Zmieniona przez mrok – całość

with 10 komentarzy

Zmieniona przez mrok opowiadanie z nutą grozy. Erotyka i romantyzm

spis treści

No i kończy się kolejne opowiadanie, ale dwa kolejne tupią nogami, cisnąc się pod palce 🙂
W przyszłym tygodniu poproszę Cię o zagłosowanie, ale to będzie w przyszłym tygodniu 🙂 Czas wracać do "Spagetti" Ono też dobiega końca.


Rozdział 1

Karolina zamknęła laptop, wstała od biurka. Zdjęła ręcznik, którym po prysznicu owinęła ciało, ubrała legginsy i luźną koszulkę, włosy spięła w kucyk. Przemknęła wzrokiem po meblach w swojej sypialni i uspokojona ładem i porządkiem panującym w pokoju, cicho zamknęła za sobą drzwi.

– Witam pani Soniu – krzyknęła do pulchnej kobiety, która dwa razy w tygodniu przychodziła by zrobić porządki.

– Dzień dobry, Karolinko! – Ta odkrzyknęła dziarsko, pucując fronty mebli kuchennych. – A dokąd to się wybierasz, dziecko?

– Dzisiaj tylko do sklepu, bo na jutro muszę przygotować przyjęcie na dziesięć osób. – Chwyciła notes, w którym w podpunktach wypisała wszystkie potrzebne jej produkty. – Wie pani, interesy męża.

– Wiem, wiem – zaśmiała się, nie przerywając polerowania lakieru. – Może przyjść i coś ci pomóc?

– Nie trzeba. – Karola odpowiedziała uśmiechem. – Przecież pani wie, jak ja kocham organizowanie takich imprez.

– Wiem. – Spoważniała, przyglądając się dziewczynie. – Powinnaś otworzyć restaurację i gotować dla ludzi.

– Może kiedyś, jak dzieci dorosną. – Zarzuciła plecak na ramię, telefon wcisnęła do kieszeni. – Na razie ich dodatkowe zajęcia, dom i kariera męża są na pierwszym planie. Niektóre sprawy muszą poczekać. Na wszystko przyjdzie pora.

– Pewnie tak. – Starsza kobieta westchnęła, uśmiech przybladł, skupiła się na polerowaniu niewidocznego już zabrudzenia. Zbyt dobrze znała życie i wiedziała, że takie ambicje zostawały zazwyczaj niezaspokojone. Czekały na swoją kolej w sferze marzeń i nigdy jej nie opuszczały. – Pewnie tak.

Karolina weszła przez przedpokój do garażu i odpaliła swoją ulubioną „czerwoną terenówkę”. Tak mówiła o niewielkim, ale pojemnym autku, którego nie chciała zmienić na bardziej prestiżowe auto, mimo nalegań Szymona. Odpaliła silnik, wcisnęła guzik na pilocie i wyjechała z posesji.

Zakupy, po drodze odebrać Miśkę z przedszkola – planowała, manewrując między innymi pojazdami. – Dzisiaj przygotuje część potraw, jutro dokończy resztę. Wieczorem pójdzie jeszcze pobiegać. Tak, wszystko będzie doskonale. Najwyżej nie zrobi którejś potrawy, ale przecież nikt nie będzie wiedział, że miało być ich więcej. Goście i tak będą zachwyceni. Uwielbiała przygotowywać imprezy dla męża, czy rodziny. To był jej żywioł. Gotowanie, przystrajanie stołu, potraw, dobieranie dodatków i muzyki.

Przez chwilę zamyśliła się nad słowami pani Soni. Kobieta miała rację, Karolina powinna mieć swoją restaurację. To byłoby spełnienie jej marzeń. Marzenia muszą jednak poczekać. Kiedyś się spełnią. Tego była pewna.

***

– Wszystko jest jak zwykle przepyszne! – Marta, starsza wspólniczka z kancelarii Szymona rozpływała się nad talentami kulinarnymi przyjaciółki. – Kiedyś uważałam, że marnujesz życie stając się kurą domową. Później zmieniłam zdanie. Marnujesz się, bo powinnaś sprzedawać to, co pichcisz. Jesteś genialna i masz jakiś dodatkowy zmysł, albo jesteś kosmitką, bo za dobre ci to wszystko wychodzi. – Wskazała brodą pięknie przystrojony i suto zastawiony stół. – Jakim cudem nie ważysz sto kilo, to ja nie pojmuję.

– Ty wiesz, że ostatnio coraz częściej to słyszę? – Karola uwielbiała komplementy wychwalające jej talenty kulinarne.

– Nie dziwię się. – Marta dołożyła na talerzyk tartelkę z łososiem. – Nie wiem jak to robisz, ale nawet to jest przepyszne. W życiu nie połączyłabym ryby z truskawką.

– Dzięki, Marta – westchnęła, zganiając w głąb głowy wizję siebie w przytulnej restauracji, której autorką menu byłaby ona sama. Widziała siebie, jak kiwa na powitanie gościom, uśmiechając się do nich, gdy wchodzą w progi jej lokalu. – Kiedyś dojdę do tego.

– Jasne. – Przyjaciółka parsknęła, oblizując palec, na którym została odrobina kremu łososiowo buraczanego. – Jakbym dostawała złotówkę za każdy raz gdy to mówiłaś i się nie spełniło, to uzbierałoby się już na niezłe szpilki.

– Wybrałam bycie matką i jestem w tym konsekwentna, a dla przyjemności prowadzę bloga kulinarnego i to mi na tą chwilę wystarczy.– Nerwowo poprawiła kosmyk włosów, który wymknął się z ciasnego koka. – Ja nie krytykuję twoich wyborów.

– Masz na myśli wesołe życie zdeklarowanej, bogatej singielki? – Po latach przyjaźni nie musiały się bawić w delikatność ani zastanawianie, czy nie zranią się prostolinijnością. – Czy może posiadanie trzech kochanków, wszystkich młodszych od siebie?

– Marta, nie znęcaj się – warknęła, zabierając ze stołu talerz, by dopełnić go koreczkami warzywnymi. – Co ci mam kurwa powiedzieć?

– Dobra, wybacz. – Przyjaciółka uniosła dłonie w geście poddania. – Ale serio mogłabyś zrobić czasami coś tylko dla siebie. Czysty egoizm i olanie potrzeb Szymusia. On nie przejmuje się aż tak tym, czego ty chcesz. Prawda?

– On zarabia na nasze utrzymanie, ja wydaję te pieniądze i dbam o ognisko domowe – warknęła, zamierzając odejść. Humor psuł jej się momentalnie, ale działo się tak zawsze, ilekroć przyjaciółka włączała moralizatorskie tony po wypiciu drugiej lampki wina.

– Byłeś się w tym ognisku nie spaliła w samotności – mruknęła Marta, zakrywając usta kieliszkiem. – Szymuś egocentryk.

Ostatniego Karola nie słyszała. Zniknęła właśnie w drzwiach kuchni, w której nakryte folią aluminiową leżały talerze z przekąskami.

***

– Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. – Słowa męża sprawiały jej przyjemność i były czymś w rodzaju gry wstępnej. – Moja piękna i utalentowana żona. – Rzucił koszulę na podłogę przy łóżku. Karola podeszła, by ją podnieść. Działała odruchowo. – Moja w każdym calu.

Złapał ją za włosy, unieruchomił w pochyle. Karolina wiedziała, co wydarzy się za chwilę. Nie zamierzała walczyć, podniecenie zapłonęło w podbrzuszu. Uklękła, spojrzała w górę na twarz Szymona. Chwilę później dźwięk rozpinanego rozporka skoncentrował jej wzrok na kroczu mężczyzny.

 

Kupuję całe opowiadanie

 

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Tomek
    | Odpowiedz

    Bardzo ładnie pozamykane wątki. Na początku pomyślałem ze zabraklo mi czegoś o tym, że Karolina miala pisać książkę no i jeszcze cos o rozwodzie, ale stwierdziłem że wlasnie za to lubię Twoje opowiadania. To dzięki temu czuje się napięcie i akcja biegnie do przodu. Nie przynudzasz, nie ma niepotrzebnego lania wody.
    Brawo, swietne opowiadanie!

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 😀

  2. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Uff, kamień z serca, bałam się, że ta swołocz Szymon jeszcze coś wykombinuje, ale z Radanem nie miał cienias szans.
    Po pierwszym łapczywym i rozedrganym przeczytaniu zdało mi się, że jakoś za szybko i łatwo to zakończenie poszło, ale po drugim spokojnym i skupionym uznałam, że tak jest dobrze. Karolina jest szczęśliwa i bezpieczna, jej były mąż bydlak może sobie za przeproszeniem pierdnąć w oponkę, Radan jest w siódmym kręgu nieba, babcie obojga zaznały spokoju. Czego chcieć więcej? Transmisji z rozprawy rozwodowej? Nie, dziękuję, Szymon precz. Określenie “Chujowość” powinno wejść do polonistycznej charakterystyki postaci. Uważam, że jest to bardzo istotne kryterium. Nie zatrybiłam jednej rzeczy – co Jasia ma przebaczyć Janie?
    Pomysł na opowieść – szóstka z plusem. Niezbadane są drogi, którymi krąży Twój umysł Miko. Cudne manowce, dzikie wertepy, Trójkąt Bermudzki… podwórko za domem.
    Bardzo dobre opowiadanie.

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Patrz, kurde. Wydawało mi się to tak logiczne, że nie pomyślałam o tym, że faktycznie dwa zdania więcej przydałyby się, żeby wyjaśnić sprawę babci i Jany.
      Dzięki! Zrobiłaś korektę, bo ja tego nie zauważyłam.
      Dopisałam końcówkę i myślę, że teraz będzie logiczniej 🙂
      “Pierdnięcie w oponkę” mnie rozwaliło 🙂 🙂 🙂

      • Tony Porter
        |

        Dopisana końcówka pojawi się osobno czy jest w całości opowieści? Bo w ostatnim rozdziale nic się nie zmieniło.
        Prawda, że bardzo obrazowe określenie? 🙂

  3. Mikakamaka
    | Odpowiedz

    Teraz zobacz w ostatniej części 🙂 Czasami ogarnięcie ogromu prowadzenia strony, plus platforma, a nie tylko pisanie, przerasta mój may rozumek 😉

    • Tony Porter
      | Odpowiedz

      Czego, jak czego, ale małego rozumku to na pewno Miko nie masz, oj nie! Masz łeb jak sklep 🙂
      Gapa ze mnie. I sklerotyczka. Czeszka Jana, no jasne. Przy czytaniu całości za jednym razem pewnie bym zajarzyła, ale trochę czasu już minęło od części o obozie i po prostu zapomniałam kto podał Karolinie strzykawkę.
      Aha, trochę żałuję, że Radan nie przykuł tej gnidy Szymona w kotłowni. Dobrze, że mu chociaż pysk obił.

  4. Iska
    | Odpowiedz

    A może będzie jakiś bonus z opisem szczęścia którego zaznaja? 😉

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      W sensie, że soczyste chwile? Hmmmm…

      • Iska
        |

        W tle zachodzące slonce i takie tam 😁😂😊

Napisz nam też coś :-)