Zmieniona przez mrok (VIII)

with 5 komentarzy

Zmieniona przez mrok opowiadanie z nutą grozy. Erotyka i romantyzm

 

 

Koniec przydługich wakacji, a co za tym idzie rozgardiaszu, nieregularności w życiu. Wreszcie będzie wstawanie o określonej godzinie, poranne rytuały, a co za tym idzie, powrót do regularności dodawania wpisów. U mnie sierpień posypał się na całego.
Wracam do przygód Karoliny i myślę, że czekają nas jeszcze ze wie, może trzy części. Spagetti też niewiele (chyba) zostało, ale już kolejne historie się piszą 😉


Rozdział 16

Karolina była bardzo ciekawa reakcji Radana. Zaskoczył ją wycofaniem się, ale cóż ona wiedziała o mężczyznach. Od zawsze była niepoprawną romantyczką i od momentu, gdy zakochała się w Szymonie, to on stał się centrum jej świata. To na nim i jego szczęściu się skupiła ułudnie sądząc, że to wystarczy, by żyli w szczęściu aż po samą starość. Naiwna monogamistka z niej. Wierzyć w takie bajki. Wierna, głupia kobieta. Jak mogła być tak ślepa i naiwna? Liczyła na wzajemność. Idiotka! Co tym czasem zafundował jej prawie były mąż? Seks z obcym mężczyzną, wstręt do samej siebie i wyrzuty sumienia.

Weszła do wody, obserwując Radana. Jakże on się różnił od Szymona. Czy jej się podobał? Owszem, choć nie chciała dopuszczać takich myśli do siebie. Po trosze dla tego, że wciąż była mężatką. Przemknęło jej też przez myśl, że być może to podstęp Szymona. Podsuwa jej przystojnego mężczyznę i wpycha mu ją w ręce. Z ukrycia nagra całe zajście i wykorzysta jako dowód w sprawie rozwodowej. Byłby do tego zdolny.

Gdy już weszła do wody, uniosła głowę i spojrzała w niebo. Nie słyszała innych dźwięków poza odgłosami natury. Tylko śpiew ptaków, szum drzew i wody, obijającej się o kamieniste nabrzeże. Pokręciła głową, uśmiechając się do siebie pod nosem. Cóż za paranoiczne myśli ją nachodzą. Przecież nie było możliwości, by ktoś biegł za nimi i aby go nie zauważyli. Dronem by ją śledzono? Jasne! Oszalała chyba.

Stała w wodzie, zanurzona po pas. Przyglądała się Radanowi, ale nie chciała być natarczywa. Korciło ją, by klepnąć go w wystającą ponad wodą stopę. Wzrok uciekał do bielizny opinającej podniecenie. Zacisnęła dłoń w pięść, by nie wyciągnąć dłoni i nie przejechać palcami po naprężonym członku. Zagryzła usta, odetchnęła głęboko, po czym chwyciła go oburącz za stopę i pociągnęła do siebie. Radan nie słyszał, że weszła do wody. Tym bardziej nie spodziewał się takiego zachowania i już po chwili łyknął potężny haust wody, pod powierzchnią której się znalazł. Wyskoczył ponad lustro i kaszląc odszukał wzrokiem Karolinę.

- Należało ci się. - Podparła się pod boki, przybierając groźną minę.

- Za co? - Radan otarł załzawione od kaszlu oczy, wciąż pluł wodą.

- Zostawić kobietę tuż przed orgazmem?! - Nie spuszczała wzroku z twarzy mężczyzny.

- No... ja... - urwał zaskoczony jej stwierdzeniem.

Dużo wysiłku kosztowało ją zachowanie powagi. Radan brał jej słowa na serio i wyglądało na to, że faktycznie szuka wytłumaczenia.

- Stawiasz mi za to wino – rzuciła, odwracając się plecami, kierując z powrotem ku brzegowi. - Ja coś do tego ugotuję. Umowa stoi? Obiad?

Spojrzała na zdumionego Radana, który nie potrafił wydusić z siebie ani słowa.

- Chyba nie tylko ona stoi – mruknęła na tyle głośno, by ją usłyszał. - Wracajmy.

Czuła się beztrosko, a wszystko dzięki temu dziwnemu facetowi. Nie chciał jej naciskać? Dobre sobie! Kto tu kogo nacisnął pierwszy?

***

Godzinę później nastrój Karoliny zmienił się diametralnie. Dobre samopoczucie odpłynęło niestety, gdy dotarła do kwatery i sprawdziła wyświetlacz telefonu. Dwanaście nieodebranych połączeń i trzy wiadomości. Wszystkie od Marty, miała nowe informacje w wiadomej sprawie. Oddzwoniła nim jeszcze usiadła przy kuchennym stole. Przywitała się, a później już tylko słuchała.

Rozmowa z Martą rozbiła ją wewnętrznie. Czuła się tak, jakby Szymon pojawiał wtedy, gdy jest jej zbyt dobrze i zaczyna czuć się lekko, może nawet beztrosko. Taki nastrój towarzyszył jej w momencie powrotu znad zatoczki. Teraz w jej wnętrzu działo się bardzo wiele. Złość mieszała się z radością, a gorycz z obrzydzeniem. Do tego dołączyła euforia w momencie, gdy zdała sobie sprawę z tego, że jakaś dobra dusza podarowała jej wygraną jednym mailem.

Czuła, że jeszcze chwila i energia rozsadzi ją od środka. Mogła zrobić jedyną mądrą rzecz, która pomagała od zawsze. Z dużą materiałową torbą pod pachą i kartą kredytową w ręku pognała do jedynego w miasteczku sklepu spożywczego.

- Dzień dobry! - Przywitała się zbyt głośno już w wejściu. Zawtórował jej dzwonek nad drzwiami, obwieszczający przyjście nowego klienta.

- Dobry! - Sprzedawczyni zmierzyła ją zdumionym wzrokiem.

Karolina zapomniała o czymś tak banalnym, jak przebranie mokrych ciuchów. Sezon turystyczny zbliżał się dopiero, a temperatury były jeszcze zbyt niskie do tego typu suszenia przemoczonej odzieży. Irina zmarszczyła brwi, ale szybko odwróciła wzrok od przebijających wyraźnie przez ubiór sterczących piersi blondynki. Piękna kobieta z niej była i ona, Irina, chętnie by się z nią zaprzyjaźniła i poznała bliżej. Lubiła kobiety, a ta była wyjątkowa, niczym rasowa klacz. Uśmiechnęła się promiennie i zapatrzyła w pełne usta Karoliny, gdy ta układała na blacie lady sklepowej produkty spożywcze. Kasowała je, niczym automat, nie potrafiąc oderwać wzroku od czegoś, co otaczało Karolinę, niczym świetlista powłoka. Jeszcze dobrych pięć minut stała Irina w bezruchu patrząc na drzwi, za którymi zniknęła nieznajoma kobieta. Dzwonek nad drzwiami przestał się już huśtać, a w uszach dziewczyny rozbrzmiewało dzwonienie, które dochodziło zewsząd. Irina pomyślała, że tak piękna kobieta nie musi z nią nawet rozmawiać. Wystarczy, by mogła ją czasami widywać i nasycić oczy widokiem. Może jeszcze powącha powietrze wokół niej i pooddycha wonią ciepła jej ciała.

Radan odsłuchał rozmowę telefoniczną Karoliny i Marty. Miał ochotę podskakiwać z radości słysząc, że wysłany przez niego film tak bardzo pomoże Karolinie w obronie przed tym padalcem Szymonem. Przyłapał się na zagryzaniu dolnej wargi i już po chwili gorycz krwi pokryła język. To było nieistotne. Jego plan miał szansę na powodzenie. Bał się, że nadmiar radości spowoduje, że on sam zrobi jakąś głupotę przy Karolinie i wyda swoje szachrajstwa i knowania. Z drugiej strony, gdyby nie on, to Szymon miałby Karolinę w garści. Jego Karolinę! W końcu to on o niej marzył i chciał ją mieć dla siebie.

Radan wbiegł na piętro i w dwu ruchach przebrał mokre ubrania, zdzierając je z siebie, rzucając w kąt pokoju. Nie miał ani ułamka milimetra wolnej przestrzeni w głowie, by myśleć teraz o takich pierdołach. Kobieta jego marzeń umówiła się z nim na kolację, może późny obiad. Miał zorganizować wino? Nic prostszego.

Zbiegł po schodach, po drodze chwytając kluczyki do samochodu. Kilka minut później jechał już do pobliskiego miasteczka. Skierował się wprost do mini marketu. Z półki z alkoholami wziął kilka butelek chorwackiego wina. Kwadrans później był już w drodze powrotnej.

Czuł się, jakby otaczała go inna rzeczywistość. Wszystko działo się o wiele szybciej, niż to sobie wymyślił. Obawiał się, że nagle to piękno pryśnie, niczym bańka mydlana, a on zostanie sam, pełen bólu, samotny.

Stłamsił te myśli, wbił na tył umysłu. Miał dzień dzisiejszy i Karolinę w zasięgu ręki. Właśnie spełniało się marzenie i nie zamierzał pozwolić złym myślom odebrać sobie radości z tego.

Karolina szatkowała, mieszała, doprawiała. Brakowało jej ulubionych przypraw, ostrego noża i porządnych patelni. Nie powstrzymało jej to przed przygotowaniem wystawnego, jak na te warunki, obiadu. Dwie godziny później potrawa dochodziła pykając gęstym, warzywnym sosem pod przykrywką, a Karolina zmywała z siebie sól potu i morza, w którym rano pływała z Radanem.

Radan, dziwny mężczyzna, ale i pociągający spokojem. Podobała jej się też nerwowość w którą wpadał, gdy mówiła mu coś miłego. Jakby nie wiedział, jak powinien był zareagować. To było słodkie, to jego onieśmielenie. Czy faktycznie był tak opanowany? Poczuła, że ma ochotę sprawdzić to, wystawić go na próbę.

W sypialni stanęła przed lustrem, przyjrzała się ciału. Lubiła je, było jej posłuszne. Mimo dwóch ciąż, skóra była gładka i napięta. Piersi pełne i jędrne sterczały sutkami ku górze.

W co się ubrać? - mruczała pod nosem, otwierając szafę żałując, że wzięła z sobą tak niewiele ubrań. - Sukienka.

Chciała czuć się kobieco, ale niezbyt elegancko. Gładki, bawełniany stanik i figi do kompletu. Na to chusta, którą owinęła się, formując materiał, mocując go węzełkami. Po kilku minutach zadowolona z efektu wróciła do łazienki. Rozczesała włosy, powieki przyciemniła zgaszoną zielenią, usta pociągnęła delikatną szminką. Wyświetlacz telefonu wskazywał godzinę szesnastą. Brzuch przypomniał o głodzie, więc przyłożyła do niego dłoń. Stała przed lustrem, patrząc w oczy własnego odbicia. Uśmiechnęła się do siebie, twarz w lustrze odpowiedziała tym samym. Karolina miała dziwne wrażenie, jakby spoglądała w oczy babci. Tak, to ona uśmiechała się teraz do niej. Czuła to, widziała subtelne różnice w twarzy w lustrze. To podziałało uspokajająco. Zrozumiała, że jest w dobrym miejscu i wszystko będzie dobrze. Skąd to wiedziała? Po prostu spłynęła na nią świadomość bezpieczeństwa. Coś ulotnego, nad czym nie należy się zastanawiać.

Radan tkwił po drugiej stronie ściany i patrzył w monitor laptopa. Siedział na krześle i przyglądał się Karolinie i jej zwykłym czynnościom. Jak zwykle gotowała, myła się i ubierała. Dziwną była myśl, że robi to dla niego. Tym razem to on miał zjeść przygotowaną przez nią potrawę, to dla niego ubrała kwiecistą sukienkę.

Czuł mrowienie w podbrzuszu. Znowu, ale cóż się dziwić, zważywszy na wydarzenia poranka. Przypomniał sobie smak jej ust i śmiałość języka, którym badała jego usta. To, jak zassała jego język. To ssanie poczuł w lędźwiach. Teraz również w jądrach.

- Nie, no znowu?! - westchnął zniecierpliwiony. - Normalnie, jak szczeniak.

Wstał, zdjął spodnie, objął palcami sztywniejącego penisa. Usiadł, rozszerzył kolana i przyglądając się malującej się Karolinie, zaczął pocierać kutasa, szybko wznosząc się ku spełnieniu. Pomyślał, że może to i dobrze, bo będzie nad sobą bardziej panował. Uspokoi się trochę, nie będzie tak głupio reagował. Przy tej kobiecie idiociał, ale to przez to, że zalewały go równocześnie wszystkie uczucia. Radość, miłość, pożądanie, strach, pragnienie, bezradność, przerażenie i to wszystko w jednym momencie.

Przyspieszył ruch ręki, pochylił twarz ku ekranowi.

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Nie, żebym była roszczeniowa, ale… Noooo, naaaareszcie, ile można czekać?!?! 🙂 I nogami przebierać, i główkować co się może wydarzyć, i mieć nadzieję, że wydarzy się więcej dobrego niż złego. Karolina prze do przodu i oby sprawa rozwodowa, i spotkanie z prawie byłym mężem nie podcięły jej skrzydeł. Mój umysł ma nieco czarnowidzące zapędy i takie różne, mocno niemiłe scenariusze mi podsuwa, ale wierzę w babcię Janinę. Bardzo jestem ciekawa reakcji Karoliny na wieść, że Radan od dawna ją obserwuje, podgląda, że wie o niej tak wiele. Spodoba się jej bycie obiektem obsesji? A zarazem marzeniem, snem, ósmym cudem świata? Karolina potrzebuje/pragnie wzajemnego pełnego oddania i poczucia przynależności – z naciskiem na słowo “wzajemnego” – jesteśmy dla siebie “centrum świata”. Z Radanem może to mieć.

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Kochana, wstyd mi, że kazałam tyle czekać. Wakacje mnie jednak rozłożyły na części proste i rozwaliły wewnątrz systemowo 🙂 Idzie wrzesień, wraca norma 😀

      • T
        Tony Porter
        |

        Oj tam, zaraz wstyd. Moja babcia mawiała, że wstyd to kraść i z d… spaść:) Jesteś chyba jedyną ze znanych mi osób-rodziców, cieszącą się, że zaczyna się szkoła:)
        Zapomniałam napisać o smacznym kąsku w tle – Irinie. Ciekawa jestem, czy robi za paprotkę, czy zaistnieje w życiu Karoliny.

  2. J
    J.
    | Odpowiedz

    Mnie też te wakacje doprowadzają do szału. Autobusy jeżdżą punktualnie i zamiast być w domu po 40 minutach, to jestem po godzinie, bo autobus się nie spóźnił, ale tramwaj to jak najbardziej… Katowice, by je coś…
    Mam też ogromną prośbę do Autorki o sprawdzanie ortografii w opowiadaniach, bo nic mi tak nie psuje przyjemności z czytania, jak babol w środku niezwykle sugestywnego opisu 😉

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Jasne! Dzięki za uwagę 😉

Napisz nam też coś :-)