Hate & love (V)

with Brak komentarzy

***

Daria

Minęły dwa tygodnie i nic. Iwo się nie pokazał, nie sprawiał kłopotów, ogólnie wyglądało to tak, jakby przestał się mną interesować.

Ale to była cisza przed burzą. Za dobrze znałam tego bydlaka, żeby odczuć ulgę i żyć dalej jak gdyby nigdy nic. Co knuł? Podejrzewałam wszystko co najgorsze. Od pozbawienia mnie pracy na uczelni, do porwania i gwałtu włącznie. Dlatego starannie zamykałam drzwi, spałam z nożem pod poduszką i zrezygnowałam ze samotnych spacerów. Trzymałam się tłocznych miejsc, omijałam taksówki, korzystając z autobusów. Te dwa tygodnie spokoju tak naprawdę psychicznie mnie wykończyły, bo wciąż spinałam się, oczekując ataku.

Czasami przychodziło mi do głowy, że może faktycznie powinnam się z nim przespać. Zacisnąć zęby i ogłosić cichą kapitulację, bo tylko wtedy dałby mi spokój. Chwilę później wracały wspomnienia i ze wstrętem odrzucałam ten pomysł.

Każdy, tylko nie on.

Pierwszy raz zauważyłam, że coś jest nie tak, gdy wróciłam do domu po wyczerpującym dniu na uczelni. Moja intuicja krzyczała, prawie wyła na alarm, że mam się mieć na baczności. Kiedyś, dawno temu babcia powiedziała mi, że byłaby ze mnie świetna czarownica. Według niej miałam ten zmysł, czymkolwiek on był. Nigdy nie wnikałam w szczegóły, ale czasami przyznawałam jej rację. Intuicja pomogła mi nie raz uniknąć kłopotów.

Zapaliłam wszystkie światła w pokoju i uważnie się rozejrzałam. Może nie miałam fotograficznej pamięci, ale od razu dostrzegłam dwie rzeczy, które mi nie pasowały. Podeszłam do parapetu i ze zmarszczonymi brwiami przyglądałam się jednemu z kaktusów. W końcu wzięłam go ze sobą, postawiłam na blacie i zaczęłam dźgać nożem.

Sprytnie – mruknęłam, podnosząc coś w rodzaju miniaturowej kamerki. – Nie daruję ci gnoju, bo to był mój ulubiony kaktus! Słyszałeś?

Uniosłam urządzenie na wysokość i powtórzyłam to jeszcze raz, bardziej dobitnym głosem. Później spuściłam w toalecie, usiadłam na kancie wanny i znów zaczęłam rozglądać.

Nikt nie włamałby się, aby zamontować tylko jedną sztukę, musiało więc być ich więcej.

Iwo zaczął działać.

Po trzech godzinach znalazłam jeszcze pięć. Przemknęło mi przez myśl, że powinnam zawiadomić policję, ale potem roześmiałam się głośno. Przecież to nic nie da, bo jak udowodnię, że sprawcą był Iwo?

Zrobiłam za to coś innego. Ubrałam się elegancko, zapakowałam kamery i pojechałam do jego biura. Sekretarka patrzyła na mnie nieufnie, ale po chwili gestem zaprosiła mnie do gabinetu szefa.

Bydlę siedziało za biurkiem, nadzwyczaj z siebie zadowolone. Ubrany w elegancki, ciemny garnitur, jasnobłękitną koszulę, wyglądał nieskazitelnie i seksownie, ale na mnie nie robił wrażenia. Walory estetyczne oceniłam jednym spojrzeniem, po czym wyjęłam z torebki kamerki i położyłam przed nim na stole.

Pierwsza popłynęła z prądem do Bałtyku – wyjaśniłam, nie bawiąc się w powitania.

Brakuje jeszcze czterech – odparł lekceważąco, jakby spodziewał się mojej wizyty.

Spokojnie, znajdę wszystkie.

Widzisz, jakie to łatwe?

Włamanie do mojego mieszkania? Sądzisz, że to da ci przewagę?

Od czegoś musiałem zacząć. Przyznaj, od naszego ostatniego spotkania zaczęłaś się oglądać przez ramię i zastanawiać, co wymyślę. Prawda? – dodał ze śmiechem.

To go bawiło? Ja zasypiałam z nożem pod poduszką, a jego to bawiło! Najgorsze było to, że faktycznie pozostawałam bezbronna, bo niby jak ja mogłam mu zagrozić? Miał przewagę i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Nie muszę się zastanawiać, za dobrze cię znam.

Przyznam, że nawet cieszy mnie twój opór. Bez tego byłoby nudno, tak jak z innymi – powiedział z lekceważeniem.

Z innymi? – powtórzyłam jak echo, mrużąc oczy. – Kim był mężczyzna, który podszedł do nas na przyjęciu?

Nie powiedział ci?

Jesteś mało wdzięcznym tematem do rozmów, więc nie było okazji.

Kuzynem – oświadczył krótko. – Wrzodem na dupie.

Ach, wrzodem? – W mojej głowie właśnie krystalizował się wcale nie najgorszy plan. Ogień ogniem zwalczaj, pomyślałam, czując nagłe rozbawienie. Co prawda Przemek również nie przypadł mi do gustu jako kandydat na związek, ale na pewno był lepszy od tego tutaj. Muszę tylko zorganizować pierwsze spotkanie, a reszta przyjdzie sama.

Każdy z nas ma taki wrzód na dupie – powiedziałam, patrząc na niego znacząco. – Mój jest ogromny, ropiejący i obrzydliwy.

Jeszcze słowo, a dam ci taką nauczkę… – wstał z takim rozpędem, że mało brakowało, a fotel na którym siedział, przewróciłby się z hukiem. Widać nie spodobało mu się porównanie do ropiejącego wrzodu.

Spróbuj. – Wyjęłam z torebki paralizator, który znacząco zasyczał i zaiskrzył, gdy nacisnęłam guzik. Iwo zatrzymał się w pół kroku i tylko patrzył na mnie z wściekłością, bo widać było, że zamierzał skorzystać z przewagi fizycznej, a tu zonk. – Teraz spokojnie sobie wyjdę, a ty wrócisz do knucia i picia kawy.

Dorwę cię! – warknął, ale nie zaatakował. – Załatwię jeszcze lepiej niż dziewięć lat temu!

Marzenie mam! – zanuciłam, a biedny Iwo gwałtownie poczerwieniał. Nie chciałam go dalej prowokować, więc wycofałam się w kierunku drzwi, a potem z pośpiechem wyszłam.

Dopiero wtedy odetchnęłam. Schowałam paralizator, spojrzałam na głodną informacji sekretarkę, posyłając jej dwuznaczny uśmiech i ruszyłam w kierunku windy.

Pomysł z poderwaniem Przemka zakiełkował w mojej głowie i rósł, chociaż myślałam o tym z pewną niechęcią. W sumie to upiekę dwie pieczenie przy jednym ogniu: będę bezpieczna i ten palant dostanie wylewu, jak się dowie, że chodzę z jego kuzynem. Westchnęłam poirytowana, bo gdzie niby mam szukać mojego przyszłego chłopaka? Czy pracuje również w tym budynku? Z tego co wiedziałam, cały należał do rodziców Iwo, w połowie był wynajmowany, a na samej górze znajdowała się siedziba kancelarii, którą przed chwilą odwiedziłam. Ojciec tego palanta był teraz ministrem, matka sędzią, a rodzeństwa nie posiadał.

Gdyby to był film lub książka, to pewnie natknęłabym się na mój cel zupełnie przypadkowo, wychodząc na ulicę. Niestety rzeczywistość nie miała ochoty ułatwiać mi życia i po prostu pojechałam do pracy.

Leave a Reply