Hate & love (IV)

with Brak komentarzy

***

Iwo

Nie miałem jej nic do zaoferowania? Ktoś, kiedyś powiedział, znajdźcie mi człowieka, a ja znajdę na niego paragraf. Jako prawnik często to powtarzałem, niby w żartach, ale było dużo prawdy w tych słowach. Każdy ma słabe strony. Każdego można kupić. I miałem rację, że nie zawsze walutą są pieniądze.

W jej przypadku na pewno nie były. Ani wcześniej, ani teraz.

Tylko że z im większą stanowczością mówiła „nie”, tym bardziej byłem pewien, że ją złamię. Obrzydzenie czy nienawiść nie miały nic do rzeczy, przeciwnie, były niezwykle motywujące. Dodawały pikanterii i podniecały.

Wtedy wygrała, bo interweniowali moi rodzice. Ojciec, jako czynny polityk, nie chciał niepotrzebnej afery. Teraz byłem wolny i nie musiałem się trzymać żadnych zasad.

Za miesiąc w moim łóżku będziesz błagać o orgazm – powiedziałem ze spokojem, odzyskując zimną krew. Nie mogłem pozwolić, aby irytacja i gniew wzięły nade mną górę. Przecież dokładnie o to chodziło tej zdzirze. Wyjąłem z portfela banknot, rzuciłem na stół i wstałem.

To za kawę. Żebyś nie pomyślała, że za seks z tobą, bo nie jesteś warta nawet tyle – rzuciłem z pogardą.

Tylko dlaczego mnie prześladujesz?

Nie lubię niedokończonych spraw.

Tym razem nie odpowiedziała. Sięgnęła po herbatę i popijała ją powoli, patrząc na mnie ze spokojem. Robiła to z premedytacją, ale nie dałem się sprowokować. Wyszedłem z lokalu i ostre powietrze na zewnątrz odrobinę mnie ocuciło. Było jak siarczysty policzek, którego potrzebowałem. Zamiast złapać taksówkę, poszedłem do biura na pieszo, bo właśnie tego było mi w tym momencie potrzeba.

Odwołaj wszystko na dziś – rzuciłem sekretarce. – Chociaż będzie się palić i walić, mnie nie ma, zrozumiałaś?

Dobrze – odparła wyraźnie spłoszona. Szef pracoholik nagle wziął wolne? To musiało ją zaszokować.

Kwadrans później siedziałem przy biurku, popijając kolejną kawę i wpatrując się w widok za oknem. Planowałem. Najpierw musiałem zadzwonić do kilku osób, zebrać informacje. Tak szczegółowe, żebym wiedział nawet, którego dnia wynosi śmieci. Później w punktach wypiszę, jak mogę wpłynąć na jej życie. Praca, mieszkanie, znajomi, nawet lekarz, do którego chodziła. Kolejny punkt to informacje o tych ludziach, abym miał na nich haka. Wynajęcie odpowiedniej ekipy, aby śledziła każdy jej ruch. Zamontowanie podsłuchów i kamerek, o których nie będzie wiedziała.

Zapowiadała się znakomita zabawa i to wprawiło mnie w dobry humor. Co dziwniejsze, nawet nie dopuszczałem do siebie myśli o przegranej. Może zajmie mi to sporo czasu, pochłonie masę pieniędzy, zaangażuje, ale będę ją miał. Niezależnie czy będzie chętna, czy nie, będę ją miał.

Nie spodziewałem się, że sekretarka kogokolwiek wpuści, więc kiedy usłyszałem, że ktoś wchodzi, spojrzałem w kierunku drzwi z dezaprobatą. Tylko że tym kimkolwiek był ten padalec, mój kuzyn.

Wpadłem na chwilę, omówić pewną sprawę – rzucił, siadając z impetem w fotelu. – Znasz ją, prawda? Wiesz, kim jest?

Znam – mruknąłem niechętnie. Jeszcze tego mi brakowało, żeby ten baran pokrzyżował moje plany. – Jest moja, więc trzymaj łapy przy sobie i nie wchodź mi w drogę.

Uwielbiam wchodzić ci w drogę – oświadczył przekornie. – Zgaduję, że nie udało ci się zaliczyć i teraz siedzisz tutaj, snując nikczemne plany.

Lepiej, żebyś zniknął.

O co się założymy?

O nic – zgrzytnąłem zębami ze złości. – Wypierdalaj, bo inaczej sam cię wyrzucę.

Piękna kobieta – powiedział w zamyśleniu, nie zwracając uwagi na moje nieuprzejme słowa. – Naprawdę piękna. Matka ostatnio narzeka, że zostanę kawalerem do końca życia, a ona spragniona jest wnuków. Myślisz, że Daria by się nadawała?

Jak ją zaliczę, możesz robić co chcesz.

Nie lubię używanych rzeczy, zwłaszcza po tobie.

Lepiej żebyś nie wchodził mi w drogę – ostrzegłem go, chociaż wiedziałem, że rzucam słowa na wiatr. Ten idiota robił to od zawsze. Co prawda nie pamiętam zabaw z piaskownicy, ale pewnie już wtedy walczyliśmy o przysłowiową łopatkę.

Przyznaj, życie beze mnie byłoby nudne? – roześmiał się. – Skąd ją znasz? Wygląda na to coś starego, spotkanie po latach i tym podobne. Studia?

Jej ojciec był pomocnikiem ogrodnika – wyjaśniłem niechętnie.

Czyli też ją znam? – zadumał się. – Dziwne, nie mogę sobie przypomnieć.

Chodziła do tego samego liceum, co my.

Serio? Tym bardziej jestem zaskoczony.

Krótko, ostatnią, maturalną klasę. Ciebie wtedy nie było, siedziałeś u matki, we Francji.

Faktycznie. Cholera, szkoda, masz przez to fory. A może nie? – spojrzał na mnie bystro. – Nie zauważyłem, abyście się lubili. Mógłbym nawet powiedzieć, że w powietrzu między wami wisiała prawdziwa, czysta i niczym nie skażona nienawiść. Gdybyś ją rzucił, to teraz traktowałbyś jak powietrze. Słusznie więc podejrzewałem, że nie udało ci się zaliczyć, chociaż wywinąłeś numer przez który nie może na ciebie patrzeć.

Wynocha! – warknąłem.

W zasadzie to wyglądała, jakby miała ci przegryźć gardło, obciąć jaja, przywalić obuchem siekiery, a na końcu zakopać na odludziu. Czyli wysuwam się na prowadzenie – dodał wesoło, jednocześnie wstając. Chyba wyczuł, że znalazłem się na skraju opanowania i za chwilę to ja przegryzę mu gardło. – Do zobaczenia na placu boju, kuzynie!

Czmychnął przez drzwi na tyle szybko, że figurka, którą rzuciłem, rozbiła się o framugę.

Nie brałem tej rywalizacji na poważnie. Przemek był jak dokuczliwa mucha, której brzęczenie wprawiało w irytację, ale nie mogło zaszkodzić. Nie chciałem się irytować. Wolałem skupić na niej i na tym, co planowałem.

Sięgnąłem po telefon. Czas zadzwonić do kilku osób i zacząć działać.

Dałem sobie miesiąc. Miesiąc, aby znalazła się u moich stóp, skamląc o litość.

Leave a Reply