Życie wewnętrzne z robalami

with 5 komentarzy
Artykuł o odrobaczaniu

Artykuł przeniesiony ze starego bloga pod wpływem powtarzających się pytań.
Pozdrowienia Asiu 😉


Czy Wiesz, że masz robale?
Jak to? A tak, że masz i ja też je mam, ale mniej.
O co kamon? Już wyjaśniam.

Diagnoza lekarza pediatry dotycząca mojego starszego syna:

Astma, sterydy, inhalacje, piguły, zakaz zwierząt w domu, nawilżacze w pomieszczeniach, wietrzenie pokoi, przykręcone do minimum ogrzewanie.

Zostało to ostatnie, reszta poszła w niepamięć i w niepamięci, niech się nie święci.

Ale od początku.
Po takiej diagnozie zmartwiłam się i zaczęłam zastanawiać, wyszukując równocześnie sposoby na skupienie uwagi dziecka na inhalacjach, których nie cierpiał i wylewał płyn z nebulizatora pod łóżko, gdy tylko przerwałam skupienie na jego osobie. Nie dziwota, że tego nie lubił, gdyż siedzenie w bezruchu z maską na twarzy jest ponad siły kilkulatka z ADHD.
Trwało to lata, zwierząt nie było w mieszkaniu, bo przecie szkodzą. Wietrzyliśmy, marzliśmy i męczyliśmy dziecko przy pomocy wziewów i inhalowania.
Miesięczny koszt leków? Czterysta złotych, przy zniżkach, dzięki krzyżykowi w okienku „przewlekłe”.

Drugie dziecko, drugi astmatyk.
Że niby zmora dzisiejszych czasów? Choroba cywilizacyjna?
Nic bardziej mylnego, ale o tym musiałam się sama przekonać i dowiedzieć z różnych źródeł, wypróbować i stać się bardziej świadoma tego, co do garów wrzucam.

W przeciągu ostatnich dziesięciu lat moje życie zmieniło się permanentnie.
Wracam jednak do dożywotniego wyroku, jakim miała być astma mojego dziecka.

Pewnego dnia, spotkałam pewnego człowieka i tenże człowiek był dużo mądrzejszy od większości człowieków, których znałam. Jedyną jego wadą było to, że posiadając megawiedzę, za dużo sobie za nią liczył i często naciągał na niepotrzebne wydatki tych, którzy nieświadomi byli zbędności niektórych specyfików, zabiegów, lub gadżetów.

Tak właśnie posiadłam świadomość, że astma mojego syna to nie astma, ale pasożyty!
Pierwsza reakcja? Oburzenie i zaprzeczenie, bo przecież lekarze wiedzą lepiej!
W kolejnym momencie postanowiłam sprawdzić tą teorię na sobie. Jeśli mam kogoś truć, to zacznę od siebie.
Dostałam mieszankę ziół i te piłam dwa razy dziennie, przez tydzień. Efekt?

Ładniejsza cera, uspokoiłam się trochę i o dziwo odrzuciło mnie od słodyczy, które wcześniej były stałym elementem każdego dnia. Bez wciągnięcia porcji cukru telepałam się i nie potrafiłam skupić na niczym. Batonik na śniadanie, plus przesłodzona herbata, po obiedzie kawałek czegoś czekoladowego i wieczorem dokładka. Sprawę utrudniał interes rodzinny, czyli cukiernia z produkcją lodów J
Wiecie jak to jest, gdy ma się dostęp do produkcji ciast i tortów?
Nie musisz kupować całego tortu, ani nawet kawałka, by się nacieszyć smakiem. Ładujesz łyżkę do miski z ulubionym kremem, lub nabierasz wiśnie amareno ze słoja i cieszysz się tym jednym smakiem, bez domieszek innych.
A lody jedzone prosto z maszyny, świeżo ukręcone? Bajka!
Pierwsza dawka wywaru z ziółek była tak wstrętna, że chłodziłam ją kostkami lodu i zaciskając palcami nos, wypijałam to obrzydlistwo na wdechu. Obok trzymałam słodką herbatę i tą popijałam gorycz i ohydny smak, a później szłam myć zęby i szorować język.
Po trzech dniach wywar nie był już tak gorzki i śmierdzący, po pięciu wypijałam go bez problemu.

Zdziwiona zmianami w smaku, zadzwoniłam do niedoszłego nauczyciela i zapytałam o to.
Wyjaśnienie w skrócie jest takie:

Kiedyś żyło we mnie dużo różnych robaczków i to te karmiłam słodyczami, stwarzając im idealne warunki do życia. Gdy wypiłam pierwszą dawkę ziółek, robale zaprotestowały i wykonały mój odruch wymiotny, ale się nie poddałam i piłam nadal. Piłam i robale biłam, aż w większości wybiłam.

Jak znikały z mojego organizmu, łatwo się domyślić.
Teraz nie jem słodyczy i przestałam je lubić. Herbatę i kawę piję bez cukru.
Fajnie mi z tym :D.

W święta musiałam się zmusić do zjedzenia kawałka szarlotki, by nie sprawić przykrości domowym cukiernikom. Kiedyś ją uwielbiałam, teraz jest za słodka.

Po sprawdzeniu ziółek na sobie, wzięłam się za resztę chłopów.
I tu problem miałam wyłącznie z nastolatkiem, zastarzałym astmatykiem i „cukrożercą”, który potrafił po wyżarciu wszystkich (nawet tych schowanych w sejfie, zakopanym pod zamarzniętą ziemią) „cuksów” i czekoladek, dorwać się do cukierniczki i wyjeść kilka łyżek cukru, ku memu przerażeniu.
On pluł ziółkami i miał autentyczne odruchy wymiotne, ale byłam nieugięta i stałam nad nim krzycząc: „PIJ!!!”
Wypił raz, drugi, trzeci i przestał mieć cofki. W trzecim dniu wypijał bez problemu, gderając jeszcze trochę.
Przecież musiał się buntować! Nastolatek…

Efekt przerósł moje oczekiwania.
Młodsze dziecko przestało kaszleć i chropowata skóra na ramionach wygładziła mu się.
Starsze dziecko przestało kaszleć i zrzuciło oponkę z brzucha.
W domu, poza brązowym cukrem nie ma nic słodkiego. Czasami płatki, ale preferuję granolę. Leki na astmę przeterminowały się i poszły do kosza.
Gdy dzieci dostają słodycze z okazji różnych okazji, pozwalam im zjeść trochę i szybko się przesładzają. Resztę chowam, następnie wyrzucam.
Nie proszą już o słodkości, nie piją napoi słodzonych, nie kaszlą.
Gdy zaczynają, w ruch idą ziółka.
Jakie?
WROTYCZ Z PIOŁUNEM.

Jedno dostępne u zielarzy, drugie w internecie.
Jedno jest ok, drugie to trucizna, ale w dużych dawkach. Mądrze użyte, odrobacza.
Ostrożnie z nastolatkami – ponoć (tak mnie uczono) ten miks obniża płodność.

Jak dawkowałam?
Łyżeczka do herbaty jednego, plus łyżeczka do herbaty drugiego, zalałam wrzątkiem (200 ml) i pod przykrywką „naciągało” 15 min. Odcedziłam na sitku i chlup w dziób. Dwa razy dziennie, przez tydzień.
Uwierzcie, tylko pierwsze trzy razy są wstrętne.
Powyższa dawka jest dla dorosłego. Dziecko (powyżej szóstego roku życia) może wypić połowę dawki, czyli pół łyżeczki jednego i drugiego.
Podawałam to dziecku tylko raz dziennie!!!
Radzę jednak zacząć od tych kropli:

KKLIKNIJ

Zaczynamy u kilkulatka (po piątym roku życia), po jednej kropli na każdy rok przeżyty.
Działa łagodniej, ale działa. Nie wybije tyle, co wrotycz z piołunem, ale coś wybije.

U mnie to wygląda w tej chwili tak.
Gdy chłopaki zaczynają kaszleć, podaję im napar. Kiedyś jechałam do lekarza i płaciłam kilkaset złotych, teraz odrobaczam.
OBJAWY ASTMY MINĘŁY!
Możecie wierzyć, lub nie. Ja tą wiedzę zdobywałam latami, a ta mieszanka jest moim największym dobrodziejstwem.
Oszczędność wykaszlanych gardeł, rzeżących skrzeli i niedospanych nocy z buczącym nebulizatorem. No i pieniędzy.
Mogę tą prostotę jedynie polecić. Gorrrrąco!

Jeszcze jeden argument.
Weterynarze każą nam co trzy miesiące odrobaczać wychodzące na dwór zwierzęta (w sensie psy i koty). Czy kiedykolwiek, jakikolwiek lekarz skierował Cię na odrobaczanie?
Odpowiem za Ciebie.
Nie skierował, bo nie tego go uczono.
Ma łagodzić skutki, nabijać apteki schorowanymi ludźmi.
Jesteś konsumentem leków i pogódź się z tym.
Albo nie gódź się i sięgnij do dobrodziejstw natury, nie koncernów farmaceutycznych.

Odrobaczam swoich chłopów co trzy miesiące. I siebie.
Moi astmatycy i alergicy żyją bez sterydów, choć pediatra przygotował mnie na wieczne inhalacje.
Nie ma inhalacji. Jest „zioło” i jadło odpowiednie, ale o tym innym razem.
Jeśli starasz się schudnąć, a nie jedząc wciąż jesteś głodny/dna, to nie Ty czujesz głód, to Twoje robale. One krzyczą „ŻREĆ!”.
Ty możesz bardzo pragnąć niejedzenia, one mają to w dupie. Masz im dać papu i tyle!
Jesz, lecz Twoja cera jest fe, włosy szarzeją i wylatują?
Karmisz robale w sobie. Tobie zostają resztki i co byś nie zjadł, to co najlepsze idzie do pasożytów. Karmisz wpierw je, reszta skapuje Tobie.

TO MOJE SUBIEKTYWNE ODCZUCIA I SPOSTRZEŻENIA.
NIE JESTEM LEKARZEM 😉

 

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Jestem bardzo wdzięczna za ten artykuł, myślę, że chętnie wypróbuję to.

  2. Ona
    | Odpowiedz

    Też na to czekałam 😁

  3. J.
    | Odpowiedz

    Możesz podrzucić sprawdzone adresy w necie, gdzie można dostać piołun?

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Przed chwilą uraczyłam się pierwszą dawką ziółek i stwierdzam, że da się to przeżyć. Myślałam, że będą gorsze. Są po prostu bardzo gorzkie i mają taki dziwnawy posmak, mogący rzeczywiście wywoływać odruch wymiotny. Gorzkie to ja pić mogę. Miałabym problem, gdyby to było słodkie. U mnie otworzyli niedawno bardzo dobry sklep zielarski, więc oba ziółka nabyłam bez problemu. Bardzo jestem ciekawa efektów kuracji.

Napisz nam też coś :-)