Zmieniona przez mrok (X)

with Brak komentarzy

Zmieniona przez mrok opowiadanie z nutą grozy. Erotyka i romantyzm

No i kończy się kolejne opowiadanie, ale dwa kolejne tupią nogami, cisnąc się pod palce 🙂
W przyszłym tygodniu poproszę Cię o zagłosowanie, ale to będzie w przyszłym tygodniu 🙂 Czas wracać do "Spagetti" Ono też dobiega końca.


spis treści

Rozdział 20

Radan popędził na piętro, wyciągnął z szafy walizkę i spakował potrzebne rzeczy w ciągu kwadransa. Wziął tylko niezbędne przedmioty, nie zawracając sobie głowy tym, bez czego może się obejść, bądź dokupić. Zamknął drzwi, po czym odwiedził starszą kobietę, która była jego najbliższą sąsiadką i wręczywszy jej sto euro podał klucze od obu apartamentów z prośbą, by posprzątała je, wywietrzyła i doglądała ich pod jego nieobecność. Wiedział, że kobieta robiła to do momentu, gdy Radan stał się właścicielem domku. Nie była więc zaskoczona, może jedynie kwotą, bo ta była wysoka. Nie mogła wiedzieć, za jak długi okres Radan jej płaci, ale nie zamierzała się tym martwić. Znała swój zakres obowiązków, jego myśli zaprzątały zupełnie inne sprawy.

Zadzwonił do firmy, zaufanemu pracownikowi zlecił uruchomienie programu śledzącego. Ten miał za zadanie wyszukanie wszelkich informacji związanych z Karoliną. Połączenia telefoniczne jej rodziny, Marty, a w szczególności tego szmaciarza – Szymona. Nim Karolina wsiadła do samolotu, wiedział już wszystko. Odsłuchał rozmowy jej męża z ludźmi, którzy mieli się podszyć pod funkcjonariuszy policji.

No tak, to najłatwiejszy sposób na odebranie dzieci i szantażowanie żony. - Radan zgrzytał zębami, odsłuchując krótkie komendy rzucane przez Szymona. - Skurwiel!

Wiedział, że Karolina wsiada, w końcu wysiada z samolotu. Dowiedział się, że będzie nocowała u Marty. Poczuł ulgę, bo powinna być dzięki temu bezpieczniejsza. Gdy tylko opuścił terminal lotniczy w Polsce, załączył podsłuch w telefonie Marty i Karoliny, by mieć ogląd sytuacji. Cieszył się z zaangażowania Marty w sprawę Karoliny. Wyglądało na to, że ta wie co robi i ma na względzie jej bezpieczeństwo.

Zamierzał jechać do domu i tam obserwować rozwój sytuacji czekając na odpowiedni moment, by znów pojawić się w życiu Karoliny. Miał nadzieję, że ta będzie go chciała i nie odtrąci go. Umówi się z nim znowu i wskrzeszą klimat ostatniego spotkania, będą kontynuować znajomość. Nawet nie próbował sobie wyobrazić co zrobi, jeśli go odrzuci. Wtedy wszystko straci sens, życie będzie bezcelowe.

Radani nie mógł wiedzieć, że jego obecność w życiu Karoliny tak nagle okarze się nieodzowna, wręcz konieczna.

Jak zwykle włączył dźwięki jej życia jako tło, biały szum. Szemranie rozmowy z Martą przerodziło się w coś niepokojącego. Usłyszał tego gnoja! Szymon namierzył Karolinę i postanowił ją odwiedzić, a właściwie zabrać z sobą.

Radan zareagował błyskawicznie. Nie zastanawiał się ani chwili. Działał, bo ktoś nastawał na bezpieczeństwo JEGO kobiety.

***

Karolina bardzo powoli odzyskiwała świadomość. Tępy ból rozsadzał czaszkę, najmocniejsze ukłucia czuła w prawej skroni. Próbowała się poruszyć. Ciało bolało, jakby od kilku godzin siedziała w niezmienionej pozycji. Miała skrępowane ręce, była unieruchomiona przy ścianie. Oczy zaczęły wyławiać poszczególne elementy otoczenia.

Jestem w domu? - Rozejrzała się na boki. - We własnej kotłowni?!

W głowie jej się nie mieściło, że Szymon zabrał ją do ich domu i uwięził w domowej piwnicy. Co się działo z dziećmi? Nie było ich tu, więc gdzie?!

Drzwi skrzypnęły, po chwili oślepiło ją światło jarzeniówek. Szymon stał w drzwiach piwnicy i obserwował ją zmrużąc oczy. Nie cierpiała go w tej chwili, ale niechętnie przyznała przed sobą, że wygląda świetnie. Ona sama musiała sobą przedstawiać obraz nędzy i rozpaczy. Suchość w ustach powodowała, że język skołowaciał. Oczy szczypały, a nieznośne uderzenia krwi w mózgu dekoncentrowały ją, pozbawiały skupienia.

- Chciałaś uciec – nie pytał. Rzucił stwierdzenie wchodząc do niewielkiego, dusznego pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.

Karolinie przyszła do głowy pełna nadziei myśl, że może jednak dziewczynki są w domu i to dla tego zamyka drzwi, by ich nie niepokoić.

- Myślisz, że jesteś sprytna i zabierzesz połowę tego, co zarobiłem w czasie, gdy ty leniuchowałaś w domu? - Wbił dłonie w kieszenie spodni, stanął w lekkim rozkroku. Mina wyrażała jawną pogardę. - Nie uda ci się to. Dostaniesz stałą kwotę na dzieci i tyle. Na siebie i swoje fanaberie będziesz musiała zarobić. - Sięgnął po coś, zdjął z półki brązową kopertę. - Podpiszesz mi przyznanie się do winy. Rozwiedziemy się na moich warunkach. Rozumiesz?

- Nic z tego – odparła spokojnie, patrząc mu odważnie w oczy. - Nie wiem, czego oczekujesz? Mam się ciebie bać, bo związałeś mnie i trzymasz w piwnicy? A może mnie zgwałcisz, więc powinnam ustąpić? - Z przyjemnością obserwowała zaskoczenie, którego nie zdołał ukryć. - Chyba, że przyprowadzisz kolegę i każesz mu mnie zerżnąć?

Widziała, że nie wie co zrobić, jak się zachować. Nie rozumiał zmiany w zachowaniu żony. Zawsze była bierna, wręcz wolna jego woli nawet, gdy robił coś wbrew niej. Teraz zachowywała się inaczej i widział wyraźnie, że nie ma w niej strachu. Lęk zastąpiła odwaga i pewność tego, że po raz pierwszy wie, czego chce.

Karolina chciała spokoju i harmonii. Scenariusz jej życia nie przewidywał obecności Szymona. Jasno i wyraźnie widziała za to inną twarz i już tęskniła do jej właściciela.

- Rób co chcesz – mruknęła, zamykając oczy, głowę opierając o rurę, do której przylgnęła skronią.

Zamilkła, starając się odsunąć myśli od bólu ścierpniętych mięśni. To, co czuła teraz było niczym w porównaniu z cierpieniem, jakie doświadczało jej ciało podczas apelu w zasypanym śniegiem Auschwitz. Wtedy wychudły szkielet obciągnięty skórą nie bronił się przed mrozem, a resztki sił nie były w stanie utrzymać postawy w pionie. Teraz była najedzona, nie miała żadnych ran i jeśli nie liczyć ścierpniętych mięśni, czy łupania w skroni, to czuła się całkiem dobrze. Kto by pomyślał, że metafizyczne przeżycie tak bardzo ją wzmocni i uodporni na ból.

Postanowiła być bierna, nie walczyć, lecz czekać. Podobnie, jak w wagonie wiozącym ją na śmierć. Tak, jak w obozowym szpitalu w oczekiwaniu na poród.

Po prostu czekała.

***

- Jak możesz być takim durniem?! - Radan z niedowierzaniem przyglądał się namiarom lokalizacji pokazującej miejsce pobytu Karoliny. Szymon uwięził ją w domu?! Przecież to idiotyczne! - I co chcesz osiągnąć?!

Zadzwonił po taksówkę i załączył wizję on-line z kamer, by móc na bieżąco obserwować wydarzenia z domu Karoliny. Niestety, jedynym pomieszczeniem , w którym nie było monitoringu, czyli w kotłowni, znajdowała się Karolina. Nie dziwił go wybór Szymona. Było to również jedyne pomieszczenie bez okien. Mógł być pewny, że Karolina mu nie ucieknie, a jej krzyk nie dotrze do nikogo.

Powstrzymywał się przed poganianiem kierowcy. Nic nie pomoże jego nerwowość, a tylko może doprowadzić do wypadku. Planował co powie, jak zaskoczy Szymona. Nie wiedział tylko, jak wybrnie z zarzutu, który z całą pewnością usłyszy z ust mężczyzny. Wiedział, jak to będzie wyglądało. Nie mógł jednak odpuścić, nie chciał postąpić inaczej.

Zajechał na ich osiedle willowe, kazał się wysadzić ulicę dalej od domu. Postanowił poczekać na odpowiedni moment. Kiedy on nastąpi, tego nie wiedział.

***

- Czy tobie się wydaje, że wyprowadzisz mnie z równowagi tym swoim nowo nabytym stoickim spokojem? - Karolina drgnęła, słysząc głos Szymona tuż przy swojej głowie. Uniosła powieki i zaskoczona stwierdziła, że kuca przed nią, a ich twarze dzieli mniej, niż pół metra. - Powiem ci, jak będzie. Nie masz pracy, ani żadnych umiejętności, które byłyby poparte doświadczeniem zawodowym. Nie masz dochodów, zawsze byłaś moją utrzymanką. Znam wielu sędziów i wiem, że nie przyznają ci opieki nad dziećmi. Jeśli nawet ktoś nabrałby się na twoje niewinne oczęta, to przekonam go filmem, albo pieniędzmi.

Zamilkł i czekał na jej reakcję. Na wszelki wypadek nie mówiła nic, nie chcąc go rozdrażnić. W końcu uwięził ją, trzymał w zamknięciu i nie wiedziała, czego po nim oczekiwać. Nie skrzywdzi jej fizycznie, bo Marta wie, że ją uprowadził. Obawiała się, że będzie ją chciał upokorzyć.

- To co, suko, jesteś gotowa na samotne życie i widzenia z dziewczynkami na moich warunkach? - Każde jego słowo ociekało jadem. - Żyć z tobą nie chcę. Nie takie dupy miałem do dyspozycji. Nienawidzę twojej bezwolności. Niewiele się różnisz od dmuchanej lalki. Nakierować cię na fiuta i można używać do woli. Nawet pożyczyć koledze. Nie jesteś z mydła, więc się nie wymydlisz.

- Co ty mówisz?! - Aż ją zatchnęło z oburzenia i obrzydzenia. - Przecież to ty mnie wcisnąłeś w jego łapy!

- Milcz, szmato – warknął, zamachnął się i uderzył ją w policzek z otwartej dłoni. Plaśnięcie odbijało się od ścian ciasnego pomieszczenia, dźwięczało Karolinie w uszach, zaszczypało łzami w oczach. - Nie broniłaś się. Pasowało ci to. Widziałem, jak ochoczo pozwoliłaś się brać.

- Nie! - Obraz bezwzględnej twarzy męża zamazywał się, łzy coraz szybciej rozmywały resztki makijażu. - To nieprawda. - Ledwie szeptała, kręcąc głową.

Nie znajdowała słów, którymi mogłaby zaprzeczyć i nie widziała sensu w oponowaniu. On wytłumaczył sobie rzeczywistość po swojemu i dla własnej psychicznej wygody. Zupełnie, jak w Auschwitz. Tam opór był równie bezcelowy.

I znów znajome uczucie zagarnęło jaźń Karoliny, wciągając ją w otchłań ciemności bez dna. Obraz Szymona znikał, kolory traciły na intensywności, kobieta zapadała się coraz głębiej.

 

kUPUJĘ CAŁY ODCINEK

KUPUJĘ CAŁE OPOWIADANIE
 

 

 

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)