Niko (I)

with Brak komentarzy

 

Prolog

Wszędzie kręcili się funkcjonariusze wykonujący swoją pracę. Błyskał flesz lampy, słychać było przyciszony szmer głosów. Niektórzy w pośpiechu opuszczali dom, aby na zewnątrz zwrócić zawartość własnego żołądka.

Tylko jeden mężczyzna stał pośrodku pokoju, gdzie dokonano makabrycznej zbrodni, beznamiętnie przyglądając się ofierze.

Kobieta, lat trzydzieści trzy lata, stan cywilny zamężna, zawód prokurator. Przypuszczalny czas zgonu jeszcze nie znany. Powód morderstwa nieznany.

Uśmiechnął się szeroko, bawiąc się trzymaną w ręku zapalniczką.

Tak, oni jeszcze ich nie znali.

– Niko! – Ciężka dłoń sierżanta spoczęła na jego ramieniu. – Zadzwoń do starego, chce z tobą porozmawiać.

– O tym? – Nikodem wskazał zwłoki.

– Nie, o tym dzieciaku z lodówki z zeszłego tygodnia.

– Okay.

Bez słowa odwrócił się na pięcie i wyszedł. Mroźne, zimowe powietrze było niczym policzek, ale on lubił tego typu zabawy, więc chętnie nadstawiłby drugi. Ziewnął, wyjmując telefon z kieszeni, lecz nie zadzwonił. Wpatrywał się w mrugające światła policyjnych radiowozów i uśmiechał, z lubością wspominając szczegóły wczorajszego wieczora. Później podszedł do własnego auta, wsiadł i bez słowa opuścił miejsce zbrodni. Wrzucił muzę na maksa, podkręcił ogrzewanie i ruszył potężnym zrywem.

Sprawdził już wszystko i teraz mógł być pewien, że nie pozostawił żadnych dowodów.

Ta suka zasługiwała na to, co ją spotkało. Szkoda że tak szybko zdechła, bo chętnie zabawiłby się z nią jeszcze jedną noc. Wymierzył jej karę, której nie potrafiła wymierzyć sprawiedliwość, bo ta była ślepa w przypadku swoich. Jak to mówią kruk krukowi oka nie wykole.

W tym wypadku musiał ją zastąpić.

Chyba powinien wrócić do domu, bo nieprzespana noc dawała mu się we znaki. Rozmowę z szefem zostawi sobie na jutro, wyłączy telefon żeby nie zawracali mu dupy, weźmie coś na rozluźnienie i pójdzie spać.

Tak, to był całkiem niezły plan.

Zatrzymał się na moście, gdzie w dole płynęła rzeka. Wysiadł, uważnie rozglądając, ale o tej godzinie nie było tutaj żywego ducha.

Naciągnął kaptur na głowę, po czym otworzył bagażnik.

W środku na grubej folii leżały truchła dwóch małych psów rasy york. Pierwszy nie miał przednich łap – wyglądało to tak, jakby coś mu je wyrwało siłą. Oczy zwierzęcia wyszły na wierzch, z otwartego pyska wystawał bezładny język, a chude ciałko pokrywała zakrzepła krew. Drugiego prawie rozrąbano na pół, a widok wnętrzności, który wypłynęły, mógł wstrząsnąć każdym, nawet najbardziej odpornym.

Tylko nie nim.

Oba trupy sprawnie wyrzucił za barierkę. Rozległ się cichy chlupot, a Nikodem ze spokojem wytarł dłonie w przygotowany wcześniej ręcznik. Po wszystkim zapalił skręta i wrócił za kółko. Nie przejmował się, ani tym co zrobił, ani złamaniem przepisów. Stał ponad prawem, od lat wodząc tych kretynów za nos. Zaciągając się, wcisnął gaz do dechy i po chwili pędził już opustoszałą drogą do domu.

Musiał się w końcu wyspać.

Rozdział 1

Wcześniej

Klucze położyła na komodzie, zapaliła światło. Psiaki powitały ją podskokami, ciesząc się, że w końcu wróciła do domu. Kamila jeszcze nie było; wczoraj wyjechał w delegację i miał wrócić dopiero pojutrze.

Umyła ręce i nakarmiła oba pupile. Później nastawiła wodę na herbatę i wyjęła z lodówki przygotowaną przez gosposię kolację. Zazwyczaj tak spędzała wieczory po pracy – we własnym towarzystwie, oglądając coś na Netflixie, zimną z kubkiem czegoś rozgrzewającego, latem z zimnym piwem. Tę rutynę łamała w weekendy, kiedy byli razem i mogli sporo rzeczy zaplanować.

Jej komórka zawibrowała, a kiedy Kinga spojrzała na rozświetlony ekran, przez jej twarz przemknął grymas niezadowolenia.

Pół roku temu wracała z pewnego spotkania. Wypiła dwa kieliszki wina do obiadu, a jadąc wąską drogą, straciła panowanie nad kierownicą, sięgając po telefon, który spadł pod siedzenie pasażera. Nie zauważyła idącej poboczem młodej kobiety, uderzając w nią z całym impetem.

Ta kobieta nie przeżyła. Osierociła siedmioletnią córeczkę oraz chorego męża. Lecz Kinga nie musiała się martwić o konsekwencje – chronił ją immunitet oraz rozległe znajomości.

Skrzywiła się do własnych wspomnień.

Wykręcone pod nienaturalnym kątem ciało. Rozerwany brzuch i jelita wylewające się na rozgrzany asfalt. Widać było nawet kawałki chleba, który pewnie kobieta zjadła na śniadanie, a których jeszcze nie strawiły soki żołądkowe. Zmasakrowana twarz, nos, który pod wpływem uderzenia zapadł się w głąb czaszki. Zęby niczym czerwono białe korale rozsypane na wyschniętej trawie.

Po cholerę łaziła skrajem drogi? Głupia pinda, przez nią miała teraz tylko kłopoty, chociaż na razie nie postawiono jej nawet zarzutów. I słusznie, od stawiania zarzutów była ona, a nie to pospólstwo, wierzące w sprawiedliwość.

Kinga szeroko się uśmiechnęła. Na szczęście sędzia był dobrym znajomym Kamila i cały czas robił wszystko, aby sprawa nie ruszyła do przodu. Nawet jeśli matka tej kretynki pikietowała pod budynkiem prokuratury, a raz przyprowadziła ze sobą wnuczkę, zaryczanego i zaplutego bachora.

Z lubością dała pierwszy łyk wina. O, to ten prezent od pewnego petenta, któremu zgodziła się nie stawiać zarzutów. Dała niską szkodliwość czynu, a on odpowiednio ja wynagrodził. Cóż, w końcu nic złego nie zrobił, a jego żona zasługiwała na kary, które jej wymierzał. Podobno zażądała rozwodu, pomimo że mąż robił dla niej wszystko. A że czasami fundował sobie jakiś skok w bok, to przecież nic wielkiego.

Rozległ się dzwonek do drzwi, a ona zaskoczona uniosła brwi. Gość o tej porze? Kto to mógł być?

Nie otworzyła od razu, użyła domofonu.

– Słucham? – Głos miała ostry, rozgniewany.

– Porucznik Lewandowski, komenda powiatowa. Mam do pani sprawę.

– O tej porze? Proszę przyjść jutro, do mojego biura. W ogóle co to zazwyczaj, nachodzić mnie w domu! – wściekła, od razu się rozłączyła.

Odstawiła kieliszek z winem i pomaszerowała do łazienki. Miała ochotę na długą, odprężającą kąpiel. Później wyjmie z szafy swoje czarne cudo i zrobi sobie dobrze. Uwielbiała wsadzać go sobie w tyłek, zresztą ten rodzaj seksu najbardziej ją rajcował. Kamila również, chociaż on lubił znacznie więcej. Podniecał się, gdy oddawała mocz i kał prosto do jego ust, podczas gdy on się masturbował. W wielu kwestiach doskonale się dobrali – jej mąż również uważał, że należą do elity, która powinna pozostać nietykalna, bo ustala zasady działania tego świata.

Podkręciła muzykę, aby było ją słychać, gdy będzie się kąpała, przelotnie zastanowiła, gdzie pobiegły psiaki, po czym weszła do łazienki, zapalając światło.

Jasny blask uderzył ją w oczy i wtedy go dostrzegła. Siedział na krawędzi wanny, szeroko się uśmiechając. Mężczyzna, jakich nie spotyka się często. Wizualnie ideał, lecz w ciemnych jak nocne niebo oczach dostrzegła własną śmierć.

– Witaj, pani prokurator – odezwał się, a głos miał niski, aksamitny, nieco drwiący. Znał ją, chociaż ona nie miała pojęcia kim jest, jak się tutaj znalazł i czego od niej chce.

Nie zdążyła nic zrobić. Wycofać się, krzyknąć, absolutnie nic.

Dopadł ją tuż za drzwiami łazienki. Potężnym ciosem powalił na podłogę, kopniakiem w brzuch pozbawił tchu, kolejnym w twarz kilku zębów.

– Szmata! – Ordynarne słowo wypowiedziane subtelnym szeptem było jak najbardziej nie na miejscu, ale ona nie miała siły akurat teraz o tym myśleć, gdy z spomiędzy krwawiących warg sypały się połamane zęby, gdy każdy oddech bolał niczym kolec wbijany w ciało. I nagle, gdy męska dłoń chwyciła ją za włosy i zaczęła wlec po podłodze, bo drogich, luksusowych panelach, zrozumiała, że to dopiero początek.

Nie zjawił się tutaj na przyjacielską pogawędkę. Ubrany był cały na czarno, na dłoniach miał czarne, skórzane rękawiczki. Na szyi chustkę, którą w każdej chwili mógł zasłonić twarz.

– Cóż, Kingo, przepraszam za tak kiepski wstęp – gestem wskazał na jej twarz – ale obiecuję, że będzie lepiej.

Wycharczała coś, próbując wyswobodzić się z jego uścisku. Na próżno. Był dwa razy większy, silniejszy i na lepszej pozycji.

– Pewnie zastanawiasz się, o co mi chodzi? Cóż, to proste. Jestem tutaj po to, aby cię zabić.

Podniósł ją i ostrożnie położył na kuchennym stole. Grubą liną, którą wziął nie wiadomo skąd, przywiązał kończyny do nóg mebla. Zdarł ubranie, pozostawiając ją nagą i bezbronną, wystawioną na jego łaskę.

– Podobno z szanownym małżonkiem lubicie pewne, hm, zabawy? – Przyglądał się jej z namysłem. Nigdy nie planował całej akcji ze szczegółami, zostawiając miejsce na improwizację, za to zawsze zdobywał dokładne informacje.

– Dobrze, najpierw powiem, po co się tutaj zjawiłem. – Wyjął z kieszeni papierosa i zapalił. – To proste. Robisz mi konkurencję. Wśród tych, co służą prawu, może być tylko jeden outsider, który służy bezprawiu. Ładnie to powiedziałem, prawda? Prawie poetycko – zakpił, mrugając do niej okiem. – A ty zabiłaś niewinną kobietę i nawet nie postawiono ci zarzutów.

Mętnie pomyślała, że to chyba jakiś popierdolony mściciel, który postanowił sam wymierzać sprawiedliwość i gorączkowo zaczęła zastanawiać się czym i jak go przekupić?

Każdy miał swoją cenę. Każdy.

– Ghry… ghry… – wyrzęziła, bo krew i pokruszone zęby uniemożliwiały jej normalną mowę.

– Dobrze, zajmę się tobą. – Niemal pieszczotliwie poklepał ja po policzku, a później naciągnął na głowę kominiarkę, którą wcześniej wyjął z kieszeni. Miał całkiem niezły pomysł na tortury, ale jeśli te małe dranie odmówią współpracy, będzie musiał zmienić plan.

Naprzeciwko stołu postawił miniaturową kamerkę, włączył nagrywanie i pogwizdując świąteczny motyw, zaczął przygotowania.

Poszedł po pierwszego psa. Chwycił go tak, aby uniknąć kontaktu z jego zębami, a później zgarnął jeszcze z sypialni ogromny wibrator. Zwierzę wiło się, popiskiwało i warczało, ale Nikodem ani trochę się tym nie przejął.

– To będzie cenny film do mojej kolekcji – powiedział, sprawnie krępując zwierzę. – Cicho, twoja kolej zaraz nadejdzie.

Zniknął za drzwiami łazienki, aby po chwili wyjść stamtąd z średnich rozmiarów metalową walizką. Położył ja na kanapie, otworzył i zamyślił. Półprzytomna Kinga śledziła każdy jego ruch, błagając boga, w którego nigdy nie wierzyła, aby ktoś ją uratował. Nie chciała umierać, nie tak, sama, z rąk tego szajbusa. Nie zasłużyła na taką śmierć. Była prokuratorem, pochodziła z rodziny o prawniczej tradycji i akurat ona nie powinna tak skończyć.

Nikodem podszedł do lodówki i wyjął z niej butelkę oliwy z oliwek.

– Extra virgin – zakpił, po czym obficie polał nią cały wibrator. Kiedy skończył, wsadził ramię pod jej biodra, uniósł je lekko w górę, po czym sztucznym falusem zaczął atakować odbyt. W końcu mu się udało namierzyć cel. Silne pchnięcie omal nie pozbawiło ją przytomności, a głośny wrzask bólu rozniósł się po domu. Włączył najniższe obroty i postarał się, aby całość działała teraz bez jego zaangażowania. Przez chwilę przyglądał się, jak z jej oczu płyną łzy, jak ciało napina się pod wpływem bólu, ale on wiedział, że to jeszcze nie koniec.

Z walizki wyjął coś niewielkich rozmiarów, brązowego. Kinga jak przez mgłę dostrzegła, że to zwykła gruszka, taka, jakiej używano do lewatywy, chociaż znacznie mniejsza.

– Teraz będzie najprzyjemniejsze – oświadczył. Wziął drżącego psiaka, który nie z powodu zaklejonego taśmą pyska, nie wydawał zbyt głośnych dźwięków, postawił go na piersiach pani prokurator, tak że odbyt zwierzaka znalazł się nad jej twarzą. – Musze mu pomóc, bo sam nie chce się posrać ze strachu.

Wiedziała, była pewna, co zamierza i kobiecym ciałem wstrząsnęły gwałtowne torsje, podczas gdy Nikodem wykonywał sprawnie lewatywę psu. Jednocześnie podkręcił moc w wibratorze.

Czuła jednocześnie przeszywający ból jak i niezwykłą rozkosz. Te dwa doznania splotły się ze sobą, a Kinga zaczęła dygotać, sama już nie wiedząc, czy za chwilę się porzyga, czy też przeżyje orgazm. Lecz kiedy w jej twarz uderzyły psie odchody, a w nos nieznośny smród kału, kiedy przesączyły się przez rozchylone wargi, dotknęły podniebienia, zabulgotały w gardle, ciałem kobiety wstrząsnęły torsje.

– Kurwa, niezłe – skwitował całość Nikodem. Obrócił jej głowę, aby zbyt wcześnie się nie udławiła własnymi rzygami. Zwierzak zsunął się na blat stołu, a wtedy chwycił przygotowany wcześniej toporek i silnym uderzeniem prawie rozłupał go na pół.

Ofiar straciła przytomność, a on zyskał chwilę na drinka. Wyjął z walizki metalowy kubek i nalał sobie wina. Zawsze nosił własne naczynie, żeby zostawić jak najmniej śladów. Napił się, odetchnął i pomyślał, że musi działać dalej. Miał tylko jedną noc, aby się zabawić.

Spojrzał w kierunku drugiego psa, po czym pod maską szeroko się uśmiechnął. Całkiem niezły pomysł, z takim jeszcze nigdzie się nie spotkał w aktach żadnej sprawy.

Kilka godzin później pierwsi funkcjonariusze, którzy weszli do domu i znaleźli zwłoki, szybko pozbyli się zawartości własnych żołądków.

Kobieta, lat trzydzieści trzy. Stan cywilny zamężna. Zawód prokurator. Ciało przybite do ściany na kształt gwiazdy. Obcięty nos i uszy, w to miejsce przyszyto psie łapy. Uduszona własnym jelitem, z resztkami kału w drogach oddechowych. Wibrator wepchnięty tak głęboko, że zmasakrował wiele narządów wewnętrznych. Krew ściekająca po ścianie, tworząca na podłodze sporą kałużę. Wybite zęby, złamany nos.

Musiała bardzo cierpieć, zanim umarła. Zwierząt nie znaleziono, śladów sprawcy także, jakby doskonale wiedział, jak ma się maskować.

Za to na telewizorze wyświetlał się w zapętleniu ten sam film, reportaż z miejsca wypadku sprzed pół roku.

KLIKNIJ I KUP!

Leave a Reply