
***
Chciałam jedynie napisać, że włączyłam moderację komentarzy. Nie dlatego, że ktoś mnie krytykuje, ale z powodu botów. Wrzucały na stronę ponad setkę dziennie pierdół z jakimiś reklamami z ruskich stron. Stąd moderacja. I dodam, że mało kiedy tak się ucieszyłam, widząc wasze komentarze pod poprzednim postem 🙂 Nawet łezkę uroniłam ze wzruszenia, serio. A może to ta cebula, którą kroiłam do jajecznicy? No i zapraszam do motylowego sklepu - z kodem walentynki2026 macie promkę 50% na wybrane tytuły!
***
Rozdział 1
Spodziewałem się skromnego mieszkania w jakimś bloku, a Oliwia zabrała mnie do budynku DPSu. Szedłem za nią, powłócząc nogami i rozglądając się dookoła ze ściśniętym gardłem. No tak, czego mogłem więcej oczekiwać? Dobrze, że pomyślała chociaż o tym.
- To tutaj – powiedziała, otwierając przede mną drzwi. Pokój nie był duży, mieściły się w nim maksymalnie trzy łóżka. To najbliżej okna było wolne i pewnie przeznaczone dla mnie. Na dwóch pozostałych leżało dwóch mężczyzn, sporo ode mnie starszych, zaniedbanych i przygaszonych. Spojrzeli w moim kierunku bez ciekawości, ale lekko się ożywili, gdy dostrzegli Oliwię.
- Dzień dobry, kwiatuszku – powiedział jeden z nich, szeroko się uśmiechając i pokazując bezzębne dziąsła. Ładnie, zważywszy na to, kim pewnie był. Zbyt ładnie, chociaż nie dostrzegłem w tych słowach żadnego seksualnego podtekstu.
- Dzień dobry Mateuszu. Jak noga? - zapytała moja córka, wchodząc do środka. A mnie olśniło. Czyżby tutaj pracowała? To tłumaczyłoby fakt, że czuła się w tym miejscu tak pewnie.
- Dobrze, ale jeszcze ropieje.
- Będzie lepiej. Poznajcie mojego tatę, Aleksandra – wskazała na mnie, a wtedy i ja przekroczyłem próg. Nie odpowiedziałem na ciche słowa powitania, jedynie uprzejmie skinąłem głową.
Najpierw skończyłem na ulicy, teraz w domu pomocy społecznej. Spadłem na samo dno piekła i już wiedziałem, że nie dam rady wspiąć się z powrotem na szczyt. Umrę tutaj, zapomniany, samotny, w milczeniu przeżywający własną klęskę.
- Rozgość się, ja pójdę do dyrektorki przekazać, że się zjawiłeś.
Oliwia wyszła, a ja powoli usiadłem na łóżku z pochyloną głową. W końcu ją uniosłem i od razu napotkałem badawcze spojrzenia dwóch par oczu.
- To ty jesteś tym ojcem, o którym opowiadała? - zagaił ten, którego imienia nie znałem.
- Tak – odparłem krótko i zwięźle. Opowiadała o mnie? No tak, z pewnością mówiła im, że tutaj zamieszkam.
- To taka dobra dziewuszka – rozczulił się Mateusz. - Trafiłem tutaj rok temu, ale chwalą ją od zawsze.
- Widocznie lubi tę pracę.
- Pracę? Ona też tutaj mieszka od ponad dwóch lat.
Zapadła cisza, przerywana tylko miarowym tykaniem starego budzika, stojącego na stoliku jednego z moich współlokatorów.
- Nie wiedziałeś? Podobno straciła rodziców i nie miała się gdzie podziać. Pracowała na dwie zmiany, jako sprzątaczka w takim ogromnym biurze, w samym centrum, zaraz jak to się nazywało? - Podrapał się po głowie, a łupież osypał się na ciemna tkaninę swetra. - Coś ze złotem.
- Golden Fields? - zapytałem z niedowierzaniem.
- No, właśnie tak. Tam i w sklepie nocnym. Chciała wynająć własny kącik i pójść na studia, na medycynę. Mądrala z niej. Wiesz, że zdała maturę i była najlepsza w szkole? - dodał z dumą, jakby to o jego córkę chodziło.
Pracowała w mojej firmie? Jako sprzątaczka? Moja córka? Moje jedyne dziecko? Najlepsza w szkole? Studia? Czyli jeszcze nie poszła na studia? I mieszkała tutaj?
Kurwa.
Dwa lata temu Sabina urządziła mi awanturę, bo nie chciałem jej kupić willi na Lazurowym Wybrzeżu, rekomendując coś skromniejszego na Wyspach Kanaryjskich. Stanęło na czymś mniejszym, ale droższym, bo na Malediwach. Grymasiła i nie chciała ze mną rozmawiać przez cały tydzień.
A moja córka w tym czasie mieszkała we wspólnym pokoju w domu pomocy społecznej.
Trzy lata temu, kiedy Sabina z trudem skończyła renomowane liceum, a przez maturę to chyba przepchnęła ją silna wola Klary, kupiłem jej miejsce na zagranicznej uczelni, na wymarzonym kierunku, z którego wywalono ją po roku na zbity pysk.
Oliwia pracowała w tym czasie mojej firmie, sprzątając kible, żeby zarobić na dalszą naukę, bo pomimo sukcesów, nie mogła pójść na studia.
Opuściłem głowę, żeby nie mogli dostrzec moich łez.
Tak, zabrała mnie do domu, do jedynego domu, jaki miała. Cholera, ta czekolada i te jabłka, kupiła je za pensję, jaką wypłacała moja firma.
- Już nie zdąży – powiedział jeden z nich.
- Stefan, cicho bądź. Nie wywołuj wilka z lasu.
- O co chodzi? - Skupiłem się na tamtych słowa. O co chodziło z tym „nie zdąży”?
- On chyba nie wie? - Stefan wskazał na mnie koślawym paluchem. - Głupi jakiś chyba. Przecież dziewczyna straciła włosy i dlatego nosi tę szmatkę.
- Włosy? - Poczułem nagły ból, rozprzestrzeniający się po całym ciele. - Chora?
- Białaczka. Walczy już z tym cholerstwem kilka lat. Ostatnio była tak słaba, że już kupiłem pół litra na stypę.
Miałem ochotę zerwać się na nogi, dopaść go i pierdolnąć w tę głupią gębę. Tylko że tak naprawdę oni ją lubili i podziwiali. Było im żal mojej córki, bo umierała.
Umierała.
Stąd ta bladość, stąd wrażenie kruchości, ogromne cienie pod oczyma i ta błękitna chustka na głowie. Brwi i rzęsy już trochę odrosły, widać włosy nie.
A skoro chorowała już kilka lat, to albo białaczka objawiła się jeszcze przed osiemnastym rokiem życia, albo krótko po. Skąd miałem wiedzieć kiedy, jeśli kompletnie nie obchodziło mnie, co się z nią dzieje i co się z nią stanie. Nie zaczekała nawet do ukończenia szkoły, po prostu spakowała się i zniknęła.
Jak mogłem być takim skurwielem? I jakim cudem ona o mnie nie zapomniała? Dlaczego chciała mi pomóc, chociaż wiedziała, że niczego już nie mam? A może myślała, że mimo wszystko nie jest tak źle?
- Załatwione. - Pojawiła się w pokoju i nagle poczułem, jakby słońce wyjrzało zza chmur. Już bez kurtki i torebki, w podniszczonych bamboszach ze śmieszną mordką renifera. Taka niepozorna i taka promienna. - Chodź tato, oprowadzę cię i wszystko ci pokaże.
Poszedłem. Obserwowałem ją bez słowa, notując każdy szczegół. Każdy uśmiech, gdy spotykała kogoś znajomego, każdy subtelny ruch szczupłych dłoni. Każde serdeczne słowo i każdy ruch. Patrzyłem na nią, a moje serce bolało tak, jak nigdy dotąd. Myślałem, że już przeżyłem swoje, że ból utraty wszystkiego był tym najgorszym, lecz ten zrodzony z poczucia winy, że zawiodłem własną córkę, traktując ją jak niepotrzebny śmieć, był jeszcze gorszy.
Obezwładniał.
Może dlatego, gdy znaleźliśmy się w tak zwanym salonie, obecnie pustym, chwyciłem ją, przyciągnąłem ku sobie i przytuliłem. Milcząc, trzymałem w uścisku, czując, jak moje łzy moczą błękitną chustkę na jej głowie.
- Spokojnie tato, będzie dobrze. - Poklepała mnie po plecach, a wtedy rozbeczałem się ja dziecko. Łkałem, ściskając Oliwię w ramionach, a ona tylko ze spokojem powtarzała, że nie powinienem, że jeszcze pół życia przede mną i wszystko można naprawić.
Nieprawda. Nie wszystko. Czas, czas był jedyną rzeczą, której nie mogłem kupić, nawet gdyby był najbogatszym człowiekiem pod słońcem. Ten czas przeszły, który bezpowrotnie minął i nigdy już nie miał wrócić. Ten czas, gdy mogłem przytulić Oliwię, wsłuchać się w dziewczęcy głosik szepczący „tatusiu”. Ten czas, gdy mogłem dokonać słusznego wyboru, dawno minął.
Teraz nie miałem już nic, nawet córkę wkrótce stracę.
Gdybym mógł zacząć od nowa tysiące kilometrów stąd, znalazłbym sposób, aby wszystko naprawić.
Właśnie o tym myślałem, leżąc w obcym łóżku, gdy za oknem szalała kolejna śnieżyca, a moje serce wciąż rozgrzewało wspomnienie uśmiechu Oliwii i to jedno słowo, które okazało się dla mnie wybawieniem.
- Będzie dobrze, tatusiu. Zobaczysz.
Ostatnie, jakie usłyszałem z jej ust. Z pogłosem smutku, z cichą rezygnacją i jednocześnie z niezwykłą odwagą. Jedyne, cudowne, wyjątkowe. Prawdziwe, bo osoba, która je wypowiedziała, może i była mną rozczarowana, ale też mnie kochała. Naprawdę mnie kochała, chociaż ani trochę nie zasługiwałem na tę miłość.
Ostatnie, bo Oliwia odeszła w nocy. Po cichutku całkiem niezauważona, odeszła, zostawiając mi list. Napisała w nim tylko kilka zdań. O wybaczeniu, bo życie jest zbyt krótkie, by chować urazy, o tym, abym się nie poddawał i to, że bardzo tęskniła do mamy.
W końcu się z nią zobaczę. To jedyny powód do radości. Wiem, że ją rozczarowałam, żyjąc tak nędznie i nie walcząc o przyszłość, ale myślę też, że mi wybaczy. Zresztą nie tylko ona będzie na mnie czekała. Wujek Kamil również. No i jeszcze dziadek. Tatusiu, nie martw się. Nie byłam dla ciebie nikim ważnym i nie mam o to żalu. Nie możemy się zmusić do miłości, to niewykonalne. Chciałam zostać lekarzem, chciałam kochać i chciałam mieć rodzinę. Taką prawdziwą, z prawdziwym domem pełnym miłości i ciepła. Nie udało się, ale nie żałuję. I pamiętaj, razem z mamą będziemy na ciebie czekały!
Dopilnowałem, aby godnie ją pochowano tuż obok Klaudii. Położyłem na grobie skromną wiązankę, na której zakup pożyczyłem kilka złotych od Mateusza. Wstyd, że tylko na to mnie stać był niczym wobec bólu rozrywającego moje serce.
Oliwia była jak kula. Wbiła się w nie, rozerwała na strzępy i wyleciała drugą stroną, znikając w nicości. Była świadectwem mojej największej porażki. Przez te dwa dni byłem z nią bliżej niż przez te dziesięć lat, gdy u mnie zamieszkała.
Wszyscy odeszli, ja zostałem przy tym skromnym grobie. Piasek, śnieg, najtańsza trumna. Kilka wiązanek kwiatów.
Moja córeczka… Jedyny człowiek, który wyciągnął do mnie rękę. Nie ośmieliła się tego zrobić, gdy otaczali mnie pochlebcy i kłamcy, ale kiedy naprawdę potrzebowałem pomocy, ani chwili się nie zawahała. Zostawiła mi też swój skromny majątek, łańcuszek po matce, jej złotą obrączkę i kilkaset złotych w kopercie. Zdjęcia, listy, pamiątki i nagrody.
Płakałem przy jej grobie, wyłem bez opamiętania, gdy zgarniałem niewielki dobytek do dużego szarego kartonu, bo to bolało tak, że miałem ochotę umrzeć.
Dwa dni po jej pogrzebie, gdy na niebie świecił księżyc w pełni, podjąłem decyzję. Zawiązałem wokół nadgarstka błękitną chustkę, stanąłem przy oknie i postanowiłem, że będę walczył o odzyskanie wszystkiego, co mi zabrano. Nie motywowała mnie zemsta czy pragnienie powrotu bogactwa, a wspomnienie szczerego spojrzenia niebieskich oczu mojej córki.
Jej już nie mogłem pomóc, a ten ból, te wyrzuty sumienia nigdy nie znikną. Mogę jedynie zagłuszyć cierpienie, pomagając innym, taki jak ona i ja, opuszczonym przez wszystkich, poharatanych psychicznie, bez nadziei na lepsze jutro.
Kolejne łzy spłynęły po moich policzkach, chociaż byłem pewien, że przez ostatnie godziny wyczerpałem ich wszelkie zapasu. Płakałem, a w głowie wciąż dźwięczało mi słowo tatusiu.
Odpowiedzi
Ewelina
Ile dobra miała na sobie Olivia …😭. Aleksandrowi potrzebny był mocny wstrząs ….mam nadzieję ,że się opamięta zawalczy o swoje i będzie czynił dobro dla Oliwii …
Agnieszka
Po trochu tak…
Sylwia
To będzie super książka. Już na początku popłakałam się jak bubr 😘
Czy będzie w całości na „motylewnosie” ?
Agnieszka
Tak, będzie w całości 🙂