieszkodliwić tego padalca.

Przyszedłeś pilnować za mnie czasu? – Zamknęłam drzwi tarasowe i z powrotem znalazłam się w sypialni.

Dla przyszłego męża też będziesz taka miła? – spytał, a we mnie krew się zagotowała. Naprawdę miałam ochotę go uderzyć. W dodatku ta ochota narastała z sekundy na sekundę.

Dla niego naprawdę będę miła – powiedziałam opanowanym głosem. Nawet zdobyłam się na uśmiech, co prawda podyktowany chęcią wkurzenia go, ale to zawsze był uśmiech. – Zwłaszcza w noc poślubną – dopowiedziałam i z jaką satysfakcją zauważyłam, że uśmiech szatyna zniknął jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Za to mój poszerzył się jeszcze bardziej. – Sprowadza cię coś konkretnego, czy może przyszedłeś pomóc mi w założeniu sukni? – Sarkazm wręcz wyciekał z mych ust. Od jakiegoś czasu to był mój drugi język, a w jego obecności już chyba nie umiałam posługiwać się innym.

Założyć? – Głęboki śmiech zadźwięczał mi w uszach. Mimowolnie zadrżałam i z trudem się powstrzymałam, żeby nie objąć się rękoma. Nie chciałam, żeby zauważył tę naturalną reakcję mojego ciała. – Zdecydowanie wolę cię rozbierać, Nat…

A już myślałam, że zachorowałeś, nie wspominając o tym od razu. Chciałeś czegoś konkretnego? Jak widzisz, nie mam za bardzo czasu, dzisiaj wychodzę za mąż. – Ręką zatoczyłam koło, pokazując mu suknię ślubną, wiszącą na drzwiach szafy, która czekała na swoją chwilę.

Ucieknij ze mną.

Słucham? – Oj, teraz to się na bank przesłyszałam. Musiałam się przesłyszeć! Spojrzałam prosto w zielone oczy, w których nie było widać wiecznego kpienia z wszystkiego i z wszystkich. Tak jakby nagle opadła kurtyna. Nie mogłam dać się na to nabrać.

Ucieknij ze mną – powtórzył głośniej. Ręce włożył w kieszenie spodni od garnituru. Jego poza miała chyba świadczyć o tym, że mimo wszystko i tak czuł się swobodnie. Jednak ja wiedziałam doskonale, że jest inaczej. Poznałam to.

Chyba potrzebujesz dużej dawki świeżego powietrza. Idź na spacer. – Machnęłam ręką, chcąc odgonić go jak natrętną muchę. Nie ruszył się na krok, na sekundę nie spojrzał gdzieś indziej.

Myślisz, że żartuję, prawda? – spytał, podchodząc nagle. Nie wzbudziło to mojego zaufania. – Wiesz doskonale, jakie uczucia wzbudzałaś przez ten cały czas. Dręczyłaś mnie, prześladowałaś. Nienawidziłem cię za to i chciałem położyć dłonie na twojej szyi i zaciskać je, aż przestałabyś oddychać…

Odejdź – szepnęłam, ale w ogóle nie zareagował, za to kontynuował.

Moja nienawiść do ciebie była tak żywa, że dopiero teraz zauważyłem, co straciłem na rzecz tego kretyna, który ma zostać twoim mężem! Natalie, ty nic nie rozumiesz!

To ty nic nie rozumiesz! – burknęłam, rozzłoszczona nie na żarty jego słowami. Też sobie znalazł dzień na taką rozmowę! – Wielokrotnie dawałam ci szansę na związek, ale ty go po prostu nie chciałeś! Zmarnowałeś tyle szans! A teraz masz czelność przyjść tutaj i prosić, żebym uciekła z tobą? Gdzie? Na księżyc? Wszyscy są naszymi wspólnymi przyjaciółmi. Do tego ja zaraz wezmę ślub. A ty postanawiasz sobie wpaść z takim wyznaniem? Ty nigdy nie dorośniesz – dodałam, już ciszej, na koniec.

Wiesz dobrze, że nigdy nie grzeszyłem mądrością! – syknął. Jego oczy błyszczały. Chciał powiedzieć coś więcej, ale jakby zabrakło mu słów. Poczułam jeszcze większy gniew. Nie miał żadnego prawa robić mi tego dzisiaj.

Wybacz, ale nie padnę przed twoim majestatem – przemówiłam nad wyraz spokojnym tonem głosu. Nie wiem, skąd w ogóle wzięłam na to siłę. – Jak zwykle jesteś dobrym mówcą bez publiczności. A teraz wynoś się stąd, bo zaczynasz mnie drażnić. A naprawdę nie mam już czasu.

Szkoda – wymruczał po chwili. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu uśmiechnął się szeroko. – Masz rację, już czas na mnie. Nie mogę pozwolić, żeby panna młoda spóźniła się do swojego wybranka. – Kiedy na koniec puścił mi oczko, o mało nie zawyłam z wściekłości. Dobrze go znałam i wiedziałam, że takie coś w ogóle do niego nie pasuje. Zerknął na mnie ostatni raz i podszedł do drzwi. Gdy te zamknęły się za nim, jęcząc, opadłam na łóżko.

 

To krótki fragment mojej nowej powieści, która w czerwcu pojawi się na motylach 🙂 Co o niej sądzicie? 😉

Oto Jo Winchester:

Kobieta po trzydziestce, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Nie poddałam się mimo ciężkiego startu i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Myślę, że będzie się miło czytać i już jestem ciekawa co tutaj się stało i co się stanie dalej. 😊😊

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Mam nadzieję, że po pierwszym rozdziale, który będzie w całości darmowy, poczujesz się zachęcona do dalszego czytania 😉

  2. A
    A
    | Odpowiedz

    Jak dla mnie super się zapowiada. 😀

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziękuję 😉

  3. H
    Hania
    | Odpowiedz

    Chyba każda panna młoda ma takie myśli i rozterki .
    Ale poczucie obowiązku wpajane nam przez matki całe życie nie pozwala na samodzielne myślenie .
    Całe życie robimy to co należy
    A gdyby tak zrobić coś tylko dla siebie ….

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Racja 🙂 Bardzo często robi się to, co należy, nie to, co chciałoby się robić. Czy Natalie uda się zrobić coś tylko dla siebie? 😉

  4. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Co łączy tych dwoje? A moze co ich dzieli? No no no…. Bedzie się działo.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Łączy wspólny kredyt, a dzieli żywopłot między ich domami 😛 Żartuję 😉 Ale masz rację, Będzie się działo.

      • J.Gibson
        |

        Wspólny kredyt? To już nic ich nie rozłaczy. Hipoteka łączy solidniej niż ksiądzu.

      • Jo Winchester
        |

        To może powinnam edytować tekst i faktycznie wlepić im kredyt 😂

  5. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Czekam z niecierpliwością 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      9 czerwca zaczynamy 😉

      • Babeczka
        |

        Tradycyjnie minutkę po północy 😉 Motylowy syndrom Kopciuszka 😀

Napisz nam też coś :-)