
Rozdział 1
Chuchnęła w zziębnięte dłonie. To był cholernie głupi pomysł, aby zboczyć z głównej drogi i pójść na skróty. Bardzo, bardzo głupi, bo teraz stała pośrodku lasu, zapadał zmrok i było coraz zimniej.
Wyjęła z kieszeni telefon, sprawdzając czy w końcu ma zasięg. Ku jej zdziwieniu, zaczął działać nawet internet. Nie ruszając się z miejsca, od razu sprawdziła swoje położenie, a później wyznaczyła najkrótszą trasę do celu. Niestety, to wcale nie okazało się takie proste, bo nawigacja zgłupiała nie mniej niż Nadia.
– Chwila – wymruczała, przyglądając się mapie w telefonie. – Jeśli pójdę prosto, trafię na drogę. Skręcę w prawo, a stamtąd powinnam mieć całkiem blisko do hotelu.
Po raz nie wiadomo który pomyślała z gniewem o cymbale, który wymyślił wyjazd integracyjny na to zadupie. Owszem, hotel był piękny, luksusowy, z wszelkimi udogodnieniami, lecz to wszystko, chociaż lasów się nie obawiała, tak samo jak ciemności. Była na tyle popieprzona, że uwielbiała nocne spacery w odludnych miejscach.
– Zajebię tego gnoja – obiecała światu, a później ruszyła przed siebie. Na szczęście nie było jeszcze aż tak ciemno. Trafiła też na coś w rodzaju ścieżki, a ta doprowadziła ją na skraj polany. I tam zamarła w pół kroku, bo scena jaka ukazała się jej oczom, nie należała do typowych.
Jakiś facet kopał dół. Nad nim stał inny, z bronią w ręku i nadzorował nocne wykopki. Ten kopiący miał na sobie brudne dżinsy i skórzaną kurtkę, jego nadzorca ubrany był cały na czarno. Minę miał znudzoną, ale Nadia była pewna, że to tylko pozory.
Zauważył ją? Cholera, oby nie, nie chciała kłopotów. Przyjechała tutaj odpocząć, a pierdolona praca sama ją znalazła.
Porachunki? Zemsta? Psychol?
Uważnie przyjrzała się mężczyźnie z bronią, chociaż było zbyt ciemno, aby dostrzegła szczegóły. Tylko że to dla niej nie był problem, bo potrafiła wyciągnąć wnioski z wielu drobiazgów. Zazwyczaj w zaciszu biura, chociaż w terenie i życiu też całkiem nieźle się sprawdzała.
Psychol, zadecydowała w końcu. W tym wypadku należało ostrożnie się wycofać i wybrać inną drogę do celu, a panów zostawić w spokoju, aby mogli dokończyć to, co zaczęli.
Ostrożnie dała krok do tyłu i wtedy jej telefon nagle postanowił złapać sieć. Pomiędzy drzewami pomknęła skoczna melodia That’s my girl i Nadia wiedziała, że ma przejebane.
– Kurwa! – syknęła i przestała być ostrożna. Rzuciła się do ucieczki, licząc na to, że wieloletnie treningi dadzą jej przewagę.
Nie dały.
Dopadł ją od tyłu po kilku minutach. Zarzucił linę na szyję i zaczął dusić. Nie była jednak bezbronną ofiarą, umiała się bronić w takich sytuacjach. Tylko, że on sprawnie blokował każdy jej ruch. Wydawało się, że trwa to wieczność, chociaż było zaledwie kilkoma sekundami, gdy uścisk zelżał, a Nadia wyrwała się oprawcy i błyskawicznie odwróciła.
– Jesteś cała? – wychrypiał kopacz. Trzymał w drżących dłoniach łopatę, której trzonkiem właśnie przywalił w głowę ich wspólnego wroga. W ciemnych oczach dostrzegła paniczne przerażenie, z czoła spływała mu krew, prawy policzek miał opuchnięty od uderzenia.
– Chyba tak – wyszeptała, dotykając obolałej szyi. – Kto to?
– Nie pytaj, spierdalaj póki możesz! – Mężczyzna wyrzucił łopatę, po czym sam poszedł za swoją radą. Została tylko ona i nieprzytomny napastnik.
Nadia przyjrzała mu się z namysłem. Co ma z nim zrobić? Oczywiście, powinna zadzwonić po policję, może też po karetkę, bo jasne włosy zlepiła świeża krew. A może zakopać go w tamtym dole? W sumie pomysł niezły, ale to niestety podchodzi pod jakiś paragraf.
– Szkoda – mruknęła, po czym otrzepała dłonie. Odwróciła się z zamiarem odejścia i gwałtownie zamarła, widząc lufę broni wycelowanej we własne czoło. Od razu zrozumiała, dlaczego kopacz kazał jej brać nogi za pas.
– No jasna cholera! – zaklęła. – Czego znowu? Przecież go nie zabiłam – wskazała na leżącego mężczyznę.
Napastnik trochę go przypominał, jakby byli spokrewnieni czy coś w tym stylu i wydawał się równie bezwzględny.
– Ciekawe – powiedział, wpatrując się w nią intensywnie. – Udało ci się pokonać Noela. Naprawdę ciekawe, tym bardziej, że chyba na początku miał przewagę.
– A, to! – Dotknęła ręką szyi. Wolała nie zdradzać mu szczegółów, bo chyba tylko dzięki jego zaskoczeniu jeszcze żyje. Tylko co dalej? Ucieczka nie wchodziła w rachubę, musi więc szybko coś wymyślić. Przypomniała sobie ostatnio oglądany koreański serial i nagle ją olśniło.
– Nic mu nie zrobiłam. Całowaliśmy się i jakiś skurwiel przywalił mu od tyłu łopatą.
– Całowaliście się? – Utkwił spojrzenie w czerwonej prędze na jej szyi.
– Lubimy na ostro – dodała, starając się wyglądać na rozluźnioną.
– Na ostro?
– Przestań powtarzać moje słowa – powiedziała, symulując irytację. Jej serce biło jak oszalałe, ale nie mogła niczym się zdradzić, bo od razu zarobi kulkę. I tak cud, że od razu nie posłał jej na tamten świat, bo z pewnością nie był z tych, co najpierw pytają, a potem podejmują decyzję. – Jest ranny, trzeba go opatrzyć.
– Niedaleko mam samochód – odparł, ale nie opuścił broni. Wyglądał za to na rozbawionego. – Dobrze, powiedzmy, że ci wierzę. Jeśli Noel poświadczy twoje słowa, to przeżyjesz.
– Jak go przeniesiemy? – Zlekceważyła ostatnie słowa, jakby nie miały znaczenia.
– To zaledwie sto metrów, zaciągniesz go.
– Mało delikatnie.
– Mówiłaś, że lubicie na ostro.
Wzruszyła ramionami i bez zastanowienia chwyciła jedną nogę nieprzytomnego mężczyzny.
– W którą stronę?
– Tam.
Swoje ważył, lecz ona nie należała do słabych kobiet. Trochę się zasapała, ale w końcu dotarli.
– Wsadź go do środka – padł rozkaz. – Na tylne siedzenie.
– Może do bagażnika? – zaproponowała zgryźliwie.
– Nie, bo jak się ocknie, to mnie zabije.
– Spróbuję – oświadczyła i westchnęła. Facet swoje ważył, pomimo tego, że nie wyglądał na osiłka. Jakoś jej się udało, jednak po drodze biedak zarobił w czoło oraz przez nieuwagę próbowała mu przyciąć nogę drzwiami. Wszystko to pod obojętnym spojrzeniem gościa z bronią.
– Siadaj za kółkiem, prowadzisz. – I rzucił jej kluczyki.
– Gdzie jedziemy? – zapytała, podczas gdy jej przeciwnik zajął miejsce z tyłu, obok nieprzytomnego kumpla.
– Na razie w lewo, aż do asfaltu, potem w prawo i prosto.
– Mógłbyś przestać do mnie celować?
– Nie, chociaż wierzę, że masz coś wspólnego z Noelem. Nawet dużo – dodał w zamyśleniu. – Mało kto zachowuje tyle zimnej krwi w obliczu lufy przystawionej do czoła.
Nie miała zamiaru wyprowadzać go z błędu, tłumacząc, że jej zimna krew jest pokłosiem obcowania z ojcowskim arsenałem prawie od przedszkola. Jako córka gangstera z krwi i kości oraz policjantki wywodzącej się z rodziny o mundurowych tradycjach, broń jej nie przerażała, może w tym wypadku jedynie irytowała. Jakby to ująć wolała znajdować się z drugiej strony i trzymać palec na spuście.
– Jak się poznaliście?
– Cóż… – zamyśliła się, bo przed jej oczyma ukazała się scena, jak w nocy, w głębokim lesie, natknęła się na gościa kopiącego dół i drugiego, który trzymał go na muszce. – Podczas spaceru wieczorową porą.
– Czyli miłość jak grom z nieba – zażartował.
– Tak, był bardzo stanowczy. – Nadia mimowolnie dotknęła śladu na szyi. Owszem, stanowczo chciał ją udusić jako niewygodnego świadka.
– I podarował ci zajebisty seks.
– Nie, naszyjnik – wyrwało jej się, gdy przypomniała sobie linę, którą chciał ją udusić. – A ty? Zgaduję, że rodzina.
– Powiedzmy, że brat. Za pół kilometra skręć w lewo.
Zapadła cisza, a Nadia zaczęła szacować szanse powodzenia związane z ucieczką. Walka wręcz nie miała sensu, bo to on miał broń. Nagłe hamowanie? Zbyt ryzykowne. Cholera wie, kto bardziej ucierpi, ona czy ten z tyłu. Czy ją zabije? Oczywiście, jak nie teraz, to zaraz po tym jak jego kumpel odzyska przytomność.
Kurwa, ma przejebane!
Że też zachciało jej się jebanych spacerów po lesie! Trzeba było pójść do jacuzzi albo na basen. Upić się w trupa, poderwać tego przystojnego kapitana i spędzić upojną noc w jego towarzystwie, o czym od dawna skrycie marzyła. Nie, jej się zachciało świeżego powietrza i jak na tym wyszła? Z drugiej strony skąd mogła przypuszczać, że natknie się na scenę jak z filmu o porachunkach gangsterskich.
O, właśnie. Tatko. Co on by zrobił w takim wypadku?
Nadia, myśl, myśl dziewczyno, bo zginiesz tu i teraz! Ze świstem wypuściła powietrze i skręciwszy we wskazaną drogę, zdecydowała się jednak na kontrolowaną utratę nad pojazdem. Odrobinę przyspieszyła, gdy z tyłu dobiegł ją dziwny dźwięk, coś jakby westchnienie, po czym jej skroni dotknął zimny metal, w lusterku ujrzała twarz niedawnej ofiary, a jasnych oczach zapowiedź śmierci.
Zahamowała gwałtownie, sprawiając, że broń wypadła mu z ręki, a on sam zanurkował w kierunku kokpitu. Samochód wjechał w pobliskie krzaki, wystrzeliła poduszka i w końcu stanęli.
Leave a Reply