
***
Daria
Nie przywykłam do takiego luksusu. Rozglądałam się dyskretnie, od czasu do czasu popijając małymi łyczkami szampana, aby przypadkiem bąbelki nie uderzyły mi do głowy. Nie przywykłam też do alkoholu, nawet takiego niskoprocentowego, więc wolałam nie ryzykować.
Wykorzystując fakt, że profesor był zajęty rozmową z innymi gośćmi, w końcu odważyłam podejść do długiego stołu, zastawionego smakołykami. Nie miałam pojęcia, co nałożyłam sobie na talerz, ale wyglądało apetycznie. Zjadłam, dyskretnie otarłam kąciki ust, a później wróciłam do szampana. Pewnie nadal nudziłabym się we własnym towarzystwie, podziwiając otoczenie i usiłując zidentyfikować twarze znane dotąd z telewizji, gdyby nie głos za moimi plecami.
Minęło ponad dziesięć lat, ale wszędzie bym go poznała.
Nie wpadłam w panikę, nie zaczęły dygotać mi ręce. Tylko serce nieco przyspieszyło, a w głowie pojawiło się tysiące myśli i towarzyszących im wspomnień.
Głośny oddech, silny, zniewalający uścisk męskich dłoni. Palce brutalnie zaciskające się na mojej piersi. Sposób, w jaki się o mnie ocierał, szydercze słowa, jakie wypowiadał. Bolesne ciosy, które wymierzył.
Gnojek, który przez długi czas poniżał mnie na wszelkie możliwe sposoby, a na końcu usiłował zgwałcić. Bydlak, który dzięki bogatemu, wpływowemu tatusiowi, pozostał bezkarny, pomimo tego co zrobił mnie i mojemu ojcu.
Jedyny człowiek, którego nienawidziłam, któremu życzyłam śmierci.
W sumie to nic zaskakującego, że spotkałam go w takim miejscu. To ja byłam tutaj obcym ptakiem, nie on. Nie odeszłam jednak, nie umknęłam gdzieś w kąt.
Całe życie prześladowały mnie tamte wydarzenia. Pytanie, czym zasłużyłam sobie na takie traktowanie i przeświadczenie o tym, jak niesprawiedliwym miejscem jest świat, w którym żyjemy. Niesprawiedliwym, bo to my zostaliśmy zmuszeni do ucieczki niczym zaszczute zwierzęta.
Tyle nocy spędziłam skulona w kącie pokoju. Przez tyle dni przemykałam się chyłkiem uliczkami nowego miasta. Tak wiele czasu minęło, zanim zrozumiałam, że to nie była moja wina, że byłam ofiarą.
Dziś nie miałam zamiaru stchórzyć i znów uciekać. Lekko zadarłam podbródek i odwróciłam się, stając oko w oko z Iwo. Koszmarem czasów liceum, z którego szponów wyrwałam się dopiero po wielu latach.
Ten koszmar wyglądał jak najbardziej mokre marzenie każdej kobiety, zwłaszcza w ciemnym garniturze, w beztroskiej pozie zdobywcy świata, z szerokim uśmiechem człowieka, który nigdy nie zaznał biedy i nie musiał wspinać się na szczyt. Jednak na mnie nie zrobił wrażenia. Patrzyłam na niego beznamiętnie, chłodno oceniając walory fizyczne. Może dlatego, że wiedziałam, co kryje się w środku?
Widać było, że mnie nie poznał. Stracił wątek i patrzył, jedynie się uśmiechając. To trwało zaledwie kilka sekund, bo nagle w jego oczach pojawiło się zaskoczenie.
– Ty… – zaczął, a potem zmrużył oczy, poważniejąc. – Niemożliwe?
– Co niby jest niemożliwe? – Skoro on się nie przywitał, ja również nie zamierzałam.
– Daria?
– My się znamy?
Dał krok do przodu i teraz dzieliło nas może z pół metra. Jedną rękę trzymał w kieszeni spodni, w drugiej miał kieliszek z szampanem. W zielonych oczach dostrzegłam niedowierzanie, ale szybko zniknęło, ustępując miejsca pogardzie.
– Co tu robisz?
Nie odpowiedziałam, unosząc znacząco brwi. Zlustrowałam go przy tym spojrzeniem, nie pomijając żadnego szczegółu i starając się, nie zmienić wyrazu twarzy. Już się go nie bałam, ale nie zamierzałam okazać żadnych uczuć. Ten dupek nie zasługiwał na jakiekolwiek emocje z mojej strony. Ani na niechęć, ani na nienawiść, ani na wybaczenie.
– Tak, chyba pamiętam – powiedziałam ze spokojem, powoli, starannie dobierając słowa. Jakbym nie do końca była ich pewna. – Chociaż umknęło mi imię… – Wbiłam w niego pytający wzrok, dostrzegając, jak zmienia się wyraz jego twarzy.
– Umknęło ci imię? – powtórzył szyderczo. – Tobie?
– Co w tym dziwnego? Widocznie nie było dla mnie ważne. – Ze spokojem dałam kolejnego łyka szampana. – Igor? Ignacy? – Z premedytacją wymieniałam inne, pomijając to właściwe. Nie pojawił się strach, ale gniew i chęć zemsty. Nawet tak małej i nieistotnej, jak ta.
– Może powinienem odświeżyć ci pamięć na osobności? – Pochylił się nade mną. Górował wzrostem, ale to również mnie nie przeraziło. Raczej zirytowało.
Przez tak wiele lat wyobrażałam sobie nasze spotkanie. Zastanawiałam się nad tym, co powiem i co zrobię, jak się zachowam. Teraz już wiedziałam jak. Nie zawiodło mnie moje słynne opanowanie, zdystansowanie i chłodna ocena sytuacji. Zdradziło jedynie galopujące serce, ale tego nie mógł dostrzec.
– Na osobności? A co mi zrobisz? Znów spróbujesz zgwałcić? – zapytałam spokojnie. – Tym razem masz pewnie jeszcze lepsze znajomości, które pomogą ci to zatuszować.
– Mam. – Zielone oczy pociemniały. Widać było, że z każdą sekundą coraz słabiej nad sobą panuje. – I nie pochlebiaj sobie, nie tknąłbym cię nawet palcem.
– Tak, to nie był palec, chociaż wymiary miał podobne – zadrwiłam.
Jednym zdaniem starłam resztki samozadowolenia unoszące się niczym opary wokół jego postaci. Nie miałam pojęcia, że to może dostarczyć tyle przyjemności, takiej satysfakcji.
– Opinia żebraczki, która wdarła się na salony.
– Ciężko pracowałam na swoją pozycję – odparłam. – W przeciwieństwie do tych, którzy bez pomocy rodziców, niczego by nie osiągnęli.
– Pozycję? Ty i praca? Czym niby pracowałaś? Dupą? – szydził, nie oszczędzając na niecenzuralnych słowach. – A może twój ojciec wygrzebał ze śmietników wystarczającą ilość puszek?
– Umarł, gdy skończyłam pierwszy rok studiów, a mojej pracy nie zrozumie ktoś taki – spojrzałam na niego znacząco – jak ty.
Nie odpowiedział. Był wściekły, chociaż chyba nie tylko z powodu naszej słownej utarczki i słów, jakie wypowiedziałam. Obiecałam sobie w duchu, że jeśli mnie tknie, zacznę wzywać pomocy. Nie zamierzałam być ofiarą, nigdy więcej nie zamierzałam nią być.
– Ach! – Udając zaskoczenie, zasłoniłam dłonią usta. – Pamiętam. Iwo, prawda?
Gdybyśmy byli sami, to chyba by się na mnie rzucił. Jednak dookoła zgromadził się spory tłum ludzi, nie licząc mężczyzny, który właśnie do nas podszedł.
– Szukałem cię. – W przeciwieństwie do Iwo miał szeroki, budzący sympatię uśmiech i wesołe iskierki w niebieskich oczach. Był odrobinę niższy, smuklejszy, ale też cholernie przystojny. – I nawet się nie zdziwiłem, że znajdę cię w towarzystwie najpiękniejszej kobiety na tym przyjęciu. Przemek, miło mi poznać.
– Daria. – Nie widziałam powodu, aby zachowywać się ozięble. Podałam mu rękę, szeroko się uśmiechając. Zrobiłam to odruchowo, bo naprawdę wzbudzał zaufanie. Ukradkiem zerknęłam na znieruchomiałego Iwo i o mało co, nie wybuchnęłam śmiechem.
Jaką on miał minę!
Odpowiedzi
Wioletta
Zaciekawiła mnie ta książka i chciałabym przeczytać do końca.
Agnieszka
Będzie i w papierze 🙂