Wyklęty (IV)

with 15 komentarzy

 

Rozdział 8

Chociaż osiągnął cel, nie zrezygnował ze stałej trasy swojej wędrówki. Regularnie odwiedzał wszystkie wioski, wypytywał o niewyjaśnione sprawy i zbierał informacje. Niestety, zniknięcia stawały się coraz częstsze i coraz więcej osad położonych u podnóża gór po prostu pustoszało. Ludzie woleli się tułać po obcych ziemiach niż żyć w cieniu czegoś, co do szaleństwa ich przerażało i Azack doskonale to rozumiał.

Nie próbował znów kontaktować się z El. Nie po tym, co się stało, chociaż na pewno powodem nie była też nagła ingerencja Rothara. Szczerze mówiąc, próbował o niej w ogóle nie myśleć, dopóki w miasteczku, przez które podróżował nie usłyszał najnowszych wieści.

Pewien lord zapowiedział małżeństwo z córką innego możnowładcy, która miała zostać sprowadzona ze Szkoły Magii i zająć się rodzeniem dzieci, a nie głupotami. Na przyjęciu, gdzie Azack wkradł się jako niewidzialny cień, chełpił się, że to będzie doskonała zabawa, poskromić dziką kotkę, bo dziewczyna słynęła z temperamentu. A kiedy jeszcze wypowiedział imię El, tajemnicza siła cisnęła nim o przeciwległą ścianą, pozbawiając przytomności.

– Idiota! – wyrzucał sobie czarnoksiężnik, w pośpiechu opuszczając lordowski zamek. Prawie się zdemaskował, ale do furii doprowadził go rechot tego prostaka, który nie dorastał do pięt jego pannie Czarodziejce. Do stu demonów! Jakiej jego? Chyba postradał zmysły!

Dopiero później, siedząc przy ognisku, zaczął rozmyślać nad tym, czy była to decyzja ojca El czy Rothara. Pierwszy był draniem, który w zamian za sojusz czy zaszczyty sprzedałby własną matkę, drugi mógł obawiać się, że El wpadnie w pułapkę zła. Sama zainteresowana z pewnością obmyślała właśnie plan ucieczki, bo nie wierzył, że dziewczyna po prostu się podda i wypełni wolę tych dwóch głupców. Głupców, bo dar, który otrzymała, wykraczał daleko poza możliwości Rothara czy innych członków Rady, chociaż do końca jeszcze się nie ujawnił. Taka kobieta nigdy nie pogodzi się z losem klaczy rozpłodowej, nie było takiej opcji.

Jeśli ucieknie, to gdzie się uda?

Zamyślił się.

Będzie go szukać?

Raczej tak, więc może ułatwi jej zadanie? Ślub miał się odbyć za siedem dni, pełnia księżyca będzie za dwa, więc jeśli El zechce go znaleźć, pojedzie do wioski, gdzie się spotkali. Pewnie pamiętała, że zjawiał się tam zawsze drugiej nocy po pełni.

Tylko po co to wszystko?

Padł na wznak, patrząc w rozgwieżdżone niebo, surowe piękno w pełnej krasie. Chłód wkradający się pod materiał ubrania, cisza przeszywająca niczym ostrze włóczni, to wszystko oplotło go niczym troskliwe ramiona matki, o której już dawno zapomniał. I paradoksalnie przyniosło ze sobą ciepło, które wypędziło ziąb.

I tak nie miał żadnych planów, więc dlaczego nie zaczekać na El? Może ona będzie w stanie mu pomóc, tak jak obiecała? Bo jeśli nie, to pozostawała mu tylko ucieczka, która i tak mogła okazać się bezskuteczna.

Poczuł, że wilk wrócił do obozowiska. Pokręcił się jeszcze chwilę, a później położył obok, zwijając w kłębek. Blask czerwonych oczu zwierzęcia przygasł, powieki opadły i tylko promieniujące ciepło, uświadomiło Azackowi, że ten potwór jest jego jedynym towarzyszem.

Od zawsze, na dobre i na złe, na własne życzenie, przeciwko swoim, chociaż nigdy nie zdradził mu powodu, dlaczego zdecydował się na taki wybór. Trwał przy nim ponad cztery dekady, od momentu, gdy pierwszy raz się spotkali. Razem świętowali zwycięstwo, razem pili krew wrogów i razem udali się na wygnanie, gdy wojska Czarnych Magów poniosły porażkę. Czasami Azack zastanawiał się, jak wiele ludzkich uczuć jest w tym nieludzkim bycie i za każdym razem zdumiewała go odpowiedź, której sobie udzielał. I właśnie dziś przyszło mu do głowy, że właśnie dlatego przegrali.

Widmowa armia nie była hordą krwawych potworów, albo może nie była tylko hordą potworów. Każdy z nich miał coś na kształt duszy, każdy potrafił wybrać własną drogę. Traktowanie ich jak bezmyślnych niewolników, stworzonych jedynie do walki i zadawania śmierci, było totalnym błędem. I właśnie ten błąd kosztował ich kiedyś tak wiele.

Kosztował ich zwycięstwo.

Rozdział 9

– Ja? Ja mam wyjść za mąż? – odezwała się z niedowierzaniem El, gdy poseł wysłany przez jej ojca zjawił się w budynku, gdzie szkolono adeptów magii.

– Pani, potrzebny nam ten sojusz. Ciężkie czasy nastały dla Krainy Dolin. Wróg tylko czyha, by zaatakować.

– Czy mistrz o tym wie? – Zielone oczy rzucały prawdziwe gromy, kształtne wargi wykrzywiło oburzenie.

– Tak.

El odwróciła się na pięcie i lekceważąc wszelkie zasady etykiety, ruszyła w kierunku gabinetu Rothara. Nie powstrzymało jej zaklęcie, nie powstrzymał potężny zamek w drzwiach.

– Zwariowałeś?! – wybuchnęła, wpadając jak burza do komnaty, w której właśnie trwała narada Rady. – Popierasz moje małżeństwo? Jakie małżeństwo, do stu demonów?

– Uspokój się. – Nawet się nie skrzywił, chociaż w szarych oczach błysnęło coś nieprzyjemnie. – No i bądź uprzejma nie przerywać nam w taki sposób.

– To mi to wyjaśnij! – zażądała zimnym tonem.

– Nie teraz.

– Teraz! Zaraz! Natychmiast!

Skapitulował. Gestem wskazał drzwi prowadzące do prywatnych komnat.

– To nie zajmie nam wiele czasu – dodał, otwierając je przed nią. – Zaczekajcie.

Rozległ się huk, bo gniew El musiał gdzieś znaleźć ujście.

Stanęli naprzeciw siebie, mierząc się wzrokiem. Oboje równie mocno przekonani o swojej racji, oboje uparci i oboje gotowi przeforsować swoje rozwiązanie.

– Nie wyjdę za mąż!

– Wyjdziesz. Coś do picia? – zaproponował uprzejmie, podchodząc do stołu, gdzie stała taca z dzbanem wina i srebrnymi kielichami.

– Ale… – El nagle jakby straciła całą energię. Usiadła na najbliższym krześle, patrząc na niego z niedowierzaniem. – Dlaczego?

– Zauważyłaś, że jesteś jedną z niewielu kobiet, które pobierają nauki w mojej szkole?

– Tak. Co to ma do rzeczy?

– Bardzo dużo. Z wami kobietami zawsze jest problem.

– Bo jesteśmy kobietami? – spytała z przekąsem.

– Nie. Bo rodzicie dzieci. Wyobraź sobie czarodziejkę z trójką pociech uwieszonych jej spódnicy i rzucającą zaklęcia.

– Dlatego właśnie nie chcę wychodzić za mąż!

– El – stanął naprzeciwko siedzącej w bezruchu dziewczyny. – Płynie w tobie gorąca krew, a swoje uczucia ulokowałaś w wyjątkowo nieodpowiednim człowieku.

– Zwariowałeś? Jakie uczucia? – warknęła z irytacją. – Niczego w nim nie lokowałam!

– Nie złamałby moich zaklęć, jeśli byś mu na to nie pozwoliła. Zrobiłaś to, chociaż wierzę, że nieświadomie. Czarna magia wykorzystuje właśnie ludzkie słabości.

– I dlatego chcesz, żebym zrezygnowała z nauki?

Rothar westchnął jakby ogromny ciężar spoczywał na jego barkach.

– Widziałem cię w roli mej następczyni.

– A teraz widzisz w roli męskiego materaca?

– Zbyt brutalnie to ujmujesz – uśmiechnął się blado. – El, władasz mocą, która wymyka się moim kryteriom oceny. Jeśli Azackowi udałoby się przeciągnąć cię na swoją stronę… Nie chcę nawet myśleć, co mogłoby się stać.

– Masz mnie za głupią gęś – odparła zimno, również wstając. – Taką, która nie potrafi trzeźwo myśleć i taką, której zawróci w głowie pierwszy lepszy.

– Wpuściłaś go do swego snu.

– Sam się zjawił! – warknęła. – Może po prostu go nie doceniasz?

– Nie El, jego nie idzie nie docenić.

– A ostrzeżenie? Tamta wioska…

– Wioski.

– Słucham? – Zaskoczył ją. – Jakie wioski?

– Od kilku lat znikają ludzie z wiosek położonych w najbliższym sąsiedztwie gór. – Usiadł na misternie rzeźbionym krześle, sięgając po puchar z wodą. – Na początku podejrzewaliśmy demony. Później naszych trzech zbiegów. Wielu to badało, w tym Vadar.

– Mój rywal do władzy i wszelakich zaszczytów – zadrwiła.

– To nie jest twój rywal. Był moim pierwszym uczniem, przekazałem mu całą, gromadzoną latami wiedzę.

– Wybacz, ale ilekroć natykamy się na siebie, to robi dziwnie zniesmaczoną minę. I nie wmówisz mi, że nie będzie zadowolony z mojego odejścia?

– Pewnie będzie. – Rothar znów się uśmiechnął. – Może nawet upije się ze szczęścia i będzie lewitował nad najwyższą wieżą?

– Odpuść sobie to dziwaczne poczucie humoru, zwłaszcza w takiej chwili. Czyli co? Mam zamienić recytowanie zaklęć na cerownie męskich spodni, a sporządzanie magicznych eliksirów na gotowanie pożywnych zup? Przez jeden przeklęty sen?

– Propozycja twego ojca spadła mi jak z nieba, inaczej sam zmuszony byłbym szukać ci zalotnika.

– A co z tymi wioskami?

– Nikt niczego nie wykrył. Wzięliśmy to za zbieg okoliczności, ale teraz mam wątpliwości.

– Przez ostrzeżenie Azacka?

– Nie – spojrzał na nią z namysłem. – Raczej przychylam się do opinii większości, że to jego sprawka. Efekt splątania również. To zaklęcie pochodzi z zakazanych ksiąg i nie mogło być użyte przez jakiegokolwiek maga związanego z Radą czy szkołą.

El nic nie odpowiedziała. Milczała z opuszczoną głową, zastanawiając się, dlaczego Azack zataił przed nią informację o zaginięciach na całym podwzgórzu. Z drugiej strony, to był czarnoksiężnik, sługa mroku, czego niby się po nim spodziewała? Prawdomówności? To dopiero byłby szczyt naiwności!

– Co zamierzasz zrobić?

– Na razie nic. Będziemy czujni. No i dopilnuję, abyś znalazła inny obiekt zainteresowań.

W porę ugryzła się w język, żeby nie odpowiedzieć niegrzecznie, że pilnować to może własnych kalesonów. Mimo wszystko to był mistrz, Naczelny Rady i nie wypadało rozmawiać z nim jak z kumplem od kielicha. Choćby jego plan był zupełnym idiotyzmem. Ma wyjść za mąż, żeby co? Nie zakochać się? Nie przejść na stronę wroga? On naprawdę sądził, że mogłaby z Azackiem…

– Powinieneś bardziej we mnie wierzyć – odezwała się stłumionym głosem. Była wściekła i nie zamierzała odpuścić. Małżeństwo, też coś! Chyba kompletnie oszalał. – Ja jestem czarodziejką, on czarnoksiężnikiem. Dzieli nas tak kolosalna różnica wieku, ze spokojem mógłby być moim ojcem. To, co wygadujesz, jest tak niedorzeczne, że nie mam nawet ochoty na dyskusję.

– Wiesz El, kiedyś był ktoś, w kogo wierzyłem. I zawiodłem się, bo nie potrafił oprzeć się złu. – Uniósł głowę. W szarych oczach pojawił się przez krótką chwilę ból. El przyglądała mu się w milczeniu. Ktoś, na kim się zawiódł? Inna kobieta? Też jego uczennica? Nic nie wiedziała na ten temat. Mistrz sprawiał wrażenie, że całkowicie nie interesowały go te sprawy. A szkoda, bo był mężczyzną w sile wieku, do tego przystojnym. Po raz pierwszy pomyślała o nim jako o mężczyźnie, nie jak o magu. – Nie chcę, aby coś podobnego przydarzyło się tobie.

– Muszę to przemyśleć.

– Nie, El. Tak będzie lepiej. Może wrócimy do tej rozmowy za kilka lat…

– Jesteś niekonsekwentny – skrzywiła się, kierując do wyjścia. – Za kilka lat? Po co? Zechcesz mieć w szeregach Rady czarodziejkę z uwieszonymi na jej spódnicy pociechami?

Roześmiał się, ale tak dziwnie niewesoło, raczej z goryczą. Zostawiła go, bo nie mieli sobie nic więcej do powiedzenia. Problem polegał na tym, że El uważała plan mistrza za wysoce idiotyczny. Czy małżeństwo sprawi, iż nagle jej moc zniknie? Bzdura! Liczył jedynie na to, że dziewczyna zaspokoi potrzeby ciała, no i na to, iż zajęta rodziną nie będzie miała czasu na czarowanie. Poza tym dotarły do niej plotki, że stosunki pomiędzy Radą a królem były ostatnio coraz bardziej napięte. Nie bardzo rozumiała, z jakiego powodu, ale była pewna, że to też przyczyniło się do zgody Rothara.

Tylko że ona miała to gdzieś.

Nie wróciła już do przerwanych zajęć. Zbyt wiele myśli kłębiło się w jej głowie. Zaszyła się we własnej komnacie. Skuliła na brzegu łóżka, próbując przypomnieć sobie każdy szczegół spotkania z czarnoksiężnikiem. Każde czujne spojrzenie, każde ironiczne wykrzywienie ust. Potem zaczęła się zastanawiać, dlaczego kazał przekazać wiadomość właśnie Rotharowi? Z zaskoczeniem uświadomiła sobie, że byli w podobnym wieku, a przynajmniej na to wskazywał ich wygląd. Mogli więc pobierać nauki w tym samym miejscu, a nawet więcej. Przez pewien czas mogli być też towarzyszami. El niespokojnie poruszyła się na posłaniu. A może byli kimś więcej niż… towarzyszami? Nigdy, przez cały okres swego pobytu w szkole nie słyszała, aby mistrz w jakikolwiek sposób interesował się płcią przeciwną. Azack na jawie również nie sprawiał wrażenia, że jej uroda uczyniła na nim jakiekolwiek wrażenie. Może oni… Prychnęła ze złością. Co za durny pomysł? Całkiem jej chyba odbiło! I skąd u licha wzięła się ta irracjonalna zazdrość?

– Może i jestem głupią gęsią – mruknęła, sięgając po dzban z winem. Lecz zaledwie zanurzyła w nim usta. Alkohol nigdy jej nie służył. Kiedy raz czy dwa inni namówili ją do picia, nigdy nie wyszła na tym dobrze, za to za każdym razem zdołała się skompromitować. Nie, żadnego wina i żadnych niemądrych myśli. Musi raczej postarać się zaplanować ucieczkę. Tak, bo to będzie ucieczka, chociaż nikt nie zakuł ją w kajdany. Rothar nie jest głupi, nie da się nabrać na jej udawaną pokorę. Musiałaby więc umiejętnie zamaskować prawdziwe zamiary. Trudne, lecz wykonalne.

Kiedy obmyśliła szczegóły, spostrzegła w końcu, że zapadła już noc. W pośpiechu zdjęła ubranie, opryskała twarz wodą i na powrót schowała się pod przykryciem. Lecz sen nie nadchodził, a za to pojawiło się dziwne zniecierpliwienie. Leżała na plecach, nieruchomym spojrzeniem wpatrując się w jeden punkt na wypukłym sklepieniu komnaty, po raz kolejny wracając myślami do tego, co miało ją spotkać.

Jej talent magiczny nie ujawnił się od razu, a dopiero, gdy zaczęła dojrzewać. Na początku nikt nie brał go na poważnie. Aż do dnia, gdy królewską ucztę zamieniła w piekło. Była wściekła, bo ojciec odprawił jej matkę, aby pojąć za żonę swą długoletnią kochankę. Tak wściekła, że przestała panować nad tym, co od dawna rosło w siłę.

Uniknęła kary tylko z jednego powodu. Naczelny Rady zaskoczony jej niezwykłym darem wziął ją pod swoje skrzydła. I nikt, nawet król nie ośmielił mu się sprzeciwić. Tak El trafiła do szkoły, gdzie grupa adeptów pobierała nauki u największych magów ich świata. Nie tęskniła do domu, bo już od dawna nie chciała podzielić losu swoich młodszych sióstr. I chociaż była trzecią kandydatką w kolejce do tronu, to nigdy tak o sobie nie myślała.

Aż do dzisiejszego dnia, gdy ojciec upomniał się o nią, chcąc za pomocą małżeństwa zawrzeć korzystny sojusz.

Okrutny żart losu, bo przez ostatnie lata nie do małżeństwa była przygotowywana.

Lecz to nie było najgorsze. Znacznie bardziej zabolała ją zgoda mistrza. Nigdy nie sądziła, że pozwoli na coś takiego. Że zdradzi swą najlepszą adeptkę, skaże na nędzny los królewskiego mięsa. I to z jakiego powodu? Azacka? Człowieka, który wzbudzał w niej wyłącznie wrogość. Zwłaszcza po tym, czego się o nim wciąż dowiadywała.

No może nie do końca wyłącznie wrogość, przyznała po chwili niechętnie. Może nie do końca, ale przecież to o niczym nie świadczyło. Zupełnie o niczym.

Powinna się przespać, aby jutro spojrzeć na swoją sytuację z nowej perspektywy. Musi jeszcze raz porozmawiać z Rotharem, chociaż nie wiązała z tym wielkich nadziei. Chciała wolności, to musiała liczyć na samą siebie.

Podciągnęła pod brodę skraj koca. Zamknęła oczy. Wewnętrzna dyscyplina, czyli coś, czego nauczyła się tutaj w pierwszej kolejności, pomogła jej pozbyć się chaosu w umyśle.

Zasnęła.

Lecz nie było dane zaznać jej spokoju.

Ciepłe promienie słońca ogrzewały twarz. Lekki wietrzyk poruszał kwiatami na łące, gdzie leżała. Całkowicie naga, błogo rozleniwiona. Przeciągnęła się, z przyjemnością wdychając cudowne zapachy. Gdzieś w pobliżu rozśpiewał się ptak. Poza tym panowała tu błoga cisza, niosąca ukojenie i ulgę.

Nagle zadrżała. Złocistą kulę zasłoniła ciemna chmura. Zerwał się też zimny, wręcz lodowaty wiatr. Ptaki umilkły, a kwiaty pochyliły swe łebki, zwiotczały, pomarszczyły się. Kolorowy świat zamienił się w ponure, pełne szarości pustkowie. I wtedy po nagim udzie El przesunęło się coś zimnego, śliskiego. Krzyknęła, na oślep wymierzając cios przeciwnikowi, którego nie dostrzegła.

– Panno czarodziejko…

Te słowa uspokoiły ją nieco, chociaż nie przyniosły ukojenia. Zamknęła oczy, pozwalając błądzić silnym, męskim dłoniom po całym ciele. Prężyła się i wyginała, czując narastający żar w dole brzucha. A wtedy sen zamienił się w jawę i El obudziła się na środku łoża, naga, odkryta, z dłonią pomiędzy swymi udami.

Zawsze umiała zapanować nad takimi rzeczami.

Ale nie dziś.

Wygięła ciało w łuk, unosząc się w górę, gdy zwinne palce wślizgnęły się do opływającego wilgocią wnętrza. Krzyknęła, gdy dotarły do punktu, z którego promieniowała rozkosz. Jedną ręką przesuwała po nagim brzuchu, po drżących udach, pieściła bezwstydnie sterczące sutki. Drugą zaspokajała się, gwałtownie, w pośpiechu, jakby nie potrafiła zapanować nad głodem własnego ciała. Oddychała szybko, spazmatycznie. A później już tylko krzyczała, nawet nie starając się być cicho.

Opadła na pościel. Mokra, zaspokojona i tak szczęśliwa, jak nigdy wcześniej. Pod zamkniętymi powiekami wciąż miała obraz ciemnowłosego mężczyzny, o niezwykłych, jasnych oczach. Na skórze wciąż czuła dotyk jego dłoni, chociaż tak naprawdę nigdy w ten sposób jej nie dotykał.

Powoli absurdalne uczucie szczęścia znikało, a w zamian za to pojawiło się na jego miejscu przerażenie.

Rothar miał rację.

Absurd stał się prawdą, a ona kompletnie oszalała! Może to był jakiś czar, może dotychczasowa samotność dała się we znaki, tego nie wiedziała.

Musiała… Odetchnęła głęboko. Musiała się przekonać, czy naprawdę miał na nią taki wpływ. Czy to może jej własne pożądanie i długo tłumione uczucia, dały o sobie znać w najmniej odpowiednim momencie? Jednego wszakże była pewna.

Nie poślubi mężczyzny, którego sama nie wybrała. Prędzej zrówna ojcowski zamek z ziemią, narażając się na gniew mistrza i skazując na wygnanie. Oczywiście miała jeszcze jedno wyjście. Mogła poprosić Radę o odebranie jej mocy, wypalenie talentu. Wiedziała, że istnieje potężny czar, który może tego dokonać. El uśmiechnęła się krzywo. Azack miał rację. Lepiej było umrzeć, niż wyrzec się części siebie.

Ale to podsunęło jej pewien pomysł. Może i głupi, ale pozwalający również zachować nadzieję.

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    No i znowu tydzień czekania 🙁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety, takie to już los newsletterowicza 🙂

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Ulala!
    Jednak Azack ma dobre zamiary?
    Coś czuję, że nas tylko tak łudzisz Babeczka.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      I tak, i nie. Gdzieś około 14 części się coś w końcu wyklaruje 😀

      • A
        Anka
        |

        14? O w mordę……

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    No i Rothar się doigrał. El uciekła prosto do Azacka. I dobrze! Zaintrygowało mnie, z jakich innych powodów Azack zareagował tak, jak zareagował na to, że El jest bez mocy. Dużo tajemnic do odkrycia.
    Babeczko, czy wiesz, że po wpisaniu w google frazy „nacięcie na wezgłowiu” drugim wyświetlonym linkiem jest odnośnik do I części Warstw? 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dobre 😉 Lepsze niż ta owłosiona cipka ;-D

      Jo – ty się dziwisz? Taki chłop, osiemdziesiątka na karku, a hasa jak młody byczek 😉 I ta aura tajemniczości, podłej przeszłości… Tylko nieszczęśliwą miłość mu darowałam. Na razie 😉

      • Jo Winchester
        |

        Ja sama bym chętnie uciekła do Azacka, tylko nie wiem, gdzie on teraz przebywa 😀 Jadzia dała Tony Porter namiary na Mieszka, to może Ty mi dasz na Azacka? 😉 Co z tego, że trochę starszy, przyjmę pod me opiekuńcze skrzydła 😀

      • A
        Aga
        |

        El by cię w żabę zamieniła 🙂

      • Jo Winchester
        |

        Mieszkam nad stawem, akurat będzie pasowało 😀

      • Babeczka
        |

        A jakiegoś seksownego wodnika w tym stawie nie masz? ;-D

      • Jo Winchester
        |

        No właśnie gdzieś się schował, skurczybyk jeden ?

  4. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Ja się pogubiłam. To jest bez mocy czy udaje?

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Na początku pomarudzę, bo wolałam poprzednią okładkę – pan z obecnej oczyma wampirem mi „zajeżdża” i z wyobrażeniem Azacka nie współgra. Nie, żebym miała jakieś anse do wampirów, ale wychowanie na Tolkienie robi swoje – czarodziej to czarodziej i wampirze oczy mu nie pasują:) A jak już jestem w temacie okładkowym, to mnie nie leżą okładki z: ” Aż do końca świata”, „Do piekła i z powrotem”, „Basen”, „Krewny” „Niekompletni”, „Uzurpator”, „Zbyt wiele twarzy”, „Transakcja” – nie współgrają mi z opowieścią, ale oczywiście, to moje osobiste odczucia, bo komuś innemu mogą pasować idealnie. Podmianka w „Nieludzkim” bardzo mi się podoba, aczkolwiek przeraża mnie, że za Chiny nie mogę sobie przypomnieć poprzedniej okładki:(
    A co do historii El i Azacka, to szacun dla El, że się tak sprytnie wywinęła i wystrychnęła magów na dudków:) I szacun dla Azacka za instynktowną reakcję – żal i współczucie dla El, bo utraciła istotę samej siebie. Mocno ciekawa jestem ich relacji. Myślę, że oboje mogą wiele się od siebie nauczyć. Mina Rothara i ojca El po stwierdzeniu faktu, że zniknęła – bezcenna. Idealnie nadawaliby się do reklamy MasterCard:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wyklętego muszę zmienić, bo przesadziłam z autoformatowaniem 😉
      Z niektórymi się zgadzam, ale co do demonich tematów, to tak trudno znaleźć dobrą fotkę 🙁 Jeszcze mi w zestawieniu Pechowej dziewczyny brakuje, ale niestety, to muszę zostawić na później – sprawy techniczne 😉 chociaż od dawna mam już coś upatrzonego.

      A gdybym była własnym czytelnikiem, to napisałabym, że Rothar to głupiec. Co on myślał? Że El zamiast kariery czarodziejki otworzy hurtową produkcję słodkich bobasów?

Leave a Reply