fbpx

Wszystko czego pragnę (V)

with 9 komentarzy

ebook sf erotyka
 

– Jak kolacja, admirale?

– Doskonale. – Podniósł wzrok, mierząc chłodnym spojrzeniem wchodzącego zwierzchnika.

– Dowiedział się pan czegoś ciekawego? Nowego?

– Upewniłem się, że mówi prawdę.

– Upewnił się pan? – Zabrzmiało to zbyt drwiąco. Kristof zastygł w bezruchu, patrząc chmurnie na siadającego w fotelu mężczyznę.

– Jest czysta. Poza tym, wiemy co nieco o tajemniczych kapsułach. Dlaczego wciąż wątpicie?

– Może dlatego, że nas nie zauroczyła piękna buzia i pełne bólu spojrzenie?

– Bzdura!

Zapadła wymowna cisza. Dopiero po dłuższym czasie, przewodniczący Rady zdecydował się odezwać.

– Jeśli chce ją pan oczyścić z zarzutów, istnieje pewien sposób… To jedna z naszych najpilniej strzeżonych tajemnic, więc obowiązuje pana nie tylko zwykła dyskrecja. Czy to zrozumiałe?

– Tak. Czy jeśli ten sposób, potwierdzi moje przypuszczenia, Amara będzie wolna? Będzie mogła wrócić na Ziemię?

– Zależy panu na tym, admirale?

– Tak – odparł krótko. – Jaki to sposób?

– Cóż… Zna go pan doskonale.

– Nie rozumiem? – Kristof zmarszczył brwi, wpatrując się w pełną nienaturalnego spokoju twarz siedzącego naprzeciwko człowieka.

– Szczerze mówiąc jest pan jedynym znanym przypadkiem, by człowiek przeżył…

– Nie! – Zerwał się z miejsca i pochylając do przodu, walnął zaciśniętą pięścią w blat stołu. – Na to nie pozwolę!

– Nasze przesłuchania kontrolowane pozwalają…

– Nie! – wysyczał z tak wielką wściekłością, że zwierzchnik spojrzał na niego zdumiony. – Tknij ją tylko obślizgła gnido, to pożałujesz!

– Admirale! Pan się zapomina! – Przewodniczący poczerwieniał. Nie spodziewał się aż tak gwałtownej reakcji.

– Nie, to pan się zapomina! Tyle zawdzięczacie tej dziewczynie i na razie nie ma niczego, co świadczyłoby przeciwko niej. Zabieram ją ze sobą – dodał, już spokojniejszym tonem. A więc to dlatego nie byli zaskoczeni, gdy powiedział im o kolanińskich metodach przesłuchania. Cała ta rada to stado kretynów.

– Nie jest pan jedynym admirałem we flocie.

– A pan jedynym członkiem Rady. Radzę nie wchodzić mi w drogę. Dziewczyna leci ze mną.

– Narazi pan misję! – Wzburzony mężczyzna nie zamierzał odpuścić. – A ja postaram się, aby odebrano panu uprawienia, admirale!

– A staraj się o co chcesz. – Kristof zajął na powrót swoje miejsce, mierząc przeciwnika zimnym spojrzeniem. – Jeśli to wszystko, to jestem zajęty.

Wiedział, że przekroczył swoje uprawnienia. Nikt nigdy nie odważył się tak otwarcie sprzeciwić Przewodniczącemu Rady. Ale jednego był pewien – nie pozwoli jej skrzywdzić. Dość się już nacierpiała. Dość przeżyła. Na szczęście stał wystarczająco wysoko w tej hierarchii, aby móc zapewnić jej bezpieczeństwo. Tak, z nim będzie bezpieczna. I pewnie ucieszy się, że może skorzystać z możliwości zmiany otoczenia. Przypomniał sobie ich pocałunek. Przymknął oczy, przez chwilę delektując się tym wspomnieniem, pełnych słodyczy warg o smaku cierpkiego wina. Przed sobą nie musiał ukrywać, że pragnął więcej, znacznie więcej. Tyle razy się zakochiwał, tyle razy był zauroczony, ale po raz pierwszy w taki sposób. To było coś nieznanego, bardziej subtelnego i jednocześnie znacznie bardziej wyrazistego. Uśmiechnął się, lecz w następnej chwili spoważniał. Ma do zrobienia jeszcze jedną rzecz.

Musi pokonać wspomnienie.

I wtedy przyszło mu do głowy, że to może być najtrudniejsze zadanie w jego życiu.

***

– Pakuj się! – powiedział zamiast powitania, gdy tylko wszedł do środka.

– Słucham? – Patrzyła na niego zdumiona. – Niby co mam pakować? Tutaj nic nie jest moje…

Zrobiło mu się głupio. Nic dziwnego, że czuła się samotna. Nie mieć niczego, nawet najmniejszego drobiazgu, który łączyłby z przeszłością, to straszne.

– Przepraszam, że tak brutalnie – usiadł na gładko zaścielonym łóżku, patrząc na nią z rozczuleniem. Śliczna była, nawet w tych nijakich ciuchach, które przydzielano każdemu z mieszkańców bazy. – Lecisz ze mną. Za dwie godziny.

– Akurat to jest dobra wiadomość – uśmiechnęła się, podchodząc bliżej. Z zadumą uniosła ramiona i ujęła jego twarz w obie dłonie. – Co się stało? Wyglądasz na wzburzonego?

– Po prostu ze mną będziesz bezpieczna – przykrył jej rękę swoją.

– A tutaj nie?

– Już nie.

– Wszystkich ewakuują?

– Nikogo nie ewakuują.

– Nie bardzo rozumiem… Chodzi o tę waszą Radę, która wietrzy podstęp w moim pobycie tutaj?

– Tak – skwitował krótko. – To jak? Zabierasz coś ze sobą? Poczekam.

– Trochę ubrań i chyba to wszystko. Nie wiem tylko, w co mam to zapakować?

– Jestem przewidujący. – Nie mógł oprzeć się pokusie. Przyciągnął ją ku sobie i lekko pocałował. Nie wykręciła głowy, nie odsunęła się. Zarumieniła. – Za drzwiami stoi coś, czego potrzebujesz. Spakuj się, a ja poczekam.

Posłała mu przeciągłe spojrzenie, uwalniając się z jego ramion. Widać było wyraźnie, że nie chce zostawić jej samej. Jakby się czegoś bał. Wciąż zamyślona wrzuciła do okrągłego, plastikowego pojemnika, który kształtem nieco przypominał walizki z jej czasów, kilka sztuk bielizny, mdłe, nijakie uniformy, w jakie zaopatrzono ją po przybyciu tutaj i dwie pary równie bezbarwnych butów. Kristof stanął przy oknie, obserwując ją w milczeniu. Jednak zauważyła, że nadal był rozgniewany.

– Czy jeśli mnie zabierzesz, nie poniesiesz konsekwencji?

– Mam gdzieś konsekwencje. Spakowana?

– Niby tak – westchnęła rozglądając się dookoła. – Nie będę już więcej zadawała zbędnych pytań. Cieszę się, że mogę się stąd wyrwać.

– Tak myślałem. Chodź! – powiedział, sam kierując się w stroną drzwi. Amara podążyła za nim w milczeniu. Była pewna, że nie zatęskni do tego miejsca. Takiego niejakiego, z tłumem obojętnych ludzi, o odpychających twarzach. Może nieco koloryzowała rzeczywistość, ale miała to gdzieś. Chciała się stąd wyrwać i zaproszenie Kristofa spadło jej jak z nieba.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Obstawiam, że na końcu to był Rehn.

  2. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Mi tu jakoś Rehn nie pasuje ale kto wie
    Jestem ciekawa ciągu dalszego 🙂

    Zastanawiam się czy wspomnienie o drugiej takiej kapsule w jakiej była Amara (w poprzedniej części) było celowe tzn czy będzie rozwijany w tej sprawie wątek czy to tylko taka nieistotna wzmianka 🙂

    Pozdrawiam
    AG_ucha

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie lubię zostawiać takich kwestii luzem, więc jakiegoś wyjaśnienia na pewno możecie się spodziewać 🙂

    • T
      Tony F.P.
      | Odpowiedz

      Mnie też tu Rehn nie pasuje i myślę, że być może, to ktoś, kto wie kim jest Amara, zna jej przeszłość, a może i sam z tej przeszłości pochodzi, że się tak wyrażę. Druga kapsuła jest zbyt intrygująca, żeby ją zignorować – tak samo, jak ważne jest dlaczego Amara znalazła się w kapsule, tak i wielce istotna jest "zawartość" drugiej kapsuły. Ciekawa jestem, Babeczko, czy Ty wiesz kto tam siedzi:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dowiecie się jeszcze w tym tygodniu 🙂 Co do wyjaśnień, to oczywiście będą, już pisałam, że nie zostawia się nie zamkniętych kwestii 😉

  3. N
    Nekris
    | Odpowiedz

    Też się zastanawiam, czy nie zacząć udostępniać swoich opowiadań w wersji płatnej, opłaca się? 😀

Napisz nam też coś :-)